Forever young, czyli..

czyli o spędzaniu urlopu z rodziną ……..;)

Kilka ( dobrych) lat temu udaliśmy się z Panią Matką, moimi latoroślami oraz psicą Sabą na letni wypoczynek do Jastarni.
Nie będę opisywać tego już, jak to Księżna pojechała tam wcześniej z młodszymi mymi dziećmi oraz psem, a ja musiałam jechać do nich przez cały kraj sama. Po drodze musiałam jeszcze odebrać Pierworodnego z lotniska w Poznaniu!
Nie będę pisać o remontach dróg krajowych, ani o objazdach. Nie będę również opisywać tego, jak spędziłam wcześniej cały wieczór z moim wirtualnym przyjacielem Sergiejem na skype, sącząc koniak z barku Pani Matki( jak można pić , będąc niedoświadczonym kierowcą przed jazdą? Jak w ogóle można pić cokolwiek dzień przed?? O głupoto!!!) .
Nie napiszę też o tym,że próbowałam uczyć Sergieja j.polskiego, tłumacząc różne jego angielskie teksty na nasz język ( chwała Bogu, że moi znajomi angliści nie widzieli tego!:))). Ani też tego, że Sergiej- choć śniady ,czarnooki, czarnowłosy i znad Morza Czarnego – był dla mnie moim
„Bratem Słowianinem”;) ( Żenujące– to mało…) ;)) . Przepadałam za nim, ponieważ mówił do mnie ” bejjjbi” ( to ciekawe, bo każdego innego zabiłabym!) . Słuchaliśmy czasem Doorsów i Metallicii , czasem together improve English. Nie wspomnę też o tym, że kiedyś, gdy zadzwonił do mnie, poprosiłam, aby mówił po rosyjsku, ponieważ przecież uczyłam się tego języka w dzieciństwie..
Porażka na całej linii!
” Speak English or try to speak Polish Sergiej, i can’t speak Russian, because , because…I..I don’t remember anything!”
:)
Wracając do mego wyjazdu: trochę bałam się. Prowadzić auto około 500 km , to dla świeżaka dość duże wyzwanie.
Myśl, że Pani Matka monitorowała( przez komórkę) i kontrolowała całą drogę, średnio uspokajała.
” Agusiu, już wyjechałaś? Gdzie jesteś? Pamiętaj, by TAM skręcić w lewo, a TAM nie patrzeć na znaki, tylko jechać, jak ci powiem!”
Zabłądziłam. I to wcale nie w obcych rejonach! Zabłądziłam w naszych lasach! Na szczęście moja niebywała zdolność szybkiego wyciągania się z tarapatów ,pozwoliła na błyskawiczne odnalezienie właściwej trasy:)
Nie będę pisać o tym, jak Pierworodny doprowadził mnie do szału już na lotnisku , kilkanaście minut po swym przylocie ze Szkocji. Nie posiadał jeszcze prawa jazdy i zamiast pilotować, cholera,i pomóc mi przejechać przez obce, rozkopane miasto , ze stoickim spokojem raczył mnie swymi opowieściami ze szkockich ziem! Chyba Anioł Stróż czuwał nad nim, bo myślałam, że wyrzucę go z auta przy pierwszej, lepszej okazji!
Nie napiszę też o tym, jak nam zgasł i nie chciał odpalić samochód na dużym skrzyżowaniu w Bydgoszczy. Ani o tym, że wpadłam na genialną myśl, by zatankować do pełna, bo pewnie biedak opel skacze jak żabka przez chrzczone paliwo, które zatankowałam wcześniej na znajomej stacji…
Nie napiszę też o doskonałej drodze Gdańsk- Władysławowo, gdzie pędziłam moim oplem ,tym trzecim, zewnętrznym, lewym pasem prawie 200 km/ godz! Cudne, choć było efektem kolejnego wkurzenia na Pierworodnego, który nie pozwolił mi zapalić w moim własnym samochodzie! ;)
*
Kiedyś może o tym napiszę. Dziś , w ten piekielny upał, skupię się na naszym pobycie w Jastarni.
Gdy ( w końcu) wszyscy dojechaliśmy tam i spotkaliśmy się w wyznaczonym( przez Panią Matkę, rzecz jasna!) miejscu, usłyszałam z ust Księżnej:
