* Wpływ Księżyca*

MAJ.
Najpiękniejszy miesiąc, najpiękniejszy czas.
Czas miłości

Patrzę na zachody słońca i na wschodzący księżyc .Myślałam, ze nie pogodzę się z Przeszłością.A jednak..ta siła życia, to coś nieopisanego, niepowiedzianego nigdy, to COŚ każe być….
Myślę o tym , co przeżyłam już, co dane było mi dotknąć i czuć.
Patrzę, rozmyślam..błogo,
już jest w Zamkniętym Rozdziale :)
Odeszło, jak odchodzi zachodzące słońce

I jest On- KSIĘŻYC. Mój księżyc..Może to brednie, ale właśnie Jego przypisano mi- mojemu znakowi.
Uczucie, czucie – zmienność nastrojów; cholerna empatia i umiejętność kojenia..przyjmowanie czyjegoś bólu na siebie, do siebie. Bez specjalnej szkody dla swej i tak już skołatanej duszy.
Upór, niezależność połączona z wściekłą potrzebą zależności i współistnienia…

Sprzeczności.
Przypływy i Odpływy.
Wpływ.
KSIĘŻYCA ;)

A to, co pozostało we mnie

to, co wiem NA PEWNO ,

to,

ŻE-
Kochać…
kochać
po pierwsze, po drugie i trzecie-
kochać to ZAWSZE: CZUĆ

” Czuję Cię..

W każdym kamieniu
w każdym liściu na drzewie
w każdej płynącej rzece
w każdym nasionie, które można posiać..
Czuję Ciebie we wszystkim
w każdej żyle,
w każdym uderzeniu serca
i w każdym swoim oddechu,
w każdy sposób,
w każdej łzie, którą mogę przelać
i w każdym słowie,
którego nigdy nie
powiedziałem…”

* W Moim Ogrodzie *

Z MOICH OKIEN

TO JA TUŻ PO PRZYJŚCIU Z PRACY, Z TYŁU DOMU ( przed skoszeniem trawy ;)

WEJŚCIE DO OGRÓDKA PIWNEGO




PRZY WYJŚCIU Z PIWNEGO DO WARZYWNEGO

MÓJ WARZYWNO- KWIATOWY ( widok z końca ogrodu)


W STAREJ,PONIEMIECKIEJ, NIECZYNNEJ FONTANNIE -PRZED ZAKWITNIĘCIEM :LILIE, MARCINKI, GARDENIE, ORLIKI I MNÓSTWO INNYCH, KTÓRYCH NAZWY NIE ZNAM

TAKA FAJNA RABATKA

I JA, ANGIE – NA BALKONIKU W KUCHNI ( w tle kawalątek mojego Ogródka Piwnego)

*** Wybaczcie jakość niektórych zdjęć; moja NOKIA coś buntuje się ostatnio ;)

* Taki..jeden z wiosennych dni :) *

Kochani!

