Dzień , kiedy pękło mi serce…Day when my heart exploded…

Dzień , kiedy pękło mi serce
przetkany był słońcem
i wiosennym deszczem..

uśmiechały się kwiaty
w moim ogrodzie,
( może były piękniejsze, niż co dzień ..? )
dom pachniał obiadem, kot mruczał czule,
dzwonił telefon,
nie wydarzyło się nic więcej …
W Dniu
tym ,
gdy pękło mi serce.
I
było tak zwyczajnie,

na szybach tańczył  południa blask,
wieczór kołysał  szum wiatru
a Noc płynęła

jasnym szlakiem gwiazd…
W Dniu, gdy pękło mi serce..nic nie wydarzyło się przecież.
tylo nagle,
w przestrzeni
… Niesforne Kawałeczki.
Setki ,tysiące  okruchów..
ujrzałam
drobiny jakieś
nieskladnie dryfujące we
Wszechświecie.

Złotem gwiezdnego pyłu
śmiał się świat i
pachniał
wiosennym deszczem
w Dniu
kiedy
pękło mi serce…

Zanim zakwitną jabłonie..

Jabłonie (5)
Ukryj me smutki
w swych dłoniach,
ukołysz …
Utul
mój świat
w ciepłych ramionach,
schowaj mnie w sobie..
Chcę spać
i
nie chcę się budzić
zanim

zakwitną jabłonie..
Jabłonie (2)
Słyszysz..?

Odchodzi

już  hen zimny,

północny wiatr.

W bieli kwitnących wiśni

wieczory,
wiosenne noce,
poranki uśpione
w

srebrnych mgłach..
Miłością Twój dotyk
rozkoszą rzeźbione

dłonie..

Okryj mnie sobą
i nie budź
zanim zakwitną

jabłonie…
Jabłonie (6)

Noc taka krótka,

Oddycham Tobą…

Świt gasi gwiazdy,

a nade mną

wciąż lśnią

czujne oczy Twoje.

JESTEŚ.

Kocham Cię

dziś, jutro, wczoraj..

Kocham

 zanim

/i gdy/

zakwitną jabłonie.
:)
Jabłonie (4)

***

Ciężki żywot Mariana..

…czyli o tym, jak nieroztropni, nieokrzesani i nieostrożni bywają mężczyźni ;)

 

Jednymi z moich ulubionych opowieści są historyjki z życia Mariana i Heli, które z wielkim smakiem i humorem opisuje, znany większości  moich Czytelników i Gości , Pan C.
Niedawno usłyszałam pewną zabawną historię, która natychmiast przywiodła mi na myśl bohaterów cyklu Caddiego. Ba! Jestem pewna, że jeśli to nie dosłownie Marian i Hela, to z pewnością albo ich kopie, albo jakieś bliźniacze wersje!
Podobieństwo jest tak duże, że pozwoliłam sobie nazwać bohaterów zasłyszanej przeze mnie historyjki imionami wymyślonymi przez Pana C. ( wierzę, że nie będzie mieć mi tego za złe! )

Przeczytajcie  i sami oceńcie, proszę:

