* W Świetle Księżyca*

LIVING IN THE MOONLIGHT

When I feel silence in my heart
I call your name out in the dark
To break the speel
To make it right

… get me out of here ….

***

Niedawno Grafo wraz z Edgarem ogłosili  kasetowy konkurs z okazji Międzynarodowego Tygodnia Słuchania Kaset Magnetofonowych.
http://graforoman.wordpress.com/2012/09/03/mtskm-2-miedzynarodowy-tydzien-sluchania-kaset-magnetofonowych-edycja-druga/
Nie brałam udziału, choć mam mnóstwo starych kaset magnetofonowych. Trudno, cholera, brać udział w czymkolwiek, gdy się nie wychodzi na przemian z lasu i kuchni( no i jeszcze do 15ej zapier..uczciwie na ten swój chleb powszedni, ale to przecież szczegół ;)), gdy ma się na głowie niekończący się remont, dwie latorośle z anginami; gdy wreszcie samej się pokichuje i z trudem zwleka co dzień z ciepłego łóżka.
Wczoraj ogłoszono wyniki i wreszcie zasiadłam na dłuższą chwilę do kompa. I tak, po nitce do kłębka, kierując się swą niesamowitą intuicją, buszując na blogu Zwycięzcy http://gdybywszystkieslowa.blogspot.com/
trafiłam!
Trafiłam na COŚ, co Gdzieś i Kiedyś

Lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte.
Pamiętacie T.Beksińskiego i Jego audycje ? Pamiętacie ten niepowtarzalny, tamten nastrój ?
Młodość
Miałam dwa radiomagnetofony- jeden jakiś full wypas od Mamy; połączenie adapteru z magnetofonem i radiem, taką mini- wieżę . Niestety na tym sprzęcie nic nie dało się nagrywać, chyba był od początku uszkodzony. A, że nie polskie to coś było, to nikt wtedy nie chciał podjąć się ani sprawdzenia, ani ewentualnej naprawy. Pożyczyłam więc od któregoś ze swoich adoratorów trzeszczącą Maję– mały radiomagnetofon. Pożyczyłam bezzwrotnie oczywiście:) I zaczęło się: całe weekendy z Trójką, nagrywanie z Listy Niedźwiedzia, nagrywanie często urwanych, przerwanych kawałków. Potem kasowanie i nagrywanie od nowa. Dwie, trzy, osiem, w końcu chyba z dziesięć kaset , moich własnych „mixów”. Ależ to były emocje!
Nagrywanie na Maję nie było takie proste, o nie! W pogotowiu były zwykle dwie kasety- jedna na pop i disco, druga na rocka. Trzeba było nie lada sprytu i farta, by włożyć w Maję odpowiednią w danej chwili kasetę!
*
Miałam kilkanaście lat, głowę pełną najdzikszych pomysłów i świadomość istnienia w sobie dwóch , jakże odmiennych stron;
jedna Angie chwytała życie za rogi, szła przebojem ( tam gdzie chciała iść, a że w niewiele miejsc jej się chciało łazić..), nosiła portki , umawiała się na randki i nie było sprawy, której nie potrafiłaby załatwić.
Druga Angie wzdychała do Księżyca, zalewała się łzami z powodu swej wielkiej, nie bardzo odwzajemnianej wówczas Miłości. Druga Angie pisała wiersze i uwielbiała patrzeć wraz z ukochaną Przyjaciółką Hal. na nocne niebo przez okno w swym pokoiku z ukośnym dachem.
I marzyć, wzruszać się pięknem nocy, światła Księżyca i muzyki.
*
Nastały lata dziewięćdziesiąte . Wiele zmieniało się. Dzieci. Nowe życie.
Miłość do muzyki, nocy i blasku Księżyca pozostała. „Trójka pod księżycem”- pamiętacie..?
*
Dziś, gdy minęło tak wiele lat, znalazłam, trafiłam na coś, co chyba kiedyś słyszałam i.. nie zdążyłam wtedy nagrać.
W „Trójce pod księżycem”?

Pokochałam to( znów ?) dziś od pierwszego posłuchania . Wdarło się nagle i całkiem w moją zbolałą duszę. Otwierając jej wnętrze , przypomniało o CZYMŚ, co gdzieś w jej zakamarkach wciąż drzemie. Bez wzruszenia nie mogę tego słuchać.
Posłuchajcie ze mną, proszę.

