Rozgrzeszenie ;)

Na Waszą prośbę znów o miłości.

Dedykując mojej drogiej Andżelice;
Jeśli uważacie , że to to Harlequin, to bądźcie pewni,że spisany dokładnie z jej opowieści.
Z życia.
Bo ————-
może też trafi nam się w życiu kiedyś totalnie cudowny, kiczowaty ” harlequin”
;)

Nie śpię dzisiaj
Może nigdy nie będę.
Winy z przeszłości przyszły
Zobacz jak zbierają się razem.

Za oknem
Za drzwiami
I znam powody,
dla których wszystkie tutaj przyszły.

 

 

Przypadkiem wpadła mi w ręce. Moja stara,jedwabna, ciemnoczerwona torebeczka. A właściwie sakiewka, rodzaj woreczka z czarnymi sznureczkami- wstążeczkami, które zawiązane w śmieszną kokardę mocno ściskały jego końce. Wiedziałam co jest w środku tego połyskującego ciemną czerwienią woreczka. Przeszłość. Dni i noce, o których nie chciałam myśleć, które upchnęłam w najdalszą część swej duszy i tej starej komody. Wspomnienia, które czasem wracały w snach, brutalnie pieszcząc moje śpiące ciało. Wspomnienia, które musiałam odganiać gdy nachalnie próbowały wkraść się we mnie kiedy byłam z nim.
Nie wiem dlaczego czarne wstążeczki znalazły się znów w moich dłoniach. Nieposłuszne , te moje nieposłuszne palce jednym, sprawnym ruchem rozwiązały kokardę. Znów,jak przed dwoma laty trzymałam ją w rękach. Znów przeszedł mnie ten sam, ten doskonale znany dreszcz.
Moja czarna, jedwabna koszulka. Właściwie koszulinka, haleczka, która nie była ani koszulką, ani halką. Króciutka, na ramiączkach, pod biustem rozcięta. Dwa kawałki czarnego jedwabiu połączone w górnej części czarną koronką, która pajęczynką splotów delikatnych nici łączących porozrzucane gdzie nie gdzie czarne różyczki, niby zakrywając, w rzeczywistości poprzez dwa duże otwory cudownie odsłaniała moje jędrne piersi. Przy każdym moim kroku dwie czarne poły jedwabiu niżej,rozchylały się ukazując moje biodra i brzuch. I czarne, koronkowe majteczki.
Nie pamiętam już, który z nich mi ją podarował.Zresztą- czy to ważne? Nie,nigdy nie było to istotne. Byli moim dużymi, żywymi zabawkami; sympatycznymi stworzonkami, z których jedno, co mogłam z wzajemnością czerpać bez końca, to rozkosz. Mogłam pieprzyć się z nimi, pieprzyć ich, a potem pijąc wino z przyjaciółkami śmiać się z ich potknięć, gaf; z nich. I opowiadać o tych wszystkich drogich hotelach i wypasionych imprezach, na które mnie zapraszali. I chwalić się nowymi kieckami, torebeczkami, majteczkami, maskotkami od nich. Tak, mężczyźni to dość pożyteczne i nawet urocze stworzenia.
(…)
Adama poznałam na jednej z tych sztucznych, obrzydliwych imprez organizowanych przez Firmę. Miało nie być mnie tam, miałam znów jechać do Berlina. Życie plecie się jednak dziwnie; w ostatniej chwili nasz wyjazd został odwołany, w ostatniej chwili zdecydowałam się pójść na tę imprezę.
Jeśli istnieje coś takiego jak coup de fudre, to nagłe uderzenie pioruna nazywane zwykle i przez zwykłych ludzi miłością od pierwszego wejrzenia, to właśnie tego doświadczyłam w tamten piątkowy wieczór. Adam w swojej śmiesznej , niedbale włożonej w spodnie koszuli, grzecznej, ale stanowczo niemodnej fryzurze nie pasował do tych picusiów , tych wypacykowanych kretynów w nowych, drogich garniturach i pachnących najnowszym krzykiem mody perfumowej. Poznałam go, gdy podpita tańczyłam ze swoją potencjalną , kolejną ofiarą, napalonym, przystojnym, tępym skurwysynem. Niechcący wpadłam na Adama, któremu również niechcący wylało się białe wino na moją nową, piękną, oblepiającą me ciało niczym druga skóra, bardzo seksowną sukieneczkę w czarno- złote wzory. Spojrzałam w jego niebieskie oczy i po sekundzie wiedziałam już, że nie będzie moją dużą zabawką. Dwa dni później , ku zdziwieniu wszystkich znajomych, wprawiając w osłupienie swe przyjaciółki, zdecydowałam się być z nim. Tylko z nim.  Na zawsze..