*

-To Ty naprawdę pamiętasz, jakie nosiłam wtedy sukienki?
-oczywiście, że pamiętam. Zawsze byłaś tak ładnie ubrana, a latem, gdy nosiłaś te zwiewne sukieneczki, nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku…
Mądry nawet ten mój Marian. I wrażliwy…hmm, kto by pomyślał, że pamięta takie szczegóły!– pomyślała Hela. Na wszelki wypadek jednak, należało wnikliwiej sprawdzić co działo się w sercu Mariana wtedy te..a, nieważne ile już lat temu.
– wiesz Marian- szepnęła Hela wtulając się w w ramiona swego ukochanego Mężczyzny- zastanawia mnie ciągle to, dlaczego wtedy, te …a nieważne ile lat temu, nie powiedziałeś…lub nie dałeś mi żadnego wyraźniejszego sygnału, że podkochujesz się we mnie?
– Kochanie, byłaś zwykle tak pochłonięta swoimi opowieściami, tym co mówisz, że..nawet nie miałem kiedy wtrącić ani jednego słowa. Zawsze przecież tylko wtedy, gdy Ty chciałaś uciekaliśmy na papierosa i zawsze rozmawialiśmy o tym, o czym Ty chciałaś rozmawiać. Ja mogłem tylko wsłuchiwać się w Twoje słowa i ..patrzeć na Ciebie pragnąc z każdym dniem mocniej i czekać na odpowiednią okazję..
– która nie nadarzyła się, bo wyjechałam. Ech Marian, wy, mężczyźni to jakaś inaczej odczuwająca materia. Nie masz pojęcia jak wtedy było mi w środku strasznie smutno i źle. Gdybyś mnie chociaż przytulił wtedy, przerwał mi gadanie..
– ależ Kochanie, rzeczą raczej niemożliwą, a już na pewno niebezpieczną było ( i jest! ) przerywać Ci! To po pierwsze; po drugie, nie wiedziałem jak zareagujesz gdy np. nagle pocałuję Cię.
– oj, z pewnością byłoby to złe posunięcie! Jak to tak można nagle pocałować kobietę, gdy ona nie spodziewa się tego?! Nie, nie; dobrze, że nie zrobiłeś wtedy tego! Dobrze, nie rozważajmy już tego, co by było gdybyś wtedy nie był tak ..hmm, tchórzliwy.Widocznie tak miało być. Musiało być to zapisane w gwiazdach.
– tak Kochanie, masz rację( jak zwykle oczywiście! ). Śpijmy już, jest środek nocy.
-dobrze, śpijmy.
Hela jednak nie usnęłaby spokojnie bez upewnienia się, że Marian na pewno dobrze pamięta tamte dni. Bo może…coś kręci?
-To mówisz Kochanie, że pamiętasz dokładnie mnie z wtedy, z tamtych dni…?
– tak Kochanie, pamiętam dokładnie- sennym głosem odparł Marian
– i że nie zmieniłam się nic a nic…- uśmiechając się do swoich myśli i wspomnień tamtych dni szepnęła Hela ( hmm, nie zmieniłam się ;ma rację, naprawdę bystry i mądry ten mój Marian; w końcu wszyscy, nawet moje fałszywe koleżanki mówią, że jestem taka jak te..nieważne ile lat temu)
– yhmm, nie zmieniłaś się Kochanie nic- będąc już częściowo w krainie snów Marian przytulił Kobietę Swego Życia- może tylko wtedy miałaś troszkę mniejszy brzuszek, śpijmy już Kochanie Moje- szepnął z czułością.
Nastąpiła chwila ciszy. Ciszy, która nie była bynajmniej zwiastunem spokojnej nocy; była to cisza przed nadciągającą z potężną siłą nawałnicy.
brzuszek…?…Mniejszy..? Czy ty wiesz, czy ty w ogóle przemyślałeś, to ,co powiedziałeś przed chwilą??– Hela poderwała się na równe nogi- jednak nie pamiętasz dokładnie tego wtedy! To nonsens, wtedy miałam taki sam..brzuszek!  I… jak Ty w ogóle możesz tak mówić?! Jeszcze w środku nocy?! Brzuszek?! Czyli już nie podobam ci się ! Tak…czyli teraz jestem…gruba, za gruba, tak?
– ależ Kochanie- Marian usiadł na łóżku- ja nie chciałem nic złego powiedzieć..
– ale powiedziałeś! – przerwała mu Hela- Zepsułeś cały piękny nastrój wspomnień i…całą noc zepsułeś; tak, właśnie tak! Nie, już dawno tak mnie nie zdenerwowałeś! Nie odzywam się do Ciebie już i nie będę odzywać się…
do końca nocy!
O!

