Chciałabym być Skorpionem.. *

Życie jest za krótkie ..chyba.
Teraz, gdy nabrałam dystansu np do poczynań Mariana, teraz,gdy tylko lekko szlag mnie trafia gdy milczy; teraz , gdy znam już dobrze różne zagrywki różnych ludzi, gdy wiem czego mogę po kim się spodziewać, gdy wiem jak zagrać by Nie stracić- (lub przeciwnie, co zrobić by się upier..ć po uszy) ,
teraz nie mam już niestety 25 lat…
wszystko wydaje się tak banalnie proste, a skomplikowane tylko i wyłącznie cholernymi realiami.
Marian…może nie dogonić mnie. Jak większość. Nie żebym była taka Wielka; po prostu nikt nie wierzy w uczciwość drugiego człowieka, każdy, nawet Marian, asekuruje się. A tego nie cierpię. Pierdolonych gier i gierek, gdy się głośno deklaruje, że to NIE lekkie wcale,
jakby na przekór sobie.
To po co samemu GRAĆ? Jak tak, to czekam dzień, dwa, nawet tydzień i dłużej. I odpowiadam -adekwatnie. I już NIC nie jest jak dawniej..
Nie, nie jestem Skorpion mściwy, ale Słońce było tuż przy Skorpionie gdy się rodziłam. I stąd te , podobno ” cechy skorpionie”
Może dlatego większość mówi, że ja taka” mocna i wredna bo MUSZĘ być Skorpion” ? To też jakieś chore pomówienie; znam Skorpiony, nie pogryzą, póki nie czują, że ktoś je robi w ch…A czują lepiej niż ja, biedny, skromny Raczek : P Są trzeźwiejsze w ocenie sytuacji. Czują znakomicie i wolą same najpierw zaatakować niż dać się komuś zaskoczyć.
A ja wcale nie taka mocna. Przez tych kretynów, których spotykałam w życiu, tylko zubożałam uczuciowo…
ehhh
To dla wszystkich, którzy- podobno- mnie kochali:

A to tak ogólnie:

Reklamy

przecież życie trzeba PRZEŻYĆ ;)

