Pocztówki z Malty ..już zawsze..? / Postcards from Malta..forever?

Żabbar
I słowo stało się..
wyjechał Pierworodny, opuścił kraj, jak mówi: forever. Od czasów ogólniaka uprzedzał,że nie zostanie tutaj;  podczas studiów nadal mówił, że wyjedzie na zawsze. To na zawsze , w mej głowie przeistoczone w kiedyś tam przyszło nagle w postaci niespodziewanie bezkompromisowego  dzisiaj. Całkiem niedawnego dzisiaj…
Uroczysta kolacja dla najbliższej rodziny we wrocławskim Rynku, potem wielki samochód Księżnej zapakowany tak, że jechaliśmy z Małą Wiedźmą i  Młodym Lwem w przedziwnych pozycjach trzymając na sobie jakieś Pierworodnego egzotyczne kwiaty w doniczkach. Przeprowadzka- część rzeczy z wrocławskiego mieszkania Pierworodnego do nas, reszta samolotem do jego nowego Homeland…
Lotnisko, odprawa bagażowa.Jesteśmy o czasie, ale Mama mielismy być wcześniej, dlaczego Mama nie wyjechaliście wszyscy pół godziny wcześniej?  Wszystko ok, ale czemu my wszyscy tak sobie siedzimy zamiast pilnować czasu no i przecież pękła mu podręczna torba! leci kupić nową.To pewnie znów nasza wina, nie uprzedziliśmy go! ;)
Godzina do odlotu. Czas iść..
Młody Lew przytulił brata.Nie przypuszczałem, że będzie mi tak bardzo smutno…
Dawno, bardzo dawno już nie widziałam ICH TAKICH…
To ja już Mama pożegnam się, pójdę…
Tylko nie pływaj sam w morzu, proszę!
Dobrze, nie będę pływać sam..I MACIE DO MNIE PRZYJECHAĆ! Będę tęsknić!
Odwrócił się  i do wszystkich ze łzami w oczach powtórzył to. Głośno: Macie przyjechać! 
Nie płakałam,ale coś ścisnęło mnie tak mocno, że nie mogłam wydusić już z siebie słowa.Odprowdzałam go wzrokiem, wszyscy odprowadzaliśmy go  do momentu gdy wsiadł do samolotu.A potem patrzyliśmy na startujący samolot…

Niby wszystko znajome-wszak latorośle  wciąż gdzieś latają; znajome więc i te odprawy, i nasze małe kłótnie na lotnisku, i widok odlatujących samolotów z nimi na pokładzie; a jednak teraz było naprawdę inaczej.
To :
NA ZAWSZE. Ehhhh…
Bo, wiecie- co innego gdy dziecko, które bywa nawet tylko raz na pół roku w domu czasem podróżuje, ale na stałe jest o te 50 km od Was, co innego, cholera, gdy jest probably forever prawie 3000 km stąd!

Ehhhhhhhhhhhh…..

W moim ogrodzie/ In my garden

Kochani!
Okropnie opuszczam się blogowo; wybaczcie, ale milion spraw ciągle zajmuje moje szalone życie. Nie o wszystkich mam ochotę myśleć( nie mówiąc już o przelewaniu tego na wirtualny papier..) .
Jedną z najmilszych /i chyba wartych zachodu /rzeczy , które pochłaniają mnie bez reszty jest oczywiście mój ogród. Owszem, czasem przypłacam tę swoją miłość i pasję bólami wszelkiego rodzaju i głupimi sprzeczkami z Panem B., ale jednak, przede wszystkim ogród daje ogromną siłę płynącą przecież wprost z Natury .
Koi,wycisza, daje schronienie  i… mocną dawkę optymizmu!
Tu:

MAJ W MOIM OGRODZIE :)

Zdjęcie-0515 (4)

 


Zdjęcie-0526 (3)

***

Wiosenne zachwyty światem

czyli

NASZE WĘDRÓWKI

:)

Państwo B. zawsze kochali las; przez wiele lat, gdy jeszcze nie byli Państwem B., przemierzali solo /no, czasem z psami, czasem bez psów/ okoliczne knieje. Pewnewgo dnia ich ścieżki leśne /oraz ścieżki ich życia/ spotkały się, przecięły( czy co tam jeszcze;)) i Państwo B. ( którzy jeszzce wówczas nie byli Państwem B.!) postanowili iść już zawsze jednym szlakiem. Razem.
Od tamtej pory wszystkie drogi przemierzają we dwoje. Wśród zmieniających się pór roku, niezmiennie zachwycają się Naturą, wciąż odkrywając w starych, znajomych miejscach coś nowego,fascynującego i pięknego.
I tym, pozdrawiając serdecznie Wszystkich odwiedzających Angie’s Diary, chcą podzielić się z Wami:

Nasza Wiosna (5)

Nasza Wiosna (12)

***

„..Chcę w Księżycu..”

…Chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię
Kochać, kochać, kochać tak
bez pojęcia…

Niedawno pojechaliśmy nocą w miejsce, którego nie znałam.
Tam Maleńka, gdzie na pewno spodoba Ci się; tam, gdzie zobaczysz to, co kochasz” .
Znam mnóstwo pięknych zakątków w okolicy; morza pól rozlewających się łagodnie na niewielkich pagórkach, sosnowe lasy, bukowe i dębowe knieje, leśne ścieżki, urokliwe polanki, oczka wodne, małe rzeczki , niesforne wiosną dopływy Odry. Tam jednak nigdy wcześniej byłam. Pomiędzy lasami, wśród szerokich pól ,na wzniesieniu wije się droga, właściwie drożyna ; biegnie hen i znika gdzieś nagle nadodrzańskich lasach. Jest na tyle szeroka i na tyle wygodna, że można wjechać nią w odmęty pól samochodem. A nocą.. może to wariactwo, małe szaleństwo, ale –jak bardzo dla mnie, jak bardzo MOJE! Musiałam zobaczyć to miejsce!
*
Gdy wysiadłam z auta, rześkie powietrze wypełniło mnie zapachem pobliskich lasów.
Spójrz..
Rozejrzałam się i… zaniemówiłam.
z internetu

Czegoś piękniejszego chyba nigdy nie widziałam! Setki, tysiące gwiazd dosłownie
na wyciągnięcie ręki! Przestrzeń , ogromna przestrzeń, gdzie niebo dotyka Ziemi i wszystko jest cudowną Jednością! Droga Mleczna tuż nade mną; konstelacje , które znam i których nie znam. Migające kolorowe światełka samolotów zataczających szerokie łuki na granatowym, nocnym niebie i schylających się gdzieś za lasami do lądowania na podwrocławskim lotnisku, przywodziły na myśl małe, dziecięce zabawki. Wszystkie gwiazdy wydawały się być drobinami złota i srebra lub małymi diamentami, po które można w każdej chwili sięgnąć i obsypać się ich pyłem. Albo wpiąć we włosy… Poprzez tę nierealność , wszystko wydało się nagle właśnie
realne!
Przemknęła nagle przeze mnie myśl, że chyba Peter obserwuje Nas Stamtąd…Stamtąd, dokąd tak niespodziewanie kiedyś uciekł. A może niechcący tylko wybrał się..? Czy z jednej z tych gwiazd…czy uśmiecha się jak one, widząc jak bardzo jestem szczęśliwa?
Irracjonalne, naiwne, dziecinne; pretensjonalne..? Jednak tak cudowne,tak odczuwalne,że musi być prawdziwe! Jak te wszystkie gwiazdy tutaj. I jak to wszystko
Mogłabym chodzić tymi polnymi dróżkami do rana; mogłabym patrzeć w nocne niebo i słuchać dźwięku małych, gwiezdnych dzwoneczków aż zgasną, po świt. W oddanych, ciepłych i kochających ramionach nie czuje się chłodu nocy.
*
Nad ciemnymi borami, po prawej stronie Wielkiego Wozu ,po ciemnoniebieskich przestworzach leniwie wędrował Księżyc.
Nie jedźmy jeszcze Kochanie; popatrzmy jak wspina się po nocnym niebie wyżej, coraz wyżej. On pewnie też chce dotknąć gwiazd…

z internetu

…Chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię

*
zdj.z internetu

***

Miasto, jakie kocham (…) cz.II

NIEŚ PO BŁOCIE W DAL….

 

 

Stałam na peronie,gdy pierwsze krople deszczu wrześniowego musnęły me włosy.

