Być Królową*

Dziś pęknie mi serce. Ostatni dzień w mojej pracy.
Ostatni? Nie tak do końca; nie zdam tego wszystkiego dziś, od 2 tygodni przekazuję dokumenty i wszystko, nad czym miałam odpowiedzialność…
Wszystko się zmienia..
Jutro „Pożegnanie Królowej”- tak Moi nazwali tę imprezę jutrzejszą , tego naszego grilla, tę popijawę z okazji mojego odejścia.
I jutro będzie J. , jutro wszystko stanie się jasne..Że MY to fakt..
J.mówi, że niektórym na grillu się spieprzy nastrój.
Wiemy komu..No cóż..
; ))
Królowo, Stokrotko, Różyczko, Gwiazdko, Słoneczko, Piękna Pani itd, itd…..Już nie pamiętam jak nazywali mnie przez te prawie 12 lat.
Ehhhh, czas podnieść głowę wysoko i iść tam zaraz. W końcu to ” Królowo” zobowiązuje.

Szkot- Reaktywacja c.d. *

BRAVEHEART-
ale się wścieka gdy tak Go nazywam!

– Agnes, ona nasłała na mnie swoich braci. Zabiją mnie prawdopodobnie, bo zostawiłem ją. I kazałem jej ..spieprzać. Głupia, okropna baba! Nie chcę jej. Kocham Ciebie. Tylko. I ona wie o tym . Mówiłem jej kiedyś i powiedziałem teraz znów.
-może nie powinieneś bawić się nią? I może, kurwa, nie powinieneś używać mnie w tej grze?!
– nie używam. Moja cała rodzina wie o Tobie. I przyjaciele
– i Polacy, których spotykasz w pubach! Cała Szkocja i pół Anglii już mnie zna!
– nie wszyscy. Nie wszystkim pokazuję Twoje zdjęcie. Twoje zdjęcie mam przede wszystkim w sercu
– ja Cię, fuck, zabiję!! I uważaj w Londynie, proszę Cie, nie mów znów Anglikom, że są głupimi dickheads!
– bo są! Nikt nie będzie traktował mnie jak niewolnika, żaden angielski dickhead!
– no tak, ale masz tam pracę i nie pyskuj do szefów
– jak będą mnie traktować jak gówno, to powiem im co o nich myślę. Kocham Cię!
– ok. To przynajmniej unikaj spotkań z tymi gangami Murzynów.Pamiętasz co było rok temu??
– te Czarne niech trzymają się z daleka ode mnie! Albo niech wracają do siebie do Afryki, kurwa! Chuje, 2 razy mnie okradli już. Ja wiem kto i zemszczę się.
– jeśli nie szwendałbyś się po ciemnych, niebezpiecznych uliczkach, nie okradliby Cie, durniu! I zostaw ich już w spokoju. Jak Cię zabiją, będę płakać ; ))
-nie zabiją. Będę żyć dla Ciebie i aby z Tobą być.
– to unikaj Murzynów i Arabów w Londynie.I nie pij z polskimi, pijackim świniami
-a ze szkockimi mogę?
– to nie jest śmieszne.
– dobra, masz rację. Ale Agnes, wyobrażasz sobie ile tu, w Londynie jest Obcych?? Te Czarne i arabskie chuje czują się jak u siebie w domu! Rozumiem, że angielskie kanalie tak się czują, w końcu to ich ojczyzna, faktycznie. Ale tamci? Chodzą pewni siebie, dumni i agresywni. Jakby Anglia należała do nich! Straszne! Nie mogę na to patrzeć, ale fuck’em all, zabiorę Cię kiedyś daleko, daleko, I love youuuuu!

