Dzień , kiedy pękło mi serce…Day when my heart

Dzień , kiedy pękło mi serce
przetkany był słońcem
i wiosennym deszczem..

uśmiechały się kwiaty
w moim ogrodzie,
( może były piękniejsze, niż co dzień ..? )
dom pachniał obiadem, kot mruczał czule,
dzwonił telefon,
nie wydarzyło się nic więcej …
W Dniu
tym ,
gdy pękło mi serce.
I
było tak zwyczajnie,

na szybach tańczył  południa blask,
wieczór kołysał  szum wiatru
a Noc płynęła

jasnym szlakiem gwiazd…
W Dniu, gdy pękło mi serce..nic nie wydarzyło się przecież.
tylo nagle,
w przestrzeni
… Niesforne Kawałeczki.
Setki ,tysiące  okruchów..
ujrzałam
drobiny jakieś
nieskladnie dryfujące we
Wszechświecie.

Złotem gwiezdnego pyłu
śmiał się świat i
pachniał
wiosennym deszczem
w Dniu
kiedy
pękło mi serce…

Stuk, stuk..;)

at-night

Znów spotkałam Andżelikę. Całkiem przypadkiem, jak zwykle przecież. Miała już..nie wiem dokładnie ile lat, ale jak zwykle wyglądała zachwycająco młodo. Była jedną z tych istot , których czas się nie ima- bez względu na wszystko. Na wszystko co wokół i czego przyszło jej doświadczyć. Należała do tych kobiet, które potrafią spojrzeniem, gestem uwieść tak mężczyzn, jak i inne kobiety. I mnie znów, już nie wiem po raz który, uwiodła.
Znów spojrzałam w jej tak bardzo nieokreślone szarą niebieskością oczy i znów uległam. Znów zaczarowała świat i mnie.
Czym..? Może właśnie tym, posłuchajcie:

– wiesz, nie cierpię go. To znaczy uwielbiam, kocham naprawdę, ale też nienawidzę! Często myślę o rozwodzie. Jednak..tak, bardzo często myślę o tym. Tylko wiesz..tylko Tobie o tym mówię!
-ok, przecież wiesz, że co trafi  tylko do mnie.
-dobra, dobra, ok, wiem.
-kłócicie się ?
– tak, ciągle i o wszystko. Ale są też spkojnie dni. Dni Spełnienia, jak je nazywam ;) Wtedy jest tak pięknie, spokonie..ale i drażniąco. Przez ten spokój!
-a może Wy po prostu musicie walczyć?
-nie. Wcale nie musimy, bo jesteśmy do siebie tak podobni, tak  niemal pod wieloma względami inentyczni..
-ależ Andżelika, właśnie ci podobni do siebie się kłócą!  Ile Wy już jesteście razem?
-hmm. kilka lat. Kilka lat awantur, odchodzenia( na kilka godzin;)) a potem powrotów. Ehh i to jak cudownych powrotów…Wiesz, uwielbaim jak mnie bierze..
Zatkało mnie.
-jak to, przecież Ty zawsze..
-nie kończ. I nie pytaj, bo sama tego nie rozumiem. Nic dziś już nie wiem, prócz tego, że nigdy jeszcze nikt nie wywołał TAKIEJ MNIE. Podnosi mnie  i wchodzi tak mocno, tak  głęboko, że czuję się jak chyba jak młoda dziewczynka, która pierwszy raz to robi..( A może i tu jest ” odpowiedź” ? )  Czuję się czasem jak te, które rżnął jako młody żołnierz i o których tak chętnie mi opowiada. Czuję każdą jego opowieść i często proszę” rób tak ze mną”. On patrzy na mnie zdziwiony i powtarza za każdym razem: „jak mogę zrobić tak kobiecie, którą tak bardzo kocham? ” A ja na to” rób tak, właśnie tak, właśnie tego chcę! Bierz mnie jak chcesz, jak te wcześniej,kocham to w Tobie!”
Czasem zanurza się w przeszłość. I niepotrzebnie też moją. Często wpada w jakiś obłęd , rzuca swą dawną czapkę wojskową , chwyta mnie w ramiona i wrzeszczy: czemuś ty była taką cholerną kurwą?  Czemu??
Na nic me tłumaczenie, na nic, że  byłam wówczas sama, że to wszystko „kiedyś było inaczej”..Płaczę, a on rozbija kieliszek wódki i wychodzi trzaskając drzwiami…I wraca nad ranem. Trzeżwy, obolały. Idzie spać w innym pokoju.A potem-
znów;  przychodzi do pokoju, kuchni czy łazienki, wszystko jedno i wtula się we mnie. Jak dziecko. Z każdą chwilą coraz bardziej łapczywie ssie moje piersi, nagle odwraca , opiera o parapet okienny lub blat mebli i wbija się we mnie mocno, mocniej i mocniej.
Kocham go.Uwielbiam jak patrzy na mnie w kawiarni i na ulicy; jak jego  wzrok przemierza wzdłuż i wszerz me w zwiewnych, kwiecistych sukienkach ciało. I jak potem wpija się  pocałunkiem w mą szyję i tym samczym ruchem zrywa mą bieliznę. A najbardziej lubię
wiesz, to chyba chore, ale uwielbiam gdy pokłócimy się. Kocham stukot jego oficerek o drewnianą podłogę. Stuk, stuk. stuk…wiem, że w końcu przyjdzie . I że znokautuje mnie tym jednym ślizgiem dłoni po łuku mego ciała. I że zaraz rozchyli mnie mocno i wedrze się we mnie językiem i nie spocznie, póki z bólu tej niemożliwej rozkoszy już nie odepchnę go.
Zwykle potem wstaje i pyta:
-czy Pani usatysfakcjonowana?
Zwykle mówię przekornie (nadal drżąc  ) : raczej tak. Ale możemy jeszcze Pana usatysfakcnjonować.
Uwielbia moje pośladki. Szczególnie gdy są tak apetycznie napięte.
Chcę, by rżnął  mnie,po prostu, zwyczajne.Wyżywa się i ja się wyżywam.
Uderz mnie, ściśnij! Ach, jak ja kocham to!
W końcu spoczywa na mnie i mówi: dlaczego? dlaczego ja Cię tak bardzo kocham..?
-tego nie wie nikt. Nawet Gwiazdy, Po prostu : kochaj mnie!
*
-hmm, to piękne Andżelika, ale ..gdzie tu Przyszłość?
-nie wiem. Myślę, że nawet  Gwiazdy nie wiedzą….