Dziwne, że jeszcze tego peronu nie zabezpieczono, Śmieszne; najlepsze, najbardziej nowoczesne pociągi stąd odjeżdżają, a ten peron, ostatni, ciągle częściowo odkryty. To głupie jakieś! – pomyślałam.
Głupie..? Chyba jak większość mojego życia. Adekwatne. Ono jest ..jak ten peron; niby zabezpieczone, a wciąż ” odkryte” i skazane na deszcz..
Pieprzę. Znowu pieprzę. Znów „dorabiam ideologię”, robię z niczego coś, oddaję się jakiemuś niezdrowemu romantyzmowi. Ale czy romantyzm w ogóle może być zdrowy?
Lubię, gdy pociąg wreszcie rusza. Gdy wszyscy mają już swoje miejsca, gdy nagle gwar cichnie.
Coraz mocnej pada. Krople deszczu stukają o stal wagonów. Myślę o minionym dniu.Hmm, chyba powinnam znów podziwiać się, powinnam być dumna z siebie. Znów udało mi się ustrzec przed błędem, znów niemal w ostatniej chwili COŚ mi kazało powstrzymać machinę, nie podpisywać kolejnej umowy, która przecież była tak korzystna, taka świetna….To ten mój cholerny szósty zmysł, ta moja jedna noga, która mnie ściąga wciąż mocno na Ziemię, gdy chcę balansować między Jawą a Snem,Wariactwem i Rozsądkiem, Teraźniejszością i Przeszłością .
Czarne szpilki, ciemne garsonki, oszklone windy, szklane wieżowce, starbucks i coffeeheaven, galerie i te nowobogackie sklepy.
To też moje miasto i też je takie lubię. Choć znacznie mniej, niż moje znajome ,stare kawiarenki w Rynku.
Pada.Tak sennie, tak jesiennie pada.
Pociąg zatrzymuje się na jakiejś stacyjce. Słyszę krople deszczu.
Deszcz,jesienny deszcz
Bębni w hełmu stal,
Idziesz, młody żołnierzyku,
Gdzieś w nieznaną dal
(…)
Nieś po błocie w dal,
W zapłakany świat,
Przemoczone pod plecakiem
Osiemnaście lat.

Gdzieś daleko stąd
Noc zapada znów,
Ciemna główka twej dziewczyny
Chyli się do snu

Otwieram oczy.
Początek ogólniaka. Grupa dzieciaków, którym wydaje się, że są tak niesamowicie dorośli; dziewczęta i chłopcy, którzy myślą, że zjedli wszystkie rozumy świata.W koszulkach z napisem Iron Maiden ,Metallica czują się nietykalni,myślą, że są ponad wszystkim, że chyba już zdobyli doświadczenie cierpienia i wiedzą, czym jest CAŁOŚĆ. A jeśli nie zdobyli czegoś- to znaczy, że nie było czego zdobywać.
Grupa nastoletnich dzieciaków, która, przebrana w wojskowe mundury ma odgrywać na szkolnej scenie wrześniowe walki z 1939 r. .
Grupa zbuntowanych dzieciaków, która jednak nagle tak wczuwa się w wyznaczone role, że gdy postrzelony Peter pada,wszyscy wstrzymują oddech. Nie tylko cała widownia , ale wszyscy, nauczyciele i młodzi aktorzy zamierają.
Cisza. A my, reszta tych, którzy biorą udział w całej inscenizacji śpiewamy:

Rozpłakałam się. Ale, jak to ja potrafię,zadbałam o to, by nikt nie zobaczył. Pękało mi serce, ale na zewnątrz nie uroniłam tak naprawdę łzy.
Chciałam biec na tę scenę i podnieść go.Nie, tak nie może być, tak młodzi ludzie nie mogli,tak młodzi ludzi nie mogą umierać!
Nie byłam w nim zakochana; moje wyczucie realiów i świadomość tego, że spośród chętnych dam, raczej wybierze kogoś bardziej przypominającego kobietę, niż wówczas ja , tak mało kobieca , tak nieopierzona wtedy, sprowadzała mnie mocno za Ziemię. (Tak, to ta moja druga, mocna noga! :) )Może też to pozwoliło mi fascynować się nim ciągle, nawet go lubić, mimo wszystko. Mimo tego, że patrząc jak zdobywa wciąż nową dziewczynę, uparcie wypisywałam jego imię na ostatnich stronach zeszytów . Ale- ze świętym przekonaniem: kiedyś będzie mój ! :)
*
Nie wiem, czy to dobre, że potrafię zakląć Los. I
że wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób dotknęli mnie, wracają.

