*Bardzo ważne spotkanie*

Było letnie, upalne popołudnie.
Jeszcze dwie godziny i spotkam się z Markiem! Wreszcie! Po tylu latach mijania się, po miesiącach, gdy kontakt nasz opierał się ostatnio głównie o sprawy służbowe, rozmowy telefoniczne, smsy i e-maile , zobaczę go! Nareszcie spędzimy popołudnie i wieczór razem. Mamy spotkać się w moim ulubionym zajeździe nad wodą. Po obiedzie przejrzymy dokumenty i omówimy szczegóły objęcia przez mnie nowego stanowiska. Poważna sprawa. Trochę obawiam się, czy dam radę. Ale niech tam, jeśli się nie zaryzykuje, to się nie ma !
Już nie mogę doczekać się naszego spotkania!
Czarna czy czerwona sukienka? Czarna odpada, za gorąco na czerń dziś. Czerwona też odpada; mocno dopasowana, za seksowna na spotkanie z Przyjacielem. Wiem! Ta w kolorze czerwonego wina będzie w sam raz! Jakie buciki? Czarne szpilki, a na wieczór czarny ,ażurowy szal? Nonsens, nie mogę znów ubrać się jak na wesele! Kilka dni temu zrobiłam taki numer, całkiem przypadkiem oczywiście. Wszyscy w tej restauracji byli w letnich, jasnych ciuchach, a ja w lśniących szpilach, tamtej sukni, szalu i złotym naszyjniku niby rodem ze Starożytnego Egiptu. Dopiero po czwartym kieliszku przestałam cierpieć ze wstydu ;)
Ok, suknia w kolorze czerwonego wina może być. Do tego te moje ukochane, cudne szpilki made in Spain , w kolorze jasnej kawy z mlekiem i przezroczyste, tego samego koloru bolerko. Ślicznie! Żadnych złotych naszyjników, delikatny łańcuszek. Tylko gdzie on, cholera, jest? Zaraz poszukam, teraz muszę zlokalizować ten nowy błyszczyk( w której torebce może być?? ) .
Szybciej Angie, czas leci, już za godzinę spotkanie!
Aga, będę trochę spóźniony, przed chwilą miałem mały wypadek, czekam na policję – spokojnym głosem zakomunikował M.
– nic Ci nie jest?
-nie, wszystko w porządku,samochód tylko nieźle poturbowany.
To nawet dobrze. Tzn., źle, że ktoś go stuknął , ale dobrze,że nic mu nie jest i że trochę spóźni się; zdążę jeszcze zrobić to i owo, piętnasty raz poprawię włosy, trzydziesty ósmy spojrzę w lustro na to zjawisko w ciemnoczerwonej sukni.A może założyć chabrową? Nie, za duży dekolt, nie wypada. Poza tym nie ma już czasu na szykowanie się od nowa.
Telefon. Ki diabeł? Księżna Matka? Przecież wie, że zaraz jadę! Czemu wszyscy zawsze zawracają mi głowę, gdy się śpieszę?!
– co jest?- spytałam szybko, szukając w trzeciej torebce błyszczyku.
– Agusiu, dziecko,BB ( mój Brat, Big Brother , w skrócie BB) rozwalił Suva. Gdzieś blisko nas. Zorientuj się co się tam stało, ja nie mogę zejść z dyżuru.Jemu chyba nic nie jest, ale nie wiem, w jakim stanie jest samochód…
Przemknęło mi przez myśl, że…
nie, to niemożliwe!Prawdopodobieństwo 1: 1000000 chyba! To nie ten rejon, M. ma jechać z Warszawy, a BB wraca z pracy z pobliskiego miasta, które nie leży przy głównej drodze na Warszawę. Już dzwonię do BB sprawdzić, czy nic mu nie jest .
– żyjesz? Co się stało? Mama w stanie przedzawałowym, mówi, że rozwaliłeś SUVa , co się dzieje?
– nic takiego, stuknąłem tylko jakiegoś gościa. Wszystko z mojej winy, prędkość i wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu. On też jechał toyotą, ale niedużą osobówką.Mój SUV ok, ma tylko zderzak zgnieciony i trochę strzaskany bok; gorzej z autem tego faceta. Ale już jest policja, spisujemy dokumenty właśnie.
– słuchaj- czułam, że mój głos zaczyna brzmieć inaczej- słuchaj, czy ten pan ..czy ten pan jest elegancki, ma siwe włosy , na imię Marek i jedzie z Warszawy?
Cisza.
– tak. Skąd wiesz?
O BOGOWIE! O Święci Anieli Pańscy!
Nogi się pode mną ugięły.
– To gratuluję! Ty durniu!- krzyknęłam do Brata- przecież to dyrektor mej firmy! Marek, którego nie widziałam od lat i z którym miałam za kwadrans być na obiedzie i podpisywać nową umowę! Dlaczego? Dlaczego stuknąłeś… akurat jego?!
– Panie Marku – słyszałam jak Brat mówi do M.- panie Marku,to Pan jest szefem mej siostry i Pan miał spotkać się nią dziś na obiedzie…?
Policjanci parsknęli śmiechem. Marek i BB też.
*
Cały wieczór , zamiast przeglądać dokumenty, rozprawialiśmy z M. o tym wydarzeniu.
Bo–
gdyby Marek pojechał przez Wrocław i potem wojewódzką 94, gdyby wujek google nie kazał mu omijać miasta i jechać tym durnym skrótem przez wioski, gdyby wyjechał wcześniej, albo później…gdyby przejazd nie był wtedy zamknięty, gdyby mój BB nie zwolnił się pół godziny z pracy…
Przypadek, czy zapisane w gwiazdach?
Ehhh,
jednak są na świecie są rzeczy, o których nie śniło się …
;)
***

