Kolorowe dni w Szklarskiej :)

Kochani!

Rzadko ostatnio bywam w wirtualnym świecie; wyświechtane już ” pochłonął mnie real” jest chyba zwrotem najbardziej na miejscu dzisiaj w moim życiu. A, że życie zaskakuje spełniając czasem nasze najskrytsze marzenia…to już inna, długa i piękna historia, którą kiedyś może opowiem. :)

Ciągnie wilka do lasu
musiałam, musiałam znów pojechać w najdroższe miejsca mego dzieciństwa.
Chłonęliśmy cudne widoki, czyste, górskie powietrze; chłonęliśmy ciszę, każdą chwilę z dala od codzienności , chłonęliśmy
siebie.

Nasza ukochana Szklarska Poręba w jesiennej odsłonie:

Szklaraska Poręba (25)

Szklaraska Poręba (26)

Szklaraska Poręba (44)

***

Reklamy

TATRY, cz.III

BUKOWINA TATRZAŃSKA

Prześliczna miejscowość położona nieco wyżej, niż Zakopane. Znajduje się około 15 km od Zakopanego; tam właśnie mieliśmy swą ” bazę”.
Czyste, ostre powietrze i słońce, które opala, ale w przeciwieństwie do tego nizinnego, nie męczy tak potwornie.
Żyć nie umierać! ( Chyba przeprowadzę się tam!) :)))

Plan wycieczki był oczywisty: Morskie Oko. Pamiętam je z dzieciństwa, gdy byliśmy tam z Księżną Matką . Cudowne miejsce, które dziś było celem naszych całych „mini wczasów”.
Ponieważ wyleźliśmy z naszego domku o chyba najgorszej strategicznie porze ( tak trochę przed południem…) , już w Bukowinie górale stukali się w głowy:
– dzie tam na Morskie dzisiaj! Toszz nawet policja zawraca z tamtej drogi, taki tłum!Od rana korki! Wsystkie jadą na Słowacje, tam mniej ludzi! ”
Faktycznie, korki już w Bukowinie były okropne. Czekaliśmy na busa do Zakopanego, gdy nagle…
koleżanki młodych!
Swoją drogą to niesamowite; czy nie znacie tego:
czasem umawiamy się i obiecujemy kolegom, koleżankom, znajomym, że ” na pewno za tydzień lub dwa spotkamy się, popijemy, pogadamy” . Ciągle nie ma czasu, odkładamy to ” na potem” i nagle spotykamy się niespodziewanie gdzieś tam na wakacjach!
Koleżanki młodych jechały do Zakopanego by …skakać tam na bungie!Stare „Ziomalki” dysponowały autem i dobrą znajomością terenu. Mieszkają gdzieś blisko Krakowa i skróty znają doskonale.
Faktycznie droga była pusta. Podziwiałam widoki i cieszyłam się , że tu naprawdę prawie nic nie jeździ:


Dopóki , dopóty nie okazało się, że nie tylko dziewczęta znają tę boczną dróżkę:


Cholera jasna, 25km/ h było w porywach!!!
Jakoś dobrnęliśmy do Zakopanego. Stamtąd już pokonywaliśmy pieszo różne szlaki. Oczywiście Morskie Oko było faktycznie nieosiągalne…
Do Bukowiny dotarliśmy późno wieczorem. Nasza ulubiona knajpa była( na szczęście ) otwarta.
Chyba zasłużyliśmy na suty, pyszny posiłek. I dobrego grzańca! ;)

***
Ostatnim etapem naszej ekspresowej wycieczki był Kraków .
Ale
to już całkiem inna historia ;)))
Kraków I
***

Sezon Ogórkowy, czyli „Gdybyś tylko chciała” … ;)

