Późnym latem…

zdjecie-0955

Reklamy

Schyłek lata

Część pierwsza:

Babie lato

z netu

Pamietam, że
pogoda była taka jak dzisiaj; pajęczyny babiego lata tańczyły w ciepłych promieniach późnoletniego słońca, a krople deszczu na trawie, pozostałość po ostatnich ulewach, lśniły mieniąc się różnymi kolorami tęczy.
Poprzedniego dnia płakałam i byłam tak bardzo samotna. Rzadko płaczę, ale tym razem dusza moja niepokorna zażądała łez. Znów ktoś zawiódł i znowu z zazdrością myślałam o tych, którzy mogą wtulić się w czyjeś kochające ramiona i wylać na nie cały swój żal i złość na świat. Samotność; mój wybór, moje wyciszenie i jednocześnie najpodlejszy wróg.
Nitki babiego lata wiły się tańcząc swój cudny taniec na wietrze. Pląsały biegnąc w stronę zachodzącego słońca.
Nie widziałam Go chyba dwa lata. A może nawet trzy? Nie wiem, czas tak szybko ucieka. Pisał do mnie czasem i w tych słowach było tak wiele tęsknoty i pragnienia. Tak dużo nieśmiałości , a często niespodziewanej odwagi. Nierówność? Wahanie pomieszane ze stanowczością, czasem wręcz dziecinne, a czasem rozpaczliwe próby zdobycia czegoś. Kogoś?
Mnie? Zastanawiałam się..po co? Dlaczego akurat ja? Ja z moim złamanym życiem, bagażem złych dni, z moim zaklętym, nieprzystępnym dla zwykłych śmiertelników światem..? Ja z moim ciemnym lasem wspomnień i duchów Przeszłości…
Wieczór otulił park mlecznymi mgłami.Nie było gwiazd i wszystko wokół w jakiś magiczny sposób nagle usnęło, zastygło w głuchym bezruchu; niebo cierpliwie czekało na wiatr, który rozwieje ciężkie, ciemne chmury. Ciszę mroku przerywały czasem spadające liście wiekowych dębów i malutkie gałązki sąsiednich, wielkich drzew. Szłam szybko ,starając się dość dokładnie omijać kałzuże na parkowych alejkach. Chciałam wreszcie się z Nim spotkać ,znów Go zobaczyć.Rozwiać..właśnie, co rozwiać? Naszą nieobojętność wtedy…? Cień skrzydeł starego klonu szczelnie ukrył jego postać i tylko żar tlącego się papierosa był niczym małe światełko jakiejś przystani, do której zmierzałam. Pali..? Pewnie denerwuje się przed tym spotkaniem. To jego pomóż mi!; oczywiście, pomogę, zawsze przecież pomagam, już chyba taka moja rola w tym życiu. Ale..Jemu? Ciekawe jak? W czym? Gaszony deszczową wodą paieros i cichutki dżwięk kroków. Podszedł do ławki, przy której przed chwilą zatrzymałam się.
Jest duzo wyższy, niż zapamiętałam! Nie ma już długich włosów; zamiast tej charakterystycznej , czarnej kitki ,którą z dumą nosił przez lata ,teraz na jego karku wiją się lekko zmierzwione pukle.Kędziorki…Ma dżinsy, ciemną kurtkę i ciemną czapkę z daszkiem.I firany czarnych rzęs,spod których zerkają na mnie zaciekawione, bardzo ciemne i bardzo błyszczące oczy!
– jestem- uśmiechnęłam się /Nie wiem co mówić, chyba jak zwykle zdam się na intuicję i będę improwizować/.
– cieszę się, że przyszłaś!
Ma aksamitny, spokojny głos..
– obiecałam, że przyjdę, więc przyszłam. Poza tym musiałam spojrzeć w oczy komuś, kto tak pięknie i czasem nawet namiętnie do mnie pisał! Chwilami myślałam, że to albo żarty, albo jakieś nieporozumienie…
– nie, to nie żarty, ale jeśli kiedyś czymś uraziłem Cię, to nie gniewaj się, wybacz, przepraszam…
– to znaczy…mam rozumieć, że podobam Ci się?
