Brzozy, sosny , kanie i maślaki :)

…czyli

baaaardzo udany ( i baaardzo pracowity! )  weekend!  ;)

 

 

 

 

 

zdjecie-1015

Pierożki / Dumplings

Wegetariańskiego gotowania ( czyt: wynalazków:) ) ciąg dalszy.
Tym razem coś , co lubią nie tylko wegetarianie: pierogi ruskie. A żeby było zdrowo, smacznie i nie tak zwyczajnie i monotonnie, zrobiłam również dla mej Wegertarianki pierożki z soczewicą .

Szanowny Pan B. (absolutnie NIE wegetarianin! ) na niedzielny obiad zjadł prawdziwy, wiejski rosół oraz słuszną ilość różnych pierożków; dla Niego specjalnie jego dobra żona ulepiła pierogi z mięsem:

***

Wegetariańskie gotowanie/ vegetarian cooking

Po dziesięciu latach znów przyszło mi się zmierzyć z kuchnią wegetariańską.
Tym razem sprawcą ( a raczej sprawczynią) całego zamieszania jest już nie Pierowrodny, a oczywiście Mała W.
Cóż, młodość ma swoje prawa.. Lubię gotować, więc z przyjemnoscią podjęłam się nowego/ starego wyzwania.
I- może mało skromnie mówiąc- wychodzi bardzo dobrze! Smaczne i lekkie, a po sutych świętach chyba każdy tęskni z czymś takim.
Spróbujcie Kochani,
smacznego! :)


*


*

*

*

***

Niedziela w zamku, czyli o anty- diecie wiosennej;)

Ostatnio gdzie nie spojrzę, tam albo jakieś diety-cud, albo zdjęcia wiotkich dziewcząt w wiosennych sukienkach. Ba! Nawet gdy otwieram pocztę, pierwsze co widzę to ” Schudnij przed wiosną! ” lub” Instytut idealnej sylwetki zaprasza” .
Ja rozumiem, że powinnam zrzucić co-nieco, ale wszystkie , nawet najbardziej niewinne sugestie z zewnątrz, zaczynają powoli wyprowadzać mnie z równowagi.
Na domiar złego, co nie wpadnę do Wugusia, to na stole same pyszności! Ja tu staram się żyć o jarzynkach i jogurtach, a tu na Wichrowych jak nie jakieś mięsne zawijańce, naleśniki, to jeszcze obok dobre piwo!
http://szapiski.wordpress.com/2013/03/10/roladki-drobiowa-i-wolowa-duszone-w-borowikach/
Żeby było weselej, gdy odwiedziłam niedawno Even, tam różne rodzaje ryb! No niby rybka zalecana w diecie, ale jak się spróbuje tak kilka ( naście)…
https://even21.wordpress.com/2013/02/20/a-moze-rybke/
Nie oszczędził mi nerwów nawet Caddi, podając ostatnio pysznego łososia!
http://jaimojakawiarenka.wordpress.com/2013/03/06/smaczna-zemsta/
Nie wspomnę już o Witamince, u której bywam niemal co dzień:
http://conaobiad.wordpress.com/2013/03/09/tabbouleh/

Wobec tej zbiorowej zmowy i igraniu z moją silną wolą, postanowiłam zaprosić Was do mojej, zamkowej kuchni.

W niedzielę rodzina zwykle jest w komplecie. A, że prawie każdy je coś innego, trzeba sprostać gustom i oczekiwaniom wszystkich.

