* Listopadowy świat*

Czekając na ZIMĘ…

*
ODRA

*

*

*
Moje ulubione drzewo

*
Czy jest coś piękniejszego niż niebo o zachodzie słońca…późną jesienią ? ;)

Reklamy

* Łowcy.pl …. *

*

Pewnego jesiennego, zimnego i pochmurnego dnia Mała W. zaszczebiotała:
– Mamusiu, patrz, za oknem pełno ptaszków! Może damy im słoninkę albo troszkę szyneczki?
– dziecko, nie ma jeszcze zimy, niech te ptaszki coś sobie znajdą w ziemi i spożyją.
Mama! Ale patrz jakie one śliczne! Zielono- białe!
– A, to sikorki! Bogatki! Głupie jakieś, że przylatują pod nasze okna; przecież tu mieszkają koty…
– no tak, ale okna są zamknięte, bo zimno. A koty przez szybkę nie złapią ptaków! Dajmy im jeść, Mama, proooszę!
– no dobra- uległam.
I pomyślałam, że to nawet niezły pomysł.
” W końcu nie mieszkamy tak nisko; można , jak za dawnych lat, ptaszkom dać jeść w zimie. A Ci
zbójcy, złoczyńcy , mordercy – moje koty– będą mieć lekcję! Za szybami okien nie złapią ptaszka! Niech pomęczą się teraz ci rozbójnicy, łowcy cholerni!
Mała W. zachwycona ” akcją” , położyła za oknem kawałek mięska . Dla ptaszków.
Zadowolona z siebie, zacierałam ręce:
– patrz dziecko! Całe stadko sikorek! Osiem? Nie, dziesięć przynajmniej!Patrz jak przylatują i biorą po kawałeczku szynki! Cudownie! A te durne koty niech się teraz pocałują w nos!
– Mama, a gdzie teraz są koty…?- spytała szeptem Mała W. i pobiegła instynktownie do drzwi.
– Maaaammmaaaaaa!- ryk Małej postawił mnie na równe nogi.
Po przedpokoju biegała Iris z ..małą sikoreczką w pysku!!!
Krzyk mój i płacz Małej W. spłoszył Iris i inne koty. Ukryły się gdzieś po kątach. Sikoreczkę, ponieważ jeszcze żyła, ewakuowałyśmy za płot. Koty zostały zatrzymane w domu; pozostała głupia nadzieja, że ptaszek może dojdzie do siebie po ataku kota i odleci…
*
Wieczorem posadziłam wszystkie moje zwierzaki przy stole w kuchni. Właściwie to nie musiałam ich tam usadzać. Gdy tylko poszłam do kuchni, natychmiast trzy koty usiadły na ławie, a psica Saba przy mojej nodze.
Wyjęłam z lodówki kawałek surowego mięsa i przemówiłam do zebranych:

– tak, to jest dla was. Zaraz zjecie to. Ale zrozumcie to, że to JA kupiłam! I JA wam to zaraz dam. I nie potrzebuję prezentów od was, żadnych! Żadnych myszy, nornic, ptaków! Jak już musicie polować, to w promieniu 50 metrów od domu! I zeżreć TO coś też tam! A nie mnie tu, fuck, znosić! Ja wam kupuję, wychowałam was, ale nie uczyłam polować! Nie mogę was zlać po tyłkach kocich, bo wy nie rozumiecie nic…wy chcecie dobrze.. Ja rozumiem, że są to prezenty dla mnie, ale ja ich nie chcę! Nie przynosić mi, Ok?
Popatrzyły na mnie jak w święty obrazek. Zawsze wodzą za mną wzrokiem i słuchają tego, co mówię. Słuchają..tylko słuchają
( albo ..tylko słyszą..) .
Kotki zamruczały a Milord podał łapkę. Na stół. Obserwując psy, nauczył się….
Saba wiernie patrząc mi w oczy, zrobiła to samo. Tylko, że mi na noge
– A tobie, koleżanko- zwróciłam się do psicy- ostatni raz mówię: jeśli jeszcze raz upolujesz czyjąś kurę, ja płacić ludziom nie będę! To, że uciekają z zagródek, to nie znaczy, że masz od razu łapać je i znosić mi na podwórko!!!
*
– no już daję wam to mięsko, już…
;))