Halinie i Basi …..

***

***

* Jesieni Czar *

Lubię jesień. Wbrew  wszystkiemu, co podobno przeciw– zimne noce, wieczory i poranki, krótszy dzień, wyciąganie z szaf ciepłych żakietów, palt i kurtek; sandałki i zwiewne, kwieciste sukienki  w daleki kąt. Mniej słońca, długie wieczory.
Dla mnie to piękne. Szelest liści pod nogami, paleta ciepłych kolorów drzew. Kominek w moim dawnym rodzinnym Domu i stukot opadających na balkonowe daszki orzechów. Kasztany zbierane w naszym Południowym Parku i pląsy wiewiórek na wielkim, starym dębie obok Domu. Nasza Babcia owinięta wełnianym kocem na wiklinowym bujanym fotelu i Dziadek z kieliszeczkiem koniaku w ręku. I druga Babcia, ciągle krzątająca się w Domu.
Ich opowieści o Tamtych Czasach. I baśnie, które czytał nam Ojciec przed snem. I czekanie na Mamę, kiedy wreszcie wróci z tych durnych swoich dyżurów.
Jesień to dla mnie nie koniec, a początek czegoś. To jak druga wiosna.
Wiele, wiele lat temu jesienią przyszła do mnie moja Pierwsza, Wielka Miłość, przyszły ojciec moich Dzieci.
Wiele lat później, jesienią zakwitła inna miłość- moja Cudna, Szkocka Miłość. I wszystkie moje związki zwykle zaczynały się jesienią.
Jesień to czas zaczarowany, baśniowy czas.
Zawładnęła mną ta piosenka:


Prawda, że jesienna?

I choć może, jak mówią moi synowie, gify to totalny kicz, ja niektóre lubię.
A TEN bardzo kojarzy mi się z jesienią.
I z tą piosenką ;)

Bo dla mnie jesień to też TO.

Wildest moments

i

blask świec ;)

