Has anybody seen my baby…? ;) II

https://angiewitch.wordpress.com/2014/09/14/has-anybody-seen-my-baby/
Ciąg dalszy, czyli gdy serce się włącza (nieprzewidziany zwrot akcji)  ;)

Odkąd wróciła Andżelika, życie naszej miejscowości ( a już na pewno moje i Lidki) , stało się , łagodnie mówiąc ,mniej spokojne. Nikt bowiem na świecie nie potrafił tak zmienić zwykłych , szarych dni w kolorową mozaikę różnych , często wymyślonych przez Andżelikę, zdarzeń.
Po tej częściowo udanej randce z panem, który ni stąd , ni zowąd uciekł Andżelice niemal dosłownie ” z łóżka” , ta- pomstując na cały męski świat- postanowiła ” nie przejmować się tym starym imbecylem” i zająć swoimi sprawami.A że Andżelika tak łatwo nie da skóry sprzedać i nigdy nie zapomina, znalazła stary notes z numerami telefonów i natychmiast umówiła się z dawnym swym adoratorem ,wspólnym kumplem jej i tamtego pana ;)
Pech ( a może nie pech..? ), dziwne zrządzenie losu sprawiło, że nagle, niespodziewanie odezwało się Andżeliki serce.
– wiesz co…to chyba spełnienie moich marzeń…on jest idealny..tzn.robi to idealnie…tak jak potrzebuję..ja jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo, kto byłby taki jak ja! Kurwa, ja chyba zakochuję się..nie mogę przestać o nim myśleć, nie mogę doczekać się, kiedy znowu dotknę go, zobaczę, usłyszę..choć tyle codziennie rozmawiamy, że znów wczoraj wieczorem usnęliśmy z telefonami w rękach….
Spojrzałyśmy po sobie z Lidką. Hmmm, Lidka odważniejsza ode mnie, nie odrywając wzroku od piłowanych pazurków, syknęła:
– znowu..? Znowu się zakochujesz? Przecież „nie lubisz ich”, przecież to ” pajace, w 90% przypadków żywe wibratory, nic poza”..
– spłycasz Lidka- warnkęła Andżelika- dawno już nie byłam zakochana. A nawet jeśli, to pewnie pomyliłam na chwilę uczucia…i pomyśleć, że chciałam tylko na nim ..odreagować…i głównie tamtemu imbecylowi zrobić na złość…
– taaaa…teraz następny chodzi i podśpiewuje. Jak zobaczył mnie przed zakładem, to prawie potknął się i dosłownie spłonął hahahaha! Co Ty z nimi robisz, czary rzucasz hahaha!
– ciekawe co będzie, gdy Twój ” imbecyl” Andżelika, dowie się, że spotykacie się z Jarkiem? – wtrącilam- wiecie, że potrafi być nieobliczalny i podły; jak myślicie..?
-Mój? jaki mój? Mógł być mój, ale nie chciał. I gówno mnie to obchodzi- odparała Andżelika- zwiał sam, więc teraz chyba nie będzie się w ogóle odzywać..w żadnej sprawie…
Niestety tu Andżelika pomyliła się. ” Imbecyl” okazał się bardziej podły i nieobliczalny, niż zakladałyśmy…
*
– słuchajcie!- wrzasnęła od progu Lidka- i nie wstawajcie, bo i tak usiądziecie! Andżelika, cały zaklad pracy i pół miasteczka huczy, że on, ten stary palant, Cię..miał! Rozpieprzył to po pijaku w klubie, menda!
Andżelika wstała, powoli zapaliła i wysyczała:
– zabiję skurwysyna! Jeśli to w jakikolwiek sposób odbije się na moim związku z J., naprawdę zniszczę chuja! Poza tym , nie wiem kto kogo tu miał, ale to już inna sprawa. Zabiję mendę!
– po coś Ty w ogóle z nim wtedy..? Przecież każdy wie, że to fałszywa menda…
– sam mi wpadł w ręce. Poza tym pomyślałam, że za tyle lat jego tej ” wierności” może wrato spróbować. Jak widać, pomyliłam się. Ale nie podaruję, wiecie o tym.
Jasne było, że Andżelika nie odpuści. Rzadko odpuszczała, a teraz, gdy gra była naprawdę warta świeczki, gdy pojawial się w jej życiu ktoś, z kim była bardzo szczęśliwa…
Nazajutrz spotkałyśmy się u mnie. Andżelika od południa już popijala drinki. Była, łagodnie mówiąc, rozjuszona.
– wszystko wiem…spotkałam Beatę. Siedział pijany w klubie i komuś opowiadał, że” po kilkunastu latach zdobył największe swe trofeum, że nigdy żadna kobieta nie dała mu tyle, że …że jestem fantastyczna i że warto było czekać”Co za palant! ” Reklamę” mi robi?? Psuje do końca opinię, gnój jeden! …a wczoraj..wczoraj Jarek mówił, że ” w zakładzie pracy dziwne rzeczy opowiadają i że on zrobi z tym porządek, chce tylko znać prawdę..i że ten imbecyl, to stary erotoman, że znów za dużo pije i pewnie fantazjuje, ale że on, J. nie pozwoli sobie, na fantazjowanie na mój temat…”