Jestem, żyję, tylko… nie mam kiedy zasiąść tutaj!
wiosna, wiosna czyli urlop/ wolne od internetu :) Lubię Was odwiedzać, lubię też sama czasem tutaj bajać, ale, real porwał mnie w swe szpony i tyle..;)
*
Dziś po odwiezieniu koleżanki do szpitala, po spenetrowaniu wielkiego targowiska i zakupieniu kilku ważnych i mniej ważnych rzeczy, po niezłym uśmianiu się z rozmów z Rumunami i Cyganami ( uwielbiam te ICH pasaże ! ) –
” Proszę mniejszą te koszulkę..tak, o numer mniejszą, tamta będzie za duża na Niego – zwykle prowadzę takie dyskusjo- monologi ;)
– to mąż jest taki szczupły?- zdziwione ,wielkie oczy śniadego sprzedawcy
– nie, nie mąż, syn
– a to na męża może Pani weźmie tamtą większą..?
– ale ja nie mam męża!
– jak to..? A syn?- łamaną polszczyzną pyta Śniady mężczyzna
– syn? A widzi
( na targu nie mówi się widzisz, rozumiesz , chcesz itd; zawsze mówimy w 3 osobie liczby pojedynczej! ;))))
a widzi, cuda się zdarzają: jest syn, nie ma męża!
– haha! Ale wesoła jest!
– ano wesoła, wesoła :))
– ale to niemożliwe, aby nie było męża!
– dlaczego?-
– bo za ładna jest! Nie może być sama!
– ale jest! I może, może! Niech mi wierzy! I niech nie uwodzi mnie tu, a sprzeda mi taniej tę koszulkę!
:)))))
– o jaka śliczna koszulka nocna! Po ile?
– a niedrogo!- błysk w oczach śniadej sprzedawczyni
– a wcisnę się w nią?
– ee, no pewno! Nie jest taka gruba jeszcze
– hmmm, oj jest, jest! Ale walczy z tym walczy! Dobra, biorę te koszulkę!
:))
Gorszy cyrk zaczyna się, gdy niektórzy sprzedawcy poznają mnie:
– o jak dawno nie było! ( mnie, znaczy MNIE nie było tam:))
– ee tam dawno! Może pół roku..?
– to kopę lat!
– a może i racja…kope lat!
– niech podejdzie tutaj, mam pyszne pomidorki, nie sztuczne, serio! ( … )
;)))
Ufff..
wreszcie
po obejściu wzdłuż i wszerz wielkiego targowiska, trzeba było zrobić jakieś zakupy spożywcze w jakimś Intermache czy innym Dużym.
Po kilku godzinach biegania w upale 30 stopni C. i zakupach w Dużym: DOM! Wreszcie! Oaza spokoju; cień, wielkie, stare drzewa, które dają oddech!
I..moja biedna Saba!
– co koleżanko, jedziemy się KĄPAĆ?
Pies na słowo kąpać dostaje szału radości. No tak, w końcu grubasce labradorce trudno wytrzymać w takiej duchocie.
Pojechałyśmy nad NASZ STAW.
Popatrzcie jak cudnie NATURA budzi się do życia:

SABA W AKCJI


CZYŻ JEST COŚ MILSZEGO NIŻ POŁOŻYĆ SIĘ POD BRZOZAMI NAD STAWEM I PATRZEĆ NA KWIETNIOWE NIEBO? :)

LUB PODZIWIAĆ SKRZĄCĄ W SŁOŃCU SREBREM ,TAFLĘ WODY..?

*
A potem..do ogrodu! Praca, praca..
a potem, wierzcie mi, chce się tylko resztką sił wskoczyć do wanny lub pod prysznic, a potem…
pachnąc różami już tylko
spać…
:)))