(…)
Przez te kilkadziesiąt miesięcy naszego związku , często zastanawiałam się, czy on wie, czy zdaje sobie sprawę z tego , jaka byłam kiedyś. A może jaka nadal jestem wewnątrz…? I czy człowiek jest w stanie tak naprawdę zmienić swoją duszę?
Czy zna, czy chce znać mnie tamtą? Tę drugą mnie..?
Tego wieczora czułam się dziwnie zakładając znów tę jedwabną, obszytą na górze koronką z dwoma pustymi miejscami wyciętymi specjalnie na piersi haleczkę- nie haleczkę. Pończochy, czarne szpilki, niedbale upięte włosy. Ostry makijaż i mocne perfumy. Taką mnie ubóstwiali, taką siebie, świadomie zepsutą, rozkosznie wyuzdaną samiczkę homo sapiens ,kochałam.
Podeszłam do niego cicho. Czytał coś, na stole stało otwarte czerwone wino i nasze kieliszki. Zerknął na mnie nieśmiało zsuwając okulary. Lekki podmuch odkładanej na stół gazety, a może delikatny, czerwcowy wiatr, który dyskretnie  wdarł się do pokoju przez uchylone okno,  rozchylił poły mojego czarnego wdzianka, odsłaniając me czarne , koronkowe majtki, pełne biodra i wąską talię. Patrzyłam bez mrugnięcia, bez uśmiechu; patrzyłam uważnie na jego twarz. Oplótł mnie wzrokiem. Powoli, z góry na dół.
Delikatnie dotknął mych piersi, brzucha i łona. Wstał i z wprawą, do jakiej doszedł kochając się ze mną godzinami, zdjął ze mnie śliczne, koronkowe majtki. Nagle gwałtownie chwycił wpół i odwrócił od siebie. Jego ręka zatopiła się w moich włosach, druga z całych sił rozchyliła me uda. Zabolało, gdy poczułam go w sobie. Nie zwrócił na to uwagi ; a może zwrócił właśnie, może tego chciał.
-przestań, nie tak!
Nie słuchał. Chwytając mocno me włosy ,splatając je jakby bez czucia w dłoni , raz po raz wbijał się we mnie nie dotykając, nie całując mnie. I nie mówiąc nic.
Nagle spytał:
– tego chciałaś?
Nie odpowiedziałam. Poczułam na swych dłoniach trzymających  z całych sił wystający brzeg komody dziwne ciepło.Łzy. Moje zatrute łzy. W tej chwili obrócił mnie znów do siebie i położył na naszym ulubionym, miękkim dywanie. Patrząc zachłannie na moje piersi jednym, gwałtownym ruchem rozerwał to cudne, koronkowo- jedwabne wdzianko, które z kurewskim wdziękiem opatulało me ciało. Czarna koronka , która zamiast zasłaniać nie zasłaniała nic, leżała obok mnie na dywanie w postaci dziwnych, niezgrabnych skrawków pajęczyn. Dwie połowy jedwabnej halki- nie halki leżały osobno pode mną. Zamknęłam oczy.
Poczułam jego usta na swoich. Delikatnie całował mnie w szyję, dekolt, delikatnie dotykał językiem mych nabrzmiałych sutków i tak samo delikatnie je ssał. Pieścił mnie znów doskonale. Jak zawsze.
Nie rżnął już mnie ; kochał mnie jak zwykle, kochaliśmy się jak zawsze,teraz nie zwracając uwagi na kapiące na nas ze stołu z przewróconych wcześniej kieliszków , czerwone wino.
*
Leżeliśmy na miękkim dywanie obok siebie. Mokrzy.
Od potu i czerwonego wina.
– przepraszam- szepnął patrząc przed siebie.
– nie musisz.
– nie; przepraszam za to, że zniszczyłem Twoją …pamiątkę.
– nie szkodzi . Nie miała dla mnie żadnej wartości ..emocjonalnej.
Patrząc wciąż gdzieś w przestrzeń, chwycił mą rękę i uśmiechnął się.
– czy podobam ci się też taka? Czy możesz zaakceptować mnie też taką? Tę..drugą?
Milczał.
Oparł głowę na dłoni. Spojrzał na mnie , przycisnął moją otwartą dłoń do swych ust.

