Temple of love

In the temple of love you hide together
Believing pain and fear outside
But someone near you rides the weather
And the tears he cried will rain on
Walls as wide as lovers` eyes

In the temple of love- shine like thunder
In the temple of love- cry like rain
In the temple of love- hear the calling
And the temple of love- is falling down….

***

Reklamy

Dla ….

Chyba można
jeszcze raz wiosną zrywać polne maki,
jeszcze raz w letnią noc patrzeć na spadające gwiazdy,
jeszcze raz raz zatańczyć wśród kolorowych, jesiennych liści,
jeszcze raz całować w morzu śnieżnych zasp…
*
Nikt mi o tej porze roku nie dał moich ukochanych kwiatów, żadnych kwiatów..
skąd wiedziałeś..?
Nie obawiaj się, czekam i TO jest..
tak delikatne, lecz z biegiem czasu i tych myśli
tak coraz mocniejsze i ciężkie,
tak do końca nokautujące jak właśnie …..
to:


*

Memories of holidays

czyli
o konieczności czerpania energii z pobytu nad morzem ;)

Kilka dni temu wróciłam z przemiłych, radosnych wakacji z moim Młodym Lwem i jego przyjacielem ; wakacji, które w ostatniej chwli udało mi się jakoś załatwić i dosłownie jakimś dziwnym zrządzeniem losu, wbić w piękny, słoneczny tydzień między deszczami, burzami i nawłanicami na Wybrzeżu!
Wakacje z Dziećmi to coś wspaniałego! (teraz, gdy mój Młody Lew skończył właśnie 25 lat, mogę to z pełną odpowiedzialnością stwierdzić! hahaha! ;) :)
Urodziny mego Lwa obchodziliśmy nad morzem- pożegnalna rybka, piwo z sokiem( którego nie tknęłabym raczej gdzie indziej) ,ucieczka przed burzą , jazda na karuzeli :)) – ehh, żyć, nie umierać, jak dobrze być znów MŁODYM! :)
Powrót znad morza był udany- ominęliśmy korki na ekspresówce i jadąc przez przepiękne , utkane jeziorami, pagórkami i lasami okolice ,szczęśliwie dotarliśmy do domu. A tam miała czekać na nas, nie kto inny, jak moja Mała Wiedźma.
Owszem, była, ale natychmiast zakomunikowała wszystkim, że ” czekała tylko, by z nami się przywitać, ale już musi wyjść”. I -tyle ją widziałam.
Przełknęłam, bo tego właśnie spodziewałam się, ale gdy spojrzałam na , łagodnie rzecz ujmując,niezbyt dobrze ogarnięty dom, szlag mnie trafił. Postanowiłam, że rano( tzn. około południa, gdy obudzi się ;)) porozmawiam z nią poważnie.
Gdy nadszedł ten moment i miałam przyjemność spotkać się z Małą Wiedźmą w kuchni ,gdy otowrzyłam usta z zamiarem zakomunikowania jej, że to z jej strony ogólnie nie fair,że jest/delikatnie mówiąc/ osobą niegospodarną , ta słodkim i bardzo pewnym jednocześnie siebie tonem, przeciagając się niczym kotka, powiedziała:
” MAMA,JAK JA ZA TOBĄ TĘSKNIŁAM!! ”
Przyznam, zatkało mnie. Nokaut. Na chwilę.
– hmmmm, uściślijmy: tęskniłaś chyba głównie za moim gotowaniem?
– też. Ale ogólnie ZA TOBĄ!
– za moim krzykiem też?
– no, nie. Ale w ogóle z Tobą. Jak Ty to wszystko ogarniasz Mama??! Ja ledwo poradziłam sobie z tymi ciagle głodnymi kotami i durnymi psami, a Ty jeszcze musisz NAS ogarniać! Jak Ty to robisz?? Nie, ja nie będę jak Ty, żadnych dzieci ani psów, ani kotów! Acha, dziś będę po północy, to pa!

Konieczność czerpania energii Z MORZA jednak jest w 100% uzasdniona! … ;)

*

PS Jak ja będę żyć bez Niej, gdy za kilka dni wyjedzie…?