*
Był wyjątkowo brzydki dzień. Mgła, mżawka, zimno. Czekałam do późna, aż Milord wróci do domu. W końcu, gdy za czwartym razem wychyliłam się, by zawołać ” Emilku, kici, kici! ” zobaczyłam go:
Stał pod drzwiami. Piękny, smukły, długonogi. Jego czarno- biały garnitur z białym żabotem lśnił kroplami deszczu, a zielone oczy wyjątkowo błyszczały.
W pysku trzymał mysz….

***************************

Granice…*

WAS I BORN TO BE WITH YOU…?


Zastanawiałam się czy napisać o tym. Długo. Długo myślałam czy warto wyrzucić znów tutaj swoje emocje. Czy warto oddawać się ekspresji w miejscu, które, jakby nie patrzeć, jest publiczne?
A jednak jeśli nie tutaj, to gdzie? Tylko tu mogę, korzystając z tej pewnej anonimowości ,uzewnętrznić się. Nie żebym bała się w tzw realu stanąć z kimś face to face; bzdura!
Nie boję się ludzi ( a podobno powinnam..? ) ; lubię ludzi. Właściwie albo lubię, bardzo lubię, kocham ,albo są mi obojętni. Nie rozumiem jak można kogoś nienawidzić ” tak o”, „bo tak” .
Nie boję się ani rzeczywistości, ani walki. Boję się tylko tego, co czasem roi się w mojej biednej głowie; boję się bezsilności wobec niektórych rzeczy, które następują lub mogą nastąpić ..niezależnie od mojej.. naszej woli …
*
Nie boję się powiedzieć Tęsknię
Tobie powiedzieć. Tylko..po co mam znów to mówić? Zamknęliśmy tę historię w szufladce Było .
A jednak..nie do końca. Ciągle otwiera się, kusząc szałem przeszłości
Pamiętam te jesienne, długie wieczory, ciepło świec i nasze rozmowy..pisane i mówione. Te godziny z telefonem przy uchu, by słyszeć Twój głos…I te obietnice miłości, to jarzące się w blasku ognia
” forever..”
I te tysiące mil między nami, których nie było. Te tysiące iskier z Nieba, gdy gwiazdy śmiały się do Nas…
Forever… wszyscy zakochani tak mówią; ale czy My tej miłości nie zaklęliśmy? Nie przeklęliśmy? Forever..?
Kochałam Cię. Kochałam najbardziej szaloną, największą radością życia..Żyłam!

Żyłam bo My/ bo Ty/ bo…
Chciałam/ chciałeś, by Świat wiedział

(…)To Niebo między nami jest tak daleko… Gdzie My jesteśmy, Kochanie? Czy potrafisz powiedzieć mi czy, jeśli jest to dobre, czy to sen? Czy może dla Ciebie koszmar nocny..? Te Pustynie Europy są dalekie..ale My je przejdziemy, walczący.. .Kocham.. (…)

Dlaczego jednak żadne z Nas nie zdobyło się na to?
Kraj…
i TO WSZYSTKO, co stanowi o NAS..
I nie ” pustynie Europy”

GRANICE…

(…) Tears are in my eyes,
We’re coming to the borderline,
I’m ready with my lies,
And in the early morning rain, I see her there,
And I know I’ll have to say goodbye again;
And it’s breaking my heart, I know what I must do,
I hear my country call me, but I want to be with you,
I’m talking my side, one of use will lose
(…)