-Kocham Cię. Każdą.

***

Reklamy

Stolik w drugim końcu sali *

Kiedy tańczyłaś w płomieniach świec
i Twoja twarz zmieniała się
I oczu blask tańczące dwa płomienie
Dobrze pamiętam wciąż
….

Z opowieści Andżeliki:

Pamiętasz ten mały, bluesowy klub, do którego kiedyś zaprowadziłam Cię? Ten z ciemnymi, wyłożonymi drewnianą boazerią ścianami. Z zielonymi krzesłami i szalonym barmanem. Pamiętasz na pewno, jak ten wariat do Ciebie uśmiechał się cały wieczór i próbował poderwać!
Wiesz, kiedyś, chyba dwanaście, a może trzynaście już lat temu, byłam tam z Lidką. Lidka skończyła jakiś kolejny kurs angielskiego i akurat miała egzamin. Zdała, na piątkę. Ona zresztą chyba zwykle zaliczała na pięć, nie mogło być inaczej ;wiesz jaka była ambitna.
Wtedy ..
umówiłyśmy się wcześniej, że po tym jej egzaminie , robimy kurs po moich znajomych klubach. Lidka nie znała ich, chciałam zrobić jej niespodziankę. (Nie tylko jej ; znałam niektórych szefów tych knajp, kilku barmanów i wiedziałam, że już stęsknili się za mną ;))
Country Club, Rock Club, Golden Club; w tym ostatnim posiedziałyśmy dłużej. Grali tam na życzenie tzn, to co chciałaś, barman włączał. Tak, barman; to były malutkie knajpki, kameralne i często szef był sam barmanem i jednocześnie kimś jak DJ ;)
Dowiedziałam się tam od kolegi , że na końcu ulicy założyli nowy klub, gdzie grają bluesa. Wiesz jak wtedy uwielbiałam bluesa. Poszłyśmy tam z Lidką. Od razu spodobało mi się; ciemne ściany, zielone krzesła, złoty barek, niedużo ludzi. Przyciemnione światło. Czuło się ducha!
Wzięłyśmy po piwie i usiadłyśmy na końcu sali, przy oknie. Właściwie salki, bo klub rzeczywiście był niewielki. Lidka była zachwycona , wreszcie spokój !
Rozmawiałyśmy sobie, gdy nagle zwróciłam uwagę na grupkę młodych ludzi po drugiej stronie sali. Kilka dziewczyn i z nimi jakiś młodzieniec. Przystojny..nie, raczej piękny niczym młody bóg. Długie, brązowe włosy falami opadały na jego ramiona i plecy.
-patrz Lidka, patrz tam! Widziałaś królewicza? Zerka na Ciebie, no patrz!
Faktycznie królewicz nie spuszczał oka z nas. A raczej nie odrywał wzroku od Lidki.
-Jasny szlag! Apollo ze swymi nimfami! – zaśmiała się Lidka
Niewiele pomyliła się. Piękny młodzieniec miał za towarzyszki kobiety obdarzone jak on, niemal nieziemską urodą.
– co my tu robimy Andżelika? Widzisz te kobiety? To muszą być jakieś modelki! One są tak doskonale zbudowane, wszystkie bardzo wysokie. I jakie miękkie, kocie ruchy! Patrz jak ubrane! Kurr.., gdzie my przylazłyśmy??
Nie przejęłam się specjalnie tym. Zawsze przecież miałam powodzenie, Lidka też, choć daleko nam było do jakichś tam modelek.
Lidka, nie przejmuj się. Olej to. Jesteśmy tu, aby bawić się, a nie łypać oczami na jakieś podejrzane dziewuchy.Co nas zresztą oni obchodzą? Zdrówko!
Piłyśmy piwo, ktoś dosiadł się do nas , z kimś zatańczyłam, ktoś postawił nam piwo. Impreza w klubie rozkręcała się, przychodzili nowi ludzie. Jednak czułam ciągle na nas spojrzenie tamtego młodzieńca. Odwzajemnione, bo Lidki wzrok , co chwila mimo woli wędrował na drugi koniec sali.
– ale ty jesteś uparta Lidzia! Mówię ci, nie patrz tam. Widzisz, że ma swoje dziewczyny
– ja..ja wcale nie niego nie patrzę!
I aby udowodnić to, Lidka przesiadła się tak, by nie widzieć stolika po drugiej stronie sali.
Wtedy ten wariat, barman zapalił na każdym stoliku świeczkę i wniósł na środek sali wielkiego szampana
– na koszt klubu! – krzyknął wesoło.
Okazało się, że ma urodziny:)
Wypiliśmy szampana i wróciliśmy do swoich stolików.
I wtedy zagrali to:

Widziałam jak  tamten chłopak zamyślił się. Nagle wstał i nie zwracając uwagi na śmiech i żarty swych ślicznych towarzyszek, podszedł do nas.
Stanął przy naszym stoliku ,skinął delikatnie na przywitanie i niczym ktoś z dawnej epoki (królewicz, cholera, naprawdę królewicz!) , głęboko ukłoniwszy się Lidce, zapraszając ją gestem do tańca, spytał nieśmiało:
– czy zatańczy pani ze mną?
Patrzyłam na tę całą scenę i czułam się tak, jakbym oglądała jakiś film. Lidka nieśpiesznie wstała , podała mu dłoń i zatańczyli. Sami, na środku sali.
Nie mogłam od nich oderwać oczu. Ona tak krucha, tak malutka przy nim. Miała na sobie długą, ciemnobrązową ,jak jego włosy, suknię. Lidka zawsze była inna; gdy była moda na mini, na te różne seksowne, ciasne sukieneczki, ona uparcie nosiła te swoje ulubione długie, à la hinduskie. Przepaska na długich, blond włosach i duże kolczyki; pamiętasz, to była Lidka wtedy. Była śliczna, choć nigdy nie zdawała sobie z tego sprawy. Miała tak dużo wdzięku, tak mnóstwo uroku osobistego, że wszelkie jej niedoskonałości, gdzieś głęboko kryły się przed światem.
Patrzyłam na nich, jak na parę nie z tych lat. Wyglądali pięknie w blasku świec. Miałam wrażenie,że ich zamazane w smugach tytoniowego dymu odbicie w dużych lustrach na ścianach ,chce na zawsze już tam pozostać. Widziałam jak chłoną się wzrokiem, jak dotykają nieśmiało swych włosów, twarzy, ramion. Jakby chcieli dotykiem zapamiętać każdą chwilę i każdy dźwięk.
Nigdy przedtem ,ani potem nie widziałam tyle subtelnej namiętności w tańcu.
Nagle ktoś zapalił światła, przyszli ci durni Amerykanie ( opowiadałam ci już o nich ) . I ta jego znajoma dziennikarka w spodniach w kratkę. Przynieśli wielki, urodzinowy tort dla szefa. I znów szampan, toast.
Zrobiło się głośno, wszyscy przekrzykiwali się , Lidkę porwali Amerykanie, którym coś tłumaczyła. Królewicz nagle zniknął wśród tłumu gości.
Było późno, środek nocy, chyba po trzeciej ; przed klubem czekał już na nas samochodem Adam.
Następnego dnia Lidka opowiedziała Adamowi o królewiczu.
– powiedz mi Adam ty, jako facet, powiedz, dlaczego ten chłopak zainteresował się mną? Przecież nie jestem ani tak ładna, ani wysoka, ani tak zgrabna , jak te jego koleżanki!
ale wy , baby, czasem jesteście durne! Nie pomyślałyście,że co druga z tych lasek, to pewnie pusta dziwka? Założę się, że facet miał może już dość tych umizgujących się, łaszących ,wypacykowanych lal.
Może tęsknił za kimś normalnym i prawdziwym?
***
Niedawno spotkałam się na winie z Lidką. Wspominałyśmy tamten klub, słuchałyśmy bluesa.
Wiesz co powiedziała?
Powiedziała mi, że spotkanie tego chłopaka, taniec z nim, delikatne głaskanie jego włosów i twarzy, było dla niej do dziś

