*Zachody słońca, zatoki i letnie noce / Mallorca part II*

P1000612 (Kopiowanie)

Wschodnie wybrzeże Majorki jest zarówno piękne, jak bardzo ciekawe. I to nie tylko ze względu na jaskinie w nabrzeżnych skałach i malownicze zatoczki otoczone zielonymi pagórkami; otóż słońce zachodzi nie chowając się za morzem, a gdzieś w głębi wyspy. Nad uroczymi zatokami wschodniej Majorki wschodzi księżyc.
P1000617 (Kopiowanie)

P1000997 (Kopiowanie)

P1000531 (Kopiowanie)

Wieczorem cały upał z nadmorskich plaż wdziera się w wąskie uliczki miasteczek i ciężko unosi się pomiędzy domami.Duszno. Tak duszno, że najlepszym wyjściem teraz jest spacer na któryś z cypli okalających zatokę. Wiatr znad morza delikatnie chłodzi rozgrzane ciała. A widoki urzekają.
P1010014 (Kopiowanie)

P1010027 (Kopiowanie)
Gdy w hotelu nie ma imprezy / co bardzo rzadkie/ , po kolacji robi się nagle cicho i spokojnie.
P1000860 (Kopiowanie)

A tuż za hotelem zaczyna tętnić nocne życie. Do świtu słychać muzykę i gwar.
P1000905 (Kopiowanie)

*
Długo nie pośpimy.
Delikatny szum morskich fal kusi, kusi .
I znów skoro świt idziemy na plażę nad zatokę ;)
z internetu

***

„Shine on”, czyli Mallorca , part I ;)

Ponieważ dziś PIERWSZY DZIEŃ ASTRONOMICZNEJ WIOSNY , a do tego
MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ SZCZĘŚCIA ( tak a propos: czegóż to ludzie nie wymyślą! ;))
spełniając obietnicę daną Cane,
zapraszam wszystkich złaknionych słońca i ciepła na Majorkę:

Wyobraźmy sobie, że jest lato, temperatura powietrza co dzień 32C w cieniu, wody 28C ( constans) , deszcz, jeśli pojawi się, to kropi intensywnie,ale tylko chwilę. Słońce zachodzi gdzieś w głębi wyspy , a nad zatoką wschodzi księżyc( o tym niedługo w II części wspomnień z Majorki).
Na plaży słychać różne języki świata , nie ma podziału na starzy- młodzi, czarni- biali lub Azjaci , niepełnosprawni- zdrowi.
Wszyscy plażują obok siebie, niektórzy popijają drinki lub piwo. Śmiejemy się świetnie bawiąc się razem w łagodnych falach turkusowej zatoki.
P1000445 (Kopiowanie)

P1000925 (Kopiowanie)

Co jakiś czas odpływa jakiś niewielki, wycieczkowy statek w rejs albo wokół wyspy, albo do innych nadbrzeżnych miasteczek Majorki. Ponieważ woda w morzu jest bardzo ciepła i nie daje ochłody, często jedynym ratunkiem dla rozgrzanego ciała jest morska wycieczka statkiem. Im dalej w morze, tym chłodniej, wieje przyjemny wiatr,a przed słońcem chroni cień zakrytych pokładów. Zawsze przecież to przyjemniejsze ,niż ucieczka przed upałem do hotelu;)
A widoki z morza—bajeczne.
Spójrzcie:

P1000731 (Kopiowanie)

P1000771 (Kopiowanie)

P1000745 (Kopiowanie)

P1000760 (Kopiowanie)

P1000781 (Kopiowanie)

P1000779 (Kopiowanie)
P1000780 (Kopiowanie)

*

Prócz pięknych widoków, czystego, ciepłego morza, z Majorką zawsze będzie kojarzyć mi się jedna piosenka.
Przebój, który kilka lat temu słychać było wszędzie na wyspie.
I
wierzcie , zawsze , gdy słyszę to, robi mi się cieplej i natychmiast uśmiecham się :)
Bardzo słoneczna , bardzo wakacyjna i bardzo majorkowa muzyczka.

No to : SHINE ON!