Tego spodziewałam się. Właśnie taką ją kocham. I niech Gwiazdy Jej pomogą! ;)
***

W krainie gwiazd.

I znów brakuje mi Ciebie.
Znów bładzę gdzieś w gwiazdach szukając tam Twego Istnienia. Jest dobrze, w miarę, tak mimo przeciwności -przecież normalnie. Powtarzałeś :” dasz radę, jesteś silna”.Tak, jestem i /jeszcze/ daję radę. Staram się. Muszę. Wiem, pamiętam jak nie znosiłeś tego słowa. A jednak tylko ono zdaje się być tu na miejscu; po prostu: muszę. Uśmiechasz się? Hahaha, widzę to Twe rozbawione spojrzenie i czuję maleńką, rozkoszną igiełkę:  ” skoro musisz..”
Jak mogłeś? Jak mogłeś zostawić mnie ze wszystkim, z całym moim dziwnym życiem??Życiem, które bez Ciebie  jest jeszcze dziwniejsze. Groźnie zaskakujące. Życiem, w którym nie mogę nawet podzielić się z Tobą swym szczęściem i nieszczęściem, ni spytać czy sądzisz, że ta i tamta  droga  jest do przejścia.Tak, wiem, jestem tak uparta, że przecież i tak, bez względu na Twe zdanie poszłabym tam ,gdzie pewnie nie powinnam iść. Ale widzisz..wróciłabym i znów utuliłoby mnie to miękkie: ” uprzedzałem..” Wystarczyłoby..na jakiś czas , z pewnością. Tak swoją drogą: czy muszę iśc zawsze tam, gdzie niełatwo?
Często nie wiem co robić, stoję na rozdrożu i czekam na Ciebie.Wiem, że nie przyjdziesz, więc skupiam się z całych sił, by usłyszeć Twój głos.Proszę, żądam odpowiedzi i często wydaje mi się, że jest gdzieś blisko, że mówisz..nie mogę  tylko  zrozumieć słów. Nocami błądzę wśród gwiazd i czuję, wiem, że gdzieś Tam jesteś; obiecałeś przecież być zawsze przy mnie, strzec, nawet gdy już Ciebie….nie, nie chcę tego powiedzieć…
Wiesz, przestałam liczyć miesiące i lata odkąd..odkąd w książce telefonicznej nie ma już Twego numeru. I odkąd uciekłeś zostawiając mnie w tym najdziwniejszym z żyć..
Czas,Czas tak szybko mija, zostawia słoneczne ślady szczęścia i blizny, rany, które w żaden sposób się nie chcą zagoić.A Ty  powtarzałeś mi uparcie, że jest najprostszą rzeczą! Dlaczego? Dlatego,że wciąż czuję zapach kwiatów , które niosłam na Twój grób??
…..
Gdy słucham gwiazd ,staram się spleść, skleić w jakąś całość Twoje wszystkie tamte słowa.Jest, musi być odpowiedź, wskazówka  w tej gwiezdnej otchłani! Nie,pewnie nie powiesz mi którędy mam iść. Może dlatego ,że byłoby prościej, a ja przecież zwykle muszę iść tam gdzie nie jest łatwo…?