jej najpiękniejszym erotycznym przeżyciem
***

 

tanczaca-para

* Mieszkanko na poddaszu*

Na najwyższym piętrze zamku jest małe, urocze mieszkanko. Niektórzy nazywają je ” klitką na poddaszu” i pewnie w tym wiele racji; mieszkanko to ma może 15m2 powierzchni, a składa się z jednego pokoiku, przylegającej doń kuchni o ukośnym dachu i wąskiej łazienki, gdzie sufit jest tak mocno ścięty, że osoba o wzroście powyżej 1,50 dokonując tam toalety, powinna mieć baczenie na swą głowę.
Od początku swego istnienia, małe mieszkanko cieszyło się dużym powodzeniem wśród chętnych do wynajmu czegoś na jakiś czas. W ciągu trzydziestu lat mieszkało tam wielu, zwykle bardzo ciekawych postaci. Gdy miałam 11 lat , jednym z ulubionych, wieczornych zajęć moich i mej paczki było nasłuchiwanie ( „podsłuchiwanie” brzmi znacznie gorzej;) odgłosów szalonych imprez wyprawianych tam przez ówczesnego lokatora, młodego, przystojnego psychologa. Czasem przez otwarte okienka wydobywały się dźwięki gitar i innych instrumentów, zagłuszane radosnym śpiewem gości. Nieraz zastanawialiśmy się, dlaczego ktoś wieczorem wylewa zupę przez okno.;) Mieszkanko tego pana oraz wszystko, co się tam działo, było dla nas tym bardziej interesujące, że uczestnikami rozśpiewanych imprez byli znajomi psychologowie, lekarze, często nasi Rodzice lub znajomi naszych Rodziców. Pomimo największych chęci, nie mogliśmy i tak nigdy wychwycić o czym gadają i z czego się śmieją; mieliśmy zresztą ważniejsze sprawy do załatwienia, jak choćby podrażnić lokatora z sutereny. Lub zrobić wielkie ognisko z..siana, które ten trzymał dla swoich królików ;)
*
Wiele lat później, gdy moje starsze latorośle przyszły na świat, wraz z ich ojcem, a mym ówczesnym małżonkiem, odwiedzałam czasem małe mieszkanko na poddaszu. Zajmowało je wtedy młode małżeństwo , nasi przyjaciele. Sąsiad był miłośnikiem win, których produkcją na użytek własny trudnił się od lat , z powodzeniem. Często sąsiedzi odwiedzali nas w naszym zamkowym mieszkaniu; nigdy jednak nie było to tak magiczne, jak przesiadywanie u nich. Zrozumiałam wtedy, że maleńkie mieszkanko na poddaszu ma w sobie COŚ niepowtarzalnego, coś, co mimo jego niewygód wszelkich, przyciąga jak jakiś magnes.
Gdy urodziło się drugie dziecko sąsiadom, musieli opuścić to małe, magiczne gniazdko. Nie sposób przecież egzystować w czwórkę na 15 metrach..
Po tych sąsiadach przyszli następni. Również nasi przyjaciele, również młode małżeństwo. Ponieważ był to okres wypraw po złoto na Zachód mego szanownego Don Kichota/ pana męża/ , często byłam sama gościem sąsiadów w ich ślicznym, przytulnym mieszkanku. Nowi sąsiedzi byli bardzo, bardzo gościnni. Często niespodziewanie dzwonili do mnie, że ” mam szybko przyjść”. 15 lat temu byłam znacznie silniejsza i było mnie znacznie mniej, wobec czego pokonanie dwóch wysokich pięter w tempie błyskawicy, nie stanowiło dla mnie problemu. Rozpromieniona wpadałam do nich, gdzie byłam natychmiast wciągana do kuchni
( kuchnia to moje ulubione miejsce w każdym domu! ) . Koleżanka zwykle czekała na mnie albo z jakąś nową, pyszną potrawą do spróbowania, albo sukienką do zmierzenia lub z chęcią zwykłego pogadania i degustowania wraz ze mną różnych napojów produkcji małżonka. Tak, nowy sąsiad , podobnie do swego poprzednika był amatorem i wytwórcą napojów procentowych. W przeciwieństwie jednak do starego sąsiada, zajmował się produkcją nie tylko swojskich win, ale i alkoholi wysokoprocentowych.
Pewnego razu , jak zwykle zadzwonili wieczorem, abym ” szybko przyszła, jeśli mogę” . Pobiegłam niczym sarenka pokonując szybciutko kilkadziesiąt schodów pod górę. W kuchni czekała sąsiadka z napełnioną po brzegi szklanką jakiegoś ciemnego napoju
– spróbuj koniecznie i oceń Angie! Ty się znasz na winach. Uprzedzam tylko, ze to trochę mocniejsze wino.Ale wypij duszkiem, dasz radę!
To, że jestem znawczynią win, a jeszcze bardziej to, że dam radę, tak podbudowało mnie,że postanowiłam spełnić życzenie sąsiadki w mig. Na bezdechu wychyliłam 3/4 szklanki, po czym..oczy moje stały się ogromne niczym talarki, a oddech gdzieś ugrzązł w płucach
– śliwowica!- wykrztusiłam w końcu- fuuck, co to jest??
Okazało się, że faktycznie sąsiad w ramach swych eksperymentów przegonił zwykłe wino spirytusem, dodał czegoś na śliwkach i tak powstał ten cudowny napój, którego recenzentem miałam być ja.
Po wypiciu drugiej szklanki, tym razem powoli i z sąsiadami,po pełnym uznaniu dla nowego trunku kolegi, wróciłam do domu. Dwa wysokie piętra w dół. Droga powrotna była znacznie trudniejsza.
Dziwnie schody wydawały się bardzo dłuuugie, a poręcze jakby ruchome ;)))
Przepadałam za wieczorkami u sąsiadów. Nie zawsze zakrapianymi śliwowicą przecież. Niestety z czasem i oni opuścili małe mieszkanko na poddaszu. Było mi smutno. Teraz, aby odwiedzić ich lub poprzednich, musiałam ubierać się w coś, odpalać auto i jechać kawałek.To psuło mi całą przyjemność ewentualnych wizyt. A świadomość, że nie będę mogła w myśl zasady piłeś- nie jedź ,oceniać efektów pracy sąsiadów, całkiem odbierała mi chęć wyjścia poza zamek.
Gdzież te czasy, gdy biegłam w szlafroku, podomce czy zwykłym dresie na górę pogadać o wszystkim i niczym i spróbować różnych smakołyków!
*
Smutek mój nie trwał długo. Kilka lat temu wprowadziła się do mieszkanka na poddaszu moja przyjaciółka. Wtedy była jeszcze tylko koleżanką znaną z widzenia; błyskawicznie jednak zaprzyjaźniłyśmy się. A mieszkanko znów tętniło życiem.
I to jakim życiem!
Ale to już osobna historia, którą, jeśli chcecie, opowiem kiedyś :)