*

*

*********************

* Gdzie się lęgną Słiti? *

Nie będę pisać o internetowych słitich, bo, choć sieć pełna ich, nie zamierzam nikogo ani obrażać ,ani prowokować . Internet ma tę wielką przewagę nad ” realem” , że tu szybko , jednym kliknięciem ( jak ja nie lubię tego słowa! ) możemy odciąć na wieki osobę/ nick niewygodny. Nie bawią ani nie zajmują mnie ” bitwy” sieciowe; nie walnęło mnie jeszcze tak, żeby tracić nerwy na jakieś fikcyjne postaci i utarczki z nimi. Owszem, jak jakieś nawiedzone , sieciowe zjawy atakują w mojej obecności kogoś, kogo lubię, zwykle nie wytrzymuję i niekoniecznie kulturalnie, odpowiadam. Ale z reguły w myśl zasady:
” pies szczeka…” ignoruję , nie słucham ich, omijam szerokim łukiem.
W związku z powyższym nie drażnią mnie sieciowe słiti .Bo.. nie mają kiedy drażnić.
Gorzej jest w tzw realu . Tam często nie ma jak ominąć.
W pracy zasiadam face to face z Lalkami Barbie. Dziewczyny tak perfekcyjnie zrobione na bóstwa, że patrząc na te jasne, platynowe sploty opadające wdzięcznie im na ramiona, na te brzoskwiniowe, upudrowane buźki, na te dłuuugie, czarne jak smoła rzęsy, zastanawiam się często jak one tak naprawdę wyglądają ? Jakie są naprawdę- czy to blondynka o jasnej cerze czy może szatynka o ciemniejszej? No za cholerę, za licho pod tymi warstwami makijażu nie idzie rozpoznać! Gdy zerkam na te sztuczne główki, pytam się tylko w myślach” czy posiadasz , dziewczę coś takiego jak mózg? ” I natychmiast przypomina mi się powiedzenie:
„Ciemne odrosty na głowie blondynki świadczą o tym, że mózg jej jeszcze pracuje….”
Tak..nadzieja jest…
*
Popołudnie.
Po obowiązkowym spacerze z psicą, obowiązkowej, krótkiej drzemce ,dom budzi się znów do życia. Jedno radio w kuchni, w jednym pokoju drugie, ktoś w innym włączył telewizor. Lubię tak; lubię jak dom żyje. I, nie ma co się oszukiwać, taki gwar działa na mnie jak środek dopingujący— w pracy domowej. A tej zwykle mam dużo, dużo. I jeszcze ciągnący się za mną mój koci orszak, który trzeba nakarmić, poprzytulać, sprawdzić czy na obróżkach trzymają się jeszcze identyfikatory :>
Itd…

Idę do pokoju. Mała W. ogląda bajki. Przerwa na reklamę. Jakaś nienagannie ubrana w białe szatki kobitka w tv pozwala swoim pociechom demolować pół domu, używać swoich szminek do malowania ich całych, małych ciałek. Śmiejąc się do rozpuku wyciąga jakieś cukierki czy tam pudding czy cholera wie co i podając to coś dzieciaczkom mówi słodko coś w stylu:
-te moje małe tygryski mają tyle energii ( dzięki niby temu produktowi, oczywiście ) i ja mam też tyle siły ,ble,ble
Noszz jakie tygryski??
Toż to, co nazywa tygryskami, to nic tylko wysłać gdzieś za morze, a w najlepszym wypadku wziąć na kolano i dać solidnego klapa, by Toto nauczyło się, że nie wolno młoteczkiem walić w stołki ani używać moich kosmetyków!

Nie powiem, no nie powiem, by moje trzy Latorośle były święte i ułożone; chłopcy dobrze dawali mi popalić, o Małej W. obecnie, nie wspomnę już. Ale..ale nie ma i nie było jakiegoś chorego rozpasania nigdy! Powiedziało się ” nie rób tego”- to żadne moje Toto nie robiło raczej już ” tego” !
A ja..od -dziestu lat prowadzę dom i nie wyobrażam sobie podczas gotowania, sprzątania itd zasuwać w czymś innym jak jakiś zwykły, stary dres! A tu białe szatki, fatałaszki, sukieneczki, śliczne fryzurki! Ehhh
A może ja..
Nieżyciowa? Staromodna?

