Pola ,ogrody i …wakacje! :)

Kochani:)
Od jutra zaczynam dłuugi urlop, wyjeżdżam i w związku z tym znikam z sieci na jakiś czas.
Zostawiam dobrym ludziom pod opieką ten blog.
Na pożegnanie kilka zdjęć z moich okolic:

Pobliskie pola. W dali zarys Karkonoszy. Przy dobrej widoczności można dostrzec Śnieżkę :)

201307231500

201307231499

*
Moje trzy ogródki: warzywny, maleńki przed samym domem i piwny ;) :)

***

Do miłego!

Tak lubię :)

***

Gdyby jeszcze pół roku temu ktoś powiedział mi, że moje życie zatwardziałego domatora, tak ulegnie zmianie, nie uwierzyłabym.
M.mówi, że to i tak dopiero preludium; w związku z dużymi zmianami w moim życiu zawodowym, od jesieni będę rzadkim gościem w domu.
Trochę obawiałam się tych zmian; dziś muszę przyznać, że moje zdolności adaptacyjne nie zmieniły się; są takie / spore/, jak zawsze. Teraz już wiem na pewno, po kim Pierworodny je odziedziczył.:) Ma jednak dużo łatwiej, niż ja. Potrafi być bezkompromisowy i pozbawiony zupełnie sentymentów. Tak, już gdy był w ogólniaku, jego nauczyciele mówili, wcale nie żartując, że
” to będzie dobry prawnik” ;). Pomimo tego, że w pierwszych dniach pobytu na Malcie, narzekał na ogólny „nieporządek w tym kraju”, już zaaklimatyzował się. Niedawno dopadł mnie wieczorem w domu na skype. Ostatnio jest bardzo zadowolony z siebie( bardziej nawet , niż zwykle) . Powiedział, że możemy porozmawiać, bo on ma teraz czas. Nie warknęłam, miałam dość dobry dzień. Włączył kamerę i zakomunikował, że teraz pokaże mi swoje mieszkanie. Z laptopem w ręku przechodził z kąta w kąt, z pokoju do pokoju. Gdy doszedł do kuchni, oznajmił:
– mama, a to są moi przyjaciele, przygotowują właśnie kolację!
Oczom moim ukazało się kilkoro młodych, roześmianych ludzi. Usłyszałam głos Pierworodnego:
– hej, to moja mama!
To miłe, ale byłoby jeszcze milsze, gdybym, do licha, nie siedziała przed kamerą będąc tuż po kąpieli, z mokrymi , nieuczesanymi włosami i cieniutkiej koszulce nocnej!! Zachowując zimną krew, sympatycznie powitałam młodzież, po czym z uroczą miną powiedziałam, że przepraszam, ale przed chwilą właśnie wyszłam z wanny…
Pierworodny, gdy zaserwowałam mu potem ostro kilka sów, machnął ręką:
– ej tam mama, wszystkim moim znajomym zawsze podobasz się i nie mogą uwierzyć,że masz te ( tu przemilczę;) lat!
– no dobra, ale dlaczego musieli poznać mnie… mokrą?! ;)
*
Coś, co na pewno różni mnie i mego Pierworodnego , to jego uwielbienie betonowego świata wielkich miast. Nie lubię i chyba nigdy nie polubię, choć przecież połowa mego życia mija we Wrocławiu.
Natomiast…
Motele, hotele, zajazdy poza miastem- za tym przepadam!
Dość często w nich bywam. Chyba nawet za często, bo już powoli zapominam smak domowych obiadów.
Rozbestwiłam się strasznie! ;)
*

Gdzieś w Wielkopolsce:


*
Czasem trafi się jakaś elegancka impreza. Dla mojej przyjemności, mogłaby trafiać się co tydzień;) :

Imieniny mojej siostry i drugiej bliskiej Anny

*
Kilka kilometrów ode mnie.
Zajazd, do którego mam duży i bardzo słodki sentyment:

***

Lato , lato ;)

czyli dzień jak ( niemal) co dzień ;)

Nad naszym jeziorem:

201307081339

201307081337
*

Odkryliśmy cudowne miejsce, nasze uroczysko . Słońce i cień, czyli dla każdego coś dobrego! ;)
A, że nic nie jest doskonałe, trzeba tam przyjechać albo bardzo wcześnie, albo bardzo późno, bo zwykle tu tłum ludzi….
201307081341
*

Abi poznała postawnego, wysokiego gentlemana ;)


Saba natomiast ciągle zastanawia się:
gdzie w tej wodzie jest mój pan i czy już mogę wskoczyć ratować go ? ;)
201307091349
*

Wracamy do domu. Jak fajnie było ochłodzić się!
201307091351
***
A wieczorem ja i moja Mała W., z którą zmuszona jestem spędzać wakacje ( God Save the Queen ( and me too! ;))), jeździmy często do naszego ulubionego zajazdu country na dinner( tak, tak, przy kolejnym, tak gorącym lecie i takiej aurze, można już zacząć przestawiać się na dinner / lub, jak ktoś woli: pierwszy konkretny posiłek / po osiemnastej… )
:)