Nie, nigdy mu nie powiem, wszystko powiem, ale nie to. Powiedziałam, żeby zostawił to i że ja zrobię z tym porządek….
– i co planujesz..?
– jutro. Wieczorem w klubie. Pójdę tam.
Następnego dnia wieczorem, Andżelika odwiedziła swój dawny, ulubiony niegdyś klub. Ubrała się inaczej , niż zwykle i zupełnie nieadkwatnie tak do miejsca, jak i całej sytuacji.Choć może…może właśnie miało to sens? Może miała sens ta delikatna, niewinna , długa sukienka, rozpuszczone włosy i pastelowy, młodzieńczy makijaż..? Nieważne; na pewno była to jedna z , jakoś genetycznie uwarunkowanych sztuczek i gierek Andżeliki.
Czasem nawet my, jej przyjaciólki, gubiłyśmy się gdzie kończy się prawda, a zaczyna gra i na odwrót. Myślę, że nawet czasem sam Andżelika gubiła się w tym, choć- oczywiście- nigdy do tego nie przyznałaby się.
Pierwszą osobą, na którą natknęła się tuż przy wejściu, był pan, dla którego tu zjawila się.
– cześć Andrzejku- radośnie przywitała się. Po czym ściszywszy głos, wycedziła- proszę, kurwa, natychmiast ze mną na bok!
Gdy wyszli, wpadła w furię:
– Ty zakłamana, tchórzliwa kreaturo, ty gnoju! Co ty wyprawiasz? Chwalisz się, że niby mnie miałeś? Ty nieudolny pasożycie, doskonale wiesz, że od pewnego czasu mieszkam z nim; jeśli chciałeś rozpier**ć mi związek, to jak na razie gówno ci się udało; nie przewidziałeś, ty mendo ludzka, że pokocham tego człowieka, tak?  Teraz więc , grzecznie, elegancko pójdziemy razem do twego stolika i odegramy pięknie swe ostatnie role. Bedziesz mówić to, co usłyszysz i co ci każę; odszczekasz wszystko, co nagadałeś. Inaczej..nie widzę cię tutaj, nie wiesz jeszcze, gdzie sięgają moje macki.
Weszli razem na salę. Z daleka ich wspólni koledzy machali do Andżeliki i wołali :
– Jesteś, wreszcie jesteś Andżelika! Kiedy wróciłaś?
Ściskali wszyscy Andżelikę; niektórzy naprawdę nie wiedzieli jej kilka dobrych lat.
Czas upływał wesoło przy piwie, gdy nagle Andżelika,  mimochodem rzuciła:
– słyszałam, że coś już gadają o mnie. O mnie i Andrzeju..wiesz coś o tym Andrzejku..?- wbiła w niego swój znany wzrok Meduzy.
-ale co takiego..konkretnie?- Andrzej patrzył jej prosto w oczy
– konkretnie to, że podobno w któryś weekend tuż po moim przyjeździe, my gdzieś tam coś…hmm, to chyba wtedy, kiedy spotaliśmy się przypadkiem wieczorem i odprowadzałeś mnie do domu..?
-daj spokój Andżelika, wiesz jak tu jest; idziesz ulicą z dobrą koleżanką wieczorem ,a na drugi dzień wszyscy klepią, że byłeś z nią w łóżku- odpowiedział nie spuszczając  wzroku z jej oczu.
-Andrzej- wtrącil nagle ich wspólny kolega- coś ściemniasz znowu..pierdoliłeś tydzień temu pijany, że niby coś tam z nią…a ja ci mówiłem, ze nawet jeśli by coś tam, to się nie gada o tym, nie?
– tydzień temu to ja nie wiem , gdzie w ogóle byłem…tyle już dawno nie wychlałem, kosmos kurwa- grał, jak chciała Andżelika
– wiesz Andrzejku, tobie już pogarsza się stanowczo- odezwała się – znowu fantazjujesz o mnie? Już dawno mówilam ci, żebyś zajął się jakąś żywą kobietą, a nie fantazjami.. życie ci ucieka..
Całe towarzystwo parsknęło śmiechem. Andżelika, udając podpitą, śmiało kontunowała atak:
– a więc Andrzejku, jak to było..? W końcu żeby było jasne: mieliśmy coś wtedy ze sobą, czy nie?- zimny wzrok Andżeliki był wciąż wbity w Andrzeja
-nie no, gdzie tam, gdzież ja z Tobą…nie słuchajcie plotek, ludzie, my z Andżeliką znamy się od dziecka, gdzie tam jakieś romanse czy inne pierdoly, dużo młodsza jest ode mnie, ja jestem jak..prawie jej ojciec..no, może taki starszy brat…co tu dużo nawijać, ja zresztą i tak już ….nie mogę.
Ktoś rzucił:
-chlej więcej tego syfu , dziadku.
Towarzystwo znów parsknęło śmiechem, a Andżelika wreszcie oderwała wzrok od Andrzeja . I nawet się uśmiechnęła;)
*
Epilog:

W następny weekend grali w klubie kawałki z lat 80ych. Nie poszłyśmy z Lidką tam, nie chciało nam się tam iść bez niej-  ona, Andżelika wyjechała na weekend ze swą Miłością.
Andrzej prosił do tańca różne kobiety; dziwnym trafem, wszystkie mu odmawiały. A Gośka, ta najbardziej pyskata, powiedziala wprost:
– nie Andrzejku; ja zatańczę z Tobą, a potem cały zakład pracy będzie klepać, że mnie miałeś..? Coś ci to mówi..?
Podobno była ta najgorsza impreza Andrzeja ;)
Andżelika triumfowała:
-mówiłam Wam zawsze: z nimi krótko i na temat. Wziąć za mordę i postawić do pionu. W każdym tego słowa znaczeniu..

Niecałe pół roku później, Andżelika , ku zdziwieniu ( a może raczej NIE zdziwieniu ;) ) naszemu, oraz całego świata, wzięła ślub z J.
Wyjechali.
Andrzeja do dziś widujemy. Już nie chodzi do klubu. Stracił też pracę. Całkiem przeniósł się w świat pijaństwa. Czasem leży pod latarnią, czasem na trawniku z butelczyną w ręku. Nic nie mówił już nigdy o Andżelice; z wyjątkiem tego, gdy ktoś słyszał, jak przez sen/ ten pijacki/ wola Andżelikę; oraz jednego razu, gdy się upił jeszcze w klubie i żalil kumplowi:
” to zła, to jest naprawdę bardzo zła kobieta…”
:)))
*

 

Ta Jedna Myśl… ;)

„- położ się i marz Angie…Śnij …Ty tak pięknie potrafisz to robić, stworzona jesteś do tego…
– całe moje życie to marzenie. Częściowo spełnione…ale nie mogę tak ciągle. Nie można wiecznie marzyć. ” Śnij”..hmm, śnię ten Sen Miłości, w którym jesteś Ty. Dlatego chcesz, abym śniła..?
– Tak. Dlatego też
– czyż to nie trochę egosityczne..? Czuję Cię. Bardzo mocno. Potrafisz też tak..?
– Może nie uwierzysz, ale potrafię. Ty nie wiesz nawet, jak bardzo chciałbym teraz być obok. Być zawsze tam, gdzie Ty… Tak trudno Cię dogonić, ale będę podążać za Tobą. Zawsze…”