– Rudera! Mieszkamy w ruderze! Oszukano nas!
” Rudera” , to domek a la wielka przyczepa, pomieszczenie z dwoma pokojami , malutką kuchenką, ubikacją i czymś jak weranda, wyposażonym w grilla i komplet mebli ogrodowych.
” Rudera” była naszą ” winą”. Za późno zdecydowaliśmy się czy i gdzie jedziemy nad morze, a Pani Matka źle zrozumiała zasady urlopowania tam.
Pomimo tego, że Księżna i tak otrzymała wielkie łóżko, właściwie łoże do własnej dyspozycji, nie była zadowolona.
– a wam wygodnie?
– mamo/ babciu/ wygodnie!!
Tak czy inaczej, urok miejscowości i czar wakacji nad morzem szybko zwyciężył. Chyba byłam jedyną osobą, której nie przeszkadzał ten niby przyczepo- domek. Było mi niemal ( NIEMAL;))zupełnie obojętne, gdzie i jak śpię. Jak co roku cieszyłam się morzem, zapachem i smakiem świeżych , smażonych ryb, szumem wiatru i fal.
Pewnego razu , wracając z wieczornego spaceru , zorientowaliśmy się, że blisko naszego domku jest ogromna, nietypowa knajpa. Otóż na zewnątrz stały stoliki i krzesła z wikliny, wokół było mnóstwo wiklinowych ozdób , wiszących złoto- różowych lampek, a tuż przy ogrodzeniu stała wielka, sztuczna palma. Totalny kicz, ale zważywszy na panujący wówczas potworny gorąc , było to niejako na miejscu. Poza tym, na wakacjach kicz ogólnie chyba jest na miejscu! Weszliśmy tam wszyscy ( z psem) i bardzo nam spodobało się. Pyszne jedzenie, dobre drinki i- przede wszystkim- miseczka z wodą dla pieska, gratis! .
Ponieważ wieczorem miały odbyć się występy muzyków z Ameryki Południowej,
postanowiłam tam wrócić później, sama.
Pani Matka była niezadowolona. Rozumiałam to, że chciała po raz n-ty rozprawiać z nami o Półwyspie Helskim i historii polskiego wybrzeża; ja jednak, ponieważ po pierwsze czułam, że jestem na wakacjach, po drugie i tak byłam zawsze czarną owcą w rodzinie, wolałam wieczorem bawić się. Wzrok Pani Matki mówił wszystko.
Nie wytrzymałam:
– tak Mamo, jak pójdę, nie wrócę! Z pewnością znajdą moje ciało na wydmach jutro. Albo w morzu za parę dni. Będę pić do upadłego, po czym pójdę z obcym człowiekiem! Czy nie rozumiesz, że dawno skończyłam , cholera, 30 lat?! Mamy niecałe 100 metrów od tej knajpy, tam chodzą nawet dzieci, do cholery, to kurort!A ja nie jestem w końcu jakimś cudem, na który rzucą się wszystkie okoliczne samce!
Księżna z kamienną twarzą pogrążyła się w lekturze.
*
Oczywiście usiadłam przy barze, oczywiście też natychmiast poznałam szefa knajpy.
(Tak na wszelki wypadek. Warto wiedzieć, które drzwi otworzyć ;) )
To była bardzo duża knajpa; właściwie ogromna restauracja, z miejscami wyłącznie na zewnątrz, częściowo pod uroczą strzechą, częściowo pod wielkimi namiotami. I ogromną palmą;)
Poznałam fajnych ludzi z Wrocławia( jak to miło spotkać gdzieś w Polsce ziomali!), świetnie bawiłam się, gdy nagle tłum najpierw ucichł, potem zaszemrał:
POLICJA!
Odruchowo odwróciłam się. Nie, nie żebym się bała; nigdy nie spożywałam, ,ani nie paliłam nic nielegalnego. Do dobrej zabawy wystarczała mi moja energia wewnętrzna i dobre, zimne piwko.
Dlatego też spojrzałam śmiało na tych dwóch z psem. I …
nogi się pode mną ugięły!
Moje rodzone , nastoletnie dzieci płci męskiej ,odziane w wojskowe spodnie i żółte, odblaskowe kamizelki, szły moją stronę, trzymając na smyczy naszego labradora!!!