* Dzieciak *

Znów przyszła do mnie.
Andżelika.
/ Niektórzy z Was znają ją z dawnych opowieści oznaczonych czerwonym kwadracikiem. /
Andżelika…
nikt nie miał tyle radości życia, nikt nie był tak wolny jak Ona. Nikt nie kpił tak z życia, rzeczywistości..i NIKT nie był tak silny, tak niezależny jak Ona…
*
Przyszła do mnie. A raczej przybiegła.
proszę Cię, pomóż mi! ON ZROBIŁ COŚ ZŁEGO!
– Rafał?
– a kto? jasne, że on! Chodź szybko! On ..chyba chce się zabić!
– jak to: zabić??
– zostawił mi list…chodź, proszę, nie wiem czy poprowadzę samochód..tzn poprowadzę, ale TAM..wiesz…trzęsę się..wiem gdzie jest….tzn podejrzewam
– kurwa, jestem w piżamie i po drinku! ok, ok już wychodzę, jedziemy!
*
Andżelika była blada jak..była biała jak papier.
Prowadziła jak szatan; zawsze tak prowadziła ,ale wtedy..bałam się jechać z nią
– to tu..tzn chyba tu.Tu się zamknął- pokazała mi drzwi od jego biura
-Rafał, jesteś tam? Otwórz natychmiast!
Cisza..
– Rafał, jeśli nie otworzysz wezwę policję!- byłam bardzo, bardzo stanowcza
– to nic nie da…trzeba zawołać stróża..ma klucze…- Andżelika starała się być rozsądna
– jaki stróż?? Kurrrwa, wywalimy te drzwi zaraz!
Waliłyśmy w drzwi i ściany. Nagle zgrzytnął zamek. Otworzył drzwi. Blady- jak trup..upadł
– co zrobiłeś??- Andżelika rzuciła się na niego
– nic Kochanie…NIE CHCĘ JUŻ BYĆ…
– Ty głupi Gnoju! – krzyknęłam- co wziąłeś ???
– nic..
– jak to : nic?? a to- Andżelika wyciągnęła z biurka puste opakowania po tabletkach. Trzy opakowania.- Ty Durniu! Rzygaj! I to już!
– nie mogę…
– rzygaj kretynie, bo zaraz wezwę pogotowie!!- krzyknęłam
-nie chcę żyć..
– czemu?
bo Ją kocham…bo wiem, że Jej Rodzina nigdy nie zaakceptuje mnie…Bo nie mam forsy..bo jestem NIKIM.. Jestem Znajdą..Cyganem jakimś…takim gównem
– Ty idioto, rzygaj!- Andżelika szarpała go.
Udało się. Wywalił z siebie to ,co zeżarł.
-wszystko wyrzygałeś?
– nie wiem…
Andżelika stała przy nim .Jak pies. Jak wierna suka.
I wtedy ,po raz pierwszy zobaczyłam jej łzy…
Szlag mnie trafił
– Andżelika, nie płacz! Nie możesz płakać! A ty głupi Szczeniaku- co zrobiłeś??- zwróciłam się do Rafała- coś Ty zrobił???
Ty jesteś jak DZIECIAK! Co chciałeś osiągnąć?? Odwaliłeś niezła demonstrację! Czego chcesz? Chciałeś zwołać tu całą wieś? I Jej RODZINĘ? Chciałeś współczucia? Przez swą nieudolność??Przez to tylko, że nie potrafisz się wziąć w garść? Pamiętaj: mężczyzna przyjmuje na klatę wszystko ! A Ty?? Żałosny gówniarz! TCHÓRZ! Czy Ty wiesz w ogóle co JEJ zrobiłeś?
Płakał. On i Andżelika.
Zabrała go.. Całą noc czuwała. Przeżył…
***
Dwa tygodnie potem przyjechała do mnie znów. Pijana . Ona, Ona, która nigdy nie piła przed ..! Ona, która NIGDY nie łamała przepisów!
– wieszzz- wybełkotała trzymając otwartą butelkę piwa…- byłam u Marcina
– po co?
– bo to mój dawny kochanek…pojechałam tam, aby powiedzieć mu, że..że jeśli coś mi się stanie, to przez Rafała! Marcin mnie kochał..i wiem, że mnie pomści!
– no taaak..
– nie drwij! Ja..Rafała…ja go nie kochałam..a może i kochałam? …nie wiem zresztą…wiem, że ZABRANO mi najdroższą RZECZ..najdroższą OSOBĘ w życiu…LOS..ŻYCIE..Rodzina ..Chciałam walnąć z mostu..stchórzyłam..Nic mi nie wychodzi, nawet własna śmierć! ..
..Dzieciak..cholerny DZIECIAK! Ty wiesz..Ty wiesz, że NIKT I NIGDY nie był dla mnie tak DOBRY jak On?!!
Romeo i Julia..hahahaha!Pieprzona farsa!
Jadę już..
-nigdzie nie pojedziesz! – zabrałam jej kluczyki- śpisz dziś u mnie i koniec!
*
Dwa dni potem dowiedziałam się, że Andżelika jest w szpitalu. Jakaś arytmia
*
Wiesz… – zaczęła nieśmiało- TO wszystko gdzieś WYSZŁO …musiało wyjść..nie wytrzymałam..tzn mój durny organizm nie wytrzymał w końcu….Kazałam Mu odejść. Wyjechał. Obiecał, że wróci ..do mnie. Po mnie.
Kłamstwo! To Cygan! Wiem, że nie wróci! Umarł…Ten..ten ON umarł..chyba wtedy, gdy uratowałyśmy go…
*
I to była prawda. Umarł , jak to określiła Andżelika” Ten On”
Wyjechał. I nikt nie wie, co stało się z nim potem.
A Andżelika? Widują Ją..rzadko.
Mówią, że nosi w sobie cierń. Po nim. I że Ją to ciągle rani…
Andżelika..kobieta, która może na każde zawołanie mieć niemal każdego mężczyznę, jakiego chciałaby tylko mieć..Andżelika, symbol siły i radości..
Andżelika, za którą ugania się pół męskiego świata..
Andżelika, którą KTOŚ kiedyś zranił i przestała wierzyć w miłość..Andżelika, która kiedyś tak bardzo KOGOŚ TAM kochała, jak rzadko kto potrafi….Za kogo mogła oddać życie…
Andżelika, która zamknęła swoje serce ,pozostawiwszy na Ziemi spragnione ciało….Andżelika, która poznała w końcu Rafała.
Andżelika, która po latach znów uwierzyła…..
Andżelika, która do dziś twierdzi, że nie kochała Rafała.
*
Ja Jej wierzę.
A Wy..?
;))))