*

;)))

Miłość przez i z internetu*

Dave:
-Agnes,ożeniłem się z nią! musiałem w końcu tak zrobić. Ta nasza miłość via skype …męczyliśmy się oboje, tak bardzo pragnęliśmy się!
Poznałam go, jak większość moich wirtualnych znajomych, gdy miałam nieograniczoną ilość czasu i leżałam dobry miesiąc unieruchomiona . To stare( dość stare?) dzieje, sprzed sześciu, może już siedmiu lat. Nie utrzymywałam z Dave’m ścisłego kontaktu; ot tylko kilka miłych zwrotów” Hey, how are u feeling today?’ etc.
Z kontaktami internetowymi jest tak,że identycznie jak w tzw realu,niektóre, umierają śmiercią naturalną, inne pozostają. Nie wiem do dziś czym to jest uwarunkowane; pewnie jakimś pokrewieństwem dusz, które pomimo tego, że to wirtual, pozostają, a czasem nawet przedostają się do życia realnego. Wiadomo,że wręcz niemożliwe jest wyczucie drugiego człowieka poprzez wirtual; możemy tylko prowadzić pewną grę, opierając się na kilku wytycznych , jakie daje nam druga strona i zdając sobie sprawę z tego,jak owe też mogą być nieprawdziwe. Myślę, że całe nasze powodzenie i istnienie w sieci, zależy li tylko i wyłącznie od tego, czego oczekujemy tutaj od innych internautów i przed wszystkim od tego, co my zamierzamy( tj.jaki jest nasz cel).
***
Wstałam, zaczęłam znów chodzić i to było najpiękniejsze , co mogło mnie spotkać w życiu. Nie wiecie, co znaczy być unieruchomionym przez miesiąc, nie czuć swej jednej strony ciała od pasa w dół. Moje terapeutki mówiły, że to ” cud, że tak szybko wstałam”.
Wróciłam do pracy, ale nie zapomniałam o swoich wirtualnych znajomych. Był to czas, gdy byłam całym swoim sercem przy moim Szkocie. Pisałam o nim wiele razy, ale jeśli ktoś chce poznać dwoje szaleńców:
https://angiewitch.wordpress.com/2011/07/03/kruk-krukowi-czyli-tacy-sami-c-d/
Ponieważ całkiem poważnie myślałam o wyjeździe do UK, postanowiłam odświeżyć swój English. Zapisałam się na kurs do przemiłej lektorki i z lenistwa poszłam do grupy średniaków. Powiedziałam pani , że chcę znów się osłuchać, co było zresztą prawdą. Jak gramatyka angielska raczej nigdy nie stanowiła dla mnie problemu, tak ten cholerny, potoczny/ ten słuchany/ zawsze był tu wyzwaniem.Natychmiast polubiłam moją grupę, gdy zaśpiewała cudne i bezbłędnie proste” La isla Bonita” :)))
Moja cudowna grupa nie tylko jednak beztrosko śpiewała.Przyszedł czas, gdy trzeba było przygotować referat na temat ulubionego muzyka/ muzyki. Natychmiast zdecydowałam, że napiszę i opowiem o Morrisonie. A, że raczej nigdy nie robię niczego bylejak, mój referat miał być świetny.
Napisałam. Ponieważ jednak nie byłam do końca pewna mej angielszczyzny, postanowiłam z kimś się skonsultować. Z kim? Chyba najlepiej z kimś, kto jest stamtąd! Nie, absolutnie nie ze Szkotem, bo całe moje przygotowanie do referatu skończy się po kilku minutach słuchaniem pięknych piosenek, kłótnią o muzykę, niezliczoną ilością fucków i wzajemnym, cielęcym zawodzeniem I love you. Musi być to ktoś neutralny, kolega.
Dave.
Wysłałam mu swój referat. Powiedział, że jest ” exelent” .Urosłam! :)
I wtedy , wykorzystując chwilę, opowiedziałam szybko Dave’owi o swej wielkiej, szkockiej miłości. I poprosiłam, aby nie śmiał się z tego, że to takie wirtualne.
Zaskoczył mnie.
Agnes, ten wirtualny świat już dawno wszedł w nasze normalne życie. Ja też poznałem swoją miłość poprzez skype. Ona jest Amerykanką, ja, jak wiesz, Anglikiem. Od sześciu lat piszemy do siebie, spędzamy ze sobą via camera każdy wolny wieczór. Ja WIEM, że to jest to, ja wiem, że ją kocham i dlatego nigdy nie będę śmiał się z Twojego związku z Twym Szkotem. Życie poprzez internet dziś staje się czymś normalnym; ważne jednak, aby to prowadziło do realnych stosunków.
*
Minęły dwa lub trzy lata, gdy spotkałam znów Dave na skype. Miał inne zdjęcie i gdyby nie to, że był zapisany w moich kontaktach, nie poznałabym go!
Przywitaliśmy się jak zwykle miło. Jak zwykle, jak to zawsze ja ,spytałam ” czemu ma brodę i co ta za dziewczyna z nim?’
-Agnes,pewnego dnia, po tych sześciu latach kupiłem bilet i po prostu pojechałem do Niej do Stanów. Było to w okolicach Święta Dziękczynienia, było wonderful, więc zostałem dłużej, niż planowałem. Spodobało mi się. Potem Ona przyleciała do mnie. Zaręczyliśmy się i zdecydowaliśmy mieszkać w USA. Teraz tu ( w Stanach) mieszkam.