*
Los dał mi kiedyś Jego; ale DOBRY Los też ( a może mój Anioł Stróż?) spowodował, że mieszka tysiące mil ode mnie. I że boję się samolotów, bo głównie dlatego nie jestem jeszcze w Londynie…
Nie wiem czy wytrzymałabym to wszystko Tam z Nim.
Jestem tak spokojna ostatnio, tak coraz lepiej układa mi się, J.jest jak balsam na moją poranioną duszę, jak eliksir radości. Byłam kiedyś jak wulkan, jak huragan. Teraz ja to taki daleki jego podmuch tylko. J. wyciszył to, załagodził, uspokoił..
A On potrafi obudzić znów Tajfun. Ma tę straszną moc, która sprawia, że wszystko znów kipi we mnie. Gwałtownie i mocno, każda emocja, każde uczucie- od miłości do nienawiści- jest taki mocne, takie palące!
*
Czy PRAWDĄ jest to co robimy czy co czujemy?
*
Właśnie zamówiłam dla J. taką fajną, sportową koszulkę. I drugą, ze śmiesznym napisem. Ucieszy się : ))
i.. żałuję, że nie może teraz być ze mną…!
: )))

Komediodramat, który próbuję spisać:)

Czasem nawet tak elokwentnej osobie jak ja trudno wyrazić swoje emocje. Zresztą tak dużo się dzieje, tyle wokół zła, niesprawiedliwości, a o tym przecież nie chcę tu nigdy pisać.
Tyle problemów, przeszkód, wszystko na ” nie”.
A My na TAK. I koniec, kropka.
Boję się TO nazwać. Jest to na pewno ” My” a to ” My” TRWA. Miało zniknąć szybko, miało gdzieś rozwiać się we wspomnieniach, a tymczasem JEST. I umacnia się. Jakby było od wieków, zawsze, choć po wielu latach znów przyszło -niespodziewanie, nieproszone, nie okraszone tęsknotą, nie okupione łzami.
My, którzy razem przeciwstawiamy się Im; My, którzy walczymy razem; My, którzy dajemy sobie tak wiele dobra nawzajem; My, którzy trzymamy się mocno razem choć nie spętani przecież – ani obietnicą, ani niczym materialnym; My, którzy czujni jak dzikie zwierzęta odganiamy od tego drugiego nawet najmniejsze zło; My, którzy ścigamy się tylko w tym, kto więcej szczęścia może dać drugiemu.
Tylko co to jest to ” My” ??
Całe moje pojęcie miłości dziś legło gdzieś w gruzach .
Dla mnie miłość miała Jedno Imię i ją już dawno pochowałam. A jeśli o Niej mówię, to zwykle Trup.
Trup z szafy.
Tylko, że Trup najpierw jęczał z szafy; tak jęczał, aż w końcu wyszedł z niej …
Był moim marzeniem i snem; był Kimś, za kogo mogłam oddać życie. Gdy zamknęłam Go w tej szafie wiedziałam tylko to, że już nie dam rady nikogo tak pokochać. Że przeżyłam swój drugi koniec świata.
Ale trzeba było żyć…
Pogrążyłam się tej cudnej lekkości bytu. Był przy mnie – virtualnie- Stuart i chyba jeden Bóg ( lub Szatan) wie, jak wiele zawdzięczam Jego Przyjaźni i tej świętej Jego cierpliwości.
I przyszedł J. Wrażliwy, ciepły, dobry..taki jak wtedy, taki jak zawsze. Przytulił mnie, ukoił niejeden ból. Jest, trwa i z każdym dniem jest piękniej. Dobra miłość.
Ale czy istnieje w ogóle ” dobra miłość” ?? Nie wierzyłam w to, a dziś..nie wiem. Bo Trup ożył!! Bo dostał pomieszania zmysłów już.
Był zawsze taki jak ja, był mną ale nie spodziewałam się, że może być aż tak mną!
Skoro tak uparcie ściga mnie, skoro nie daje mi żyć, opowiem o Nim.
Wreszcie. Opowiem o Miłości Mego Życia

SZKOT- REAKTYWACJA

PART I : po kilku miesiącach (od rozstania)