***

* Niemcy*

Alicja była moją znajomą, starszą koleżanką z pracy.
Gdy nastał okres przemian, reorganizacja w zakładzie pracy, zwolnienia, Ala wypowiedziała umowę o pracę.
Jak większość moich dobrych znajomych, wolała nie czekać, aż usłyszy w kadrach : „przykro mi, ale…”
I jak większość moich znajomych, wyjechała na Zachód.
Wybierali różnie: Anglia, Irlandia,Holandia, Niemcy czy południe Europy: Włochy.
Decyzja zwykle uwarunkowana była -po pierwsze możliwością szybkiego zatrudnienia tam, co wiązało się zwykle z posiadaniem w danym kraju rodziny lub dobrych znajomych . Po drugie znajomością języka kraju docelowego. Po trzecie: odległością przyszłego miejsca pracy / i zamieszkania/ od Polski.
Trzeci aspekt sprawy, wbrew pozorom może, jest bardzo ważny. Szczególnie dla tych, którzy mają nieletnie dzieci lub/ i
bliskich na utrzymaniu.
Alicja wybrała Niemcy. Pomimo tego, że kompletnie nie znała języka.
Ale
Ale jakaś znajoma musiała natychmiast wracać do Polski i mogła ustąpić miejsce Alicji.
Ala nie wahała się ani chwili. Lęk ” co będzie dalej” był blady w porównaniu z jej obecnymi problemami.
Alicja była znana z odwagi i z tego, że ma męża alkoholika, który w żadnej pracy nie mógł sobie zagrzać miejsca na dłużej.
Pojechała za zachodnią granicę Polski wierząc, że tam jej się uda.
*
Po kilku latach Alicja wysłała mi zaproszenie na ” wielką libację”.
– jak fajnie, że jesteś! Tylko proszę Cię, nie pisz o tym, co widziałaś! Chyba, że umrę! – zażartowała Alicja.
– jasne, że nie napiszę! Mam , cholera, kilka innych dobrych tematów do „…”
Nie napisałam .
Dziś, gdy Jej już nie ma, czuję się zwolniona z obietnicy. I myślę, że Alicja zrozumie.

Bawiłyśmy się świetnie, Alicja opowiadała nam , jaki był jej pierwszy dzień pracy w niemieckim domu.
Że ledwo nauczyła się kilku podstawowych zwrotów , gdy już musiała iść do starszej pani. Do Ulrike. Że syn Ulrike jest taki wykształcony i tak okropnie bogaty. I że tak Uwe naprawdę to nic nie ma przeciw przybyszom ze Wschodu, choć ich , nie wiadomo czemu, nie lubi. Może dlatego, że dziadek, nieżyjący już ,mąż Ulrike był w Wermachcie?
Ale, że Uwe akceptuje pomoc ze Wschodu, bo „to takie czasy już” …
Ale Ulrike jest taka inna…jest ciągle sama.

Po kilku latach znów spotkałam Alicję. Przyjechała do Polski na kilka tygodni.
Znalazłyśmy wieczór na nasze babskie pogaduszki.
-patrz, coś Ci pokażę!- Alicja była wyraźnie podekscytowana- zobacz, to porcelana! Prawdziwa! Miśnieńska! To znaczy..to znaczy tak powiedziała Ulrike. Dała mi ten dzbanek. I te maciupeńkie fliżaneczki! Niby do kawy!
– tak Ci dała? Tak..zwyczajne?
– No tak! Bo mnie lubi! Chyba mnie lubi, tak czuję..Nie, na pewno mnie lubi! Cały czas jestem z nią, wiesz ten jej syn co mi płaci, ani córka, którą widziałam tylko raz, prawie nie rozmawiają z nią. I w ogóle to rzadko się widują z Ulrike. Oni chętnie oddaliby ją do Domu Starców , ale, wiesz, taka Polka czy Rosjanka do opieki, jest tańsza…
I jeszcze usiądzie i pogada!
– ma o czym Ty gadasz z tą Niemką, jak Ty nie znasz dobrze niemieckiego??
– a gadam! Trochę już umiem! – Alicja była naprawdę bystra- troszkę umiem i coś tam jej gadam. A na przykład o moim alkoholiku! I moich dzieciach. I tym rozwodzie. Tak gadam ” Kali wiedzieć” , ale ona rozumie. I ona mi opowiada o sobie. O swojej młodości, o tym jej ukochanym z Wermachtu, o bombach spadających na Berlin . I jak go kochała. I o jej przyjaciółce, co za to, że uratował Żydów , dostał kulkę. I że nie chciała tej wojny, ale jak zobaczyła, co robią z ludźmi…
Wtedy zawsze Ulrike płacze.
Po kilku miesiącach znów spotkałam Alicję. Pełną życia, wesołą , młodą dziewczynę.
– wiesz, mam raka. Nie wiem ile jeszcze pociągnę.
– a co z twą pracą?
– Jeszcze pracuję . Cii, Ulrike nie wie, ale może domyśla się. Dała mi znów różne swe bogactwa. Wartościowe rzeczy. I prosiła, abym je szybko szybko sprzedała. Żeby Uwe nie wiedział.
To dziwne. To jej syn przecież!
Chyba Ulrike …chyba czuje śmierć. Moją .Tylko czemu każe mi sprzedać te rzeczy i czemu mam wziąć pieniądze ? Ja nie chcę tych pieniędzy! Mam swoją umowę z Uwe, zarabiam ucciwie i to mi wystarczy!
Jeśli naprawdę można czuć śmierć , to Ulrike czuła śmierć, tę swoją. I pewnie Ulrike znała swe dzieci.
Niedługo po mojej rozmowie z Alicją, Ulrike zmarła.
Zostawiła testament.
Swą ostatnią wolą przekazała połowę majątku Alicji.