Wiele razy bałam się jadąc sama nocą przez bezdroża, wśród lasów,moczar gdzie tańczą rusałki a zza drzew zerkają złośliwe chochliki.Wiele razy jechałam gdy mgła gęsta i biała jak mleko, gdy na jezdni lodowisko zimą, gdy grad i burza. Myślałam, że znam już wszystkie niebezpieczeństwa na drodze i wszystkie odcienie swojego strachu; myślałam -tak do wczoraj.
Ponieważ wczoraj był ten głupi Lany Poniedziałek, święto, którego nie cierpię, postanowiłam , zanim utonę w tej wodzie, którą mnie oblewali od świtu,wyjechać. Tak po prostu, przed siebie, pojeździć po naszej pięknej okolicy, zatrzymać się tu i tam, posłuchać śpiewu ptaków w lasach, popatrzeć na tę cudną, wiosenną zieleń. Marian wziął zastępstwo za kolegę w pracy i nie mógł ze mną jechać. Pojechałam więc sama nic nikomu nie mówiąc. I czułam się fantastycznie. Było ciepło, słonecznie; okna w samochodzie otwarte, muzyka, papieros, 140 na liczniku( nie mogłam więcej, niestety byli też inni ” użytkownicy dróg” , przez których musiałam zwalniać.. ) Ale odpoczywałam, cudownie odpoczywałam! Tak jak lubię najbardziej. Po trzech godzinach podziwiania okolicy zatrzymałam się w końcu w naszym małym, znajomym moteliku, wzięłam na dobę pokoik, kilka piw w nadziei, że jak Marian skończy za kolegę zmianę, dojedzie do mnie.
A tu..Marian nie odbiera telefonu! O nie! Tak się ze mną postępuje? To Se otworzę piwo.Ale jak Se otworzyłam to ..wszystkie..! Poinformowałam mojego starego przyjaciela Devila, że ” siedzę w motelu i piję piwo, dużo piwa i że weszłam na ścieżkę wojenną z Marianem oraz wszystkimi i aby duchem mnie wspierał” . Devil odpowiedział, że ” jest duchem” i że mam położyć się spać…Skoro tak powiedział, to położyłam się. Jest moim przyjacielem, na pewno mi dobrze radzi- pomyślałam i padłam.
Po kilku godzinach obudził mnie dźwięk kropel deszczu uderzających o parapet okienny i dach. I potężne błyski na nocnym, ciemnym niebie. Burza! Pierwsza wiosenna burza! Nagle zadzwonił Marian. Nie odebrałam oczywiście, mógł zadzwonić wcześniej. Niech się martwi.Jest noc, burza, więc przeczekam aż burza pójdzie sobie i wyjadę rano. A burza krążyła..Przypomniało mi się, że zawsze bałam się burzy. I że jestem sama w malutkim pokoiku. I że nie mogę już pić piwa, bo nie wiem , o której będę wracać przecież. Hmm, co robić, Marian, gdzie jesteś??!Dobra, napiszemy coś:
– co, dzwoniłeś? Jak masz zamiar powiedzieć mi, ze martwisz się lub spytać gdzie jestem lub powiedzieć mi, że tęsknisz za mną, chyba umrę ze śmiechu!
Cisza. Aha! Obraził się. To niech spada. Zostaje.Ale..ale jak zostanę jak tak strasznie pada i grzmi ..? A jak wyłączą prąd, a ja tu sama??! Marian, zrób coś!
Cholera, muszę zakopać topór wojenny, za bardzo boję się , to nie warunki na prowadzenie działań wojennych z Marianem!
Zadzwoniłam.
– Kochanie, dlaczego nie odbierałeś telefonu? Chciałam żebyś przyjechał do mnie..i gdzie jesteś??
– ja? ja jestem w pracy, skończyłem za niego i przecież mam u siebie dyżur w nocy dziś! A Ty gdzie jesteś?? Co się w ogóle dzieje?
– ja..pojechałam i tak jeździłam pól dnia. A potem piłam piwo w naszym motelu i spałam. I beczałam za Tobą..
– i to jest mądre??
– nie wiem czy mądre, ale świetne było! To ja zaraz się zbieram i jadę do Ciebie do pracy
– a czy jesteś trzeźwa kochanie moje? Może przeczekaj do rana
– chyba przez te 5 godzin wytrzeźwiałam, nie? Nie czekam! Jest burza i muszę jechać do Ciebie!
– tym bardziej przeczekaj, tu wszędzie nawałnica a za Odrą tragicznie, pompa, widzę z daleka jaka potężna burza!
– to nic, jadę!
Wyskoczyłam w doskonałym nastroju do samochodu.
Ruszyłam. Po głównej legnickiej jeszcze jako – tako; w ścianie deszczu widziałam jadące z naprzeciwka samochody i to mi dawało jakąś orientację na drodze. Ale gdy skręciłam na boczną dojazdową do naszej miejscowości….
Droga ta to jedna z moich ulubionych; około 12 km wśród pól i lasów; szeroka, prosta, dość dobry asfalt; wyciągam tam czasem 170 ( jak są zaklejone dziury oczywiście) .Teraz, po ostatniej zimie, wiem kiedy zjechać na lewy pas, by ominąć wyrwy; mówiąc krótko: znam tę drogę na pamięć.Ale wtedy..tej nocy straciłam zupełnie orientację! Strugi deszczu, huk piorunów tuż nade mną, miejscami biała mgła wdzierająca się na drogę! Nie widziałam NIC! Gdyby nie to, że KTOŚ INTELIGENTNY wymyślił kiedyś te białe paski na środku drogi, wylądowałabym może w którejś z okolicznych rzeczek- dopływów Odry.. Setki myśli przebiegały przez moją biedną głowę:
-trzeba wyłączyć radio i komórkę!- wyłączyłam radio. Ale jak mam wyłączyć komórkę?? A jak mi opel stanie w jakiejś wyrwie? Będę musiała po kogoś dzwonić po pomoc! Przecież NIC nie widzę, nie wiem gdzie jestem, nie wiem czy przejechałam pierwszy most nawet! A te pioruny jakby waliły tuż obok mojego samochodu..jak tu jechać??
Ucichło na parę sekund. Ryzykuje i dzwonię do Mariana; niech coś mówi, jak będzie mówił do mnie, będzie mi raźniej! I ..jeszcze to wrażenie, że KTOŚ siedzi z tyłu samochodu! Brr! Dzwonię..i nie ma zasięgu, nie łączy!! Fuckkkkk!!! Wyłączyłam to cholerstwo, trzeba skupić się na drodze. I tu ŁUP tuż za mną, zatrzęsło moim oplem! Moja lewa noga tak trzęsła się na sprzęgle, jak wtedy gdy zdawałam Prawo Jazdy. Co chwila traciłam całkiem widoczność i prawie zatrzymywałam się, nie mogłam jej zdjąć…Gdzie ja jestem?? Wokół podświetlane błyskawicami gałęzie drzew,rozszalałe w tej wichurze..Amazonia?!! Przypomnieli mi się nagle Doorsi