* „Keep away …! ” czyli o pewnym Wystąpieniu Angie w internecie… *

Chyba nikt nie lubi kompromitować się, a szczególnie już zrobić sobie ” obciach” na oczach setki osób.
Nie lubimy publicznie robić z siebie ” jakichś tam dziwnych” , ale czasem , w większym lub mniejszym stopniu zdarza się nam. No cóż nobody is perfect i nie zawsze da się to zamaskować ;) Szczególnie, gdy w grę wchodzą solidne emocje.
*
Minął rok mojej wirtualnej, wielkiej miłości do Szkota. I, jak mówiły wszystkie znaki na Niebie i Ziemi, wzajemnej miłości. Spędzaliśmy długie godziny via camera, snuliśmy plany na wspólną przyszłość. Byliśmy zakochani tak w sobie, jak i naszym kochaniu się. Spotykaliśmy się na skyp’e i na msn. Ten drugi komunikator powiązany jest z hotmailem a na hotmail’u jest dość ciekawie, gdyż, jeśli nie zastrzeże się prywatności, większość naszych posunięć w sieci jest zapisywana i ukazuje się publicznie jako informacje o stałych bywalcach , na zasadzie
” co nowego u pani. pana x” . Np:
” Wczoraj Angie była widziana tutaj.”
„Trzy dni temu Angie zmieniła swe zdjęcie na profilu i zostawiła wiadomość do Craiga o treści …”
” Scot, I love you”- powiedziała Angie w piątek
itd
Jak już mówiłam, można było zastrzec pewne informacje, ale moja wiedza informatyczna , średnia znajomość ” technicznego angielskiego” oraz wrodzona niecierpliwość , nie pozwalały mi na zagłębianie się w te różne jakieś tam komputerowe arkana
A zresztą: czy miałam coś do ukrycia? Wszyscy znajomi z hotmaila wiedzieli, że ” Polka i Szkot” to internetowa Para Stulecia i że nic ani nikt nie rozdzieli tej wielkiej miłości ;) Szkot wychodził z tego samego założenia; nie miał żadnych zakodowanych kontaktów ani zastrzeżonych informacji o sobie i swojej aktywności na hotmailu.
Zrozumiałe jest, że wobec łatwego dostępu do kont niektórych znajomych, można było śledzić ” co tam u nich słychać” .
Pewnego razu Szkot poinformował mnie telefonicznie, że jedzie w góry i ” niedługo odezwie się” .
Pogrążona w tęsknocie ” weszłam” wieczorem na pocztę hotmail. I..jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że ma tam nowe zdjęcie! Z armatą! :)))
Długo nie rozmawialiśmy na msn, głównie wisieliśmy na telefonach i na skyp’e i nie wiedziałam nic o tym nowym zdjęciu. Zdjęciu z armatą!
Nie wiem czemu, ale tak mnie zdenerwowało to zdjęcie , a raczej fakt umiejscowienia go tam bez mojej wiedzy, że postanowiłam sprawdzić dokładnie ostatnie posunięcia Szkota w sieci. Przecież miał ” otwarte” konto, mogę wejść, a co tam!
Wchodzę, a tu…no nie wytrzymam! Wśród różnych Jego starych kontaktów jest nowy! I to..kobieta! Piękna kobieta! Włoszka…
Przeszedł mnie dreszcz, zatrzęsło mną. Wściekła zazdrość!!! Miałam kopnąć komputer ze złości, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że mój Big Brother właśnie wraz z Najlepszym naprawili go :) Będą wściekli jeśli ” się zepsuje znów” .
” uspokój się Angie, najpierw sprawdź, kto to jest ta cholerna Włoszka, pomyszkuj u niej na jej profilu trochę, potem działaj dopiero”
Weszłam do niej. Tak, potwierdziło się; z bliska na zdjęciu była jeszcze ładniejsza niż przy tym pierwszym wrażeniu. Hmmm, ciekawe kto kogo zaczepił: ona jego ,czy on ją? Kurde, trudno to wyłapać tu; musieli znać się wcześniej.Co on tam napisał..? Aha: „ładne zdjęcie” . Tylko tyle. A ona” dzięki, miło mi” . Miło?? Ja im, kurrr, dam miło! Spokój Angie, spokój,take it easy, nie rób nic bez zastanowienia !
Postanowiłam nie wchodzić na hotmail. Ani nie pisać ani nie dzwonić do Szkota. Tak, tak najlepiej. Nie będę się do tej zdradzieckiej świni odzywać. I już!