Był wieczór, śpieszyłam się do J.,który czekał już trochę na mnie, gdy nagle zabrzmiał telefon. TRUP! Cholerna, Szkocka Kreatura, która złamała mi życie! ” Nie odbieram, miał nie dzwonić, niech spada, dość tego”- kotłowało się w mojej biednej głowie- ” J czeka, muszę lecieć”
Ale Trup nie dawał spokoju, dzwonił raz za razem. Wysłałam sms:
– Ty crazy chap, przestań dzwonić, bo biorę kąpiel właśnie, nie jestem sama w domu i zaraz wychodzę do przyjaciela
– do tego swojego faceta?
-Moja sprawa. Szkot, co Ty chcesz??
– chcę Ciebie Angie
– hahaha! Nie tylko Ty chcesz! A co z Twoją dziewczyną?
– zerwalem z nią na zawsze. Właśnie pwiedziałem jej fuck off, nie zasłużyła na inne słowa.
– kpisz ze mnie? Teraz do niej fuck off, jutro I love you i wrócisz do niej
– nieprawda! powiedziałem jej właśnie, że kocham tylko Moją Angie, Moją Polkę i że będę z Nią forever
Biedna dziewczyna! Po cholerę ją znów denerwował?
– przypominam, że mówiłeś tak juz 2 lata temu a potem jak tchórzliwa kreatura uciekłeś do niej. Dupek! Nie przeszkadzaj mi dziś już, wychodzę zaraz
– ale i Ty mnie kochasz Angie i będziesz ze mną
– w innym życiu chyba, hehe
– nie drwij ze mnie. I love youuuuuuuuuuuu
Diabeł podpowiedział mi co mówić:
– ok Szkot; skoro tak mnie kochasz, nadszedł czas, abys pokazał mi swoją miłość. Nie wierszami ani piosenkami. Masz przestać marzyć i płakać za mną w pubach, masz stać się normalnym, spokojnym człowiekiem, masz ze mną zamieszakć i zerwać wszystkie kontakty z tamtą kobietą. A przede wszystkim będę rozmawiać z Tobą poważnie jak kupisz mi pierścionek. Złoty, zaręczynowy pierścionek!
Myślałam, że mam go z głowy gdy nagle:
– ja mam dla Ciebie pierścionek Agnes…
: )))
Byłam już u J. Słuchaliśmy muzyki popijając szampana i obmyślając pewną ważną sprawę, gdy zaczęły nadchodzic smsy..Nie mogłam wyłączyć telefonu, jakby coś tam ( nie daj Bóg! ) w domu …..
A smsy przychodziły wciąż…
Nie patrzyłam nawet, wiedziałam od kogo..Po piątym J. spytał w końcu kto tak pisze.
– wiesz kochanie, to Szkot, opowiadałam Ci o nim, coś mu odbiło i znów wypisuje bzdury
– to niech zadzwoni! Pogadaj z nim, może odczepi sie
– właśnie zabroniłam mu dzwonić…
– to odpisz mu, bo nie da nam żyć dziś.
Zerknęłam na to co pisal Szkot. Mniej wiecej tak:
– Angie, moja Polko , Moja Jedyna, każ spływać temu swojemu chłopakowi i powiedz mu, że jesteś moja na zawsze i że jadę do Ciebie i po Ciebie. Nie dam Cię nikomu
– zadzwoń do mnie natychmiast!
Zadzwonił. Syknęłam:
-przestań pisać bzdury! Dość tego! Zniszczyłeś mi 2 lata życia, prawie zabiłeś mnie, a teraz -co wyprawiasz? Znów bawisz się w miłość??
– nie bawię! I zrobie wszystko abyś uwierzyła mi wreszcie. Pamiętasz nasze plany? Pamiętasz nasze marzenia? Pamiętasz, że przysięgliśmy sobie miłość do końca? Wygoń tego swojego chłopaka, oni, Ci inni, nie liczą sie, tylko Ty i ja!
– wiesz co? Jesteś bezdusznym potworem jednak. Nie rób ze mnie idiotki więcej. Kretyn! Idź do diabła! Dobranoc!
***
Wiem, ze ma ten pierścionek dla mnie. Znam jego szaleństwo na wylot.I kochałam Go właśnie za to jego szaleństwo, za to, że potrafił wszystko jak ja, co ja…. Wyżebrał kiedyś błogoslawieństwo swej matki dla naszego związku.
Był wszystkim dla mnie.
A dziś to jak jakiś cień wszystkiego. Jak głos z Grobowca.. I dlatego mogę już o Nim mówić.
Charmee mówi, że źle lokuję uczucia. Ale co mam zrobić gdy potrafiłam kochać tak mocno tylko tę Szkocką Kreaturę?
I co poradzić na to, że jestem tak szczęśliwa teraz z J., z kimś, z kim pewnie nie powinnam być. ? Z kimś, kto jest swego rodzaju zaprzeczeniem moich różnych wyobrażeń o ” moim mężczyźnie”; z kimś, o kim nie marzyłam, za kim nie rozpaczałam, za kim nie goniłam nigdy..?
Z kimś, kto jest tak dobry dla mnie, jak jeszcze nigdy nikt nie był ..przez całe moje życie…