A gdy wjechałam w tę cholerną wyrwę, która stała się pieprzonym jakimś oczkiem wodnym , gdy ledwo wyjechałam z niej przypomniał mi się mój Anioł Stróż.

– chodź Facet,widzisz, że się staram, siadaj obok mnie, pogoń Tego z Tyłu i pomóż mi!

Jechałam i myślałam: byle do przodu, byle nie stracić tych białych pasków na drodze! I nie patrzeć na podświetlone krzyże przydrożne gdzie zginęli ludzie w wypadkach…
Nagle ucichło, deszcz złagodniał.
Przejechałam ostatni most! Na pewno! Odra zatrzymuje burzę zawsze po Tej lub Tamtej Stronie!! I zobaczyłam tabliczkę z nazwą naszej miejscowości! Jestem w domu! Odwróciłam się- z tyłu, po Tamtej Stronie rzeki, nad lasami i polami ciągle szalała burza! A tu tylko padał deszcz!
Wybiegłam z samochodu prosto na ten deszcz, prosto do Mariana.
– Jestem!!!- wpadłam do Niego szczęśliwa
Popatrzył na mnie. Byłam cała mokra a sukienka przylegała do mojego nagiego ciała
– kochanie..a gdzie Ty masz bieliznę?? Gdzie Ty byłaś i co Ty robiłaś??
– bieliznę? No przecież śpieszyłam się do Ciebie i narzuciłam tylko tak sukienkę!
– co Ty za pomysły masz? Wyjeżdżasz i nic nikomu nie mówisz, nie wiadomo gdzie podziewasz się cały dzień i wracasz mokra, bez stanika i drżysz calutka!
– drżę, bo się bałam Ty durniu! Bo przeżyłam koszmar! A Ty co? Nawet nie powiesz, że jestem dzielna!!!
Spojrzał na mnie i przytulił mnie.
– no dobra, dzielna dziewczynka, dzielna..ale tak szalona, że nie mam już sił..!
: )))
Przypomniała mi się ta piosenka :

ale pomyślałam, że nie jest tak źle jeszcze ze mną: ani jakaś znowu dziwka ani nie taka stara jeszcze!
*
Rano odezwał się Stary Diabeł=- The Old Devil:
– żyjesz?
– żyję, żyję- opowiedziałam Mu o tej strasznej nocy
– to było bardzo wariackie- Devil’owi nie bardzo podobała się moja przygoda.
Ma szczęście, że miałam dobry humor i nie powiedziałam Mu, że starzeje się już psychicznie. I że życie trzeba UMIEĆ PRZEŻYĆ a nie siedzieć i pierniczeć gdy jeszcze można tyle…
***

Zamkowe Historie czyli ja, Malena c.d.