Dla amatorów grzybów:

Zupa z gąsek.
Zdjęcie2577 (Kopiowanie)

Paszteciki z kapustą i grzybami.
Zdjęcie2431 (Kopiowanie)
Dla Panów:
oczywiście schabowe!
20130310482 (Kopiowanie)

20130310484 (Kopiowanie)

20130310485 (Kopiowanie)

Dla Pań:
pieczona pierś kaczki z jabłkami
20130310489 (Kopiowanie)

I dla próbujących dbać o linię ;)
Pierś kurczaka w ziołach z papryką.
20130310487 (Kopiowanie)

A na deser…
ok, nie będę aż tak złośliwa ;)

***

Dama i prawdziwki;)

Kilka tygodni temu, przed świętami byłam na babskiej imprezie. Nagle, niespodziewanie, skrzyknęłyśmy się z koleżankami, z którymi nie rozmawiałam od dobrych kilkunastu lat.  Widuję je czasem, zwykle mijamy się na ulicy lub w sklepach; zawsze miłe
” cześć, co słychać? ” , zdawkowe odpowiedzi i na tym koniec.
Tym razem postanowiłyśmy się wreszcie spotkać, wysączyć różne trunki i pogadać. Każda z nas miała przynieść jakieś żarcie.
Przygotowałam dwie sałatki i pieczoną karkówkę. Wzięłam też słoik marynowanych prawdziwków.
Gdy wyjmowałam wałówę , moje koleżanki zaniemówiły. Nie rozumiałam:
– o co chodzi?
W końcu jedna przemówiła:
– wiesz Aga..my..tzn przynajmniej ja nigdy nie posądziłabym Cię o robienie sałatek. Albo pieczenie mięs! Albo te grzyby…
Gdyby nie to, że siedziałam, z pewnością usiadłabym. Konsternacja.
DLACZEGO???
– a bo Ty Aga, taka Dama! Ty, zawsze taka elegancka..myśmy były pewne, że Ty stołujesz się gdzieś w Wielkim Świecie , a nie babrasz z gotowaniem!
Miałam ochotę je rozszarpać. Moje własne koleżanki! Toż żeszz od ponad dwudziestu lat wyprawiam wszystkie imprezy w zamku sama! MAJ GOD!
Czy to, że na zewnątrz zwykle nie widują mnie w dresie i bez makijażu, znaczy , że taka elegancka jestem na co dzień?
Pomyślałam wtedy, że pewną moją część, mnie tę od kuchni lepiej WY, odwiedzający mnie tutaj, znacie.
I czyż nie jest to tak, jak kiedyś mądrze powiedziała ( akurat tu a propos kontaktów internetowych) Justyna:

Taka jedna z netu , napisała do mnie na czacie
– czytam Twojego bloga, dużo o Tobie wiem ha!
– Super, odpowiedziałam i jednocześnie pomyślałam, gówno wiesz.
Tu ja wyznaczam granice prywatności, tyle o mnie wiesz,ile ja tego chcę i nic poza tym
.

http://blogjustyny.wordpress.com/2012/08/

Tak, to MY wyznaczamy granice;
śmieszne jednak, gdy wyznaczamy te granice, nie jak w blogosferze, świadomie, a całkiem spontanicznie i w pewien sposób niechcący. Automatycznie. Czasem ludzie , których faktycznie lubimy ,malują sobie nasz obraz  jednostronny, a przez to tak odległy od rzeczywistości.
Lub NASZEJ rzeczywistości.
Moje koleżanki przekonały się, że jestem tą dawną Angie. Że potrafię nadal, jak one śmiać się z durnych żartów, pić wodę rozmowną kląć i płakać. I, cholera, gotować! ;)))
*
Ponieważ tej zimy mamy jesień, silą rzeczy ,przychodzą na myśl jesienne obrazki.

 
SAMSUNG

SAMSUNG

SAMSUNG

SAMSUNG

SAMSUNG

SAMSUNG

Zdjęcie2258 - kopia

Prawie cała moja rodzina to pasjonaci grzybów- tak zbierania, jak spożywania ich w różnej postaci. Największą popularnością cieszą się oczywiście grzyby marynowane. Niedopuszczalne jest mieszanie prawdziwków z innymi; dopiero pod koniec sezonu Brat łagodniej patrzy na sprawę i pozwala mi robić niejednorodne słoiki
Zdjęcie2426