KOMEDIODRAMAT
który próbuję spisać

Wiem tylko, że życie samo mi układa dobry film. I że umiem wyłapać te najfajniejsze chwile w nim. I że nie znam ciągu dalszego. Nie zdziwię się jeśli Szkot przyjedzie do mnie lub po mnie. Niezaproszony wcale. Przyjedzie, bo jest taki jak ja; bo przestawi świat do góry nogami jeśli ciągle naprawdę mnie kocha. Lub jeśli ubzdura sobie coś. Pójdzie na max, na całość, nawet w ciemno. Tak jak wtedy gdy kupił mi bilet lotniczy do Londynu. Tak jak wtedy gdy będąc setki mil ode mnie zaręczył się, ale bez pierścionka- przez telefon, potem przez kamerę- ze mną : )))
One way ticket . Nie poleciałam ..Tylko ze względu na moją małą wtedy córkę ..
Przyczołga się niechciany jeśli stwierdzi znów, że życie jego nie ma sensu. Jest kompletnie szalony i dlatego ja tak bardzo ..kiedyś..
A ja? Co ja zrobię? Nie skrzywdzę J., nie wolno krzywdzić tych, którzy są dla nas dobrzy.
Czy dam radę powiedzieć Szkockiej Kreaturze ” fuck off” ? Nie wiem. Zobaczę.
Życie pisze scenariusz : ))
*
Nie wiem tylko dlaczego w tym cholernym życiu przychodzi większość rzeczy ZA PÓŹNO…?
***
Dziś wiem tylko jedno : jest J. i jest coś co się nazywa MY.
I czego pierwsza nie zostawię.
A dziś chce tylko tego jednego, mój J:

28.03.* Jutro nie umiera nigdy*

Kiedyś pisałam już, że mam młodszego brata. A nawet dwóch. Jeden to Big Brother, drugi to Bond.
His name is Bond, James Bond : ))
Ponieważ dowiedziałam się, że moja młodsza, męska latorośl wywęszyła ten blog i zagląda tu czasem, pomyślałam, że tak samo może Bond zajrzeć tutaj. Nie żeby wywęszył, Bond ma ważniejsze misje w życiu; po prostu dam Mu namiar i już.
W związku z tym TU , w moim kochanym i najbardziej chyba MOIM miejscu na świecie , składam Jamesowi życzenia:

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN!!!!
I , jak zwykle:
Czego można życzyć człowiekowi, który najważniejsze czyli: zdrowie, inteligencję i urodę już ma?
Dziś , ponieważ nauczyłam się wstawiać obrazki obok siebie na blogu,
polecę z życzeniami obrazkowo, James:


Mam nadzieję, że podobają Ci się życzenia od – zawsze kochającej i wiernej bratersko- M!

Jak zechcesz, rzuć okiem na poprzedni wpis. Zorientujesz się, że wraz z moimi Przyjaciółmi from here będziemy robić film : ))).
Obsada już jest, jeszcze dopracowujemy scenariusz tylko. Aktorów znasz, przedstawię Ci tylko, w dwóch, słowach postaci:

Katon Najmłodszy-
utalentowany, młody( caddicus: cicho z tym wiekiem tera! : )) ) pisarz i poeta. Podobny do Hłaski. Wymieniam Go jako pierwszego , bo pierwsze ciekawe, na co zwróciłam uwagę w internecie, to był Jego blog. Czytałam z zapartym tchem Jego notki i choć nie zgadzam się z różnymi Jego poglądami, jestem i będę Mu wierna. Bo przecież lubi się kogoś niezależnie od jego poglądów, nieprawdaż? A jestem Mu wierna, bo primo Go lubię, drugie Primo : kiedyś wtargnęli Ludzie Ze Wsi z kosami na Jego blog gdy akurat chłonęłam opowieść jak Katon był w Rzeszy i zwiedzał średniowieczne zabytki. Przeszkodzono mi, James, w konsumpcji duchowej, a wiesz, że tego nie cierpię!! Gdy zwróciłam tym chamom uwagę , nazwano mnie” Harcicą Katona” ( tak, przez ” h”, wiesz, od pospólstwa nie można wymagać za wiele..) oraz ” służką patriarchatu”. Nie spodobały mi się te określenia, jakoś nie pasowały mi do mnie, więc zmuszona byłam powiedzieć kilku osobom zwyczajnie ” spierdalaj” . No , i teraz to Se czytam Katona kiedy chcę : ))