*

Wytrzymałam . Jeden dzień. Wieczorem musiałam wejść na hotmail. Nie było Go, pojechał przecież w góry, nie poszłam tam,w sieć, by go spotkać. Zjawiłam się tam, by powęszyć ” co nowego”. No jak to co nowego? Komunikat
” Craig kilka dni temu wstawił nowe zdjęcie” i potem” Craig powiedział do Włoszki ” nice picture” .
Komunikaty, które pojawiały się co chwila, regularnie, jako ” ostatnie wieści z sieci”.
Trzy dni…trzy dni widziałam te informacje. Trzy dni przewijało mi się przed oczami Jego zdjęcie na hotmailu. Z armatą!
– nie, nie wytrzymam tego nerwowo! – mówiłam do przyjaciółki
– ale co tak Cię Angie wyprowadziło z równowagi? Armata..?- przyjaciółka próbowała rozładować atmosferę
– armata też! Dlaczego sfotografował się z armatą?- byłam wściekła
Ponieważ nie odzywałam się ( od aż trzech dni! ) do Niego, co On sam ułatwiał mi niesamowicie nie kontaktując się ze mną, postanowiłam coś zrobić wreszcie.
Zaopatrzona w dobre red wine, zasiadłam wieczorem do komputera.
” Ja Wam teraz wszystkim dam, czekajcie! ” i popijąc swe good red wine, wystosowałam do pięknej Włoszki list, o takiej mniej więcej treści:
” Hello! Mój Craig ma rację; bardzo ładne jest Twoje zdjęcie. Pamiętaj jednak, że Szkot jest MÓJ, mój boyfriend i mam zamiar za Niego wyjść, choć może jest trochę głupi. Nie szkodzi; najważniejsze, że należy do mnie, a Ty to
TRZYMAJ Z DALEKA ŁAPY OD NIEGO
Poszło. W sieć. Byłam bardzo dumna z siebie. Dopiwszy wino, napisałam sms do Szkota
– Domyślam się, że bawisz się świetnie w tych swoich górach. Ja właśnie powiedziałam kilka słów tej Twej włoskiej przyjaciółce. To na razie!
:)))
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać:
– Agnes, Ty szalona kobieto, nie możesz, fuck, psuć mi kontaktów ze znajomymi! Ta dziewczyna jest ok, czemu napadłaś na nią??
– jest ok? Powiedzmy, fuck. Należysz do mnie i jestem, wściekła i zazdrosna. Jasne?
– no dobra, Angie, ja Cię też kocham, ale, fuck, nie można tak robić! Sama masz strasznie dużo znajomych, choćby na takim skyp’e chyba z 60 konatktów, z czego 50 to mężczyźni!!
– no tak, mam trochę kontaktów, to prawda. Ale moje kontakty są niewinne, innocent, rozumiesz??
– to tak jak ten mój kontakt z tą Włoszką!
– bullshit! Ona jest …za ładna! Koniec rozmowy!
:)))

*

Jakoś ucichło. Szkot przebaczył mi i przez długi, długi czas niezmiennie bawiło Go wspomnienie tego zajścia.

Mnie bawiło mniej, gdyż przez miesiąc musiałam patrzeć jak wśród aktualności na hotmailu, obok mojego zdjęcia pokazuje się napis. Publicznie, regularnie ,wielkimi literami:
HEY ITALIAN GIRL! KEEP YOUR HANDS AWAY FROM MY SCOT!

*Tacy sami*

Dla Charmee

Pisanie jest jak wyrzucanie balastu zbędnych emocji; jak wentyl lub” guzik bezpieczeństwa”.I właśnie dlatego pisanie choćby było całkiem bez sensu, ma właśnie sens. Tak i już.
Ponieważ cały mój ” zdrowy tryb życia” , ” wyhamowanie” ostatnie doprowadziło do tego, że leżę przeziębiona dziś, postanowiłam myślami wrócić do tego co dla mnie było fajne i wesołe. I podzielić się tym tutaj, z Wami.

Jedną z najmilszych, najgorętszych i najbardziej szalonych rzeczy jakie dane było mi do tej pory przeżyć, był mój -kompletnie irracjonalny, kompletnie zwariowany- związek ze Szkotem ( pan nazywany przeze mnie tutaj ” Trupem z Szafy” ). Pomimo tego, że ten ” związek” nadal w jakimś sensie trwa, opowiem o nim już. Myślę, a nawet wiem na pewno, że My Scot nie miałby nic przeciwko temu; ba! byłby zadowolony, że mówię o Nim publicznie. Mnie ,dzięki Niemu, (jak już kiedyś wspomniałam) zna co najmniej pół Szkocji oraz pokaźna część Anglii ; ))) Czas więc przedstawić Go Wam tu, w moim rodzinnym kraju .Na moim (rodzimym) blogu.
Poznałam Go po półrocznej swej bytności w internecie. Dawno, dawno temu. Dokładnie 4 lata temu, ale w sieci, gdzie czas płynie jakoś inaczej, gdzie wszystko czasem nagle zmienia się i rządzi swoimi wirtualnymi prawami, te cztery lata to szmat czasu.
Kiedyś opowiem jak Go poznałam; dziś, ponieważ od jakiegoś czasu jestem na diecie i powoli zapominam smak wina, a, jak wiadomo ” głodnemu chleb na myśli”, opowiem o tym