Gotuję, piorę, sprzątam.Żadna rewelacja, większość kobiet zajmuje się tym co dzień.
Wszystko na raz. Śmigam od kuchni do pokoju, od pokoju do łazienki. Chcąc- nie chcąc , myjąc naczynia, słyszę po jakiejś fajnej piosence, która akurat leciała w radio coś takiego:
– (…) asekurella- i zaraz wdzięcznym kobiecym głosikiem, niemal szeptem : wzmaga ochotę( apetyt?) na seks
Noszzz kurr! Noszz brakuje tu jeszcze głupiego chichotu na końcu! Jak ja tego nie cierpię! Tego słit zachowania, tego niby krępowania się tymi sprawami . No chichocik, zaczerwienie / się/ , koniecznie zasłonięcie dłońmi ust. Chichichi…
Chichi, kurwa!
-Z czego głupia dupo się cieszysz?- pytam w myślach- No że lubisz seks? No i dobrze, większość lubi!Czy słowo ” seks” wywołuje u dorosłych pań takie reakcje jak u dwunastoletnich dziewczynek? No już nic nie rozumiem…

Idę do pokoju sprawdzić czy Mała W. zaczęła wreszcie robić lekcje. Telewizor włączony. Reklama. Śliczna, elegancko, „wyjściowo” ubrana kobitka wsypuje jakiś proszek do garnka, zalewa wodą, miesza i po chwili zanosi wazę z jakąś zupą mężowi i dzieciom pod nos i następuje jakiś taki dialog:
– kochanie pyszną zupę ugotował ( zrobiłaś? ) ! – mówi małżonek
– z ( reklama proszku, z którego była zupa) zawsze się udaje
Ludzie! Czy wiecie, co znaczy ugotować czy nawet zrobić zupę? Zupę, sos, ziemniaki puree etc ? Czy wiecie co w ogóle znaczy gotować, przyrządzać potrawy?
A ta słiti stoi z torebką jakiegoś proszku i wdzięcząc się do kamery twierdzi, że gotuje…I że to takie łatwe.I że pan małżonek taki szczęśliwy!
No żessszzzz!
ehhh
Może i starzeję się już a starzejąc- siłą rzeczy- pierniczeję, ale nikt, ale to nikt nie wmówi mi, że te kobiety, kobitki opisane tutaj, są prawdziwe!
Sztuczne stworki o sztucznej urodzie, które tworzą sztuczne wizje życia. Sztucznego, łatwego życia. Czystego, nienagannie białego. Niczym skarpetek upranych w proszku wizir , fuck!
Powinnam przywyknąć już do tego świata sztucznego i sztucznie lansowanego w mass mediach.
Razi mnie jednak wciąż, a nawet wkurwia to, co robią z siebie niektóre kobiety. Lub co pozwalają z siebie zrobić.
Słit Total. Max Słit!
A potem dziwić się, że stają się takie biedne idiotki ofiarami mężczyzn. Że np niby ją wykorzystał, zrobił swoje i odszedł. Albo ” w domu tylko pojawia się przespać i…no, no wiadomo co tylko”
A co, drogie Panie, przepraszam, z Wami innego robić? Sama będąc mężczyzną tak robiłabym. Faktycznie lepiej posiedzieć z chłopakami na meczu, napić się piwa, powrzeszczeć do woli sobie , oddać się emocjom niż patrzeć pół wieczora na nienagannie ubraną, wymalowaną słiti sypiącą proszek do wody i wmawiającą, że to ” tak jak u Mamy” .
Pewnie pogrążę się do końca w oczach Wielu, ale sądzę, że najlepiej byłoby taką bandę słitich wysłać gdzieś hen w dzicz. Na Madagaskar. Albo- nie! – do dżungli! Na szkołę przetrwania.
A tam może być tyle niespodzianek!
WŁaLa:

*

Żona mojego bliskiego znajomego zakomunikowała Mu niedawno, że
” ma ochotę pójść wraz z ich żeńską latoroślą na siłownię”
Znajomy powiedział tak:
– wiesz…może zamiast wynajmować ludzi do ogrodu, Wy pójdziecie czasem tam? Albo pomożecie mi sprzątać piwnicę? Prawie nie ma mnie w domu, mam te 2 etaty i wiesz..przyda mi się trochę pomocy. A Wy przy okazji potrenujecie i wzmocnicie pewne mięśnie…
Żona znajomego obraziła się śmiertelnie. A ja słysząc ten dialog, musiałam natychmiast wyjść, atak śmiechu był nieunikniony
:)))

* Ten ..listopad! ;) *

– Angie, jest impreza! Przyjdź koniecznie!- zaszczebiotał przez telefon rozkosznie -kusząco , G.
-impreza? dziś?
-tak dziś! Taki spontanik- G. był wyraźnie podniecony- czekamy na Ciebie, przyjdź!
Impreza! W moim Dawnym Dziale! Z Moimi Chłopakami!
– Grzesiu, Kochanie, jak ja mam przyjść dziś , gdy ledwo żyje, gdy ledwo oddycham, jestem chora i marzę tylko o tym, aby iść do domu i położyć się spać!
– Przyjdź!
– jak mam przyjść, gdy stoję nad grobem chyba??
– czyim grobem?
– no, fuck, swoim! Nie przyjdę, nawet mowy nie ma; muszę iść spać
” Impreza z moim dawnym , kochanym Działem! Z moim chłopakami! Powinnam pójść! Ale jak pójdę, jak zetnie mnie po jednym kieliszku..? Nie, nie pójdę. Trudno, przebaczą mi. Też ich kocham! ”
Swoją drogą: jak mogę być tak chora?? Zjadłam wszystkie zapasy czosnku w domu, wypiłam większość nalewek z barku Księżnej Matki ( nie były smaczne, ale czegóż to się nie robi dla ..zdrowia :> )
To wina tych cholernych naszych Body- Guardów w mojej nowej pracy! Przyłażą chorzy, na lekach; pracują na 2- 3 etaty, nie biorą nigdy zwolnieć i
zarażają ludzi!
Ja już się zemszczę. Ale nie teraz. Teraz idę do łóżka, jeszcze tylko pokażę się Księżnej
– no tak, wszystko Ci poszło . Zatoki, krtań, a to lekko przechodzi na oskrzela. Natychmiast antybiotyk i do łóżka!
Na szczęście tylko ” lekko przechodzi na oskrzela” , bo nienawidzę mieć tego astmatycznego zapalenia oskrzeli!
Padłam. Po prostu padłam. Będą pół przytomna ” oglądałam ” jednym okiem jakiś film z Małą W. oraz Jej kuzynką; jednym uchem słyszałam piękne, słodkie melodie w moim radio (które mam włączone constans) .
O, takie melodie, moje dawne , stare piosenki:

i:

Cholera, jakbym miała naprawdę umrzeć, to proszę o takie melodie!
Nie żeby były moje naj, ale
że mi się tak dobrze kojarzą! Z moją Młodością, moją Beztroską, z Marzeniem, Nadzieją…..

*

Różne wizje i myśli przychodzą do głowy człowieka chorego ( i nie tylko na umysł chorego)
Myślałam wczoraj o Majorce. O tej Wyspie, którą kiedyś odwiedziłam.
Której nie zwiedziłam wcale,tak jakbym chciała zwiedzić. Ale..
pisałam kiedyś o tym ,
” all inclusive” i- po co wychodzić z Hotelu?

:>

Charmee,
dla Ciebie specjalnie dla Ciebie wygrzebałam te kilka zdjęć z Majorki.