Charmee-
znalazłam Jej j Jej narzeczonego Pokera blog dzięki blogowi Katona. Nie byłam jeszcze zalogowana na wordpressie i tak czasem wchodziłam tam po cichutku zerknąć co piszą. I bardzo spodobało mi się! Intymnie, ciepło i fajna muzyka. A- przede wszystkim- piękne teksty o uczuciu, z uczuciem. Zwróciłam też uwagę kiedyś na Charmee na czatach( gdy jeszcze bywałam tam). Wydała mi się delikatna i silna zarazem, a to u kobiet zawsze imponowało mi. Tylko, że rzadko można spotkać takie kobiety. Wiesz James jaka jestem- jak coś/ ktoś podoba mi się, to ..muszę spróbować! Kiedyś wiec wzmocniłam się jasnym pełnym i wyznałam Charmee na ogóle, że Ją kocham. A Ona powiedziała, że też mnie kocha! Wiesz jaka to była radość!!!

Poker-
nie będę tu dużo pisać z kilku powodów: po pierwsze to Diabeł we własnej postaci a z Diabłem trza ostrożnie!! Wolę więc nic nie napisać niż walnąć coś głupiego. Już raz powiedział, że ” karą dla mnie będzie NIE- PICIE” ! James, wiesz jakie to mogłoby być okrutne?? To gorsze niż życie w samotności chyba!
Powiem tylko, że Poker to Nierozerwalna Część Charmee i biada temu, kto Ją skrzywdzi! Jest też..moim Bratem, o szczegóły nie pytaj teraz James. I ma też swój blog, mroczny i tajemniczy i bardzo taki co” odbieram”

Maxcel-
wiem o Nim tyle, że robi zdjęcia, że słucha dobrej muzyki. I można fajnie pogadać z Nim o Tamtych Czasach ( mam na myśli lata 80te). Tak ogólnie to niewiele odzywa się, czasem pisze wiersze u Charmee i Pokera. Trudne i trochę smutne , ale na pewno dobre.

Guardangel-
niesłychanie mądra i wdzięczna kobieta.Też pisze fajnego bloga .Ma bardzo dobre serce i zasady, którym wierna jest od lat. Ma duży zmysł dyplomacji, łagodzi spory i jest bardzo łagodna. Dlatego szlag mnie trafił jak kiedyś taki jeden z kosą się odezwał coś niestosownie na Jej temat. Chyba wówczas coś powiedziałam temu komuś niekulturalnie ,bo nienawidzę jak się krzywdzi dobrych ludzi : ))

WG-
James, gdyby….gdyby nie..no takie tam różne, to powiem tyle: wg to taki ktoś, z kim mogłabym …no, robić wszystko : )))
Ma WSZYSTKIE cechy jakie powinien mieć ( w moich oczach) Mężczyzna: inteligentny, wrażliwy, ciepły, czuły, przystojny i chwilami- co cudowne- szalony!!Pijemy whisky nocami i skaczemy po dachach czasem , kiedyś wyjaśnię Ci na czym to polega : ))

Inspektor leśny-
ulubiony kolega Charmee. Uparty i twardy, lepiej nie kłócić się z Nim,bo jak złapie za słówko, to już trudno wyplątać się. Lubię Go, bo na starość zamieszkamy razem w Domu Bez Klamek , tam gdzie wszyscy chodzą uśmiechnięci. Będziemy pić whisky i opowiadać sobie różne historie : ))

– sensi-
rzadko wpada do nas na blogi, jest bardzo zajęta. Jest bardzo ciepła i miła, to widać od razu. Też kiedyś na czatach świetnie rozmawiało mi się z Nią : ))