Jesienne mgły/ Autumn Mists

Okrutne jest dla mnie wstawanie skoro świt, a już zgrozą to, że muszę często jeździć rano na stację kolejową. Znajduje się dokładnie 12 km od mej miejscowości .Nie byłoby pewnie w tym nic nadzwyczajnego, gdyby trasa tam wiodła przez ucywilizowane tereny, lecz moje okolice są cudownie dziewicze .Owszem, jest w tym wielki urok, ale czasem, gdy mam jechać tamtędy wśród mgieł…
Spójrzcie sami. Przyznacie chyba, że przeszywające niekiedy mnie dreszcze ,mają jakieś / solidne/ uzasadnienie.
;)
jesień (39)

Stacja kolejowa, około 7 rano.
jesień (33)

I z powrotem do domu.
jesień (35)

Dla takiego widoku, gdy księżyc delikatnie lśni na porannym niebie , trzeba jednak zatrzymać samochód.
jesień (37)

Te znajome, boczne dróżki… Każda z nich ma jakąś swoją historię ( jak to przecież w zwyczaju dróżki mają ;))
jesień (41)

jesień (44)

Mgły są piękne . I bardzo fotogeniczne! :)
jesień (40)

***

Reguły gry *

(…)
noc taka krótka, popatrz zaraz świt
rozpuść włosy, jeśli tego chcesz.
W twoich oczach widzę rozkosz,
chociaż twoje usta mówią nie
(…)