***

Pocztówki z Malty ..już zawsze..? / Postcards from Malta..forever?

Żabbar
I słowo stało się..
wyjechał Pierworodny, opuścił kraj, jak mówi: forever. Od czasów ogólniaka uprzedzał,że nie zostanie tutaj;  podczas studiów nadal mówił, że wyjedzie na zawsze. To na zawsze , w mej głowie przeistoczone w kiedyś tam przyszło nagle w postaci niespodziewanie bezkompromisowego  dzisiaj. Całkiem niedawnego dzisiaj…
Uroczysta kolacja dla najbliższej rodziny we wrocławskim Rynku, potem wielki samochód Księżnej zapakowany tak, że jechaliśmy z Małą Wiedźmą i  Młodym Lwem w przedziwnych pozycjach trzymając na sobie jakieś Pierworodnego egzotyczne kwiaty w doniczkach. Przeprowadzka- część rzeczy z wrocławskiego mieszkania Pierworodnego do nas, reszta samolotem do jego nowego Homeland…
Lotnisko, odprawa bagażowa.Jesteśmy o czasie, ale Mama mielismy być wcześniej, dlaczego Mama nie wyjechaliście wszyscy pół godziny wcześniej?  Wszystko ok, ale czemu my wszyscy tak sobie siedzimy zamiast pilnować czasu no i przecież pękła mu podręczna torba! leci kupić nową.To pewnie znów nasza wina, nie uprzedziliśmy go! ;)
Godzina do odlotu. Czas iść..
Młody Lew przytulił brata.Nie przypuszczałem, że będzie mi tak bardzo smutno…
Dawno, bardzo dawno już nie widziałam ICH TAKICH…
To ja już Mama pożegnam się, pójdę…
Tylko nie pływaj sam w morzu, proszę!
Dobrze, nie będę pływać sam..I MACIE DO MNIE PRZYJECHAĆ! Będę tęsknić!
Odwrócił się  i do wszystkich ze łzami w oczach powtórzył to. Głośno: Macie przyjechać! 
Nie płakałam,ale coś ścisnęło mnie tak mocno, że nie mogłam wydusić już z siebie słowa.Odprowdzałam go wzrokiem, wszyscy odprowadzaliśmy go  do momentu gdy wsiadł do samolotu.A potem patrzyliśmy na startujący samolot…

Niby wszystko znajome-wszak latorośle  wciąż gdzieś latają; znajome więc i te odprawy, i nasze małe kłótnie na lotnisku, i widok odlatujących samolotów z nimi na pokładzie; a jednak teraz było naprawdę inaczej.
To :
NA ZAWSZE. Ehhhh…
Bo, wiecie- co innego gdy dziecko, które bywa nawet tylko raz na pół roku w domu czasem podróżuje, ale na stałe jest o te 50 km od Was, co innego, cholera, gdy jest probably forever prawie 3000 km stąd!

Ehhhhhhhhhhhh…..

W moim ogrodzie/ In my garden

Kochani!
Okropnie opuszczam się blogowo; wybaczcie, ale milion spraw ciągle zajmuje moje szalone życie. Nie o wszystkich mam ochotę myśleć( nie mówiąc już o przelewaniu tego na wirtualny papier..) .
Jedną z najmilszych /i chyba wartych zachodu /rzeczy , które pochłaniają mnie bez reszty jest oczywiście mój ogród. Owszem, czasem przypłacam tę swoją miłość i pasję bólami wszelkiego rodzaju i głupimi sprzeczkami z Panem B., ale jednak, przede wszystkim ogród daje ogromną siłę płynącą przecież wprost z Natury .
Koi,wycisza, daje schronienie  i… mocną dawkę optymizmu!
Tu:

MAJ W MOIM OGRODZIE :)

Zdjęcie-0515 (4)

 


Zdjęcie-0526 (3)

***

Wiosenne zachwyty światem

czyli

NASZE WĘDRÓWKI

:)