Czuwasz,
…tak?

las-noca

Dziwny rodzaj bólu…

Wiadomość o jej śmierci przyszła wtedy, gdy ..właściwie nie wiem kiedy; to był jeden z tych wiosennych, pachnących burzą, kolejnym cudownym seksem i kolejną awanturą z ówczenym narzeczonym dni.
Wiadomość o śmierci. Przez interent..! Nie zadzwonił, nie napisał. Szlag by trafił, sama tak chciałam! Prosiłam, by nie kontaktował sie ze mną, bo on, tamten..ehhh..
Dawno temu już nasze drogi rozeszły się. Czasem tylko internet mówił mi co u niego słychać. Ja nie mówiłam nic, nie chciałam. Dziwne, że on zawsze , ale to zawsze wiedział, kiedy jest żle.
Czuję Twój ból , mówił zanim zdążyłam cokolwiek wykrztusić, gdy czasem, przypadkiem spotkałam go. W sieci…
Wściekałam się na niego te ileś już lat temu, że jest niezdecydowany, chwiejny, że nie potrafi od niej odejść. Nie rozumiałam, bo nie chciałam rozumieć tego rodzaju miłości.
” wszystko albo nic”- moja dewiza, moje całe zycie, wzloty i upadki, skrajności.
Nie mogliśmy być razem.Kochaliśmy się jak wariaci, ale zbyt duże podobieństwo wcale nie sprzyja wiciu gniazda. Tym bardziej gdy jest jeszcze ktoś , kto odgrywa bardzo wielką rolę w tym przedsięwzięciu- mały chłopczyk. Jej synek.
Nie mogę jej zostawić, nie jestem już od dawna z nią, ale ciągle muszę czuwać,jest uzależniona, co będzie z dzieckiem?!
*
Musiałam napisać. Upewnić się, że ten nekrolog…
Tak, dość przykra sprawa.Zaćpała się. Ponad rok temu już przejąłem prawa i opiekę nad  synem.
*
Pamietam jej głos.I słowa:
zostaw go! Jest mój! Mój! Mam z nim dziecko,właśnie rżnął mnie jak lubi, jak sukę!
Zostawiłam.
Jego ” to nieprawda, nie możesz mnie teraz tak zostawić” nie przekonało mnie. A nawet jeśli, to o czym tu mówić…Odeszłam.
Przeklinałam ją.Chciałam, by nie istniała. Potem przeklęłam  jego.A potem…potem wszystko powoli zamykało się w szufladce „Było”.
” Pogrzeb w dniu tym i tym, tu i tu”- policzek Przeszłości.
To nie tak, nie tak!
Dziwny rodzaj bólu….
TM & Copyright © 2002 by Paramount Pictures. All Rights Reserved.
***

JE T’AIME

Kocham Cię. Jesteś moją Teraźniejszością, Przeszłością i Przyszłością. Jesteś MOIM ŻYCIEM. Nie zastanawiam się nad tym, czy to dobrze, czy źle. Czy tak powinno być, czy to normalne? Po prostu kocham Cię.Bo..
nie ma tutaj ” bo” i ” dlatego, że”..
___
bo..
bo co noc wtulam się w Twe ramiona , bo kochasz mnie, pieścisz ,a czasem zwyczajnie bierzesz . Pytasz, czy chcę tak. Nie wiesz..? Ależ mówiłam już sto razy: weź mnie, weź! Pieprz mnie .Jak  swoją dziwkę.
– Nie mogę! Nie mogę tak! Jak mógłbym pieprzyć kobietę, którą tak bardzo kocham?
-Pieprz mnie! Nazwij to jak chcesz, ale rób ze mną tak jak lubisz!
-Nie mogę..Ty nie rozumiesz?  Inaczej bierze się, a inaczej kocha. A ja Cię kocham!
– To bierz mnie kochając. Zamknij oczy i przenieś się tam.. Zapomnij o dziś. Nie myśl, że teraz to ja. Rób tak jak z innymi.I tak, jak zawsze marzyłeś. Spełnij się do końca. Chcę  być wszystkimi Twoimi kobietami. Chcę Ciebie. Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo…
Nad życie.