Zdjęcie2421

Większość grzybów przeznaczamy na suszenie, resztę zamrażamy.
Jesienią grzyby zajmują całą, dużą szufladę zamrażarki.
Czasem zapominam o tym ( ileż można jeść grzyby? ;)) , ale ponieważ byłam dziś u Wg

http://szapiski.wordpress.com/2013/01/08/krupnik-nalesniki-z-grzybami-i-kompot/

przypomniała mi się pyszna potrawa z prawdziwków, którą być może niedługo zrobię. Zaznaczę od razu, że to absolutnie nie dla dbających o linię lub/ i wątrobę. Ani też , niestety, nie dla tych niejedzących mięsa.
Ciekawe, że nie robiłam tej potrawy dobre kilkanaście lat! Nie miałam też nigdzie przepisu. I nagle, pod wpływem jakiegoś impulsu, przypomniałam sobie. Proste:

1. Kilka ( 5-6 kawałków schabu na kotlety)
2. 6 średnich cebul ( niekoniecznie)
3. 6 dużych lub 8 średnich ziemniaków
4. duży, głęboki talerz lub miska prawdziwków
5. Około 30 dkg wędzonego boczku
6. Garść posiekanego kopru lub pietruszki
Trochę mąki pszennej, sól, pieprz, olej, kubek gęstej śmietany i gruba, emaliowana brytfanna 30/ 22 cm.

Kotlety rozbić na średnio grube plastry. Przyprawić, otoczyć w mące i obsmażyć na gorącym tłuszczu. Cebulę pokroić w grube krążki i lekko podsmażyć.
Na dnie brytfanny ułożyć pokrojony w plastry boczek. Na to pokrojone w niezbyt grube plastry ziemniaki. Delikatnie posolić i popieprzyć. Na nich pokrojone dość grubo świeże / lub mrożone/ prawdziwki, a potem również pokrojoną w plastry, posoloną lekko cebulę. Na nią kotlety. Na kotlety cebulę i identycznie jak wcześniej, grzyby i ziemniaki.
Całość zalać wodą ( do ostatniej warstwy) i pod przykryciem , zagotować.
Zmniejszyć gaz i około godziny pozwolić potrawie dusić się na małym ogniu. Gdy ziemniaki już ” dochodzą”, zalać wszystko ( koniecznie leciutko osolona! ) śmietaną. Posypać zieleniną. Bardzo delikatnie mieszać tak, by śmietana mogła dostać się pomiędzy każdą warstwę naszej potrawy.
Zdjęcia nie są rewelacyjnie, ale gwarantuję: smakuje wyśmienicie!

Zdjęcie2286

Zdjęcie2285

Zdjęcie2288

Boeuf Stroganow lub Strogonow w Zamku ;)

Ponieważ ostatnio byłam u Wg na fasolce po bretońsku, rosołku z kluseczkami, żeberkach itd,

http://szapiski.wordpress.com/2012/12/13/rosol-z-kluseczkami-i-zeberka/comment-page-1/#comment-819,

nie dość, że najadłam się za wszystkie czasy pysznościami, to jeszcze uświadomiłam sobie, jak bardzo kulinarnie zaniedbałam swój blog !Ostatni kulinarny wpis był chyba we wrześniu! Skandal, stracę zaraz image tej

gotującej chwalipięty ;) Opuściłam się strasznie, tym bardziej, że obiecałam Justynie podać jakiś przepis!

Specjalnie dla Justyny:

STROGONOW

Zdjęcie2743

Boeuf Stroganow (nazwa od bœuf – franc. „wołowina” i nazwiska rosyjskiego dyplomaty Stroganowa) – popularne danie, w Polsce nazywane Strogonow – poniekąd błędnie z racji oryginalnego nazewnictwa, ale tak jak w innych krajach świata, u nas przyjęła się nazwa, która funkcjonuje w gastronomii.

Nazwa potrawy pochodzi od nazwiska hrabiego Pawła Stroganowa, działającego w XIX wieku dyplomaty rosyjskiego. Potrawę miał wykonać po raz pierwszy francuski kucharz Carême, który był od 1815 nadwornym kucharzem cesarza Aleksandra I.