Lubię lato, ale jeśli spędzam je na tym, co widzicie….
Dziwię się, że przetrwałam te okropne upały. Wciąż jakieś rodzinne, mniejsze i większe uroczystości, przyjazdy i wyjazdy latorośli( oraz ich przyjaciół) i ja bez przerwy w kuchni. Nasz DOM przyciąga jak magnes, wszyscy go lubią, wszyscy zachwycają się jedzeniem, które przyrządzam, ale…
ale, cholera jasna, ja też potrzebuję odpoczynku!
Marzyłam o morzu; kocham Bałtyk i nic nie ładuje tak akumulatora moich sił życiowych, jak nawet tylko kilka dni nad naszym morzem.
Zaplanowałam wyjazd nad morze, kilka wersji.
Los chyba jednak uwziął się na mnie: Temu akurat nie pasuje, Ta mogła , ale już nie może, Ta znów w szpitalu, Tamten gdzieś jedzie, Latorośle gdzieś w świecie. Księżna Matka nie ruszy się, ponieważ w sierpniu musi dopilnować formalności związanych z budową nowego zamku, R. woli nad jeziora ...
Szlag trafił! Nie wiadomo o co chodzi( a jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o….)
Ok, to pojadę sama albo wcale nie pojadę. O! Zrobię ogólnie na złość wszystkim , nie tylko dlatego, że aż tak będą mnie teraz żałować i współczuć mi ; nie kochani, ONI powinni wiedzieć już jak gorzkie/ dla nich/ konsekwencje może przynieść jesienią brak mego odpoczynku/ i brak widoku morza w sierpniu/!
Żart żartem; stanęło na tym, że tego lata tylko młodzież wyjeżdża; my, starzy mamy obejść się smakiem ( bo to i tamto).
Nie pozostało mi więc nic innego, jak zdjąć kokardki z włosków, nie zaciskać piąstek ,nie tupać nóżkami i nie rozpaczać. Nie pojadę( bo to i tamto).
Poza tym ktoś i tak musi przerobić te ogórki(acha: jeśli ktoś powie dziś przy mnie słowo” ogórek”- zrobiłam ogórki kiszone, ogórki w curry, ogórki w miodzie, ogórki z kurkumą- to , uprzedzam, sprawię, że słowo” paw” dostanie realnego wymiaru , w tym nieeleganckim jego znaczeniu, of course ;))

*

Pewnego dnia przybył w rodzinne progi mój Pierworodny. Świeżo upieczony magister był nieco zaskoczony tym, że widzi mnie szorującą kratę od grilla, a już wyraźnie zniesmaczony moimi słowami:
„o, dobrze, że już jesteś dziecko, pomożesz mi przygotowywać grilla na tę TWOJĄ jutrzejszą imprezę!”
Usłyszałam tylko”Dobrze, zaraz”- i tyle widziałam go.
Gdy około dziesiątej wieczorem nadal byłam zajęta ( przygotowywaniem jego imprezy) , oznajmił:
wiesz Mama, to nieładnie, że jestem tak witany w domu. Ty wcale nie masz dla mnie czasu.
Pomyślałam, że ma szczęście, że jest moim synem, bo inaczej miałby chyba zaraz wbity nóż( ten nóż, którym akurat obierałam fasolkę i ziemniaczki na jego jutrzejszą imprezę) w jego durne ciało.
Uświadomiłam swej uroczej Latorośli płci męskiej, że właśnie przyjechał DO DOMU, a nie na kolejne swe spotkanie biznesowe czy bankiet w hotelu. I żeby wybaczył mi, że widzi mnie spracowaną, spoconą, a nie w eleganckiej kreacji w najbardziej cool restaurant przy zastawionym stoliku ze świecami,zachwycającą się w nieskończoność jego podbojami świata. Shit!
Impreza z jego znajomymi udała się . Nie mogli uwierzyć, że to wszystko sama zrobiłam.
Kilka dni później Pierworodny zadzwonił:
-Mama, tak pomyślałem: Ty tylko ciągle ten dom i praca, miasto i ten Twój ogródek( nikomu tak naprawdę niepotrzebny) i te tam różne przetwory.I teraz ta budowa domu. Ty nie pojedziesz nad morze,Ty nigdzie nie pojedziesz w tym roku, bo ciągle MY i DOM…dlatego wypatrzyłem fajne miejsce w Tatrach…Jadę tam zaraz z S. Gdybyś tylko chciała, gdybyś nie była taka uparta! Proszę, pojedź z nami , ja oszczędziłem trochę, stawiam!
Przyznam, wzruszyłam się.
Ale i tak powiedziałam swoje:
– ale przecież wiesz, że wysokie góry mi niewskazane, źle znoszę taki klimat i tak ostre powietrze!
– oj Mama, Ty większość rzeczy niby źle znosisz, a i tak świetnie się trzymasz!Zawsze przesadzasz! Nie, nie musisz wspinać się z nami; ważne, żebyś pojechała i odetchnęła trochę od WSZYSTKIEGO! Tylko włóż jakieś wygodne buty, nie muszą być eleganckie, mają być wygodne, pamiętaj, że to góry!
Pewnie chciał dodać, że to ” nie rewia mody”.Dobrze,że się powstrzymał!
I tak kiedyś zamorduję gówniarza! :)))