-caddicus-
pisze świetnego bloga. Co tu dużo mówić: człowiek mądry i dowcipny a to dziś już rzadkość. Pisze ostatnio coś o Biblii, Marianie i Heli : )) I u Niego odbywają się rekolekcje z Żubrówką w tle, które prowadzi Charmee. Nawet jak Caddicus śpi, nabożeństwa są odprawiane. To jest gospodarz!
Ostatnio błąka się po BorneŁO. Pokazał nam zdjęcia nawet. Wiesz James, nie wiedziałam, że Tam na BorneŁO prawie tak jak u mnie! I zieleń podobna i woda…jaki ten świat mały! Cholera, człowiek jednak ciągle czegoś się uczy! : )))))
***

Ufff, tak króciutko przedstawiłam Ci ,Jamesie Mój Drogi, moich Przyjaciół. W kolejności takiej, w jakiej poznałam Ich w virtual world.
Myślę, że nie nadużywam słowa ” przyjaźń” tutaj ; mogę na Nich liczyć i naprawdę doskonale bawię się z Nimi czasem!
***
I pamiętaj James: choćby nie wiem jak było w życiu podle i
kurewsko, zawsze pomyśl:
JUTRO NIE UMIERA NIGDY!!!

M.

Pierwszy Dzień Wiosny *

Życie jest…piękne, ale każdy wie jakie BYWA życie: Podłe, niesprawiedliwe, złe.
Znam tę Matnię, w której teraz Jest. I staram się wciąż jakoś przejąć część Jego bólu..Czasem żałuję, że nie jestem Dobrą Wróżką, która ciepłym dotykiem uśmierzy ten Jego cholerny, wściekły ból.
” Kochanie..nie mam już siły żyć…”
Podziałało na mnie jak strumień lodowatej wody; wróciła na ułamek sekundy moja Przeszłość.
– nigdy, ale to nigdy nie mów tak! Jest Pierwszy Dzień Wiosny, trzeba żyć, jedziemy świętować!
– dokąd jedziemy.. ?
– przed siebie. Za Księżycem!
Pojechaliśmy. Był zbyt zdenerwowany i spięty, by prowadzić. Zostałam więc wczoraj, po raz pierwszy ,Jego Nocnym, Private Driver ( przecież to On zawsze mnie wozi..)
A tak nie cierpię prowadzić po zmroku!! Ale przecież ..TO uskrzydla!
Pędziliśmy poprzez nasze dzikie tereny, pustymi szosami wśród pól i lasów. Między naszymi uroczymi, małymi siołami. Nad nami ciemne, utkane tysiącem gwiazd niebo.
Nagle zza czarnych, gęstych borów wyłonił się księżyc. Wielki, pomarańczowy, leniwie zaczynał swą zaczarowaną wędrówkę po nocnym niebie.
– patrz Kochanie, jak cudnie!!- zatrzymałam auto na środku drogi
Witaliśmy Księżyc jak dzieci śmiejąc się i krzycząc, by na nas poczekał. I pędziliśmy znów autem w jego stronę. A On uciekał nam coraz wyżej , do gwiazd, zamieniając się z dorodnej, pomarańczowej kuli w znajomy, dostojny i piękny srebrny glob.W oddali majaczył zarys lasów i czarny kształt klasztoru. Czasem w blasku księżyca zamigotała tafla któregoś z maleńkich, okolicznych jeziorek.
– trzymaj się Kochanie!- wstąpił we mnie duch kierowcy rajdowego i –full gaz, tak jak kocham!!
– Skarbie, chcę pożyć jeszcze!
– coś takiego? Godzinę temu nie chciałeś żyć!— i gaz do dechy : ))- nie bój się, pij lepiej piwo, pij Kochanie, wykorzystuj to, że prowadzę! Joołłł!
Jeździliśmy tak po naszych wczesnowiosennych bezdrożach trzy , może cztery godziny. Za Księżycem: )) W końcu dotarliśmy nad Odrę. Pięknie lśniła w blasku nocnego, rozgwieżdżonego nieba. Patrzyliśmy jak powoli płynie hen, hen gdzieś…
– widzisz Dzieciaku..ja też nie chciałam żyć. Wiele razy już. Ale jednak dałam radę. Warto było, choćby dla takiego wieczoru jak dzisiaj
– bo Ty żyjesz chwilą, żyjesz jakby maiło w ogóle nie być jutra..ja tak nie potrafię
– nie do końca tak żyję. Ale to prawda, że chwytam każdą piękną chwile w życiu. Choćby po to, by potem móc wspominać. Przecież nie wiadomo co będzie jutro…A te chwile , To wszystko opowiemy kiedyś dzieciom. Albo napiszę książkę o Nas : )) DZIŚ pozostanie Gdzieś na zawsze…
– Kochanie, ktoś Cię mocno pozbawił wiary w Jutro. Nie można zakładać, że ta chwila nie powtórzy się, że już nie będzie tak pięknie! Kocham Cię i będę przy Tobie przecież..może nie okazuję tego teraz tak mocno, wiesz co się Tam dzieje..ale jestem ciągle z Tobą
– ależ ja nie zakładam że będzie źle, że na pewno nie przetrwamy! To jedna z wersji. Jutro może wszystko pieprznąć, możemy np nagle umrzeć ja i Ty lub ja albo Ty…Dlatego łapmy wszystkie piękne chwile!
JOŁ!
– jak ja Ci zazdroszczę tej radości życia!
– nie zazdrość, tylko uwierz w to, że nie ma tego złego co by na dobre…To wszystko, to, że teraz jest tak źle Tam,w tym Realnym naszym życiu, musi mieć sens. My stworzymy baśń, Naszą baśń. Właściwie ona już trwa..żyje..tamta chwila gdy To zaczęło się, choć to było już dawno( właściwie: kiedy Się Zaczęło? )
ciągle trwa, nie widzisz?
*
Potem, w nocy
długo, długo tańczyliśmy..powoli, powolutku, by nie dać CHWILI odejść, by chwila mogła trwać, trwać….
*
Jakby miało nie być Jutra lub jakby Dziś miało pozostać Jutrem…
***