Agnes
ożeniłem się z nią! musiałem w końcu tak zrobić. Ta nasza miłość via skype …męczyliśmy się oboje, tak bardzo pragnęliśmy się

Zobaczyłam ,via camera, obok Dave’a uśmiechniętą dziewczynę ze zdjęcia. Pomachała mi wesoło, przytulając swego świeżo upieczonego małżonka.
*
Minęły kolejne dwa lata . Ciągle są razem, wciąż zakochani.Bardzo lubię ich oboje, choć przecież nie znam ich realnie.
Ale to niejeden przykład miłości , która zaiskrzyła przez internet i której jestem , często mimowolnym świadkiem.
Tom:
Agnes, ja dobrze wiem, o czym Ty mówisz. Oczywiście, że istnieje miłość poprzez virtual. Sam jej doświadczyłem. Miałem żonę, Polkę .Poznaliśmy się na skype. Wiesz jak wyglądały nasze spotkania? Ponad rok gadaliśmy, pisaliśmy o sobie i do siebie.Tak bardzo pragnąłem jej, że myślałem, że rozwalę ten monitor!Jak wariat całowałem to cholerne szkło wyobrażając sobie jak smakują jej usta, to było na granicy szaleństwa! Przyjechałem do niej do Gdyni.Potem ona do mnie do Anglii. I byłoby wszystko ok, gdyby nie tęskniła tak za krajem….Nie znała dobrze angielskiego i nawet nie chciała się specjalnie uczyć. Wiesz jak mówiła do mnie, gdy się wkurzyła?
Posłuchaj Agnes: fuck out! Hahaha!
Była niemożliwa!
– to dlatego Tom chcesz mnie bliżej poznać?Tęsknisz za nią..?
– chyba tak. Tak, na pewno tak!

:)))
*
– moja siostra wychodzi za mąż!
– gratulacje! A za kogo?
– za żołnierza. Poznali się, gdy był w Afganistanie!
– to jak się poznali?/ spytałam ja, Forest Gump/
– no jak jak? Przez internet! Pisali do siebie całe noce! Gdy on wrócił do kraju, tak dobrze już się znali , jakby spędzili ze sobą pół życia.
Kiedyś udałam się na spacer poza granice Zamku. Wieś jakby pogrążona we śnie. Gdzie są ci, co nie wyjechali?? Ach tak, klikają
– gdzie byłaś w weekend Monia?
– przecież byłam z Thomasem!
– a kto to?? To ten, z którym chcesz budować dom?
– no jak, masz sklerozę? To mój facet , ten Niemiec, no, mówiłam Ci sto razy, spotykamy się od pięciu lat!
– nie pamiętam. To ten, co poznałaś go wtedy przez sieć?
– a jak kogoś konkretnego można dziś poznać?
*
Chyba jestem bardzo stara, starsza nawet od moich starszych koleżanek…
Choć, gdyby tak dziś spojrzeć na moją pełną entuzjazmu Miłość owiniętą flagą Szkocji …