Ponieważ w kręgach rodzinnych słynę z egoizmu, egocentryzmu, narcyzmu oraz cynizmu, dam upust tych cechom i znów napiszę o sobie.
W Zamku prócz Księżnej, Małej Wiedźmy i mnie mieszka jeszcze Młody Królewicz, 19to letni Apollo, zwany ( też) Królem Lwem. Nazywam tak tę swą Latorośl gdyż urodziła się ona w znaku Lwa i – wierzyć- nie wierzyć- ma mnóstwo cech przypisywanych temu znakowi. Lśni. Po prostu lśni a mając świadomość tego, napawa się tym swoim blaskiem.
Wychodzi ze swej komnaty dumny, z podniesioną głową, nienagannie( nawet w domu! ) ubrany, pachnący i zwraca się do mnie tymi słowami:
– Pani Matko, Wiedźmo, jaką cykutę na dziś szykujesz swemu ukochanemu synowi?
” Pani Matka” odprawia Lwa szybko
– jak nie podoba się Szanownemu Panu jedzenie w domu, proszę spadać do sklepu i Se zakupić chińską zupkę
– nie, no może poświęcę się i spożyję tę strawę, nad którą pracujesz tak intensywnie
– wyjść albo nawet raus z kuchni!
-oj Helgo, znów zamieniasz się w taką ESESMANKĘ w obozie!- Król Lew dostojnie opuszcza kuchnię i zmierza do komnaty młodszej od siebie o prawie 10 lat, Małej Wiedźmy. I to jest najgorsze co może zrobić (tak sobie jak i mnie).
– cześć. O, jak się ubrałaś dziś?! Jak wieśniara, hehehe
– Ty Gnoju, Ty Prymitywie,nie znasz się na modzie, wynoś się stąd Ty Psychopato!!- trzask zamykanych drzwi zagłusza resztę tej słodkiej konwersacji. Po chwili Król Lew pojawia się w kuchni:
– Mamo, weź te Idiotkę zawieź do psychologa w końcu, ta niezrównoważona kretynka mnie skopała i opluła! No patrz jak wyglądam! teraz proszę mi to uprać!- Lew rzuca swą odzieżą w moją stronę
– słuchaj Koleś- ponieważ gotuję nie mogę wściec się (jeszcze) – pozbieraj te szmaty z podłogi i zawołaj Ją tu szybko.
Wchodzi Mała Wiedźma :
– Mama, ja zabije tego Dupka, weź Go upomnij w końcu, nic tylko Jego stronę trzymasz! Bo co? Bo On Ci pomaga czasem w kuchni? Bo On najdłużej ssał mleczko z Ciebie ,to Go tak kochasz? Bo takie słabe Gówno było, że ledwo się urodziło? No co, co??!
– jeszcze jedno słowo a dostaniesz paskiem w dupę! Już -Ty myjesz garnki a Lew idzie wynieść śmieci
– nigdzie nie idę, Mamo! Idę poczytać, jak się uspokoję to wyniosę śmieci.
Po 15tu minutach:
– mama, a Ty to co sobie myślisz, że tylko sobie możesz Jego kochać? A On mnie poniża i wyzywa od wieśniaczek a Ty nic!
– zamilcz w końcu! Po co Go kopiesz? Skąd to chamstwo u Ciebie?
– a może po Tobie, co?
– zjeżdżaj , bo zabiję!
Wychodzi Król Lew , jakby zaspany
– Mamo, WY Jesteście TAKIE SAME! ja nie wytrzymam w TYM DOMU! Ciągle krzyk i kłótnie!
-a kto prowokuje?- jednocześnie odzywamy się z Małą Wiedźmą
; )))
*
Król Lew jest dumny z tego, że jest Lwem i że ( według Niego) w związku z tym ma tę KRÓLEWSKOŚĆ wpisaną już w geny i charakter. A że kocha Wiedźmę- Matkę swą, stara się , po swojemu, DBAĆ o Nią.