Często mała dziewczynka mieszkająca we mnie domaga się Ciebie…

Widzisz, tak Cię kocham
Zgadzam się, powierzyłam Ci każdy mój uśmiech, wszystkie tajemnice…

Kocham Cię

***

Schyłek lata

Część pierwsza:

Babie lato

z netu

Pamietam, że
pogoda była taka jak dzisiaj; pajęczyny babiego lata tańczyły w ciepłych promieniach późnoletniego słońca, a krople deszczu na trawie, pozostałość po ostatnich ulewach, lśniły mieniąc się różnymi kolorami tęczy.
Poprzedniego dnia płakałam i byłam tak bardzo samotna. Rzadko płaczę, ale tym razem dusza moja niepokorna zażądała łez. Znów ktoś zawiódł i znowu z zazdrością myślałam o tych, którzy mogą wtulić się w czyjeś kochające ramiona i wylać na nie cały swój żal i złość na świat. Samotność; mój wybór, moje wyciszenie i jednocześnie najpodlejszy wróg.
Nitki babiego lata wiły się tańcząc swój cudny taniec na wietrze. Pląsały biegnąc w stronę zachodzącego słońca.
Nie widziałam Go chyba dwa lata. A może nawet trzy? Nie wiem, czas tak szybko ucieka. Pisał do mnie czasem i w tych słowach było tak wiele tęsknoty i pragnienia. Tak dużo nieśmiałości , a często niespodziewanej odwagi. Nierówność? Wahanie pomieszane ze stanowczością, czasem wręcz dziecinne, a czasem rozpaczliwe próby zdobycia czegoś. Kogoś?
Mnie? Zastanawiałam się..po co? Dlaczego akurat ja? Ja z moim złamanym życiem, bagażem złych dni, z moim zaklętym, nieprzystępnym dla zwykłych śmiertelników światem..? Ja z moim ciemnym lasem wspomnień i duchów Przeszłości…
Wieczór otulił park mlecznymi mgłami.Nie było gwiazd i wszystko wokół w jakiś magiczny sposób nagle usnęło, zastygło w głuchym bezruchu; niebo cierpliwie czekało na wiatr, który rozwieje ciężkie, ciemne chmury. Ciszę mroku przerywały czasem spadające liście wiekowych dębów i malutkie gałązki sąsiednich, wielkich drzew. Szłam szybko ,starając się dość dokładnie omijać kałzuże na parkowych alejkach. Chciałam wreszcie się z Nim spotkać ,znów Go zobaczyć.Rozwiać..właśnie, co rozwiać? Naszą nieobojętność wtedy…? Cień skrzydeł starego klonu szczelnie ukrył jego postać i tylko żar tlącego się papierosa był niczym małe światełko jakiejś przystani, do której zmierzałam. Pali..? Pewnie denerwuje się przed tym spotkaniem. To jego pomóż mi!; oczywiście, pomogę, zawsze przecież pomagam, już chyba taka moja rola w tym życiu. Ale..Jemu? Ciekawe jak? W czym? Gaszony deszczową wodą paieros i cichutki dżwięk kroków. Podszedł do ławki, przy której przed chwilą zatrzymałam się.
Jest duzo wyższy, niż zapamiętałam! Nie ma już długich włosów; zamiast tej charakterystycznej , czarnej kitki ,którą z dumą nosił przez lata ,teraz na jego karku wiją się lekko zmierzwione pukle.Kędziorki…Ma dżinsy, ciemną kurtkę i ciemną czapkę z daszkiem.I firany czarnych rzęs,spod których zerkają na mnie zaciekawione, bardzo ciemne i bardzo błyszczące oczy!
– jestem- uśmiechnęłam się /Nie wiem co mówić, chyba jak zwykle zdam się na intuicję i będę improwizować/.
– cieszę się, że przyszłaś!
Ma aksamitny, spokojny głos..
– obiecałam, że przyjdę, więc przyszłam. Poza tym musiałam spojrzeć w oczy komuś, kto tak pięknie i czasem nawet namiętnie do mnie pisał! Chwilami myślałam, że to albo żarty, albo jakieś nieporozumienie…
– nie, to nie żarty, ale jeśli kiedyś czymś uraziłem Cię, to nie gniewaj się, wybacz, przepraszam…
– to znaczy…mam rozumieć, że podobam Ci się?