* Kwiat*

Spotkałam znów dawną koleżankę. Moją dobrą koleżankę.
Jest trochę młodsza ode mnie.
Ciągle pisze wiersze, ciągle KOCHA.
Do cholery- czemu JA TAK nie umiem??
Chyba zestarzałam się i spierniczałam za szybko ( a propos: za szybko to chyba wszystko zrobiłam w życiu..) ,
ale nie mogę pojąć tego, jak można jęczeć i żalić się całemu światu
:
” On odszedł” lub” On mnie jednak nie chciał”
I jeszcze pisać potem temu ” Jemu” wiersze !
Noszz do diabła: nie chce- to niech spada! No chyba Jego strata- czyż nie?
Nie, nie jestem bezdusznym okazem czegoś co ma jajniki; nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nie rozumiem JUŻ tego,
jak można tak żałośnie wołać o czyjeś uczucie!
Napisałam kiedyś wiersz, który zaczynał się słowami:
„Znów niesiesz kwiaty i znów nie dla mnie….”
A potem pomyślałam : to spadaj durniu! Noś SE kwiaty, to TYLKO TY stracisz w tej rozgrywce!
Moje Drogie Panie:
nie ma czegoś takiego, ze ” kwiat zwiądł” i będziemy patrzeć na jego brzydkie kształty i tonąć w rozpaczy; albo zrozumiemy, że inne kwiaty też są piękne, albo..uschnijmy z tym naszym kwiatem. Albo – wąchajmy je tylko CHWILKĘ lub- z daleka ;))))
Tylko pamiętajmy: zwykle on żyje i ma się całkiem dobrze. Po prostu: potrzebował innej wody..tej
GORSZEJ..Bo nie był szlachetnym kwiatem
( a czy w ogóle był KWIATEM? ) ;)
*
Ależ udała mi się ta przenośnia! Ło matko!
;))))))

* I’m so strung out..*

Taaak..
wylazłam trochę. Outside.
Poza mury mojego zamku.
Spotkałam ludzi, których znałam kiedyś i których znam ..
Nie widziałam ich kope lat / czyt: tygodni, miesięcy/ .Chciałam skrzyknąć PAKĘ na wielkie grillowanie.
Skrzyknęłam…taak…
On z Nią zerwał- a przecież to była PARA Stulecia!
Ona wyjechała i się rozstali- a przecież była to Druga Para Stulecia!
On jest w Irlandii, a jeszcze inny On zaraz wyjeżdża do Anglii…Ona już od tygodnia jest w Niemczech, a inna Ona na Północy…A ten kolejny On to pracuje nie tutaj już…A Ona wychodzi za mąż za tego, no, tamtego, kurde, co jeszcze w zeszłym roku był żonaty..
Moje wielkie oczy robiły się jeszcze większe. O ja naiwna! Życie tętni, a ja wciąż w tym, co było…
Kogo- więc-jak wszyscy się rozstają, kłócą- zaprosić na grilla?
Pomyślałam: wrócę do swej chatki z pierników i czekolady. Wezmę na ręce swoją czarną kocicę Dianę i spytam ją:
co się dzieje?
Może jej zielone oczy powiedzą…?
*
Ciekawe, że internet, który był kiedyś moim schronieniem, moim domkiem z pierników i czekolady, stał się/ był? / takim cholernym odbiciem rzeczywistości. Odzwierciedleniem tzw realu..
Wojny, wojenki…zacietrzewienie, prostactwo, chamstwo…Tu kolega, tam koleżanka etc…
a pośrodku ja. gUpia…
*
Jestem strasznie zmęczona…nie sobą już nawet, choć ta w lustrze mnie wkurwia, jak nikt inny.
Zmęczona jestem nienawiścią wokół….
so strung out…