* Gdy patrzę w Twoje oczy, zaczyna się dzień *

-Powiedz mi, powiedz mi proszę: dlaczego znów pakuję się w historię bez sensu? Dlaczego jestem tak przekorna?
Przecież Krzysiek jest naprawdę fajny! Chciałam kogoś takiego: wykształcony, dobra praca, zna języki obce.Trzy.
Kulturalny, ha! wręcz nienaganne maniery. Przystojny. Dogadujemy się nieźle.
A jednak.Jednak czegoś tu brakuje. To jest..to jest takie letnie! Denerwuje mnie coraz bardziej; denerwuje mnie to, że odgaduje moje pragnienia, że jest w porządku, że..jest taki zdyscyplinowany!
– Lidka, chyba nie chciałabyś, aby latał, oszukiwał Cie i robił w konia jak tamten!
– nie, nie..ja nie o tym. A zresztą: skąd ja wiem , czy nie robi mnie w ch.., gdy wyjeżdża? Co ja wiem tak naprawdę? Nic! Wiem tylko, że gdy jesteśmy razem, On jest ..hm, taki, jaki powinien być. Nawet w łóżku, fuck, jest bezbłędny! Tak bezbłędny, że czasem mam ochotę spytać go, czemu mnie potem przytula? Udaje, że coś do mnie czuje, czy co? Czy chce być zawsze, w każdej sytuacji taki idealny? Jak ja go nie cierpię!
– Lidka, pieprzysz jak chora. Co Ci znów jest? Nie chcesz z nim być, to po cholerę to ciągniesz?
– nie ciągnę. Dałam mu do zrozumienia, że jest mi obojętny. Tzn ja też jestem w porządku. On przyjął to.jakby bez emocji. Jakby przyznawał mi znów rację! Zwykle przyznaje mi rację. Ale to jest ..takie letnie! LETNIE, rozumiesz?
– nie kochasz go i tyle. Może i on Cię nie kocha. Tylko , wobec tego, po co trwacie w tym dziwnym związku? Ze strachu przed samotnością? Nie jesteście w końcu tacy starzy jeszcze, może odnajdziecie oboje jakieś inne swoje..połówki..?
– nie denerwuj mnie i Ty!Połówki, połóweczki, jabłuszka, brzoskwinki, gołąbki i ch..wie , co jeszcze! Sranie ! Ty chyba faktycznie zapomniałaś już, co to jest…to, jak śpiewał Kazik kiedyś:
gdy patrzę w Twoje oczy, zaczyna się dzień
Wiesz o kim tak myślę? Wiesz, kiedy zaczyna się dzień? Gdy patrzę w oczy tego cholernego Adaśka! Tego młokosa, tego młodego drania, którego tak polubiłam od pierwszych chwil! Pamiętam jak zjawił się u nas w firmie w towarzystwie tej swojej niby narzeczonej. Młoda, zgrabna siksa.Nie mogłam od nich..tzn od Niego oderwać wzroku. Nie, żeby był jakiś piękny; przecież wiesz , jak wygląda. Patrzyłam na Niego i czułam jakąś cholerną bliskość. Dogadaliśmy się natychmiast. Porozumienie dusz. Pomimo tych lat, które nas dzielą. Cholera! Te podłe lata! Czemu ja nie urodziłam się później, albo On wcześniej?? Wszystko byłoby dużo, dużo prostsze!!
ale może wtedy nie patrzyłabyś tak na to? Może właśnie byłoby Ci obojętne..?
– może.A może nie? Wiesz, On bardzo przypomina mojego pierwszego chłopaka. Moją pierwszą, wielką miłość. Tylko jest jakby lepszą wersją Tamtego. Ech! Wiesz, gdy oddelegowali nas wtedy w trasę..gdyby nie to, że było nas kila osób, że , cholera, nie było nawet kiedy zrobić imprezy, bo trzeba było o 8ej rano już być na nogach, w pełnym rynsztunku..ehh, gdyby był alkohol..Takie jakieś rozluźnienie, wiesz.
Co ja bredzę zresztą?! Adasiek to przecież bratanek Anki! Fuck, mogłabym być Jego ciocią! Wiesz, że raz nawet tak do mnie powiedział? A potem zaśmiał się i uciekł! Dobrze, że uciekł, bo miałam ochotę zamordować Go! Haha! Cioteczka..cioteczka, ja- cioteczka! Hahaha!
– cioteczka Jilly? Pamiętasz ten hicior telewizyjny, coś z Edenem..aaa! ” Powrót do Edenu” Lidka cioteczką Jilly, haha!
– nie masz z czego się śmiać. To nie jest chyba aż tak komiczne, że Adasiek zawraca mi w głowie.Na zjeździe był ciągle przy mnie, biegał po kawę, herbatę itd.Przygotował świetną prezentację. Oczywiście było kilka głosów krytyki, ale zmiażdżyliśmy szybko i totalnie oponentów. Szef był dumny!
Często pracujemy razem. I wtedy przyłapuję się na tym, że to teraz najmilsze chwile w moim życiu. Mogłabym siedzieć z Nim godzinami, planować, pisać, pić kawę, śmiać się i bawić. Z Nim. Tak, bawić, bo świetnie czasem bawimy się razem.
A czasem patrzy na mnie, patrzy długo. Zamyśla się. Zna mnie już tak dobrze, że wychwyta każdy mój grymas, każdą nową fałdkę na moim ciele, każdy smutek i radość. A gdy wyjeżdża w trasy sam, czekam nasłuchując każdego kroku na korytarzu.
Kiedyś powiedział niespodziewanie:
„Lidziu, włosy trochę Ci się zburzyły” , po czym delikatnie poprawił je. Nasze oczy spotkały się i zatrzymały w bezruchu patrzenia na siebie. Cały świat jakby na chwilę ucichł. Krzyki były szeptem, szept ciszą. Nagle zmieszał się strasznie i szybko zabrał rękę z powrotem.
Może zgłupiałam do reszty już, ale ten dotyk czuję aż do tej chwili. Widzę Jego uśmiechnięte oczy, słyszę jak miękko do mnie mówi. Tylko do mnie tak miękko mówi. I tylko ze mną tak się potrafi porozumieć się i bawić. Wiesz, że nawet niektórzy już dokuczają nam? Gdy siadamy razem do projektu, ten i ów mówi słodko: ooo,gołąbeczki!
Miałabym to w nosie, gdyby nie ta Jego lala, która nie dość, że ciągle zjawia się u Niego w firmie demonstrując ten cholerny pierścionek , to jeszcze potrafi wysyłać Mu po dziesięć smsów dziennie! I gdyby nie to,że to bratanek Anki. I tyle lat młodszy ode mnie.. Wszystko przeciw nam! Ehh..
Nie wiem ,co robić. Nie robię więc nic. Zdaję się na los.
Lubię z Nim być. Po prostu.
I wolę to, że wszystkie noce i spotkania z Krzyśkiem.
Mogę patrzeć na Niego godzinami. W Jego uśmiechnięte oczy.
I to mnie w jakiś sposób spełnia. Wystarcza mi? Zwariowałam…?
Kocham patrzeć w Jego oczy.
Bo, gdy patrzę w Jego oczy, to znów cały świat się śmieje, znów się czegoś chce.
Bo
gdy patrzę w Jego oczy, zaczyna się dzień :)