Jeśli ktoś spodziewa się happy endu tej historii, jest w błędzie.
Rodzina zmarłej Ulrike natychmiast wszczęła proces, który w końcu wygrała.
Przedmiotem był testament, w którym Ulrike napisała:
” przekazuję swe dobra, w postaci ( …) mej PRZYJACIÓŁCE , tej, która otoczyła mnie prawdziwą miłością i opieką, Alicji K. (…) ”
Gdy Alicja stawiła się do sądu, jedno co zrozumiała słysząc z ust syna Ulrike i jego siostry :
Polnischen Schweine! Polka frech! !
Kilka miesięcy później Alicja zmarła.
Starzy znajomi Ulrike mówią, że Ulrike zawołała Alicję, bo ta chce dokończyć jej opowiadać swą historię….

***
Dorotka wyjechała do Niemiec tuż przed reorganizacją naszego zakładu pracy.
Znała świetnie niemiecki. Zatrudniła się jako opiekunka do pewnego, starszego małżeństwa.
Południe Niemiec, tuż przy granicy ze Szwajcarią.
Dar losu, cudowna okolica, góry nawet latem ośnieżone!
Małżeństwo austriacko- niemieckie otwarte i miłe.
– Dora, Ty jesteś nasza córka!
„Dora” pamiętała o tym.
I jej córki też miały zatrudnienie u tego małżeństwa.
Dora była już nie tylko opiekunką i pomocą domową. Była rodziną.
Jej córki przyjeżdżały latem nad jezioro. Piękne dwie Polki, kusiły niechcący młodych Niemców.
Jeden z nich ,siostrzeniec pani domu, zainteresował się śliczną Polką.
Jakiś czas potem ożenił się z nią.
Nagle Dora zmarła.
Starsze Małżeństwo pogrążyło się w rozpaczy. Niekłamanej i nieprzesadzonej. Zażądali natychmiast dochodzenia.
W sprawie: dlaczego ona u nas tak nagle zmarła?

Zawał serca. Nic poza tym.
Tęskniła.
Niemieckie , starsze państwo usłyszało od syna:
-mama, tata, to tylko służąca, Polka.
Po tym, jak ojciec spoliczkował Stefana, nigdy już młodych tam nie widziano.