– kiedy wracasz? Babcia przez ciebie nie może spać!
:)))
*
cdn.

26 comments on “Forever young, czyli..

  1. maszynagocha pisze:

    No, krzywda to na pewno nie mogła Ci się stać.

  2. Ann pisze:

    Ha, ha, ha – super wakacje z super rodziną. Co byś bez niej zrobiła osoba bez przerwy ryzykująca życie :)

    • Angie pisze:

      Ann, gdzie tam ryzykowanie życia; spójrz choćby na to ” Sącząc koniak” lub” nigdy nie spożywałam, ,ani nie paliłam nic nielegalnego.” albo ” natychmiast poznałam szefa knajpy”
      Wszystko, wbrew pozorom może, pod własną kontrolą i nigdy bez zabezpieczenia ” tyłów” , tak już mam od dzieciństwa;)))

  3. Cane pisze:

    Rewelacja! :)
    Buźka! :-*

  4. Policja! Tego ci trzeba było, a to tylko Pierworodny zatroskany nie tyle Tobą, co bezsennościa babci, która umilała mu wieczór. Zdesperowane dziecko poszło na poszukiwanie matki:-)

    • Angie pisze:

      :)))
      Poza tym, jak mogłam tak zdenerwować babcię? haha!
      ;)
      Najśmieszniejsze jest to, że doskonale rozumiem Panią Matkę;nawet dziś nie lubię, gdy moje ( dorosłe już!) latorośle chodzą
      ” gdzieś tam” na imprezy…

  5. wg108 pisze:

    Świetna opowieść Angie! Przeczytałem jednym tchem i czekam na ciąg dalszy!

  6. Justyna pisze:

    ;))) babcia wsparta dziećmi to „przyzwoitki” trudne do pokonania;))
    Aguś a ja Jastarnię poznałam dzięki temu ,że jestem belfrem i pojechałam tam z klasą . Zamieszkaliśmy w domu kolonijnym , w których harcowały myszy w ilościach ogromnych :)) na szczęście pojechałam tak z chłopakami ( to była męska klasa) którym mysz nie jest groźna. Było już po sezonie i miasteczko robiło wrażenie wymarłego. Stołowaliśmy się u Pani Jadziuniu , która gotowała domowe , pyszne obiady a wieczorami w wyznaczonym miejscu na plaży paliliśmy ognisko i śpiewaliśmy piosenki przy akompaniamencie az 3 gitarzystów . Nad ranem opatuleni kocami podziwialiśmy wschód słońca wsłuchani w szum fal.

    • Angie pisze:

      Oj tak Just, babcia i dzieci to mocna obstawa! ;)))
      Ogniska na plaży i wschód słońca nad morzem, to znacznie dalsze moje wspomnienia ; koniec lat osiemdziesiątych, ehhh…Potem już dzieci, dzieci.Mała W.do dziś przecież jeździ ze mną, ma tylko 12 lat (i absolutnie odmawia wyjazdu na kolonie..;))

  7. My dear friend, I have nominated you for an award- congratulations! Please visit this link : transcendingbordersblog.wordpress.com/2013/07/11/wonderful-team-membership-award/

  8. elatroska1 pisze:

    Tam gdzie ty jestes Angie tam zawsze dużo się dzieje:)))jesteś niesamowita!!!Buziaki:))

  9. filemonka pisze:

    Haha, fajna Was rodzinka :)) Udane dzieci :))

  10. violamalecka pisze:

    W Dniu urodzin życzę Ci Angie…

    …spokojnego snu
    i radosnego przebudzenia;
    …abyś czasami mogła sobie pozwolić na to,
    czego od dawna pragnęłaś,
    a nie tylko na to, co musi Ci wystarczyć;
    …tylu dobrych wspomnień, abyś dzięki nim
    mogła przetrwać złe chwile;
    …wiosny – tego zachwytu,
    który ciągle przerasta Twoje oczekiwania;
    …abyś zawsze była komuś potrzebna;
    …tej radości, gdy czyjaś twarz
    rozjaśnia się na Twój widok,
    albo gdy dostrzegasz ukochana osobę
    na końcu peronu;
    …radości myślenia, ostrości spojrzenia,
    triumfu zrozumienia
    i satysfakcji tworzenia…
    …abyś znalazła szczęście,
    którego szukasz.

  11. wg108 pisze:

    Qrcze, myślałem, że będę pierwszy z wierszykiem ;(
    Angie, ściskam Cię mocno, mocno – wszystkiego najdobrotniejszego Ci życzę!

  12. escaape pisze:

    Hahaha! Nie miałaś wyjścia – musiałaś czuć się bezpiecznie:):) Ale widzisz… przynajmniej nie masz nudno ;-)

  13. mamjakty pisze:

    hahahaha! jakbyś była facetem to bym spytała, czy jesteś pewna, że to Twoje dzieci:) no pięknie:)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s