***

* Schabowy w Malezji i niedzielny, polski obiad ;) *

Pierworodne me Dziecię, gdy weszło w wiek dojrzewania / już jakiś czas temu / , zachwyciło się miastem i wszystkim, co z nim związane. Jedną z rzeczy, jakie najbardziej urzekły Go w betonowej dżungli, było miejskie, knajpowe jedzenie.  I to nie tylko to wykwintne, piękne podane; zapałał miłością do wszelkich kejefsi i makdonaldów i królujących tam fastfudów, czyli tego, czego unikam jak ognia i przed czym , w swej matczynej trosce  przestrzegałam  Go zawsze.
Jego gusta nie zmieniły się po wyjeździe na studia do Anglii. Ba! nawet ugruntował się w swej tezie, że to, co nie domowe, to pyszne. Patrzyłam  nań z politowaniem, gdy słyszałam :
Mama, jadłem rewelacyjne hamburgery
lub dziś byłem na makaronie al dente z sosem pomidorowym, lub kupiliśmy dziś produkty w słoikach i będziemy gotować.
Machnęłam ręką; jest uparty po mnie, więc nie ma co kłócić się i przekonywać Go do swojskiego żarcia. Zresztą: o gustach się nie dyskutuje. Lubi te świństwa, trudno.

Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia zakomunikował mi przez telefon:
Mama, dziś musimy koniecznie spotkać się na skyp’e. Opowiedziałem dziewczynom, że świetnie gotujesz..tzn, że wszyscy chwalą Twoją kuchnię. Nauczysz nas robić schabowe i ziemniaki puree, ok?
Rzadko zatyka mnie, tym razem jednak tak się właśnie stało.
– Dziecko Drogie, a czy kupiliście wszystkie składniki?
mamy porcjowany schab i ziemniaki!
Aha.
Poinstruowałam Pierworodnego , czego i ile powinien jeszcze nabyć.
Wieczorem spotkaliśmy się na skype, via camera oczywiście. Oprócz swego Synka, zobaczyłam na ekranie trzy śliczne dziewczyny.
Mama, to Alice z Włoch, to Emma z Niemiec, a to Yasmine z Malezji. Wszystkie chcą Cię bardzo poznać i nauczyć się gotować!
Odbyło się miłe hello , how do you do ? , po czym Pierworodny z dumą pokazał mi bardzo blisko do kamery..tłuczek do mięsa
Mama, wyobraź sobie, że po ten specyfik musieliśmy jechać pociągiem do miejscowości oddalonej od Exeter kilkanaście , dobrych mil! Nigdzie tu, w Anglii tego nie ma, cudem dowiedzieliśmy się, że w jednym sklepie jest!

Ok. ;)

Nie będę szczegółowo opisywać procesu produkcji schabowych, bo przecież każdy z nas to zna.
Powiem tylko, że wyglądało to tak, że Pierworodny siedział na krześle i niczym dowódca żeńskiego oddziału partyzantki, wydawał koleżankom rozkazy, czyli tłumaczył, to co mówiłam do Niego ws kotletów i ziemniaków. Na szczęście trochę znam angielski i kilka razy udało mi się Go za to, na głos, trochę uszczypnąć.
*
Obiad wyszedł pyszny. Późnym wieczorem dostałam osobiste podziękowania ,via camera, od Dziewcząt.
*
Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że nasze schabowe robią furorę w Italii, Niemczech i …Malezji!
:))))
*
A dziś w naszym, polskim domu, obiad wyglądał tak:

Barszcz ukraiński

Krokiety z mięsem

podane z gruszkami w occie

A na deser – szarlotka

***

* Wrześniowe smaki *

Dzieci wszystkie ( te duże też) w domu, co jakiś czas przyjaciele i przyjaciółki z różnych stron świata zjeżdżają na nasz , piękny Dolny Śląsk ;

nie pozostaje więc nic innego, jak błysnąć tą cudną, polską gościnnością i wykorzystać dary Natury.