***
Zeszłej jesieni miałam przyjemność gościć pod swym dachem młodych Niemców .
Przyjaciół mego syna, studentów i doktorantów. Poznali się z mym Pierworodnym w Exeter.
Studiują prawo, filozofię, fizykę i chemię .
Zwiedzili pół Polski, my towarzyszyliśmy im w wyprawach po naszym, rodzimym Dolnym śląsku.
Podziwiali nasze dawne, piastowskie ziemie / hmmm/
Pomijając ” hmmm”,
młodzi Niemcy podziwiając np dzieła Willmanna w klasztorze, natknęli się na rysunki swastyk. Na ścianach, murach.
To samo w Oświęcimiu i w Gross Rosen.
Płakali. Po cichu, by nikt/ nawet my /
tego nie widział.
W miastach i wszystkich miejscach publicznych NIE UŻYWALI SWEGO JĘZYKA.
Nie mówili do siebie po niemiecku!
Nigdy czegoś takiego nie widziałam.
Wyłącznie po angielsku!
Jakby wstydzili się.
Tego przede wszystkim, że są Niemcami.
I
Historii, przodków , a
w końcu języka.
Mówili wyłącznie po angielsku, a gdy słyszeli na Wrocławskim Rynku rodaków , odwracali głowy.
I patrząc na mnie, mówiąc po angielsku, szukali…..
zrozumienia?
Przebaczenia?

Biedni, zgubieni, młodzi ludzie.
Do dziś śledzimy się na pewnych portalach.
I widzę ciągle na ich piersiach
pacyfki .

I widzę w ich twarzach:
Wolność, Miłość. Jedność!

*
Może to jeszcze nie to pokolenie, ale
… Ale!
***

* Biały DYM*

000277U3F4CF4A4P-C317-F3

Z racji wielkiego dla świata wydarzenia , odstąpię na chwilę od lekkiej, fotograficzno- opowiadaniowej konwencji i formuły swego bloga i podzielę się tutaj z moimi Czytelnikami, swoją ogromną radością.

Od około miesiąca, odkąd zwierzchnik Kościoła, papież Benedykt XVI ustąpił, Kościół czekał na wybór następcy na tron Piotrowy. Nie tylko Kościół Katolicki ; cały świat przecież czekał na następcę Benedykta.
Od wczoraj świat wypatrywał dymu z
Kaplicy Sykstyńskiej.
Z wyjątkiem może trzech znajomych mi osób, ani ja, ani nikt z mojej Rodziny i moich bliskich oraz znajomych ,nie jest praktykującym katolikiem.
Jednak wybór nowego papieża , abstrahując od naszych przekonań religijnych( które oczywiście w 75% powinny tutaj źródłem zainteresowania)
jest sam w sobie wydarzeniem tak wielkim i doniosłym, że trzeba chyba być już wyjątkowym ignorantem , by nie ” śledzić’ konklawe.
Przyznam, o od wczoraj wszyscy, ja i cała moja familia nasłuchiwaliśmy wieści z Watykanu.
Pozwolę sobie tu na zupełną prywatę:
dawno temu, w 1978 roku, gdy wybierano papieża, byłam małą dziewczynką. Moja , dziś już Śp. Babcia, ponieważ nie mogła chodzić, siedziała w fotelu w pokoju telewizyjnym przed starym odbiornikiem tv, czekając na wynik głosowania.
Nigdy nie zapomnę, że gdy ogłoszono, że papieżem został Polak, Karol Wojtyła, z trudem zeszła ze swego fotela i płacząc, uklękła.
Patrzyłam na Nią i na tv, i , choć nie lubiłam płakać przy innych, rozpłakałam się. Pamiętam tę pogodną twarz Jana Pawła II i słowa wzruszonej Babci:
pamiętaj dziecko: to historyczna chwila!
*
Myślę, że podobną chwilą jest dziś wybór kardynała z Argentyny.
Pomimo tego, że jednak, nie tyle może z racji mego wieku, ale prędzej obecnej rzeczywistości , trudno mi porównywać emocje z „78 roku, gdy po pierwsze byłam małą dziewczynką, po drugie/ i najważniejsze!/ papieżem został Polak , wybór kardynała NIE z Europy, jest czymś wyjątkowym tak dla mnie, jak i , myślę, większości. Trudno na wyrost tryskać optymizmem , ale z tego, co udało mi się przeczytać o kardynale Jorge Mario Bergoglio to człowiek światły – studiował literaturę, chemią, filozofie i psychologię. Poliglota, człowiek wykształcony. I przede wszystkim, choć zabrzmi to jak banał: dobry.
Był znany ze swojego skromnego życia: latami sam sobie gotował, a po mieście poruszał się korzystając z transportu publicznego.
Znane już w Argentynie są jego słowa, gdy wyniesiony został do godności kardynalskiej:
nie jedźcie do mnie do Watykanu; lepiej pieniądze przeznaczone na bilet lotniczy, dajcie biednym!”
Uznał, że prawo do adopcji dzieci przez lesbijki lub gejów jest dyskryminacją dzieci. Nauczał jednocześnie o potrzebie szacunku dla osób, które są homoseksualistami. W 2001 roku odwiedził hospicjum, w którym umył i ucałował nogi dwunastu osobom chorym na AIDS.
To KTOŚ, kto dąży do dialogu, a to bardzo ważne.
Przyjął imię Franciszek
W tej chwili (ani ja) ani watykaniści ;), nie wiedzą , czy to na cześć św. Franciszka z Asyżu, czy może jezuity, św. Franciszka Ksawerego.
Jeśli to Franciszek z Asyżu ( co jednak najbardziej prawdopodobne) , to nie zapomnijmy o słowach Chrystusa skierowanych do św. Franciszka :
„idź i odbuduj mój Kościół”
To bardzo ważne, szczególnie
dziś przesłanie.
*
Mam nadzieję( jako totalny agnostyk, a jednak ktoś, kto podświadomie pragnie WIARY) , że nowy papież i jego pontyfikat , zdołają wiele zmienić w dzisiejszym Kościele.
Bukmacherzy obstawiali któregoś z Włochów; przyznam, sama ” kibicowałam Włochom”, choć miałam swego ulubieńca, Amerykanina, Dolan’a.
( to tak między nami ;)
Tak , czy inaczej:

Habemus Papam!

A , niegdyś biskupa Buenos A., prymasa Argentyny, Jorge Mario Bergoglio
do godności kardynała wyniósł sam Jan Paweł II.
I dziś
MAMY PAPIEŻA!

***

Too close…

 

 

„Miłość nie jedno ma imię” ,
jak pisze Justyna w swym cyklu o miłościach Wielkich i Znanych

http://filemonka.wordpress.com/2013/02/14/milosc-szalona/

 

To prawda; miłość ma nie jedno i niejedno imię. I często,a może najczęściej doświadczają jej, tej innej miłości , najzwyklejsi ludzie.
***

I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko, żeby cię kochać,
Więc pójdę swoją drogą
„.

Dlaczego wyjeżdżasz?
Tak, przecież wiem dlaczego;
najgłupsze pytanie świata, które jednak musiałam zadać.
Musiałam, bo myśli kłębią się w mej biednej głowie i ciążą ,jak te ołowiane chmury nad rozkwitającą wiosną.
Pamiętasz? Pewnie pamiętasz niejedną wiosnę. Naszą- nie naszą. Przecież każdej wiosny byłeś blisko.
Myśli. Te moje wnioski, które pewnie , według Ciebie, nie są wnioskami.
Że podświadomie i tak cholernie świadomie zdecydowaliśmy kiedyś nie być  ze sobą. To przecież było oczywiste.
My, z tak dwóch różnych światów. Mówiłeś, że kochasz moją wolność. Wolność? Chyba kpiłeś ! Moja wolność skończyła się z chwilą, gdy postanowiłam być w tym świecie. Gdy uporządkowałam dom i całe swe życie.

Minęliśmy się będąc tak blisko siebie .
Tak blisko, czasem ocierając się , zupełnie przypadkiem o swe dzikie i pełne żądzy ciała.
Uśmiechaliśmy się , zatrzymując wzrok na sobie.
” zakochani są wśród nas”- śpiewał ten wariat, ten wiesz… już nawet nie pamiętam jego imienia.
Zatrzymaliśmy się wtedy. Na chwilę.
Nie , nie można!
Te myśli.
Przygniatają mnie swoim ciężarem. A to kocham przecina je, jak błyskawica.
Co ja wygaduję…? Nie potrafię pisać wierszy do Ciebie. Co miałabym napisać? Nie potrafiłam ani tęsknić, ani płakać za Tobą.
A wiersz zwykle chyba rodzi się z tęsknoty…
Nie potrafiłam pisać nic o Tobie, bo …
Bo czemu?
Byłeś zawsze!
Blisko.

Too close?