Oryginalny przepis mówi, że

Jest to polędwica krajana w długie i wąskie paski, smażona z cebulą i pieczarkami, według niektórych przepisów także z dodatkiem ogórków kiszonych i gotowana z mąką, przecierem pomidorowym, pieprzem i solą

Dziś jest mnóstwo wersji tej potrawy. Można dodawać paprykę, fasolkę szparagową; wszystko zależy od tego, jak sycący ma być nasz Strogonow. Oraz jaką funkcję ma pełnić; jeśli ma być jedną z potraw na hucznym przyjęciu, niech lepiej będzie light; im mniej dodatków do mięsa, tym lepiej.

Natomiast jeśli ma być tzw daniem jednogarnkowym / dwa w jednym/ , powinien składać się z możliwie dużej ilości składników.

W moim zamku popularne jest wersja druga, czyli ta mocno sycąca.

Tak a propos zamku; dobiegły mnie słuchy, że ktoś używa nazwy „zamek” w odniesieniu do swego domostwa. Toszzz to nie fair, to nie dość, że profanacja zamku, to jeszcze kradzież mojego pomysłu. Gdybym miała siłę i czas
( lub odwrotnie) weszłabym z pewnością na ścieżkę wojenną ze złodziejem. Ale , że mam kilka ważniejszych spraw w życiu, niż chandryczenie się z jakimiś fantastami, wielkodusznie odpuszczam temu, co uważa, że ma zamek. I sobie;) W końcu w swej pracy spotykam takich, którzy uważają, że są prezydentami USA lub Terminatorami. I za licho nie ma co się kłócić, że tak nie jest; wiedzą i tak swoje.

Wracając do Strogonowa; nie ma nic lepszego i bardziej rozgrzewającego po cudnych, zimowych , leśnych spacerach. Ok, samogonik lub pyszne, markowe, czerwone wytrawne lub dobry rum może są lepsze. Jednak jeśli ma się Małą Wiedźmę oraz niepijącego Młodego Lwa u boku i cały, niemały inwentarz przy zamku, nie można aż tak sobie folgować ;)

Strogonow, który tworzę osobiście , składa się z:

1. Ponad kilograma mięsa (powinna być wołowina , ale wieprzowina też nadaje się; najlepiej łopatka )

2. 30- 40 dkg pieczarek

3.4 średnich cebul

4.3 papryk( dwie czerwone, jedna żółta)

5. słoika zielonej fasolki szparagowej

6. Kilku łyżeczek koncentratu pomidorowego

7.Śmietany 18%

8.Około 10 dkg masła

9. Przyprawy: sól, pieprz ziarnisty,ziele angielskie, liść laurowy, papryka w proszku chili( odrobina! )

Mięso pokroić w kostkę. Zamarynować i odstawić na noc. Czasem robię sama marynatę, ale ostatnio z braku czasu, korzystam z gotowej (dobra jest „szlachecka” w płynie, Kamis)

Rozgrzać na dużej patelni tłuszcz( olej, a dla tych nie dbających o wątrobę, może być smalec). Na gorący tłuszcz wrzucić mięso. Smażyć mieszając( ważne, by „ścięło się” )

Przełożyć do dużego, żeliwnego garnka, wrzucić cebule pokrojone w grube ” ćwiartki” , podlać wodą tak, by całość była zakryta. Dodać kilka ziarenek pieprzu, ziela angielskiego i 3 listki laurowe. Od czasu do czasu mieszając, gotować na małym ogniu.

Pieczarki obrać i umyć, po czym pokroić w paski. Odparować na patelni, dodać masło i mieszając , smażyć chwilę.

Gdy mięso gotuje się już około godziny, dodać pieczarki i kilka łyżek koncentratu.. Gotować chwilę razem. Jeśli mięso jest już prawie miękkie, dodać pokrojoną w cienkie plastry paprykę. Gotować około 10 minut.

Ostatni etap to przyprawianie. Dodać według uznania :soli, pieprzu zmielonego, papryki w proszku. Wlać około 1/3 kubka posolonej śmietany, zamieszać mocno i zagotować.