„Jasną główką Twej dziewczyny” –
tak, wtedy po dwudziestu latach miałam też jasne włosy. I……..
jeśli istnieje naprawdę szczęście, to byliśmy wtedy nim MY.

To było ponad światem, jak wtedy, te setki lat tamu my, młodzi, w swej durnocie, z plecakami na tym dworcu, osobno i razem śmiali, pewni siebie, piękni i cudowni.
*
Kto pierwszy? Ja, oczywiście , że ja. Ta moja mądra część, ta moja noga, ściągająca mnie co jakiś czas na Ziemię, kazała nam opamiętać się. A mówi się, że kobiety działają pod wpływem impulsu i że są tak nieracjonalne…
Może tak, może działają pod wpływem impulsu, ale wcale nie są takie irracjonalne.
Na pewno nie są takie jak wy, mężczyźni, nie takie jak Ty; nie wiem już, ale w każdym razie nie dają się tak szybko zabić! A Ty..?
Deszcz, jesienny deszcz…

Jak mogłeś?
Nie podbiegłam, miałam nie widzieć
Czy Ty nie rozumiesz, że
tak młodzi ludzie nie powinni, nie mogą umierać?!
Jesteś/ byłeś..nie, właśnie, że
JESTEŚ, ciągle przekorny!
Byłeś …
A gdybym mogła wtedy podbiec…?
Nie, nikt nie mógł przybiec.
*
Deszcz, jesienny deszcz.
Zaraz moja stacja. Odchodzisz Peter, realia stukają do drzwi mego durnego życia.
Już wracam, nie chcę, by myśleli, że znów rozmawiam z duchami.
Jutro mam znów ciężki dzień. Aa, coś Ci powiem na pożegnanie. Wiesz, co narobiłam ostatnio..? Śmiejesz się? Nie wiem, cholera, czy jest to takie śmieszne. MY to MY.
Było, minęło? Tak, ale chyba są też podobni nam.
Czy On też..?
Pomóż mi Peter.
Ja nie jestem tak silna, na jaką pozuję, cholera, wiesz o tym! I
to życie jest takie pełne zagadek…
Mówisz coś, ale coraz słabiej słyszę.
Ok, jestem na Ciebie wściekła, mogłeś zostać, choćby po to, by opiekować się mną ale…
ok.
Damy radę.
*
Deszcz, jesienny deszcz bębni …………..
Za chwilę wysiadam.

*
cdn.

Miasto, jakie kocham; miasto,które kocham ,cz.I

KONIEC LATA.

To mieszkanie było inne, niż wszystkie przedtem.Stara, skrzypiąca podłoga, stare, od lat niemalowane ściany. Wiekowe meble: ciemnobrązowa komoda, taki sam ciemnobrązowy , okrągły stół. Przy nim cztery piękne, rzeźbione krzesła. Smaku całości dodawało ich ciemnozielone obicie , a przepiękna , stara serwantka w saloniku przyciągała niczym magnes wzrok każdego, kto przekroczył próg mieszkania.
Gdy otworzyłam drzwiczki starej komody, te niespodziewanie odpadły. Widząc moje zawstydzone spojrzenie, pośrednik uśmiechnął się i zanim zdążyłam wycedzić przepraszam, powiedział:
-proszę nie przejmować się, tu wszystko takie jest…dlatego też cena jest tak zaniżona, że aż śmieszna jak na mieszkanie w Rynku.
Mieszkanie z duszą mieściło się w centrum miasta, na wrocławskim Starym Rynku, na wysokim, trzecim piętrze wiekowej, odrestaurowanej z zewnątrz, jasnej kamienicy. Nie wiem dlaczego od początku miałam wrażenie, że już w nim kiedyś byłam i że je dobrze znam.
Gdy uchyliłam , czy raczej zdjęłam drugie drzwiczki starej komody, zobaczyłam wewnątrz biało niebieskie filiżanki. I spodeczki, małe talerzyki; nie mogłam swoim oczom uwierzyć: porcelanowy serwis! Podeszłam do okna,obok którego, z lewej strony stała serwantka.Ciemnobrązowa, jak wszystkie meble w salonie, z misternie rzeźbionymi obrzeżami, maleńkimi kolumnami i złoconymi uchwytami szyb, wyglądała niczym prawdziwe dzieło sztuki. A może nim jest?-pomyślałam- muszę koniecznie przyprowadzić tu Janka, on będzie wiedział.
Serwantka kryła w sobie stare książki i wycinki z przedwojennych gazet. Pierwszą myślą, która przeszła mi przez głowę i teraz coraz głośniej, coraz bardziej natarczywie zagłuszała wszystkie inne myśli, było pytanie : kim jest właściciel? Kim jest ktoś, kto zostawia na pastwę losu i nowych lokatorów takie skarby? Muszę dowiedzieć się!
-jeśli Państwo zdecydujecie się na to mieszkanie, proszę najpóźniej do jutra dać mi znać. Mam jeszcze dziś kilku chętnych , którzy chcą je obejrzeć..
– proszę zatrzymać je dla nas- przerwałam pośrednikowi- tak, decydujemy się!
(…)
Koniec lata to niesforny czas. Zimne, mgliste ranki szepczą złośliwie: „jesień, to już jesień!” ; gorące, popołudniowe słońce filuternie uśmiecha się ” lato, przecież jeszcze jest lato! ” . Nie chciałam opuszczać mieszkanka w starej kamienicy, nie chciałam tego dnia wracać do domu ani wyjeżdżać z miasta. Szłam wolno po Rynku , jak co dzień napawając się pięknem Ratusza i starych kamienic:

Dwadzieścia lat temu wyjechałam z miasta z mocnym postanowieniem nie wracać. Dziś Los poprowadził mnie znów tutaj, w miejsca, które doskonale znam z dzieciństwa i wczesnej młodości; w miejsca, w których wychowałam się i z których w końcu uciekłam, jak wydawało mi się, na zawsze.
Miejsca, które doskonale znam z dzieciństwa…wiem! Wiem już dlaczego to mieszkanko wydało mi się znajome. Dawno temu bywałam w podobnym, u moich krewnych! A później…Basia! Tak, moja koleżanka Basia też mieszkała blisko Rynku; były tam też ciemnobrązowe meble i taka sama strasząca, skrzypiąca podłoga!
Co się stało z Basią..? Podobno , jak wielu moich dawnych znajomych, wyjechała na Zachód. To było tak dawno temu, choć przecież chwilami wydaje się, że zaledwie wczoraj.
Szłam powoli, przypominając sobie tamten, mój dawny świat.
W jednej z kamienic w Rynku mieściła się bardzo znana niegdyś kawiarnia. Nie ma już jej..? Nie wiem, nie mogę znaleźć…Była taka elegancka i tak wytworna! Gdy miałyśmy z siostrą po kilka lat, nasz Dziadek, bardzo znana i znacząca wówczas osoba w mieście, zabierał nas czasem do tej kawiarni. Przed wyjściem zawsze czesała nas Babcia; najczęściej robiła nam warkocze, na których upinała wielkie, białe kokardy. Stroiła nas w popielate sukieneczki z białymi kołnierzykami, a latem w jasnoróżowe i błękitne , zwiewne sukienki i obowiązkowo duże, letnie kapelusze! Dziadek , zawsze w jasnym prochowcu i do tego chyba trochę ciemniejszym kapeluszu, wprowadzał nas w wielki świat.Przedstawiał swym znajomym z banku, którzy na powitanie schylali się nisko i całowali nas w rączki :) Byłyśmy wtedy ogromnie zadowolone i bardzo,bardzo dumne!
Gdzie podział się tamten świat…?
swym znajomym z banku-nagle uświadomiłam sobie,że mój syn przecież poszedł w ślady swego Pradziadka! Podąża dokładnie tą samą ścieżką zawodową!
Szkoda, że Dziadek nie może tego widzieć, na pewno byłby dumny z prawnuka!
A może widzi to… Stamtąd….?
Z rozmyślań wyrwał mnie stukot końskich kopyt . Dorożka! Biała dorożka !

z internetu
Przystanęłam i patrzyłam na nią długo, długo. Czyżby cofnął się czas..?