Teraz, gdy nadeszła wiosna*

W PIERWSZYM BLASKU RAJU POBIEGLIŚMY KU MORZU
STANĘLIŚMY NA BRZEGU WOLNOŚCI
CZEKAJĄC NA SŁOŃCE

CZY CZUJESZ TERAZ, GDY NADZESZŁA WIOSNA, ŻE CZAS ZACZĄĆ ŻYĆ W ROZPROSZONYCH PROMIENIACH SŁOŃCA…?

TO JEST NAJDZIWNIEJSZE ŻYCIE JAKIE ZNAM…
CZY CZUJESZ – TERAZ GDY NADESZŁA WIOSNA
ŻE CZAS ZACZĄĆ ŻYĆ
W ROZPROSZONYCH PROMIENIACH SŁOŃCA … ?

Świt Odysei *

W przerwach miedzy pracą, gotowaniem, wychowywaniem Małej Wiedźmy, kochaniem ( się) i kochaniem w ogóle, spożywaniem alkoholu , czasem włączam tv ( czasem włąnczam również) i pozwalam docierać do swego szalonego Braian’a niektórym informacjom.
O Japonii trudno nie słyszeć; tragedia i nic więcej nie ma co chyba mówić. Jak nie można pomóc tym biedakom dziś, to morda w kubeł i pochylić głowy nad Tymi Co Zginęli!
Ale jest jeszcze awantura w Afryce Północnej. Nie będę się wymądrzać i pisać o tym, nie będę wrzucać tu swoich refleksji ( od mądrych i światowych notek jest Katon i Caddicus)
Pozwolę Se tylko na jedną, malutką refleksję, coś, co mnie w tym kolejnym Światowym Gównie ubawiło niezmiernie:
” Świt Odysei”
Wymysł Amerykanów. Tak, w końcu przejęli pałeczkę( Żandarm Świata) bo jak nie przejąć , skoro Europa „się bawi”, się „troszkę kłoci” i nie umie zdecydować kto ma dowodzić, jak dokładnie To zorganizować itd?
I to jest prze- urocze! Że Amerykanie nazwali operację militarną w Libii ” Świt Odysei” !!
Księżna ma jedno do powiedzenia:
– wyszły znów KOMPLEKSY Amerykanów..ehhhi !

( Ludzie bez swej Historii ..prawie )

And JOŁ!
***