– wiesz Pani Matko ( tak się do mnie zwraca czasem) ,powiem Ci wprost:jesteś większą Wiedźmą niż sądziłem..a nawet ŚWINIĄ. Ja możesz tego biednego swojego Mariana wciągać w tę swoją grę w miłość ? Czy zdajesz sobie z tego sprawę, że Babka nigdy nie zaakceptuje Jego? Przecież On jest CZŁOWIEKIEM Z LUDU…
– a mnie to gówno obchodzi co myśli Babka i wiesz o tym . A czy to gra czy nie gra ,to za młody i za głupi jesteś aby ocenić! I nie wtrącaj się. Poza tym ciekawe czemu Księżna nie powie mi tego wprost?
– no Mama, a kto o zdrowych zmysłach chce się z Tobą kłócić? Z GESTAPO nikt nie chciał mieć nigdy do czynienia.. Ale wiesz mnie fascynuje to, że Ty jesteś…jak ci dwudziestowieczni QUASI intelektualiści, np taki Bernard Shaw, zafascynowani ludem.. Co Cie tak fascynuje w PROSTYCH ludziach??
– słuchaj Koleś; polecimy z innej beczki: ja jestem niczym ten angielski Edward, abdykuję i czort z tym. I spadaj!
– no wiesz Helgo…po pierwsze to takie… DROBNOMIESZCZAŃSKIE , po drugie : nawet JA nie jestem AŻ tak romantyczny…
*
Miało być o mnie, ale że jakoś DZIWNIE temat i OSOBA Króla Lwa wiąże się ze mną ; )), musiałam o Nim napisać. I znów napiszę.
Prócz swoich ” przylegających sukieneczek i szpilek” KOCHAM nosić luzackie i śmieszne ubranka. Mam kilka koszulek z napisami, które uwielbiam; np: ” Pod tą koszulką jest to o czym marzysz” lub” Królowa jest tylko jedna” ( tę zakładam na wypady z Marianem; )) lub taką koszmarną, czarną, a’ la KIBOL, z napisem „POLSKA” :)) Ale najbardziej lubię taką z napisem” NIC NIE MUSZĘ”. Gdy zakładam którąś z nich, Król Lew zerka na mnie i mówi:
-czy uważasz, że jest to śmieszne? Nie PASUJE Ci…
A ja i tak chodzę w nich. Bo lubię i tak się czuję świetnie.Tak też jeżdżę na zakupy do znajomych sklepów. I wpadam tam mówiąc do właścicieli: A TERAZ TOWAR ALBO ŻYCIE!! I połowa gratis!!
Lew niektóre takie teksty lubi; większości nie może znieść. Tak i nie mógł pojąć, czemu kupiłam sobie „śliczną ” koszulkę nocną z serduszkami i hipopotamami
— Mama…- powiedział patrząc z dziwnym niesmakiem- to Ci wcale nie pasuje! Ty..no Ty to zawsze nosisz takie ładne,DOPASOWANE albo zwiewne z tego, no…jedwabiu, takie wiesz, z koroneczkami….
– ale dziecko drogie, toż to co kupiłam to śmieszne i wygodne! I dobrze się w tym śpi! Poza tym, co , ja to mam niby ile lat? Też chcę tak poświrować i spać w HIPCIACH na przykład!
– ale Pani Matko…Ty to PASUJESZ w takich czerwieniach, czerniach błyszczących…i tych wyższych bucikach…
– no wiesz co?! Mówisz o mnie jak o takiej z burdelu!
– ale Tobie tak pasuje….
; )))
*
– Mamusiu, podrap mnie w plecki!
– nie widzisz, ze teraz piszę na komputerze!
– no widzę, ale to pewnie jak zwykle NIC WAŻNEGO. Co, jak tam Twoi PSEUDO- adoratorzy z internetu?
– pseudo? Dobrze , dziękuję. A teraz za to ” pseudo” mam dla Ciebie Dobrą Nowinę
– jaką? Co, Twój Brave Heart przyjeżdża wreszcie ze Szkocji?
– nie Mój Lwie, nie Szkot a Twój Brat rodzony zjeżdża jutro!
– MAMOOOOOOO!- Lew z odrazą się odwraca- dlaczego mi to zrobiłaś???
: ))))