Ogrzej się, choć tak tutaj…no nie stać mnie( jeszcze) , by Cię tam zaprosić dziś
z okazji Urodzin …


*

*

*

*


*

*

*

*

*
Zachód słońca był za pagórkami, gdzieś daleko…NIE NAD MORZEM!
Tam wschodził księżyc…

*

* IDOL *

Dziś moje najmłodsza latorośl- TO COŚ Moje, To, przez / dzięki Któremu zostałam w Polsze miast dziś, teraz, wieczorem siedzieć w jakimś londyńskim pubie, zmęczona po 12 godzinach pracy dokuczać angielskim kretynom ( dokuczanie dobrze mi robi na samopoczucie :> )

To Moje Ukochane Dziecię dziś , będąc wyraźnie pod wpływem jakiegoś pozytywnego biorytmu, zaćwierkało nagle:
Mamusiu, a kto jest Twoim idolem?
Co rzadko się zdarza, zamurowało mnie. Idolem??
– dziecko, pojęcie ” idola” jest ..bardzo szerokie. Trudno mi teraz tak jednoznacznie ustosunkować się do Twego pytania…Idolem, w sensie tego kto i czym mi imponuje a zakresie wiedzy, mądrości itd jest z pewnością, dla mnie Twój Dziadek. I Babcia.
– eeee, Mama, nie filozofuj znów! Mnie chodzi o takiego idola normalnego. Takiego..wiesz, piosenkarza, aktora. Zgadnij teraz, kto jest moim idolem?
– aa. no tak! Ok, pewnie ten..no, jak mu tam: Justin Bieber?
– MAMAA! Jak możesz?? Jak możesz tak o mnie myśleć?? Ten kretyn, ten dupek, ten co nie umie w ogóle śpiewać i tylko kasę kosi ma być moim idolem?? Moim idolem jest Johny Deep! A z kobiet to Jennifer Lopez!- Mała W. wymieniła jeszcze kilka znanych obecnie piosenkarek, których nazwisk teraz, nawet pod groźbą lub pistoletem przy skroni, nie jestem w stanie powtórzyć…
– no dobra, ale musisz tak wrzeszczeć ! Z tym Justinem to tak..wypsło mi się tylko- starałam się załagodzić sytuację. Jeśli chodzi o to jaki piosenkarz czy aktor , to ja..hmm, no nie mam idola!
– niemożliwe! Jak można nie mieć idola?? A może miałaś..?
-ależ oczywiście! Jako dziewczynka w Twoim wieku miałam..i to nie jednego..
– a kto nim był?
***
Przeniosłam się nagle w czasie. Na chwilę stałam się swoja Małą W. tylko te- dziesiąt lat wcześniej.
– hmm, wiesz, w literaturze to Staś Tarkowski.
– a który to?
– jak to który?? Przecież czytałaś ” W pustyni i w puszczy” ! Matka Twoja tak pokochała tego Stasia, że nawet pisała o nim prace na egzaminie do Liceum!
– o Stasiu pisałaś, Mama?- wtrącił się nagle przeciągając się leniwie po popołudniowej drzemce, Młody Lew.
– ano pisałam! A tak dobrze napisałam, tak wczułam się, tak dużo emocji wniosłam w tę pracę, że po pierwsze była to najlepsza praca z polaka na egzaminach; po drugie już na pierwszej lekcji Pani zasugerowała, że powinnam być Kronikarzem Klasowym! Ha!
– i byłaś?
– jasne, że byłam! Dopóki, dopóty chodziłam do szkoły. Potem to..wiecie jak było. Uciekłam ze szkoły, ze świata realnego i ze wszystkiego, co mnie nudziło.
-no dobra Mama- Mała.W przerwała moje wspomnienia- a ten piosenkarz lub aktor? Ten Twój idol wtedy?
– wtedy…wtedy była tylko czarno- biała telewizja. Nie było 1/8 tego, co jest dziś. Mieliśmy tylko
” Piątek z Pankracym” , ” Telesfora i Teodora”, dobranocki ” Bolka i Lolka” i trochę czechosłowackich…A z filmów pamiętam najbardziej ” Siedemnaście mgnień wiosny” , ” Klossa” i oczywiście „Czterech Pancernych”. A w soboty..chyba w soboty, puszczali westerny i różne amerykańskie filmy. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam swojego idola ; ślicznego chłopaka, od którego nie mogłam oderwać wzroku. Wyglądał tak:

Pierwszy film z Nim i to ten, który mi najbardziej utkwił w pamięci to ” Olbrzym” gdzie James grał z Elizabeth Taylor i Rockiem Hudsonem. Byłam zachwycona i bez pamięci zakochana —swoim dziesięcioletnim serduszkiem —-w tym chłopaku!
I nie rozumiałam siebie: przecież bardziej podoba mi się Gregory Peck, Alain Delon! Czemu więc tak urzekł mnie TEN chłopak??
Mało tego; było to już długo po ” Epoce Deana” ; nie znałam żadnej dziewczynki, która znałaby go i zachwycałaby się Nim…Moja siostra była śmiertelnie zakochana w Marlonie Brando,a ja oklejałam swoją szafę i ściany wszelkim wycinkami z gazet ze zdjęciami Jamesa Deana!
*
Znalazłam dziś w internecie zdjęcia mojego Dawnego Idola.
Znów zastanowiłam się , czemu akurat to On był tą moją szczenięcą miłością.
Ależ to takie proste!
Buntownik! Po prostu! Jak ja kiedyś! Moje alter ego, moje Ja w męskim wydaniu!
Moje..umierające chyba już Ja…

* ..to mnie nudzi i nie bawi, bo nie wrócą …;) *

Jesienią rozkwita życie towarzyskie. Tak się składa, że większość moich przyjaciół ma teraz urodziny lub imieniny; nie przepadam za łażeniem po chałupach , znacznie lepiej czuję się u siebie niż u kogoś, ale jak trza, to trza , się idzie i koniec. Bo wypada. A jak już się tak zacznie chodzić, to nagle i w moim zamku zaczynają się pojawiać różni goście.
Życie tętni i od wielu lat nie ma dla mnie w tym nic dziwnego, że to akurat teraz w-podobno smutnym- listopadzie.
Nie ma też nic dziwnego w tym, że wychodzą z różnych zakamarków Przeszłości wszelkiego rodzaju Zjawy. Bo ..bo tak zimno i za czymś tęskno teraz i tak się nagle przypomniały tamte lata; bo pamiętasz Angie, jak wtedy to było fajnie?
Przywykłam do jesiennego come back’u Zjaw; sama czasem chcę być Zjawą i przypomnieć o sobie Pewnemu…Komuś , ale nie o tym dziś.
Dziś przypomniało mi się, że niedawno nawiedziła mnie wyjątkowa Zjawa; całkiem niespodziewanie i niespodziewana.
W wirze życia, między pracą, jedną imprezą w domu, drugą , trzecią itd poza domem, zadzwonił do mnie mój stary znajomy.
Mężczyzna, który dorobił się dużych pieniędzy. Nowoczesny, drogi dom na przedmieściach, dwa dobre samochody. Piękna żona, dwoje dzieci.
Mężczyzna, który wiele lat temu, będąc szesnastoletnim podlotkiem kochał się we mnie :) … który jako młody chłopiec przychodził nocą pod mój dom i czekał pod starym dębem , aż wyjdę po cichutku do Niego :)
*
Zadzwonił w interesach. Niby w interesach; nagle szepnął:
– pamiętasz jak było wtedy..? Może powspominamy razem? Proszę Cię, bardzo proszę!- i tak dalej..
Zgasiłam Go szybko. Nie wikłam się w takie układy. Nigdy.
Następnego dnia zadzwonił znów. Aby przeprosić mnie.
Przyjęłam przeprosiny. Ubawiła mnie cała ta sytuacja. Akurat mijałam na drodze malucha . Tak, Fiata 126p . Maluch był pierwszym samochodem mojego Ojca i z podróżami tym autkiem mam mnóstwo wspomnień.
Gdy przejeżdżał teraz obok, pierwsze, co powiedziałam do dzieci:
– patrzcie! Maluch!
-no to, że Maluch?- Mała W. była trochę zdziwiona
– a nic takiego, tylko to dziwne, że taki Relikt Przeszłości jeszcze mknie po drogach!
I nie tylko po drogach ‚- dopowiedziałam w myślach

;)))

Z dedykacją dla mojego starego Znajomego :