Pamiętam te twoje dziewczyny. Lubiłam je. Ta ostatnia wydawała mi się najładniejsza. Tak, była śliczna.
Patrzyłam na nie , patrzyłam jak przytulając ją i te inne wcześniej i później , odchodziłeś z nimi, rok po roku, w stronę zachodzącego słońca.
Znów banał? Znów romantyczne idealizowanie?
Może, ale tak was widziałam. I zawsze szedłeś z nimi w stronę chowającego się za horyzontem słońca.
Close, too close...
Nie czułam smutku; byłeś przecież wciąż obok. I ja byłam blisko, choć zwykle z kimś innym.
Do nich wracałam, żegnając Cię w myślach ,w blasku z złotego słońca.
Wiedziałeś, że nie powinnam, a jednak nigdy nie mówiłeś nic. Ale Twój wzrok..Wiedziałam, że znów zrobiłam źle.
Te twoje cholernie niebieskie oczy! I to , nie do końca szczere: bądź szczęśliwa!
Po co przyprowadziłeś ją?
To było głupie. Stałam w tym fartuszku patrząc na księżniczkę, którą już nigdy nie będę.
Dla Ciebie to łatwe. Znasz przecież mnie od dzieciństwa. Czy Ty jednak , cholera, nie odróżniasz fartuszków kuchennych od sukienek??
Może i ja nie odróżniam .
Choć rozumiem: Bob Marley.
Kocham go.
Nie mam żadnych uprzedzeń co do mojego pochodzenia. Mój ojciec był biały, a matka czarna. Nazywają mnie mieszańcem czy jakoś tak. A ja nie staję po niczyjej stronie. Nie jestem po stronie czarnego człowieka, ani po stronie białego człowieka. Jestem po stronie Boga, Tego, który mnie stworzył i sprawił, że pochodzę od człowieka czarnego i białego.

Kocham, co nie znaczy, że mogę, jak Ty , co dzień kłaść się spać w śpiworach byle gdzie, zapuścić dredy i żyć z dnia na dzień.
Że mogę wciąż odlatywać paląc trawę i przenosić się do raju.
Można kochać podziwiając.
Mówisz, że to wtedy miłość nie do końca .
Tak, tu mnie masz:; bo kochać do końca potrafię tylko Ciebie .Z tą twą afirmacją świata , z tą trawką .
Akceptować. Ale chyba nie muszę być identyczna?
*
Pamiętasz… pamiętasz budowę altanki? Nas umorusanych ziemią i tynkiem? Para roześmianych dzieciaków. I wariata, który polał nas tym ogrodowym szlauchem. Tęcza. Kropelki wody, rozpryskujące się w rytm padających promieni słońca.
A potem to ognisko:

wiesz, zamieszkajmy razem! Wyjedźmy! Chyba dość się lubimy? Nie będziemy sobie wchodzić w drogę na co dzień. Zamieszkamy gdzieś na Jamajce, albo innych wyspach. Ja będę pływać w lagunie i czekać na ciebie w naszym szałasie, z obiadem; ty będziesz zajmować się swoimi sprawami i palić tą swoją trawkę. Tylko masz do mnie zawsze wrócić. Zawsze. Bo wiesz, że boję się ciemności.
Spojrzałeś na moje słowa, a Twoje oczy odpowiedziały.
Byłam szczęśliwa.
RODZINA. Rodzina nie toleruje pewnych spraw. Czasem nie można śmiać się. Ani głośno marzyć. Ani w ogóle marzyć.
*
Bodyguard
– słuchaj, przyjedź natychmiast, Olek ma atak!
– słuchaj, jakiś wariat stuknął mi auto, przyjedź proszę!
– nie wiem jak to się stało, ale spadł mi karnisz…przyjdziesz?
*
-za tydzień wyjeżdżam. Na Wschodnie Wybrzeże Stanów. A potem na Jamajkę.
-czyli spełnisz swe marzenia. Będziesz surfować. I palić te zielska…I pewnie znów poznasz boginkę. Znów zakochasz się.
Nie we mnie.
Ten niebieski wzrok. I ta wiosenna burza.
Kochać się, kochać…
Często kobiety nadużywają tego określenia.
Ja kochałam się z Tobą . Naprawdę. Kochałam Cię dotykając Twej twarzy, pleców, pośladków,całując Twą twarz. Rozchylając śmiało się przed Tobą, wiedziałam, że jedno, czego chcę, to TY.
Nie , nie powiem, że nigdy wcześniej.
Przecież oboje mówiliśmy już tyle razy” nigdy wcześniej nie było tak „.
A jednak . Nigdy wcześniej nie byłam z przyjacielem, nigdy wcześniej nie znałam tego uczucia…
Nigdy wcześniej nikt nie by tak delikatny i nigdy wcześniej nie musiałam nikogo prosić ” przestań traktować mnie jak księżniczkę, nie bój się!
Kochaj mnie , jak kochasz każdą swą kobietę. Kochaj mnie, zwyczajnie kochaj! A nawet pieprz mnie, rżnij, po prostu, bądź we mnie! Bądź!”
I idź do swego świata. Wróć potem tam. Tam, gdzie miłość i wolność, Tam, gdzie moja dusza.
A to jest tak blisko.
Zbyt blisko
.
Dałaś mi więcej niż mogę dać ci w zamian
Jest tak wiele rzeczy, na które zasługujesz
Nic do powiedzenia, nic do zrobienia
Nie mam nic do dania
Muszę odejść bez ciebie
Wiesz, że zmierzamy w przeciwną stronę
*