Ta jedna, Jedyna MYŚL,; to uczucie , które przepełnia każdą cząstkę naszego JA, sprawia że stajemy się lepsi…piękniejsi…Ta niewiedzialna NIĆ, która biegnie poprzez Świat i Wszechświat i łączy nas nierozerwalnie z innym człowiekiem i bez względu na wszystkie nasze potknięcia, porażki, pomyłki i jeziora goryczy, w które czasem wpadamy, oplata nas i trzyma mocno, każąc żyć….

Sen Miłości, w którym jesteś Ty…

….💖

ja

” Destiny of love”

Niedługo minie rok…
rok, odkąd zmienił się cały mój tamten świat ; świat tak pieczołowicie pielęgnowany przeze mnie, świat , który miał być już na zawsze, do końca trwać.
Nigdy nikt nie skrzywdził mnie tak bardzo i nigdy nie zapomnę tamtych swoich łez.Chyba mój biedny Anioł Stróż czuwał nade mną, gdy nagle o pólnocy, w trasie usłyszałam to..” Destiny of love”. Nie wiem, nie mam pojęcia skąd miałam siłę, by dalej jechać.Musiałam, przecież dzieci czekały na mnie, wiozłam im na studia prowiant.
Księżyc..mocno świecił i co chwilę ukrywał się za ciemnymi chmurami. Chwilami przez łzy nie widziałam drogi. Nie mogłam uwierzyć, nie mogłam pogodzić się z tym, co on zrobił….Człowiek, dla którego zastawiałm me życie i Przyszłość, któremu byłam oddana i wierna przez te lata, długie miesiące…
Nie chciałam istnieć, nie chciałam już BYĆ, czułam w sercu ten ostry nóż, niepojęty ból zdrady. Bezsilność. I żal do życia, Boga ,nawet do mego najdroższego śp.Piotra , że nie uchronił, nie ostrzegł mnie…Chciałam skoczyć w przepaść, zniknąć w Ciemności , jak kiedyś On. Chciałam do Niego,chciałam wtulić się i wylać w Jego ramiona to morze łez, tę okropną gorycz Przegranej.
Wakacje..lato- przez kilka tygodni nie było mnie.Egzystowałam, wegetowałam …leki na uspokojenie na przemian z alkoholem.
Dzieci…moje dorosłe dzieci, cała Trójka i mój kochany ” trzeci synek” ,czuwały; wciąż słyszałam: ” wstań Mama, dasz radę, jesteś silna, nie takie rzeczy zniosłaś, nie możesz cierpieć przez czyjąś podłość! „.
Po trzech miesiącach od tamtych wydarzeń, stałam już mocno na nogach. Znów otworzyłam się na świat…i znów wszystko zaczęło mieć smak i zapach. I przyszło to, czego nie spodziewałam się, nie chciałam już :
MYŚL, ta jedna, najpiękniejsza Moja MYŚL, coś, co nadało znów memu życiu kolory i radość 💖 .Myśl, która z czasem stała się symbolem sensu wszystkich dni.
*
Po kilku miesiącach oswoiłam smoka ; mogę już słuchać tego bez łez. Lecz zawsze będzie przywodzić mi na myśl tamtą księżycową , ale straszną moją Rozpaczy Noc, a
JEDNOCZEŚNIE przypominać o tym, że warto,że po prostu TRZEBA zawsze wstać i IŚĆ…♥️

Sen , nie sen……

Dziś, w obecnym stanie emocjonalnym, spróbowałabym….Kiedyś, w snach często latałam. I zawsze były to sny z zapowiedzią dobrego Jutra.
Dawno już nie latałam, muszę znów to zrobić; chyba nie jest za późno. Nigdy nie jest za późno, póki się JEST………..
Cuuudne! :)

***

Pocztówki z Malty ..już zawsze..? / Postcards from Malta..forever?