Państwo B. zawsze kochali las; przez wiele lat, gdy jeszcze nie byli Państwem B., przemierzali solo /no, czasem z psami, czasem bez psów/ okoliczne knieje. Pewnewgo dnia ich ścieżki leśne /oraz ścieżki ich życia/ spotkały się, przecięły( czy co tam jeszcze;)) i Państwo B. ( którzy jeszzce wówczas nie byli Państwem B.!) postanowili iść już zawsze jednym szlakiem. Razem.
Od tamtej pory wszystkie drogi przemierzają we dwoje. Wśród zmieniających się pór roku, niezmiennie zachwycają się Naturą, wciąż odkrywając w starych, znajomych miejscach coś nowego,fascynującego i pięknego.
I tym, pozdrawiając serdecznie Wszystkich odwiedzających Angie’s Diary, chcą podzielić się z Wami:

Nasza Wiosna (5)

Nasza Wiosna (12)

***

„..Chcę w Księżycu..”

…Chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię
Kochać, kochać, kochać tak
bez pojęcia…

Niedawno pojechaliśmy nocą w miejsce, którego nie znałam.
Tam Maleńka, gdzie na pewno spodoba Ci się; tam, gdzie zobaczysz to, co kochasz” .
Znam mnóstwo pięknych zakątków w okolicy; morza pól rozlewających się łagodnie na niewielkich pagórkach, sosnowe lasy, bukowe i dębowe knieje, leśne ścieżki, urokliwe polanki, oczka wodne, małe rzeczki , niesforne wiosną dopływy Odry. Tam jednak nigdy wcześniej byłam. Pomiędzy lasami, wśród szerokich pól ,na wzniesieniu wije się droga, właściwie drożyna ; biegnie hen i znika gdzieś nagle nadodrzańskich lasach. Jest na tyle szeroka i na tyle wygodna, że można wjechać nią w odmęty pól samochodem. A nocą.. może to wariactwo, małe szaleństwo, ale –jak bardzo dla mnie, jak bardzo MOJE! Musiałam zobaczyć to miejsce!
*
Gdy wysiadłam z auta, rześkie powietrze wypełniło mnie zapachem pobliskich lasów.
Spójrz..
Rozejrzałam się i… zaniemówiłam.
z internetu

Czegoś piękniejszego chyba nigdy nie widziałam! Setki, tysiące gwiazd dosłownie
na wyciągnięcie ręki! Przestrzeń , ogromna przestrzeń, gdzie niebo dotyka Ziemi i wszystko jest cudowną Jednością! Droga Mleczna tuż nade mną; konstelacje , które znam i których nie znam. Migające kolorowe światełka samolotów zataczających szerokie łuki na granatowym, nocnym niebie i schylających się gdzieś za lasami do lądowania na podwrocławskim lotnisku, przywodziły na myśl małe, dziecięce zabawki. Wszystkie gwiazdy wydawały się być drobinami złota i srebra lub małymi diamentami, po które można w każdej chwili sięgnąć i obsypać się ich pyłem. Albo wpiąć we włosy… Poprzez tę nierealność , wszystko wydało się nagle właśnie
realne!
Przemknęła nagle przeze mnie myśl, że chyba Peter obserwuje Nas Stamtąd…Stamtąd, dokąd tak niespodziewanie kiedyś uciekł. A może niechcący tylko wybrał się..? Czy z jednej z tych gwiazd…czy uśmiecha się jak one, widząc jak bardzo jestem szczęśliwa?
Irracjonalne, naiwne, dziecinne; pretensjonalne..? Jednak tak cudowne,tak odczuwalne,że musi być prawdziwe! Jak te wszystkie gwiazdy tutaj. I jak to wszystko
Mogłabym chodzić tymi polnymi dróżkami do rana; mogłabym patrzeć w nocne niebo i słuchać dźwięku małych, gwiezdnych dzwoneczków aż zgasną, po świt. W oddanych, ciepłych i kochających ramionach nie czuje się chłodu nocy.
*
Nad ciemnymi borami, po prawej stronie Wielkiego Wozu ,po ciemnoniebieskich przestworzach leniwie wędrował Księżyc.
Nie jedźmy jeszcze Kochanie; popatrzmy jak wspina się po nocnym niebie wyżej, coraz wyżej. On pewnie też chce dotknąć gwiazd…

z internetu

…Chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię

*
zdj.z internetu

***