Ciężkie chmury,ciężki oddech.
Krople deszczu na pierwszych liściach drzew i na naszych ciałach. Błyskawica.
– kocham Cię!
– jeden Bóg wie, jak ja Cię …pragnę! I kocham!
Spytałeś potem, czemu powiedziałam najpierw” pragnę” .
Pragnęłam Cię nie pragnąc ,kochałam nie kochając.

Dlaczego więc miotam się dziś, dlaczego ściska mi gardło i serce, gdy myślę, że wyjeżdżasz?
Nie jestem dobrą istotą, nie umiem być szlachetna i na wskroś uczciwa.
Jetem zła, jestem wściekła, że wyjeżdżasz! Że będziesz trzymał w ramionach..nie mnie.
Do tego swego Boba Marley’a , do tych swych dredowców, do tej swej wolności.

Jestem zła. Zazdrosna i zła.
A jednak
jednak czekam, aż kiedyś mi opowiesz, jak któraś z boginek czekała na Ciebie w szałasie.
Na pewno utożsamię się.
I na pewno znów Cę przytulę i posłucham Twych opowieści.
Starsza pani , Dama w czarnym kapeluszu, ze zmarszczkami..
to nic,
i Ty już nie będziesz już chłopakiem z dredami ;)
*
Ale to nic,
to przecież to JA, nie ONE , zawsze będę czekać tam…
na błękitnej lagunie ;)
kobieta-niebo-blekitne-morze-kladka

Bo jesteś
TOO CLOSE

I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko żeby cię kochać
Nie ma nic, co mogę naprawdę powiedzieć
Nie mogę dłużej kłamać, nie mogę dłużej ukrywać
Muszę być szczery wobec siebie
I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko,żeby cię kochać.
Więc pójdę swoją drogą………….

***

* My się zimy nie boimy! *

Wszyscy czekamy na wiosnę; nawet ja, choć lubię zimę, powoli mam jej dość.
Dziś całą noc padał śnieg, a w dzień było minus 4st.C.!
Są jednak tacy, którym absolutnie nie przeszkadzają niskie temperatury, a śnieg wprost uwielbiają!

MY SIĘ ZIMY NIE BOIMY:

20130213366 (Kopiowanie)

20130213333 (Kopiowanie)

20130213340 (Kopiowanie)

20130213358 (Kopiowanie)

Obraz 079 (Kopiowanie)

20130213354 (Kopiowanie)

20130213357 (Kopiowanie)

20130213363 (Kopiowanie)

20130213368 (Kopiowanie)

20130213370 (Kopiowanie)

Czasem przyjeżdża do nas rodzina. Podobno to są psy; my nazywamy je stworki- potworki
Urocze stworki! ;)

Zdjęcie2979 (Kopiowanie)

Zdjęcie2981 (Kopiowanie)

Zdjęcie2984 (Kopiowanie)

WRESZCIE POJECHALI. PO CAŁYM DNIU ZABAW NA ŚNIEGU ,ZASŁUŻONY ODPOCZYNEK ;)
Zdjęcie2990 (Kopiowanie)

SAMSUNG