JAK ANGIE UCZYŁA SZKOTA SPOŻYWAĆ ( kulturalnie) ALKOHOL

Było to dość dawno temu. Ponieważ od kilkunastu miesięcy tkwiliśmy z The Love of My Life w przedziwnie zmiksowanym virtualno- realnym związku i za cholerę,( pomimo wielu racjonalnych przesłanek, że to głupie jakieś) , nie mogliśmy się od siebie uwolnić, postanowiłam przedstawić mojej Love jasno swoje stanowisko w niektórych kwestiach. Najważniejszą sprawą było ” ograniczenie spożywania alkoholu przez Szkota” . Moje unoszenie się i nazywanie Go wprost boozing animal doprowadzało tylko do gwałtownych wymian zdań między nami( z czego 1/3 Jego sentencji rozumiałam na podstawie znajomości angielskiego; resztę tylko i wyłącznie dzięki swej intuicji ), więc podeszłam do tematu spokojniej.
Aby opowiedzieć o tym, muszę najpierw przedstawić atmosferę naszych virtualnych spotkań via camera. Otóż nie były to nigdy spotkania ” statyczne”; nie dla tak niespokojnych dusz grzeczne siedzenie przed kamerą i mdłe rozmowy. Kamera była włączona( czasem 12 h/ dobę) , a my- ja u siebie, On u siebie- ” normalnie” wykonywaliśmy różne czynności życia codziennego. Gdzieś tam w tle przechodziły nasze dzieci, gdzieś tam ktoś dzwonił, coś tam sprzątałam czy pędziłam do kuchni” bo się przypala”. Zwykle głośno grała muzyka i dlatego lepiej było nam porozumiewać się pisząc. Dla mnie było to świetne, bo od zawsze miałam kłopoty ze zrozumieniem ICH; prędzej sama sklecę wszystko co chcę po angielsku niż dobrze zrozumiem co Oni mówią.
Ale często też rozmawialiśmy „normalnie” . Live- via camera ; ))I tu wytworzył się przedziwny nasz język, język angielsko- polski. Szkot próbował się uczyć j.polskiego; próbował, bo kiedyś stwierdził, że jest ” fucking difficult” i lepiej żebym ja szlifowała angielski i- rzecz jasna- poznawała j.szkocki.
Wszystko co opowiem działo się ; niektóre teksty angielskie będę-celowo- pisać fonetycznie.

Ponieważ, jak wiadomo, angielski duużo lepiej idzie po spożyciu, zanim zabrałam się za ” umoralnianie” Szkota, zaopatrzyłam się w dużo, dużo red wine.
– słuchaj Szkot, musimy dziś poważnie porozmawiać- powiedziałam (po angielsku oczywiście)
– co się stało Polko? Czy coś zmieniło się.. ?
– nie, fuck, nic nie zmieniło się. Nic nie mów, bo teraz JA będę mówić, szat ap. Popatrz na mnie teraz. Co to jest?- spytałam trzymając w reku lampkę wina
– jak to co? Glass of wine!
– tak. Ale to jest JEDNA glass! Rozumiesz? ONE glass of wine! Jedna.
– i co z tego?
-to z tego, że będę dziś cały wieczór ją pić. Tę ONE glass, rozumiesz? I patrz na mnie i ucz się jak powinno się kulturalnie pić alkohol!
– a co Ty Polko , masz dietę znowu?
– kurwa, nie drwij ze mnie znów!
– nie drwię i nigdy nie drwiłem. Po prostu to dziwne, że masz tylko jedną lampkę wina dziś…
” Ja Ci dam, kurwa, dziwne!- pomyślałam- cicho, cholera, na podłodze obok krzesła mam cały baniaczek. A w kuchni drugi. Trzeba jakoś się napić, będzie lepiej mi szła rozmowa” .
– co tam Angie robisz pod biurkiem?
-aaaa, pod biurkiem..? Aa, koty ruszają kable- jakoś sprytnie wypiłam szybko tę glass i napełniłam znów. Na szczęście kamera nie jest ruchoma i nie wszystko , co się dzieje w pokoju , jest w stanie wyłapać!
– tak Szkot…rozmawialiśmy o piciu alkoholu. Spójrz na mnie. Rozmawiając z Tobą piję tę jedną glass i jest cool, prawda?
– no tak. Wiesz co Angie, kocham Cie, Im fucking loving you!
– jak to ” fucking” ?? Ty chamie!- byłam pewna, że mnie obraził.
– nie, nie, Angie, nie idź, stój; Ty mnie źle zrozumiałaś. ” Fucking” to u nas normalne słowo, to przymiotnik, to znaczy, że BARDZO Cię kocham. Rozumiesz? Fucking= very much!
– ok. Ale przestań używać wulgarnych słów. Myślisz, ze co? Że jak nie znam dobrze angielskiego to nic nie rozumiem już? I nie denerwuj mnie. Idę do loo
– Angie, loo to nieładnie; lepiej mówić toilet
– fuck toilet and loo! Ide- trzeba było przecież skoczyć do kuchni wypić po cichu trochę więcej wina wreszcie! : ))
Wypiłam haustem dwie szklaneczki. Od razu lepiej! Ok, wracam do Szkota. Tanecznym krokiem i podśpiewując.
– Angie, Ty jesteś taka wesoła dziś! To dobrze!
– jestem wesoła, bo Cię widzę, fuck!
– haha, mówisz, żebym nie przeklinał , a sama cały czas przeklinasz!
– boo widzisz Szkot.. – troszkę zaczął mi się plątać język- bo look at the world: jak ja klnę ,to jest inaczej. Ja jestem woman i jak klnę to jest takie..takie sweet!
– ah, sure!- zaśmiał się
– Ty się nie śmiej Szkot a lepiej słuchaj!- w tej chwili zabrzmiało :