– Kochasz mnie -powiedział nagle, patrząc jak chłonę.
Zaśmiałam się w głos
– Nonsens! I czemu ? Przecież ustaliliśmy reguły gry.
– Tak, rozumiem.
– To czemu, do cholery, pytasz?
– Nie denerwuj się!
– Nie denerwuję SIĘ ,tylko denerwuje mnie twoje pytanie. Poza tym: czy gdybym Cię kochała, czy to By coś zmieniło?
– chodź do mnie- wyciągnął ku mnie rękę.
– Nie. Teraz nie. Wkurwiłeś mnie.
– Znowu palisz?
– Wcale nie znowu. Ty też paliłeś niedawno.
– Tak..rozumiem.
– A teraz chcę się jeszcze napić. Zostało coś?
*
Wyrwało mi się niespodziewanie:
-uwielbiam z Tobą być!
Patrzyłam na wielkie lustro na ścianie i w nim dwie postacie. Patrzyłam na brzoskwiniowe ciało tej kobiety i brąz jego cery. Patrzyłam jak on spija z jej ciała strużki białego wina; patrzyłam na jego czarne włosy okrywane od czasu do czasu jej długimi blond puklami. Patrzyłam na ich ciała , które w blasku wschodzącego słońca chwilami stapiały się w cudowną, piekielną jedność. Słyszałam z dołu, z hotelowej knajpy dźwięki:
You, you are the love of my life …
Mogłam go kochać. Chciałam go kochać. Ale to on wyraźnie zastrzegł i wytyczył kiedyś granice. Żadnych uczuć. Czemu z nim byłam? Bo był moją namiastką miłości, moją kropelką uczucia .Bo był doskonałym kochankiem. Pieścił mnie wyczuwając zawsze bezbłędnie każdą moją zachciankę,  jakby czuł szóstym zmysłem, czego w tej chwili pragnę.
Wiesz, gdy jestem z tobą, sycę się i nie mogę nasycić. Pragnę cię, pragnę twego ciała ciągle ; chcę jeszcze i jeszcze! Ty tak cudnie smakujesz, kocham cię kochać!
– ale mnie nie kochasz.
– ja nie potrafię kochać. I nie mówmy o tym, Kochanie.
– wobec tego nie mów do mnie ” kochanie”, nigdy!
– dobrze. Nie kocham cię. Ale będę mówić do Ciebie ” Moje Cudnie Rozpustne”. Pasuje?
– Nie.
– To dlaczego znów mnie prowokujesz?
– Bo tak. Bo tak lubię. Bo jestem jak  zwierzę, jak wyuzdana dziwka, a ty lubisz dziwki, prawda? Ty nauczyłeś mnie taką być. Chodź do mnie…
*
– nie znam kobiety podobnej do ciebie.
– phi, niemożliwe, znasz chyba wszystkie kobiety świata!
Popatrzył uważnie mi w oczy.
– może tak. Ale ty jesteś najlepsza i najgorsza, jaką znałem.
– najgorsza?
– Tak. I dlatego cię ciągle pragnę.

– Wiesz, zostanę z nim. A wiesz, że już wtedy nigdy nie spotkamy się…?
– dlaczego?
– bo chcę z nim być. Zawsze i na zawsze. Jest dobry dla mnie. Kocha mnie. Nie mogę już tak żyć, potrzebuję spokoju. Myślę, że kocham go.Tak naprawdę. Duszą.
– Kochasz go?
– Tak.
– Ty kochasz?! Jeśli cokolwiek kochasz, to swoje ciało. I to, co robimy. Jesteś zbyt zepsuta, by kochać kogoś ..nie ciałem. Haahahaha!
Nachylił usta wypełnione szampanem ku moim ustom i mocno chwycił mą twarz. Szampan wlewał się we mnie nieproszony.
Podniosłam rękę. Nie wiedziałam, że dźwięk uderzenia w twarz może być tak mocny. Soczysty.
Odwrócił się i zaśmiał.
– idź! Prędzej czy później wrócisz. Jesteś jak dzikie zwierzę , instynkt ci każe wrócić!
Biegnąc na stację płakałam.