Usiadłam w jednym z kawiarnianych ogródków przy Ratuszu. Byłam daleko, tak daleko od wszystkich złych rzeczy, które dane było mi jeszcze niedawno przeżyć. Pomiędzy promieniami słońca widziałam uśmiechniętych, młodych ludzi, rodziców z małymi dziećmi i pary staruszków trzymających się pod rękę, spacerujących po Rynku.
Ciekawe, czy ci starsi państwo mieszkają tutaj, w którejś z tych kamienic? Czy w podobnym mieszkanku, do tego, które postanowiłam wynająć? Do tego, którego właściciela nawet nie znam, a bardzo chcę poznać..
Koniec lata jest przekorny. Za wschodnią granicą coraz mocniej wrze…co dalej będzie? Dlaczego zwykle właśnie koniec sierpnia przynosi taki niepokój..?
Słońce zalotnie uśmiecha się zza starych kamienic, ciepły wiatr muska mą twarz i przegania złe myśli.
Na chodniku jakiś mężczyzna rozkłada niskie krzesełko i wyciąga z wielkiej torby saksofon. Zaczyna grać i..
ta muzyka..! Przecież ją też znam!
Mieszkanko w starej kamienicy, biała dorożka i teraz ta melodia. To wszystko przecież w jakiś tajemniczy sposób łączy się, tworząc pewną, nieodgadnioną dla mnie jeszcze, całość.
Muszę o tym napisać!
Brzmienie saksofonu jest przepełnione uczuciem, tęsknotą. Przeszywa mnie na wskroś.
Zostaję.
Nie wrócę teraz do domu, pojadę później.

Koniec lata to naprawdę niesforny czas.
;)

cdn.

Nagroda, nagroda! :)

Kochani, kolejny Liebster Award!
Tym razem od Justyny, która dała mi tę nagrodę i przyłączyła się do zabawy( jeszcze raz dziękuję Just!)
Pytania Justyny są..są takie, że zastanawiam się od początku, na ile szczerze mogę na nie odpowiedzieć tu, w sieci, na naszym blogowisku. Ale : jak się bawić, to się bawić i jak to mawiają moi dobrzy kumple-
jedziemy więc:
1- epikurejskie carpe diem czy średniowieczna asceza memento mori ?
Od zawsze CARPE DIEM! Nawet teraz, gdy pod wpływem Czasu i pewnych przeżyć osłabło troszkę, jednak to i zawsze to! :)))
2- „Chciałabym, chciała …”
(Formacja Nieżywych Schabuff)
zrobić coś tak bardzo niestosownie szalonego i wbrew… nawet samej sobie:)( samemu )?

Just , nie wypada mi o tym pisać…hahaha! Oczywiście, że są takie rzeczy! Z tych bardziej lait , to pewnie kąpiel nocą w Fontanna di Trevi ;)))))
3- W starym dowcipie rosyjskim egzaminator pyta studentkę o Lenina, Marksa a ona
na każde pytanie odpowiada, że nie wie. Egzaminator zdumiony nagle pyta:
– Skąd pani przyjechała?
– Z Kisłowodzka… – ona na to.
Profesor staje zamyślony przy oknie i mruczy cichutko do siebie:
– A może by tak walnąć tym wszystkim i pojechać do Kisłowodzka?

Kiedy mam kryzys to podobnie do profesora zamyślam się i
mruczę cichutko do siebie
– na Kaszubach jest tak pięknie i tak cicho…
czy masz takie miejsce gdzie jest tak pięknie i tak cicho ,że warto walnąć tym wszystkim i pojechać:)) przynajmniej na parę dni?:)

Just, prócz moich ukochanych Karkonoszy , latem morskiego wybrzeża lub jezior skąpanych w blasku zachodzącego słońca
takim miejscem jest mój las i ..mój DOM! Gdy wszyscy wyjeżdżają, włączam głośno swoją ulubioną muzykę i odpływam. Napawam się spokojem, błogością i prawie nicnierobieniem ( prawie, ponieważ ja NIE POTRAFIĘ nic nie robić! :))))
A poza tym każde miejsce jest dobre dla mnie na wyłączenie się( nawet gwarne miasto! Gdyby nie ta moja umiejętność ” wyłączania się” , dawno temu już chyba padłabym, fakt! )

4. pierwszy papieros , pierwszy alkohol , pierwszy raz – tematy tabu czy miłe wspomnienia ?
Miłe wspomnienia totalnej głupoty. Gdybym mogła cofnąć czas,jednak kazałabym swej Pani Matce dać mi solidnie w pysk;)