Byłam w swoim świecie, całkiem, zupełnie Sobą. Wino i moja muzyka !
Jedno i drugie spowodowało, że zatańczyłam. Z kieliszkiem w ręku.. ; ) Ekstaza!
– Im dancing for you Scot! Look at me!- rozpięłam włosy, rozrzuciłam je na ramiona i tańcząc zawołałam:
– I am you girl with pearl’s hair!
– yes, you are! My girl with pearl’s hair!
Ponieważ alkohol troszkę zmienia punkt widzenia, dopatrzyłam się coś nie- tak w wyznaniu Szkota
– słuchaj Szkot, a Ty w ogóle wiesz o czym jest ta piosenka? Rozumiesz ją?
– no jak, fuck, mam nie rozumieć, kiedy ona jest po angielsku!!
– no dobra, ale czy rozumiesz sens jej?
– Agnes, nie rób ze mnie idioty!
– ależ ja nie muszę robić, hahahaha- byłam bardzo zadowolona z siebie. Atak śmiechu ( pijackiego? )
– ale Ty jesteś złośliwa!- i coś dalej mówił. Nie rozumiałam kompletnie nic
– Angie, co Ty szukasz teraz?
– ajm luuukkinng for- coraz bardziej plątał mi się język- więc , kurwa, znaczy fuck, luuukin for my dikszinery, fuck.. bikozzzz..aj hev tu ..hev tu…kurwa, no hev tu fajjjnd łan ..słowo, one fucking word! O już mam! BEŁKOCZESZ !! Tak Szkot, Ty właśnie bełkoczesz i nie rozumiem dlatego co mówisz !
– Polka, to Ty bełkoczesz! Co Ty masz w tym kieliszku? Wódkę z winem czy spirytus?
– fuck, wino, mam only red wine! A teraz łejttt.. łejt for miii, lalala, idę…ajm going to the loo, lalala
Oczywiście loo jak loo ; skończyłam jeden baniaczek wina w kuchni. Tanecznym krokiem wróciłam przed kamerę do Szkota.
– Ty jesteś amazing! Kocham Cię Polko!- wyszeptał wpatrzony we mnie
– ee tam kocham, kurwa, nudne to już. This..it becomes boring! Ja też Cię kocham Szkot; musimy wreszcie zamieszkać razem! A Ty tylko obiecujesz..fucking obietnice!
– zamieszkamy razem, choć to może być początek III Wojny Światowej!
– Tchórz! Głupi tchórz! Lajk e łuman! O! hehe! O czym mieliśmy rozmawiać w ogóle? Aaa, o Twoim piciu Szkot. Bo wiesz..pić możżżnaaa, tak kurtu… kurtu… kurwa, kulturalnie jak Ja , for eksampl. Luuuk at miii, unikaam , tak ajm evoiding brzydkich wyrazów i jestm najjjss! I to very najs a Ty, fuckin hell, bez fuck nie powiesz, kurwa, zdania! I pijesz dużżżżoo, za dużżoo! Masz nie pić! – po cichutku dopełniłam swoją one glass. I zarazem skończyłam drugi baniaczek…: )))
Alkohol zmienił mój nastrój nagle.
– wiesz Szkot…if ju..if ju…no, if ju był normalny i naprawdę, naprawdę kochał mnie…- zaszlochałam. Ni stąd ni zowąd rozbeczałam się – bo nobody loves me! I hev tu..tu go.. – podniosłam się i..natychmiast siadłam z powrotem
” Fuck, nie mam siły iść! Co robić??” – miałam gonitwę pijanych myśli
– słuchaj mnie Szkot..ja muszę iść spać. Ja..ja jestem dziś not well – wybełkotałam
– Eee, Polka, Ty jesteś pijana!! Ty jesteś normalnie pijana! Hahahaha! I Ty mnie uczysz jak delikatnie pić? hahaha! Ty musisz przyjechać do mnie, zamieszkamy w Szkocji razem
– i co? I będziesz chlał whisky ciągle?
– nie, czasem będziemy razem pić. Ty umiesz pić i przeklinasz jak ja! Ty masz też szkocką krew
– o nooo! Polacy też piją jak Wy. I Rosjanie. A jak ja miałabym pić jak Ty, to umarłabym szybko!! I nie jestem taka loutish jak Ty!
– Polko, Ty źle mnie rozumiesz. Ty jesteś like an Angel! Mój Anioł! Jesteś jak „lepszy ja”. Polka, jak ja Cię kocham!
– fucking? Czy kochasz mnie fucking?
– yes! Jesteś jak Ja!
– dys is imposyboll, Polka is not buzzzing pig! W przeciwieństwie do Ciebie of course!- w tym momencie usnęłam. Via camera…

***
Może w tej historyjce tkwi odpowiedź na pytanie z serii najgłupszych pytań świata: dlaczego tak kochaliśmy się ze Szkotem.
Bo: jak w ogóle można pytać ” dlaczego” się kogoś kocha? Nie kocha się bo coś tam; TO przychodzi samo, niespodziewanie.
A jak przyszło, kiedyś opowiem.
Na pewno jesteśmy bardzo podobni. I to nie tylko dlatego, że ” umiemy pić i przeklinać: ; )) Tak samo potrafimy nagle, niespodziewanie dzwonić do siebie o 2giej, 3iej, 4ej w nocy bo ” ten świat jest taki fucking przecież! Bo bez Ciebie to jest taki grey and empty” : )))
I zwykle tak robimy, gdy ktoś nam da popalić. Tak Realnie da popalić.
Jesteśmy bardzo podobni.

Tacy sami..?

Zadedykował mi to.
Ok, wiem, I must be strong…
I..
Bez obaw Szkot, poznam Cię wszędzie, nawet w samym …piekle !

: ))))