***

– Witaj Kochanie!
Sarkazm.Nie do zniesienia. Zniosę.
– Co chcesz?
– Nic nie chcę. Miło cię widzieć znów. I taką jak zawsze.
Podszedł blisko.
– Pachniesz..
– Jak?
– Pachniesz grzechem ..Kochanie..
Powinnam powiedzieć spierdalaj; nie mogłam. Nie wiem dlaczego.
– co u ciebie Stokrotko? Jak twoja miłość życia?
Tym razem potrafiłam:
– spierdalaj!
– Ojojoj!  Stokrotko, nie denerwuj się! Przecież tylko pytam!
Przecież nie powiem mu, że on, tamten jest taki ułożony, rzeczowy, poprawny. Że jest porządnym człowiekiem. A może powiem? A może powiem, że bywam z nim na koncertach w Metropolitan i na Broadwayu również i że wtedy ,w Paryżu dał mi złoty pierścionek. I że kochając go, nie kocham, że to wszystko takie cholernie dziwne i że tęsknię za…
Nie , nic nie powiem.
– Przyszłaś tutaj, w stare, dobre miejsca.
Drażnił mnie jego śmiech.
– Jestem… przejazdem – spojrzałam mu w oczy .
-Przyszłaś do mnie ,Stokrotko.
-Nie, przyszłam tylko ..na chwilę..przyszłam tylko…
w stare, dobre miejsca.

Byliśmy nagle znów w tym pokoju z lustrami. Nienawidziłam go. Nienawidziłam siebie.

– Tęskniłem za tobą. Czuję…ty też to czujesz?
– Nie. Nic nie czuję, z wyjątkiem tego, że chcę cię mieć w sobie, teraz, tutaj i natychmiast!
– Jesteś cudownie zepsuta. Kochasz mnie, zawsze kochałaś ,Stokrotko.
– Nie. Nigdy Cię nie kochałam.
Przecież
takie są reguły gry;)

***

It gets dark, it gets lonely! *

Ooh it gets dark, it gets lonely
On the other side from you
I pine a lot, I find the lot
Falls through without you
I’m coming back love

(…)

 z internetu

I nastała jesień.
Piękna, złota, ale już też coraz częściej wietrzna i deszczowa.
Nocne wichry nie pozwalają spać; stukot gałązek rzucanych wiatrem o okna i szum porywanych co chwila liści z pobliskich wielkich, starych drzew chcąc nie chcąc przywołują myśli o odległych krainach, morzu i minionych latach.
Kiedy to było? Nie wiem, a może wiem i tylko nie chcę pamiętać.
Dom śpi, delikatne światła nocnych lampek ocieplają wnętrza.
Ich oddech, sen; moja czuła przystań, ta dusza mego domu. Koty wyciągnięte na grzejnikach , fotelach i chrapanie psów na kanapie u Mamy.Bukiety jesiennych kwiatów w wielkich wazonach i koszyki lśniących kasztanów w blasku ciemno- złotych lamp.
Powinnam , spokojna, zasnąć, a jednak nie potrafię. I nawet nie przez te ostatnie wydarzenia, bo na nie przygotowałam się już wcześniej. Przygotowałam się za sprawą mojej wielkiej, wrażliwej Raczej wyobraźni.
Tak,my- ci księżycowi -potrafimy przewidzieć najbardziej pesymistyczny bieg wypadków i w porę uodpornić się. W pewnym sensie jesteśmy przygotowani na wszystko, gdy złe dni nadejdą..
Wiatr, jesienny wiatr.
Wbrew wszystkiemu co głoszę, lubię go. Lubię ten mroczny odgłos jego podmuchów, lubię szum liści tańczących szalony taniec i spadających nagle na ziemię .Czasem otwieram szeroko okno i pozwalam , by wiatr wdzierał się w moje ciało, zamykał me oczy i gładził zimnym sztyletem me włosy. Chłonę. Chłonę wtedy z gorąca całego dnia. Otwieram usta i wdycham wiatr.
Myśli przychodzą same i najczęściej nieproszone. Nie, nie ” co by było gdyby” , ale ” dlaczego?”
Dlaczego zrobiłam tak, a nie inaczej? Dlaczego wtedy powiedziałam właśnie to, a nie coś innego?
To bez sensu;
na pewno , jak każdy z nas wtedy i w takiej sytuacji , zrobiłabym znów tak samo.
Ale dlaczego….?
*
Wiatr szaleje. Wyje i trzęsie oknami ,całkiem ignorując moje myśli.

Boję się…
Już wracam , Kochanie.

***