5.Nie potrafię postępować z tzw. „wampirami energetycznymi.
Potrafię. Mówię wprost: DOŚĆ! Potem krótko wyjaśniam czemu. Obrażają się, ale ponieważ potrzebują mnie do ” ssania” , szybko wracają.Just, TO jest wzajemne; mam tak dużo energii w sobie, że całkiem nieźle mi robi, gdy ktoś ” wyssie ” troszkę jej. Ale: jest GRANICA! I staram się ją jakoś utrzymywać :)
6.Seks tantryczny budzi wiele kontrowersji i emocji. Jednym kojarzy się z wyuzdanym seksem, drugim z miłością duchową.A jakie jest Twoje zdanie ?
Jak najbardziej! Jeśli tylko para tak i tego chce! Osobiście nie wiem czy w pełni tej idei widzę siebie, choć temat mi nieobcy! ;)
7. Z pizzy najwięcej radości ma chyba kot Banderas, potrafi godzinami rozszarpywać tekturowe pudełko w drobny mak.
Kiedy zamawiam do domu na obiad pizzę, a Młoda uwielbia takie telefony, to
czuje wzrok Babci zza światów, który wyraża oburzenie o tempora! o mores!
a z drugiej strony depcząc takie święte tradycje jak obiad, pewnie zbliżam
się do nowoczesnej Europy ;)i tak jestem zawieszona między tradycją a
nowoczesną Europą, jak ta żaba w kawale pośrodku:)
Co wybierasz? tradycyjne pierogi Babcine polane suto skwarkami i kompot wiśniowy( domowy rzecz jasna) czy pizzę na telefon z podwójnym serem i colą do popicia.

Pewnie niepopularne i nie na czasie to, co powiem, ale..
NIGDY NIE BYŁAM AMATOREM PIZZY! Często robię ją ( dzieci, dzieci!) i podobno jest pyszna, ale….
Nie, to nie dla mnie! Nie lubię też frytek…..ani coli lub pepsi( owszem, zdarza mi się napić czasem 1/2 szklaneczki z lodem, na kaca;))))
Pierogi natomiast- zawsze i wszędzie! ( a, że unikam wieprzowiny, to głównie ruskie, z serem i szpinakiem lub z farszem z drobiu:)))
8. ulubiona zupa?
Wiosną chłodnik, szczawiowa, jesienią zupa krem z dyni i
ponadczasowy rosół- zawsze!
9 – Jakbym mógł/mogła przespać się z kimś znanym,byłaby/ byłby to.. ?
Ależ Just, chyba to / w moim przypadku/ oczywiste:

Jack Sparrow!

z internetu
hahahaha! ;)))
Szczerze mówiąc:
sypianie z ” kimś znanym” niekoniecznie wychodzi na dobre ( tu, pozwól Just, zamilknę ;))
Nie, nie mam żadnych takich obiektów pożądania. Starzeję się..? ;)
10. fragmenty piosenek (może to być tylko kilka słów)które zapadły w Waszej
pamięci

Nights in white satin, never reaching the end,
Letters I’ve written, never meaning to send
Beauty I’d always missed with these eyes before.
Just what the truth is, I can’t say anymore.
Cos I love you, yes I love you, oh how I love you.
(…)

Pamiętasz , była jesień (…)

(…) Ty przynosisz mi myśli płomienne
patrzą na mnie uważnie twe oczy
każdą chwilę mi w porę przepowiesz
żadna chwila mnie źle nie zaskoczy(…)

(…) I woke up on a good day
and the world was wonderful, a midnight summer dream had me in its spell (…)

Just, nie sposób tego wymienić. Wciąż coś zapada mi w pamięć i wciąż coś nucę. Często słyszę coś nowego w radio i potem nucę( moja córka krzyczy: „Mama, przestań, nie dość, że nie masz głosu, to przekręcasz tekst”:))) A ja przekręcam, bo tak lubię i już!
Ostatnio chodzi za mną głupkowata piosenka ” O MAMMA mia, He’s Italiano” i- ku zniesmaczeniu Małej W., która tego lata była we Włoszech i nie chce tego odbierać osobiście- Se śpiewam. A co!;))) ( Zodiakalne Raczki potrafią być baaardzo złośliwe! ) :)))))))))


;)))
*
Just, a gdzie jedenaste pytanie? Rozkręciłam się!
:)))
***