Żabbar
I słowo stało się..
wyjechał Pierworodny, opuścił kraj, jak mówi: forever. Od czasów ogólniaka uprzedzał,że nie zostanie tutaj;  podczas studiów nadal mówił, że wyjedzie na zawsze. To na zawsze , w mej głowie przeistoczone w kiedyś tam przyszło nagle w postaci niespodziewanie bezkompromisowego  dzisiaj. Całkiem niedawnego dzisiaj…
Uroczysta kolacja dla najbliższej rodziny we wrocławskim Rynku, potem wielki samochód Księżnej zapakowany tak, że jechaliśmy z Małą Wiedźmą i  Młodym Lwem w przedziwnych pozycjach trzymając na sobie jakieś Pierworodnego egzotyczne kwiaty w doniczkach. Przeprowadzka- część rzeczy z wrocławskiego mieszkania Pierworodnego do nas, reszta samolotem do jego nowego Homeland…
Lotnisko, odprawa bagażowa.Jesteśmy o czasie, ale Mama mielismy być wcześniej, dlaczego Mama nie wyjechaliście wszyscy pół godziny wcześniej?  Wszystko ok, ale czemu my wszyscy tak sobie siedzimy zamiast pilnować czasu no i przecież pękła mu podręczna torba! leci kupić nową.To pewnie znów nasza wina, nie uprzedziliśmy go! ;)
Godzina do odlotu. Czas iść..
Młody Lew przytulił brata.Nie przypuszczałem, że będzie mi tak bardzo smutno…
Dawno, bardzo dawno już nie widziałam ICH TAKICH…
To ja już Mama pożegnam się, pójdę…
Tylko nie pływaj sam w morzu, proszę!
Dobrze, nie będę pływać sam..I MACIE DO MNIE PRZYJECHAĆ! Będę tęsknić!
Odwrócił się  i do wszystkich ze łzami w oczach powtórzył to. Głośno: Macie przyjechać! 
Nie płakałam,ale coś ścisnęło mnie tak mocno, że nie mogłam wydusić już z siebie słowa.Odprowdzałam go wzrokiem, wszyscy odprowadzaliśmy go  do momentu gdy wsiadł do samolotu.A potem patrzyliśmy na startujący samolot…

Niby wszystko znajome-wszak latorośle  wciąż gdzieś latają; znajome więc i te odprawy, i nasze małe kłótnie na lotnisku, i widok odlatujących samolotów z nimi na pokładzie; a jednak teraz było naprawdę inaczej.
To :
NA ZAWSZE. Ehhhh…
Bo, wiecie- co innego gdy dziecko, które bywa nawet tylko raz na pół roku w domu czasem podróżuje, ale na stałe jest o te 50 km od Was, co innego, cholera, gdy jest probably forever prawie 3000 km stąd!

Ehhhhhhhhhhhh…..

Uśmiech róż, czyli SUKCES x 3!