God, help me! ;)))

*Noworoczny Walc*

Od jakiegoś czasu, za sprawą świątecznych spotkań z Rodziną i opowieści seniorów o dziejach naszych rodów, chcąc nie chcąc przenoszę się co chwila daleko, czasem bardzo daleko w Przeszłość. I przyznam, że lubię tam zatrzymywać się i czasem niechętnie wracam do dziś. Nie dlatego, żeby dziś było aż tak źle; po prostu chciałabym dotknąć Tamtego, poczuć Tamte Czasy, zobaczyć me Praprababki i Prababki ukrywające się przed słońcem w cieniu jasnych parasolek , tańczące w pięknych sukniach na wielkich balach , przyjmujące kwiaty i wiersze od swych adoratorów, udające się na przejażdżki konno i powozami.
Pewnie nic oryginalnego nie powiedziałam; na pewno większość z nas ma czasem jakieś takie irracjonalne marzenia, mrzonki raczej i wielką ciekawość Przeszłości. Ponieważ nie potrafię się w żaden sposób teleportować ani faktycznie podróżować w czasie ( może ktoś już potrafi…? ;)) , pozostaje mi tylko moja wyobraźnia, podsycana wciąż wyłaniającymi się widokami Tamtych Dni, opisanych kiedyś przez moich przodków.
***
Przechadzając się w Przeszłości , instynkt i moje uwielbienie muzyki zaprowadziło mnie do walca.Nie do jego początków, nie do straussowskich kompozycji, a do czegoś znacznie bliższego memu sercu.

Szostakowicz i jego 2 Walc.
Gdy znalazłam ten fragment ( utworu i filmu, w którym- a propos- para V.Perez i S.Marceou , jeśli pamięć mnie nie myli,tańczą w filmie tak naprawdę walca wiedeńskiego) , usiadłam przed monitorem jak zahipnotyzowana. Za sprawą cudownej muzyki, walca, w którym zakochałam się wiele lat temu i który ciągle porywa mą duszę. Ale też za sprawą tej pięknej pary, która go tańczy. I, co najdziwniejsze, patrząc na tancerza ,wciąż miałam wrażenie, że skądś znam ten czarujący, szelmowski, uwodziceilski uśmiech.
Olśniło mnie nagle:
tak, znam ten piękny uśmiech! I te czarujące oczy. Nie dość, że sama takie mam ;) , to jeszcze miał je ktoś, z kim przecież spedziłam wiele lat!I kto w rytm walca , dawno temu tańczył ze mną i podnosił mnie i śmiał się moim uśmiechem. I gdyby cofnąć czas, na pewno znów zakochałabym się w nim. Ale czy tak samo pokierowałbym swoim życiem…?
Nie wiem, czy człowiek ma swoją karmę, czy zawsze musi wchodzić na ścieżki znajome. Nie wiem, czy znów postąpiłabym podobnie.
Wiem tylko, że nie można deptać przeszłości; można i trzeba z niej czerpać, pamiętać wszystkie dobre i piękne chwile.Bo wszystkie przecież niosły jakieś ważne lub mniej ważne, ale zawsze godne uwagi konsekwencje; wszystkie były jakąś wskazówką na przyszłość.

I dostrzeżenia tych wskazówek, nie popełniania znajomych błędów, a także smaku sukcesów , wiele szczęścia i umiejętności spojrzenia na siebie pozytywnie, w blasku wciąż trwającej w duszy młodości
Wam/ i również sobie/ w nadchodzącym, 2014 roku, życzę!

Tymczasem , spogladając na siebie, odrywając się od realiów życia,
wirując i kochając,
w rytmie przepięknego walca
wejdźmy w Nowy Rok:

walc 2

blask-nowy-rok-2014-szampan-kieliszki

Do zobaczenia w Nowym, 2014 roku!

***