Ja, Malena ;)))

Kiedyś, dawno temu obejrzeliśmy z ex małżonkiem przepiękny, włoski film ” Malena” .Chwilę po projekcji , ex, wyraźnie poruszony wyszeptał:
– wiesz, Ty jesteś TUTAJ, u nas, na tej prowincji, Maleną…
Ponieważ już wtedy miałam wątpliwości co do stanu psychicznego ex, jedyna uwaga, jaką wygłosiłam brzmiała:
– słuchaj facet, mów od razu co chcesz, nie ze mną te numery!
To przemiłe, że porównał mnie do pięknej Monici, ale, fuck, mam trochę samokrytyki i wiem, że mogę być najwyżej Jej dalekim cieniem.
– nic nie chcę- kontynuował ex- i nie chodzi mi o jakieś „uderzające Wasze podobieństwo”. Chodzi mi o to COŚ co masz identycznego. Jak idziesz w tych swoich obcisłych sukieneczkach, w tych swoich szpilkach..i to, że nie jesteś chudzielcem, że Twoje ciało tak prężnie faluje gdy stawiasz krok za krokiem…a ONI wszyscy chcą Cię, myślisz, że ja nie widzę tego?
– faluje .. ciało?? Tzn, że trzęsie się tłuszcz?? Dobrze, że mówisz o tym, muszę schudnąć!
***
Po 10ciu latach.
Jestem o 10 kg ..starsza ; ) i mam to gdzieś ,jest Marian i jest wszystko inaczej. Pięknie.
Pewnego dnia jak zwykle będąc w pobliżu Mariana odwiedziłam go w pracy. Jak zwykle po drodze żartowałam z różnymi znajomymi mężczyznami i jak zwykle bawiłam się dobrze. Jak zwykle znienacka wpadłam do Mariana, rzuciłam , jak zwykle, torebkę w kąt, potem , jak zwykle, rzuciłam się na Niego. Gdy skończyłam rytuał powitania Mariana, jak zwykle zapaliliśmy. I..nastąpiło coś NIEZWYKŁEGO. Marian wyszeptał te oto słowa:
– kochanie, pamiętasz, kiedyś, może nawet już 10 lat temu, leciał taki włoski film z tą piękną Monicą Bellucci ” Malena” . Wiesz…Ty byłaś w moich oczach zawsze Maleną. I ciągle jesteś. ONI CIĘ WSZYSCY CHCĄ, myślisz, że nie widzę tego? Jak idziesz w tych swoich Przylegających sukieneczkach, w tych szpilkach, jak Twoje ciało tak delikatnie się rusza….

NIEEEEEEEEEE!!!

Następny z Zespołem Urojeniowym…A swoją drogą, co w tym jest, że po 10ciu latach słyszę to samo tylko, że od innego mężczyzny.. ?
Co za cholerna Pętla Czasu!