* Pan Czesio w akcji czyli wiosna, wiosna! ;) *

Pan Czesio, mężczyzna w wieku bardzo emerytalnym, ma od początku zatrudnienia w swoim zakładzie pracy— któremu jest wierny jak nikomu i niczemu na świecie ( niektórzy mówią, że zakład pracy jest jedyną rzeczą, której Czesio jest naprawdę wierny ;) ) , opinię miejscowego Casanovy. Są tacy, którzy nazywają go Etatowym Don Juanem; są też tacy, którzy nieelegancko mówią o Czesiu durny erotoman lub po prostu stara, zboczona pierdoła. Faktem jest, że Czesio, od chyba już czterdziestu lat swej pracy, nie odpuścił prób/rzadko udanych/ uwiedzenia tych najbardziej powabnych przedstawicielek płci pięknej.
Ania, dużo młodsza koleżanka Czesia, sąsiadka z jednej ulicy, unikała Czesia jak ognia. Nie dlatego, aby bała się jego lub czuła się bezbronna; Ania, dziewczyna ładna i bardzo krewka, znana była z ognistego temperamentu .Wieść niosła echem po okolicy, że niejednemu już w porywie gniewu na dość śmiałe próby uwiedzenia, przysoliła solidnie w pysk. Pan Czesio wyjątkowo czymś odpychał ją i gdyby nie wiadome , wspólne interesy, pewnie wcale nie rozmawiałaby z nim.
Ania była jedną z nielicznych kobiet, które naprawdę nawet szczerze lubiła żona pana Czesia ;)
*
Pewnego , wiosennego dnia Ania z racji wypracowanych nadgodzin, wyszła wcześniej z pracy.
” Jak pięknie! Wiosna! Dobrze, ze nie brałam samochodu, z przyjemnością przejdę się- myślała wdychając zapach jaśminów i bzów- o cholera! Czesio! Mam nadzieję, że nie przyłączy się! ”
– dzień dobry Pani Aniu! Idziemy chyba w tym samym kierunku, z przyjemnością będę Pani towarzyszył
-dzień dobry Panie Czesiu. Oczywiście..( oczywiście? Niech go licho weźmie, też mi potrzebny! )
-Pani Aniu, Pani tak pięknie wygląda! Czy Pani ma inną fryzurę?
– nie Panie Czesiu, od kilku lat nie zmieniam fryzury. Może troszkę wyżej upięłam dziś włosy
-aa! Widzi Pani: tak bacznie od dawna obserwuję Panią, że wychwyciłem ten szczegół!
– a to ..miłe! ( Spadaj palancie! )
– Pani Aniu…nie mogę oderwać od pani wzroku..Pani jest tak piękna w tej wiosennej szacie!
( Coraz gorzej z nim- pomyślała Ania) – wie pani..gdybym był młodszy…ehhhh
– Panie Czesiu, a z tym naszym projektem..
– Pani Aniu! Taka piękna wiosna i taka piękna dziewczyna obok mnie i ja mam teraz myśleć o pracy? To grzech!
Ania postanowiła nie odzywać się już. Ani nie słuchać wdzięcznych tworów frazeologicznych Pana Czesia.” Niech sobie gada, niedługo będę w domu przecież. Wytrzymam ”
Pan Czesio nie odpuszczał:
– Pani Aniu, Pani nawet nie wie, co Pani ze mną robi..Pani jest niczym dojrzałe , rumiane jabłuszko..lub brzoskwinka. Tak, brzoskwinka! Taka soczysta..ahh, gdybym tak mógł zatopić swe usta w pani!
” Jak ta stara pierdoła nie skończy zaraz, to nie ręczę za siebie!- myślała Ania- gdyby nie te nasze, cholerne interesy, dawno już powiedziałabym coś”
W tej atmosferze- słodkich monologów pana Czesia i równie słodkich myśli Ani, doszli w końcu do swej ulicy.
– Pani Aniu..Pani jest jak wulkan! A moje ręce..ahh, nie mogę ich opanować- dłonie pana Czesia niebezpiecznie zbliżyły się do pośladków Ani
– Panie Czesiu, niech lepiej te rączki trzymają się z dala od mojej pupy, bo jak przypadkiem w nie przy…nie przyłożę, to…
wylecą panu kluczyki! :)))
Pan Czesio zbladł
o kurwa! ( pan Czesio nigdy, ale to nigdy nie przeklinał przy kobietach! ) Zapomniałem, że przyjechałem do pracy samochodem! To wszystko przez Panią, Pani tak mnie ZAGADAŁA!
Czesio pędem zawrócił.
*
– Czeesiuuu!- z ogrodu opodal rozległ się głos żony Czesia- Czesiu, a gdzie jest samochód??
– zaraz!- to jedyne co przyszło na myśl oddalającemu się z szybkością błyskawicy Czesiowi
– pani Aniu, a co z samochodem, czemu wrócił na piechotę, nie wie Pani?
– pani Ewo…zapomniał chyba o nim, bo…ZAGADAŁAM GO.
;)))