– przecież zawsze tak było…Ale tu nie chodzi wcale o to podobanie.Wiesz, samotność…przez samotność i w samotności człowiek czasem wariuje. A Ty potrafisz słuchać, rozmawiać, Ty rozumiesz…
– tak, ja rozumiem…szkoda tylko, że to ja zawsze muszę rozumieć!Wszystko i wszystkich , cały ten gówniany świat! Pomóż mi? Mówisz dokładnie jak ktoś, kogo bardzo kochałam, ktoś, kto nagle umarł! Po prostu umarł! Odszedł! Wszyscy, których kochałam odeszli.Tak jest i chyba musi być. Czy Ty sądzisz, że skoro się śmieję, to jest mi naprawdę wesoło? Czy sądzisz jak inni, że jestem tak silna i dzielna? Ja przez te ostatnie lata, gdy nie widzieliśmy się, straciłam niemal wszystko; moje życie skończyło się. Zrozum więc, że nie jestem tak przebojowa i mocna, za jaką może mnie masz! Ja…ja często śmieję się przez łzy, często czuję się tak bardzo źle..i często jestem tak bardzo samotna!
Nie wiem dlaczego nagle zrzuciłam lawinę swoich emocji na tego człowieka. Wyrzuciłam bagaż żalu na ręce mężczyzny! Mężczyzny, który niczemu nie zawinił w moim dziwnym, smutnym życiu. I to mężczyzny,który bardzo podobał mi się.
-zwykle płaczemy, gdy nie widzi nikt..
Przerwałam:
– tak. Ja teraz muszę już iść. Przepraszam za ten mój wybuch, ale uznałam, że powinieneś znać prawdę. Odprowadzisz mnie do auta?
Szliśmy chwilę w milczeniu.
– zostałabym z Tobą, może skorzystałabym z Twego zaproszenia i poszlibyśmy na kawę albo pospacerować,ale mam dużo pracy / niektóre kłamstwa to małe kłamstewka i są tak już wyuczone, że gubią się wśród tego, co naprawdę…/ Muszę jechać, będziesz jutro tutaj? /jedno z najgłupszych pytań w moim życiu../
– tak, będę. Przyjdziesz…?
– tak, przyjdę..
– poczekaj!- zatrzymał mnie przed samochodem- wiesz,ludzie powinni … chyba nikt nie powinien być sam.
– myślisz..? Hmm, może masz rację. Jutro przyjdę.
*
Kąpiel w płatkach róż pieściła ciało i przynosiła ukojenie po całym dniu. Gąbka w mej dłoni wędrowała po ciele kobiety delikatnie masując jej piersi, potem brzuch i uda. Dreszcz.Jeden, drugi. Kobiecość. Zapomniałam już jak to jest być kobietą, nawet nie wiem, czy chciałam jeszcze pamiętać. Przez zamkniete oczy widziałam te ciemne, błyszczące, które jeszcze godzinę temu chłonęły mą postać. Nie, niepotrzebnie; to tylko kolega, ktoś, komu mogę w jakiś sposób pomóc i dać trochę przyjaźni.
Noc przyprowadziła znów te ciemne oczy. Nie, nonsens! Tak mogą tylko nastolatki i młode kobiety; Ty już /na szczęście!/ ani jedną, ani drugą nie jesteś!
Świt nadszedł złotymi promieniami słońca, które przez resztę dnia oświetlało ciepłym blaskiem świat. Drewniana ławka- huśtawka w ogrodzie wśród chińskich róż jak każdego letniego popołudnia zapraszała ; była bramą do mego Świata Duchów i wspomnień. Kołysała leciutko, a jasne obłoki leniwie płynące po niebie przenosiły mnie Tam..
Tego popołudnia znów zobaczyłam nitki babiego lata. Chylące się ku zachodowi słońce mrużyło moje oczy, a spojrzenie skupiało się na tych delikatnych, z gracją płynących gdzieś w dal nitkach- pajęczynkach. Było ich coraz więcej i miałam wrażenie, że z każdej strony oplatają mnie. Chciałam je odgonić, strząsnąć. Zrezygnowałam. Niech owijają się wokół mnie! Niech oplatają jak te dziwne myśli..myśli o ciemnych, błyszczących oczach i niech prowadzą. W stronę słońca.
Nadchodzi wieczór. Pójdę do parku. Przecież obiecałam. Zawsze dotrzymuję obietnic.

cdn.
***