*

Kochani, to chyba jakiś swoisty symbol mego życia:
marzyłam o morzu, a jadę w góry!
Kocham góry, bardziej jednak zimą.
Ale jak się nie ma co się lubi…

Jeśli nie padnę gdzieś w Tatrach, na pewno zdam relację z tego mego spontanicznego wyjazdu z Pierworodnym!

Tymczasem

HEJ!

;)))

z internetu

***

Bolków

Pogoda w pierwszy , majowy weekend stanowczo nie sprzyja grillowaniu- pochmurno, zimno, w nocy lało jak z cebra. Ponieważ przed ochłodzeniem udało się nam urządzić pierwsze garden party ( ten j.angielski to przez co chwilę odwiedzające zamek anglojęzyczne towarzystwo, wybaczcie) , w sobotę postanowiliśmy wyskoczyć gdzieś do któregoś z okolicznych zajazdów na obiad. Lepsze na pewno to, niż w wolny dzień kisić się w zimnym domu, co chwila z wściekłości /na złą pogodę oraz z nudów/ syczeć na siebie nawzajem( ostatnia uwaga dotyczy głównie Małej W. i mnie; wierzcie mi, mieć w domu młodziutką żmiję, to nawet dla starej, dość spore wyzwanie! ) . Już przy samym wyjeździe wszyscy nadęli się; każdy miał odmienną koncepcję biesiadowania, każdy chciał jechać w inną stronę. Na szczęście stanęło na moim:
Jedziemy w stronę gór. Co potem? Zobaczymy!
Jechaliśmy przed siebie, w stronę moich ukochanych Karkonoszy. Gdy zobaczyłam pierwsze pagórki (Pogórze Kaczawskie) , czułam się już niemal jak w raju. I wcale nie przeszkadzało mi to, że nad nami rozpościerały się gęste, ciemne chmury; ani to, że było tak zimno, że moje ulubione widoki musiałam uwieńczyć zza szyby samochodu:

Zdecydowaliśmy- nagle i spontanicznie- że jedziemy ..do Bolkowa!( W końcu nikt nie mówił, że obiad musi być w najbliższej okolicy! :) )

Tuz przed Bolkowem mieszczą się Świny, a w nich ruiny zamku z 1109 r.

201405033057

( O zamku w Świnach w następnym poście) .

Tymczasem widoki były coraz piękniejsze:

201405033066

W dali, wśród chmur i mgieł, ukazał się zamek w Bolkowie:

201405033061

Podjechaliśmy pod sam zamek:

Ku / chyba nieuzasadnionemu/ zdziwieniu niektórych, wdrapałam się na zamkową wieżę.
Widoki zapierają dech, spójrzcie :

Chodzenie po terenie zamku również dostarczało niemało wrażeń:

Dla ciekawych historii zamku:

Zgodnie z legendą wartownia na górze zamkowej stała już w IX w. jednak nie ma na to żadnych dowodów. W 807 r. miał zostać wzniesiony przez pogańskiego księcia Bolecka.
Prawdopodobnie pierwsza została wybudowana kamienna wieża usytuowana w najwyższym punkcie wzgórza, otoczona drewnianą zabudową, jednak nie ma na to dowodów w postaci pisanej.
Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1277 r. gdzie książę Bolesław II legnicki pisze o Hain castro nostro.
Zamek Bolków został założony przez księcia legnickiego Bolesława II Rogatkę zwanego Łysym, później rozbudowany przez jego syna Bolka I Surowego, księcia świdnicko-jaworskiego. Polityka Bolka I doprowadziła do rozbudowy warowni chroniących przejść przez masyw Sudetów. Przyczyniło się utrzymania niezawisłości księstwa świdnicko-jaworskiego do końca XIV w. (najdłużej ze wszystkich śląskich księstw).
W połowie XIV w. zamek połączono z systemem fortyfikacji miejskich, jego południowy i południowo-wschodni narożnik został połączony z miejskimi murami obronnymi.
W czasach piastowskich rezydentami zamku byli książęcy burgrabiowie, tacy jak: Logau, Schaffgotsch, Schweinichen, Salza.
W latach 1301-1368 za panowania książąt Bernarda świdnickiego i Bolka II Małego (od 1353 r.) zamek został powiększony. Według historyków zamek pełnił funkcję skarbca od czasów Bolka II, przez około 100 lat, później został przeniesiono do Pragi. Bolko II był bezdzietny, dlatego adoptował córkę zmarłego brata Henryka (1343 r.), Annę i ustanowił ją dziedziczką księstwa.
27 maja 1353 r. odbył się ślub Anny z królem czeskim Karolem IV. 3 lipca zapisał Bolko II Annie i Karolowi IV księstwa, warunkiem było to, że do swojej śmierci będzie mógł nimi władać, tak samo jak jego żona księżna Agnieszka Habsburska.
W 1392 r. zamek przeszedł na własność królów czeskich
.
( …)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Bolkowie
*
Pomimo tego, że Bolków leży zaledwie około 45- 50 minut jazdy autem od mego domu, ostatni raz byłam tutaj w..dzieciństwie! Często przejeżdżamy przez Bolków i Świny, zawsze jednak jest to po drodze w góry i zawsze ” zajrzymy następnym razem”.
Cieszę się, że w końcu zatrzymaliśmy się i udało się znów, po latach zwiedzić ten stary zamek ( lub raczej jego urokliwe ruiny) .
W takich miejscach odpoczywam, ładuję akumulatory życiowe, nabieram mnóstwo energii i cieszę się jak dziecko, widząc ze starych, zamkowych murów coś takiego:

201405033112

201405033101

201405033115

Karkonosze we mgle

***

Z dala od sieci

Przez ostatnie dziesięć dni życie w naszym zamku zamarło; paskudna grypa dopadła niemal wszystkich domowników i to akurat wtedy,gdy spadł wreszcie śnieg, a mróz wymalował cudne kwiaty na szybach. Wszystkiemu winna ta wstrętna, quasi- wiosenna pogoda na przełomie grudnia i stycznia , istna wylęgarnia wszystkich możliwych świństw grypowych i ich pochodnych.
W chwilach , gdy mogłam stać o własnych siłach, oglądałam śliczny, zimowy świat przez okna i marzyłam o prawdziwej sannie i zdrowym, rześkim ,mroźnym powietrzu w moich ukochanych lasach.
Rzecz jasna, gdy wreszcie zmartwychwstałam ,temperatura na dworze zrobiła się nagle z minus pięciu- plus dziesięć stopni C.Nie ma srebrnych kwiatów na szybach, nie ma czystości białego śniegu; wicher, błoto i ogólnie ohyda. Gdy patrzę dziś na zdjęcia wschodniej Polski, wydaje mi się, że oglądam jakiś film z odległej krainy, nie wierzę!
Może uda mi się niedługo znów jechać w góry i poszukać Białej Pani. Tymczasem wybaczcie moją długą nieobecność ( żeby było mi jeszcze weselej,od kilku dni nie mam swego pc… ) i zrozumcie mój zachwyt i tęsknotę za prawdziwą zimą.
Taką uwielbiam:
z internetu

*

Do zobaczenia niebawem!
Angie
***