Są takie chwile w życiu człowieka, które można śmiało nazywać szczęściem. Poczułam to wczoraj, gdy usłyszałam przez telefon:
Mama, obroniłem się! Jest piątka z obrony, piątka na dyplomie. Proponują również, aby moja praca magisterska jako jedna z najlepszych, wzięła udział w ewentualnych konkursach.
Nie wiem skąd się wzięły w kącikach moich oczu łzy ,moje ręce zaczęły się trząść , a serce załomotało bardzo mocno.
Starzeję się Kochani, na bank starzeję się, skoro nie umiem zapanować już nad swoimi emocjami i reakcjami! ;)
Cholera ,nigdy taka nie byłam! Wczoraj nie mogłam opanować się, wzruszyłam się tak bardzo, że trudno to opisać! Pobiegłam do Pani Matki przekazać jej słuchawkę, a sama ukryłam się w kuchni, by czasem nie widzieli, że zaczynam beczeć! :))) Usiadłam przy kuchennym stole, podparłam rękoma głowę i w jednej chwili przeleciało mi przed oczami te 24 lata, odkąd Pierworodny zawitał na świecie. Uświadomiłam sobie nagle, że właśnie zaczyna się inny, całkiem samodzielny etap jego życia. Wprawdzie od dawna już nie mieszka w naszym rodzinnym domu, ale teraz zrobiło się …naprawdę całkiem inaczej. Prawnik. Za jakiś czas radca lub pan mecenas..?
(Starzeję się, mówię Wam Kochani, że stara pierdoła się robię ; noszzz
aż tak sentymentalna jednak nigdy nie byłam! )
Dzisiejszy dzień przyniósł kolejne( kto wie, czy nie jeszcze większe ) emocje. Otóż mój Młody Lew już rok temu powiadomił wszystkich, że zmienia studia. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, wszak niejeden tak robi, ale…
własnie:
ale rzadko kiedy chyba robi to ktoś, kto ma najlepsze oceny na roku i nosi dumnie plakietkę ” Press” ! Młody Lew stwierdził jednak, że jest inna, lepsza koncepcja jego przyszłości i postanowił w tym roku znów przystępować do matury. Tym razem z przedmiotów ścisłych( program rozszerzony oczywiście) .Zwrot o 180 stopni! Przez 10 miesięcy jego ciężkiej harówki, rozwiązywania każdego dnia zadań z matematyki, chemii, fizyki, zapoznawania się szczegółowo z tajnikami i tajemnicami życia na Ziemi, zastanawiałam się jak( i czy! ) humanistyczna dusza da radę TO wszystko ” ogarnąć” i zdać?!
Z łomotem serca czekałam na wyniki matur.
Dał radę- wyniki świetne! :))) I spora szansa dostania się tam, gdzie chce. Dopóki rekrutacja na studia trwa, aby nie zapeszyć,nie zdradzę gdzie!
O Małej W. boję się pisać, ponieważ zabroniła mi chwalić się nią gdziekolwiek( na blogu również) .Powiem tylko, że ukończyła z wyróżnieniem podstawówkę, Pierwsze Miejsce w szkolnym Konkursie Wiedzy o Unii Europejskiej!
Cóż-od dawna przecież goni starszych Braci! :)))

Pochwaliłam się jak
jakaś samochwała, ale wierzcie mi, w tym durnym życiu, w labiryncie problemów, smutków, czasem całych polach dołów i wszelkich bolesnych kopniaków od życia( o których z zasady i dla zasady nigdy tu nie piszę) , takie dni, takie chwile jak te, o których Wam opowiedziałam są …
niczym słońce w szary, pochmurny dzień.
Jak
śmiech róż!

201406263518

***

Zew Natury ;)

Jak nocne ćmy spragnione światła i ciepła
spalamy się w ogniu własnych namiętności
.

Viola

Lecimy jak ćmy do ognia. Lecimy, choć wiemy, że w najlepszym przypadku możemy się nieźle oparzyć.
Lecimy, bo ogień nęci, bo jest fascynujący. Piękny i pewnie nie nasz i nie dla nas.
Zostawiamy TO, gdzie spokój i bezpieczeństwo. To przecież takie..nudne.
Lecimy tam, gdzie żar , a doświadczenie nic a nic nas nie uczy….
Lecimy, bo kochamy kochać, zatracać się , bo tylko to da nam satysfakcję.
Wyzwanie.
Czasem jesteśmy niczym dzikie zwierzęta opanowane żądzą polowania. Polujemy, bo tak musimy, bo taka nasza natura i tak każe nam instynkt.
Nienawidzimy czekać, a jednak właśnie to , czekanie w dziwny sposób nas pociąga. Nienawidzimy niepewności, jednocześnie podświadomie pożądając jej.
Polowanie.
Zostawiamy te ciche zakątki, te nasze spokojne przystanie i wyruszamy. Odrzucamy najlepsze oferty i gwarancje bezpieczeństwa.
Bo chcemy znów poczuć TO…to, co trudno zdefiniować. Ten smak, ten zapach, to uczucie.
Chcemy okiełznać dzikość naszych serc i ciał, wiedząc jednocześnie …
że tylko ona może ugasić pragnienie…
Zew ?
Natury?
;)

If you want to try and save me
Then take my heart
don’t hate me
If you feel you can’t
let go then let go….

***