Nic nie boli jak Twe łzy*

Przeziębiłam się. Cholera, źle, tyle roboty przed świętami a mnie trzęsie!
To wszystko oczywiście moja wina. I tego mojego cholernego romantyzmu. Jak nie pojechać i nie oglądać w te kwietniowe noce wschodu Księżyca ,gdy jest tak piękne niebo? Jak nie otworzyć tego dachu w tym staruszku oplu i nie usnąć w lesie pod gwiazdami?
Zabieramy się z Marian(ki) em prawie co noc na takie eskapady, ale zwykle wracamy do domu. Zwykle. Nie wczoraj.
Wczoraj Marian był wkurzony i smutny, bo ” ktoś brzydko na mnie powiedział, a on nie pozwoli nikomu na to i zabije tego ch…„. Tłumaczę Marianowi, że totalnie mi powiewa, że ktoś tam szczeka, że ważne tylko to co On wie o mnie przecież.I niech nie bawi się w mojego rycerza, bo potrzebny mi On silny i zdrów a nie, np ranny po walce.A Marian smutny dalej. Jasny gwint! Coś trza zrobić, przecież Smutek Mariana jest gorszy niż wszystko, niż koniec świata! Zawsze tak było i jest; nic tak nie dołuje nas wzajemnie jak nasz smutek. Raz płakałam przy Nim a On nie mógł tego znieść. Przeszedł sam siebie abym znów śmiała się. Abym była szczęśliwa..nie, nie powiem nawet co zrobił : )))
A wczoraj On był smutny. No to jazda, myślimy, miss Angie, co zrobić, aby było wesoło. Co zrobić? Kupić piwo, paluszki i znienacka wręczyć Marianowi – pod gwiazdami, w lesie! Resztka , ta pracująca resztka mózgu, mówiła mi ” musicie spać w aucie potem, przecież nie będzie nikt prowadził na gazie! ” A co tam, to będziemy spać w aucie, co mi tam, mamy wielki śpiwór, okryjemy się. A że oboje musimy iść do pracy rano- a co tam, przecież jesteśmy silni i młodzi, damy radę !( kUń by się uśmiał..)
Marian najpierw o mało nie zemdlał, potem miał atak śmiechu. Jest dobrze! Ale..ale po wypiciu po jednym piwie wyszedł Diabeł i szepnął:
” parę piw to MAŁO! Rób coś Angie! ”
– Marian, trza dokupić coś chyba, jedziemy, poprowadzisz( no przecie nie ja! )
– ale, kochanie, wypiłem to piwo..
– a ciul z tym! Jak będą stać, to przerobię ich; powiem, że to nasza kawalersko- panieńska noc.I że Cię zmusiłam to jazdy po piwie. I że Cię kocham! A zresztą po Tobie nigdy nie widać, no jedziemy, ruszaj!
Marian ruszył. Nie było policji (jeśli czyta to ktoś z policji, to niech pomyśli, że to fikcja literacka : P )
Kupiłam. Flaszkę. A co! jak się bawić, to się bawić!
Wróciliśmy do lasu, bo nad koronami sosen przepięknie jaśniał Wielki Wóz i nie można było stracić tego widoku.
– co wzięłaś, kochanie?
Wyciągnęłam tę wódę z torebki. Drugi atak śmiechu Mariana
– ale przecież nie mamy kieliszków!- ledwo mówił ze śmiechu
– lecimy z gwinta jak za młodu, jak w latach osiemdziesiątych, pamiętasz? A żarcie kupiłam też na stacji, nie martw się!
– nie martwię się, ja już w ogóle nie wiem nic, jesteś niemożliwa!!!
– popier…?
– w takim samym stopniu, jak ja….
– weź Marian , bierz mniejsze łyki, bo ja nie mogę tak na raz pić. Albo ja dwa małe, a Ty jeden swój duży, ok? Mariiiannnnnn!- w tym momencie przewróciła się wódka!- no jak mogłeś!!!
– czekaj kochanie, nic prawie nie wylało się, a poza tym jesteś kobietą i jutro idziesz do pracy, nie powinnaś tyle pić
– a niech Cie to nie obchodzi, moja praca, se poradzę a jak pić to mnie mówić nie będziesz maestro, ok? A Ty też nie możesz tyle pić bo potem śpisz jak zabity a ja nie mam co robić i nudzę się…
– ja Cię kiedyś zabiję!
– albo się ze mną ożenisz- dostał buziaka
*
Minęła godzina. Picia, śmiechu i oglądania Drogi Mlecznej
– patrz Marian jak pięknie!
– wiesz co, ja podziwiam w Tobie to, że Ty tak potrafisz chłonąć to, tak umiesz CZUĆ to piękno Natury i w ogóle
– ja potrafię , bo ja patrze sercem. Jakbym miała patrzeć wzrokiem, to dawno dostałbyś lańsko za ten swój brak rozsądku i zdecydowania.
– kochanie, to, że nie umiem widzieć tego co Ty TAM na niebie nie znaczy, że w ogóle nic nie czuję…A do Ciebie…
– kochasz mnie?
– tak. I to rośnie…
Nie wiem dlaczego, to był odruch, w tej sekundzie popatrzyłam na spodnie Mariana
– no nie wytrzymam z Nią..tak , patrzysz SERCEM!
– wiesz, że mi się kojarzy Wszystko i nie jęcz , że patrzę, a ciesz się, że w ogóle patrzę
*
– Kochanie, gdzie jesteśmy?- z tylnego siedzenia wydobył się zaspany głos Mariana
– pod domem
– którym domem?
– a czy to ważne którym? Jest 5:30 rano, zaraz idziesz do pracy. Zatrułeś się i padłeś nieprzytomny. Ja też spałam, ale chwilę tylko, zimno mnie obudziło
– i przyprowadziłaś samochód? Pijana?? ( dla policji: fikcja literacka : P )
– nie tak całkiem, jechałam ostrożnie, polami głównie. Ruszaj się, czas zbierać się do pracy.
– już kochanie, już. Boże, co to było?? Zatrułem się jak nigdy!!
– ja się nie zatrułam, nie umiesz pić i tyle. A teraz pod prysznic i do pracy marsz!
Poszedł. Położyłam się, w łóżku, rzecz jasna. Tak na chwileczkę…na momencik. Resztką pracującego mózgu zdobyłam się na telefon do pracy, aby powiedzieć, że jestem baaardzo chora i nie ma mnie dziś : )) Usnęłam.
Godzina 8 rano, dzwoni Marian i szczebiocze:
– kochanie, jak tam? Żyjesz?
– czemu mnie budzisz??
– jak to, nie poszłaś do pracy??
– nie poszłam, ciul z nimi wszystkimi. I, fuck, nie dzwoń mi teraz, bo chcę spać i rozchorowałam się!!!
*
Godzina 9 rano, sms do Mariana:
– kochanie, te gnoje z pracy mnie od rana budzą telefonami, nie mogę sie wyspać. Ale przysięgam, już nigdy w środku tygodnia nie będę pić nic a nic! A to wszystko, bo byłeś smutny…Patrz jaki dałam Ci dowód miłości! Ożenisz się ze mną?
– kochanie, ja nawet WYJDĘ ZA CIEBIE ZA MĄŻ! A teraz wracam do pracy..
: )))))))
A że mnie się podoba co napisałam( i co znów nawyrabiałam) , to chyba se sama dam lajka. A co, studium postępującego pierdolca , jakby co ; )))