*Na koniec można dodać fasolkę szparagową ze słoiczka.

Smacznego!

:)

Zdjęcie2746

***

A jeśli chodzi o mój zamek, wygląda mniej więcej tak. Oczywiście to zdjęcie jego w szacie letniej; dziś tak zasypało, że zza śnieżnych zasp niewiele widać ;)

zamek mój

* Schabowy w Malezji i niedzielny, polski obiad ;) *

Pierworodne me Dziecię, gdy weszło w wiek dojrzewania / już jakiś czas temu / , zachwyciło się miastem i wszystkim, co z nim związane. Jedną z rzeczy, jakie najbardziej urzekły Go w betonowej dżungli, było miejskie, knajpowe jedzenie.  I to nie tylko to wykwintne, piękne podane; zapałał miłością do wszelkich kejefsi i makdonaldów i królujących tam fastfudów, czyli tego, czego unikam jak ognia i przed czym , w swej matczynej trosce  przestrzegałam  Go zawsze.
Jego gusta nie zmieniły się po wyjeździe na studia do Anglii. Ba! nawet ugruntował się w swej tezie, że to, co nie domowe, to pyszne. Patrzyłam  nań z politowaniem, gdy słyszałam :
Mama, jadłem rewelacyjne hamburgery
lub dziś byłem na makaronie al dente z sosem pomidorowym, lub kupiliśmy dziś produkty w słoikach i będziemy gotować.
Machnęłam ręką; jest uparty po mnie, więc nie ma co kłócić się i przekonywać Go do swojskiego żarcia. Zresztą: o gustach się nie dyskutuje. Lubi te świństwa, trudno.

Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia zakomunikował mi przez telefon:
Mama, dziś musimy koniecznie spotkać się na skyp’e. Opowiedziałem dziewczynom, że świetnie gotujesz..tzn, że wszyscy chwalą Twoją kuchnię. Nauczysz nas robić schabowe i ziemniaki puree, ok?
Rzadko zatyka mnie, tym razem jednak tak się właśnie stało.
– Dziecko Drogie, a czy kupiliście wszystkie składniki?
mamy porcjowany schab i ziemniaki!
Aha.
Poinstruowałam Pierworodnego , czego i ile powinien jeszcze nabyć.
Wieczorem spotkaliśmy się na skype, via camera oczywiście. Oprócz swego Synka, zobaczyłam na ekranie trzy śliczne dziewczyny.
Mama, to Alice z Włoch, to Emma z Niemiec, a to Yasmine z Malezji. Wszystkie chcą Cię bardzo poznać i nauczyć się gotować!
Odbyło się miłe hello , how do you do ? , po czym Pierworodny z dumą pokazał mi bardzo blisko do kamery..tłuczek do mięsa
Mama, wyobraź sobie, że po ten specyfik musieliśmy jechać pociągiem do miejscowości oddalonej od Exeter kilkanaście , dobrych mil! Nigdzie tu, w Anglii tego nie ma, cudem dowiedzieliśmy się, że w jednym sklepie jest!

Ok. ;)

Nie będę szczegółowo opisywać procesu produkcji schabowych, bo przecież każdy z nas to zna.
Powiem tylko, że wyglądało to tak, że Pierworodny siedział na krześle i niczym dowódca żeńskiego oddziału partyzantki, wydawał koleżankom rozkazy, czyli tłumaczył, to co mówiłam do Niego ws kotletów i ziemniaków. Na szczęście trochę znam angielski i kilka razy udało mi się Go za to, na głos, trochę uszczypnąć.
*
Obiad wyszedł pyszny. Późnym wieczorem dostałam osobiste podziękowania ,via camera, od Dziewcząt.
*
Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że nasze schabowe robią furorę w Italii, Niemczech i …Malezji!
:))))
*
A dziś w naszym, polskim domu, obiad wyglądał tak:

Barszcz ukraiński

Krokiety z mięsem

podane z gruszkami w occie

A na deser – szarlotka

***