***

Królowa jest jedna;) cz.I

Niewątpliwie królową kwiatów jest róża.
Uwielbiam róże i od lat staram się pielęgnować je tak, by latem móc podziwiać ich piękno.
Róże pnące mają mniejsze kwiaty i są delikatniejsze , niż ogrodowe i parkowe. Pomimo tego, że wszystkie róże są kapryśne i wcale nie tak łatwe w uprawie, pnące są najbardziej odporne na zimowe mrozy i najsilniejsze za wszystkich róż.
Kiedyś pisałam, że
szkoda, że nie można przenieść tu, na blog zapachu kwiatów.
Dziś powtórzę to samo; dodam tylko: zerknijcie na tę pierwszą, białą różę. Pachnie tak cudownie,że trudno opisać.
Pachnie ..różą!
:)

***

Te mądre, brązowe oczy*

Dedykując Małgosi, która kocha i rozumie zwierzęta :)
http://poczytajdarylasu.wordpress.com/2013/07/18/klient/comment-page-1/#comment-406

Rzadko kiedy wrzucam na blog swe świeże emocje, ale dziś wydarzyło się coś, czego chyba nigdy nie zapomnę.
Wracałam z Małą W. wieczorem z ważnej, rodzinnej imprezy. Oczywiście o dziewiczo świeżym umyśle (i oddechu), a także ilości promili może 0, 0003( pięć godzin wcześniej wypiłam łyk szampana za zdrowie Jubilata) .
Noc dziś jest wyjątkowo piękna- jasna , księżycowa. Jak nie cierpię prowadzić w nocy, tak w takie noce jak ta, mogłabym jechać, jechać..Pola, lasy i niebo , po którym leniwie płyną obłoki, przetkane gdzie nie gdzie złotymi gwiazdami. Samochód, prędkość, muzyka. Kocham to!
Opel po reanimacji jeździ jak młodzik, spokojnie mogę wyciągnąć nim, jak lubię;) Często, gdy jadę przez moją okolicę, słyszę potem od znajomych:
– czemu nie odmachałaś mi?
Jak to czemu? Czy myślicie, że koncentruję się na tym kto idzie po chodniku? Lub jedzie z naprzeciwka? To dla mnie tylko obiekt na / lub blisko drogi, potencjalny intruz, potencjalna ofiara, która może mi wleźć/ wjechać na drogę! Nie widzę, nie chcę widzieć twarzy; widzę drogę i wszystkie ewentualne przeszkody( nawet te w znacznej odległości) . Może dlatego- odpukać!- do dziś, nie miałam żadnego wypadku, choć jeżdżę szybko( niektórzy mówią, że stanowczo za szybko..;))
Dziś też szybko jechałam. Mała W. nienawidzi, gdy wyciągam dobrą prędkość i zawsze mnie stopuje. Tym razem jednak , śpiesząc się do domu i widząc, że jest sucha i pusta droga, nic nie mówiła. Najwyraźniej podobało się jej.
Jechałyśmy fajnym ,prostym odcinkiem między polami. Muzyka, noc, prędkość..dojeżdżałyśmy do zakrętów przed lasami; miałam 100, może 110 km/ h , powoli zwalniałam, gdy nagle na szosie zamajaczyła mi postać jakiegoś zwierzęcia. Pomimo tego, że oczywiście miałam włączone długie, postać ta , choć zbliżałam się do niej, ani myślała uciec z drogi! Hamulec najpierw lekko, potem , ponieważ postać nadal stała na drodze, NA MAX !
Wiedziałam już, że to chyba sarna lub coś podobnego, ale gdy opel stanął mi niemal ” na sztorc” i zatrzymałam auto może pół metra przed tym zwierzęciem, zobaczyłam, że ” sarna” ma wielkie, piękne poroże.
Mała Wiedźma zamarła. Ja też.
Wyłączyłam długie, dałam pozycyjne.
Zza maski samochodu , stojąc jak gdyby nigdy nic przed zziajanym oplem , patrzył na nas piękny, młody jelonek!
Patrzył jakby na nas, jakby prosto nam w oczy swymi pięknymi, brązowymi oczami! To niemożliwe, przecież światła samochodu
( nawet pozycyjne!) musiały go oślepiać, ale wrażenie było takie, jakby widział nas.I jakby kompletnie ignorował naszą obecność na JEGO TERYTORIUM, lub wręcz czekał, aż wyniesiemy się stamtąd! Nigdy jeszcze nie widziałam czegoś takiego, nigdy żadne dzikie zwierzę nie było tak blisko mnie! Od trzydziestu lat jeżdżę tą drogą( od kilku lat sama) ; spotykam przebiegające drogi stadka saren, dzików, lisy i zające, bażanty i kuropatwy.
Tym razem widziałam TUŻ te duże, brązowe oczy , dumne, a jednak wrażliwe i zaciekawione.
Zastygł w bezruchu , a ja i Mała Wiedźma, irracjonalnie może zachowując ciszę w aucie , szepnęłyśmy równocześnie:
– daj telefon, trzeba szybko zrobić zdjęcie
!
Zanim jednak zdążyłyśmy chwycić i ustawić swe komórki, zobaczyłam we wstecznym lusterku światła jakiegoś samochodu. Wtedy jelonek drgnął i dał susa w pola…
*
Nie udało się zrobić zdjęcia naszemu jelonkowi, posilam się więc internetem.
Widziałam dziś kogoś takiego:
jelen_ba

prawda, że piękny?
Poczytuję to za bardzo dobry znak!
;)
***