Marian a Kwestia Realu*

Często zastanawiamy się z Marianem: ”
„jak TO się zaczęło znów po latach? ”
Czy może trwało, tliło się w nas.. ?
Przecież mieliśmy zupełnie inne sprawy, inne życia, miłostki swoje..Ja czekałam na S., Ty byłeś jeszcze związany z kimś..Ale przez te wszystkie lata byliśmy tuż obok siebie. I spędzaliśmy ze sobą tyle czasu! Nie, nie wspominałam tamtego co było między nami tak dawno temu, ale zawsze byłam przy Tobie i nigdy nie pozwoliłam Cię skrzywdzić. I z wzajemnością.Zawsze byłeś przy mnie, zawsze mogłam się na Tobie oprzeć.
Pamiętasz jak siedzieliśmy w pracy i opowiadaliśmy sobie o nich? Ty, że masz dziewczynę a ja, że czekam na kogoś, kogo znam tu, przez internet od lat. Tylko jak mówiliśmy o tym, jakoś dziwnie cały zapał znikł..Twój związek już nie istniał tak naprawdę, wypalał się do końca, ja byłam zmęczona czekaniem na tę swoją ” miłość” i ta odległością..I…jakie to zaczęło wydawać się Małe..nieciekawe, dalekie..!
Ta Twoja i moja radość życia, to nasze kumpelskie, niezobowiązujące, wariackie ” kocham Cię” codziennie..i te coraz dłuższe chwile w ukryciu na papierosie gdy wprowadzili zakaz, pamiętasz? I Tamta noc gdy przyszedłeś sprawdzić, czy ze mną wszystko w porządku, czy nie trzeba mnie zaprowadzić do domu…
Ja wiem, ja nie musiałam do Ciebie przychodzić wtedy i naprawdę nie wiem dlaczego wtedy przyszłam.
A Ty nie musiałeś mnie przytulić wtedy…
Nic nie musieliśmy, nic nie TRZEBA było.Ale gdy chwyciłam Twoją dłoń, wiedziałam, ze jej już nie puszczę…
: ***
Czy to nie było tak.. :

Pamiętam jak pragnąłem spotkać Ciebie gdzieś
niby przypadkiem wpaść na siebie
czemu tak nie dzieje się?
lecz właśnie dzisiaj, kiedy nic już nie jest tak,
z Twoim przecina się mój szlak

Ktoś komuś śnił się co noc
ktoś czyjeś imię szeptał w koc
bo Twoje imię i to Ty
zatruwasz komuś sny