Zupa borowikowa

Cukinia faszerowana

Sałatka grecka z oliwkami i serem feta. Niby popularna, ale jak inaczej smakuje z  pachnącymi  słonkiem, własnymi pomidorami!

Prawdziwki duszone na masełku

Kotlet z piersi kurczaka saute,marynowany w oliwie z ziołami . Podany z  duszonymi warzywami i suszonymi grzybkami

Zapiekanka ziemniaczano- porowa z grzybkami marynowanymi

Placek ze śliwkami

***

Przepisów Wam nie dam, albowiem wszystko robię ” na oko”.
I zawsze wychodzi! :)))

* A dusza…*

Spytano mnie niedawno, czemu nie piszę. Przecież, podobno, wróciłam z wakacji, przecież ten remont Małgośki pokoju to i tak będzie trwał wieczność, etc.
Nie piszę, bo..co mam pisać?
Że pojechałam na Osobowice i godzinę szukałam Jego grobu? Że nie to, że ja taka ciemna lub zamulona ; był ze mną mój Syn i moja Basiaw telefonie. .Że ten wielki cmentarz, choć ma swą stronę w internecie , ma głupio oznakowane miejsca?
Że wybrałam wielki bukiet lilii, róż i niebieskich kwiatków, bo tak Lubił kolor niebieski…Nie pod cmentarzem, bo tam są takie pospolite bukiety..a On nie BYŁ i NIE JEST pospolity.
Że nie było tam flakoniku na te kwiaty i stał tylko wielki, niebieski znicz napełniony wodą deszczową. Jeden, jedyny, choć było tam dużo zniczy. Ten jeden akurat przyjął deszcz. Ten właśnie był od Basi i tam włożyłam mój bukiet.
Że nie potrafiłam już płakać..? Że mój Syn spytał „Mama, czemu tak dziwnie wyglądasz, te Twoje oczy..” ? Tak, mówią, że mam wielkie oczy; musiały wtedy być faktycznie ogromne. Od tego patrzenia..na Jego Imię na grobie; od tego absurdu Jego śmierci, z tym wstrząsem, który przeżyłam ;od tego szoku.
Wyschły łzy. Na chwilę wyschły.
Dusza wyje.
Pytają mnie: czemu taka jesteś inna Angie? Coś Cię dręczy.
Nie powiem IM, im z tego mego obecnego reala/u/ . Po co? Po cooo? By usłyszeć” aa, to smutne, tragedia, ale czas goi rany” itp
Chyba zabiłabym, fe!
Chcę jednak jakoś wykrzyczeć TO ; krzyczę więc tutaj.
A przed chwilą Justyna zastanawiała się – nomen- omen-nad zjawiskiem ” ekshibicjonizmu blogowego”
Psychoterapia Justyno :))) I ja jej ulegam czasem.
A najbardziej już

poświacie Księżyca i tym nigdy niewysłanym listom

* Z dala od zgiełku, czyli wsi spokojna..;) *

Zgodnie z moimi przewidywaniami, remont pokoiku Małej W.rozciąga się w czasie. W związku z tym, ponieważ nadal mój pokój przypomina chlew, gdy uporam się z różnymi domowymi obowiązkami, wykorzystując piękną pogodę, uciekam w teren.
A, że niektóre widoki—choć znam je od -dziestu lat już na pamięć—niezmiennie zachwycają mnie, uwieczniam je swoją starą NOKIĄ ;)

Oto kilka zdjęć z moich okolic:

Jedna z dróg do naszej miejscowości; w dali nasz piękny, barkowy kościół

*
Przy dobrej pogodzie można zobaczyć na horyzoncie zarys Sudetów, a nawet ich najwyższy szczyt-Śnieżkę


*

I nasza chluba: wśród pól i lasów olbrzymi, pocysterski klasztor


*

Na nadodrzańskich mokradłach


*

Moje późne lato

***