– przecież zawsze tak było…Ale tu nie chodzi wcale o to podobanie.Wiesz, samotność…przez samotność i w samotności człowiek czasem wariuje. A Ty potrafisz słuchać, rozmawiać, Ty rozumiesz…
– tak, ja rozumiem…szkoda tylko, że to ja zawsze muszę rozumieć!Wszystko i wszystkich , cały ten gówniany świat! Pomóż mi? Mówisz dokładnie jak ktoś, kogo bardzo kochałam, ktoś, kto nagle umarł! Po prostu umarł! Odszedł! Wszyscy, których kochałam odeszli.Tak jest i chyba musi być. Czy Ty sądzisz, że skoro się śmieję, to jest mi naprawdę wesoło? Czy sądzisz jak inni, że jestem tak silna i dzielna? Ja przez te ostatnie lata, gdy nie widzieliśmy się, straciłam niemal wszystko; moje życie skończyło się. Zrozum więc, że nie jestem tak przebojowa i mocna, za jaką może mnie masz! Ja…ja często śmieję się przez łzy, często czuję się tak bardzo źle..i często jestem tak bardzo samotna!
Nie wiem dlaczego nagle zrzuciłam lawinę swoich emocji na tego człowieka. Wyrzuciłam bagaż żalu na ręce mężczyzny! Mężczyzny, który niczemu nie zawinił w moim dziwnym, smutnym życiu. I to mężczyzny,który bardzo podobał mi się.
-zwykle płaczemy, gdy nie widzi nikt..
Przerwałam:
– tak. Ja teraz muszę już iść. Przepraszam za ten mój wybuch, ale uznałam, że powinieneś znać prawdę. Odprowadzisz mnie do auta?
Szliśmy chwilę w milczeniu.
– zostałabym z Tobą, może skorzystałabym z Twego zaproszenia i poszlibyśmy na kawę albo pospacerować,ale mam dużo pracy / niektóre kłamstwa to małe kłamstewka i są tak już wyuczone, że gubią się wśród tego, co naprawdę…/ Muszę jechać, będziesz jutro tutaj? /jedno z najgłupszych pytań w moim życiu../
– tak, będę. Przyjdziesz…?
– tak, przyjdę..
– poczekaj!- zatrzymał mnie przed samochodem- wiesz,ludzie powinni … chyba nikt nie powinien być sam.
– myślisz..? Hmm, może masz rację. Jutro przyjdę.
*
Kąpiel w płatkach róż pieściła ciało i przynosiła ukojenie po całym dniu. Gąbka w mej dłoni wędrowała po ciele kobiety delikatnie masując jej piersi, potem brzuch i uda. Dreszcz.Jeden, drugi. Kobiecość. Zapomniałam już jak to jest być kobietą, nawet nie wiem, czy chciałam jeszcze pamiętać. Przez zamkniete oczy widziałam te ciemne, błyszczące, które jeszcze godzinę temu chłonęły mą postać. Nie, niepotrzebnie; to tylko kolega, ktoś, komu mogę w jakiś sposób pomóc i dać trochę przyjaźni.
Noc przyprowadziła znów te ciemne oczy. Nie, nonsens! Tak mogą tylko nastolatki i młode kobiety; Ty już /na szczęście!/ ani jedną, ani drugą nie jesteś!
Świt nadszedł złotymi promieniami słońca, które przez resztę dnia oświetlało ciepłym blaskiem świat. Drewniana ławka- huśtawka w ogrodzie wśród chińskich róż jak każdego letniego popołudnia zapraszała ; była bramą do mego Świata Duchów i wspomnień. Kołysała leciutko, a jasne obłoki leniwie płynące po niebie przenosiły mnie Tam..
Tego popołudnia znów zobaczyłam nitki babiego lata. Chylące się ku zachodowi słońce mrużyło moje oczy, a spojrzenie skupiało się na tych delikatnych, z gracją płynących gdzieś w dal nitkach- pajęczynkach. Było ich coraz więcej i miałam wrażenie, że z każdej strony oplatają mnie. Chciałam je odgonić, strząsnąć. Zrezygnowałam. Niech owijają się wokół mnie! Niech oplatają jak te dziwne myśli..myśli o ciemnych, błyszczących oczach i niech prowadzą. W stronę słońca.
Nadchodzi wieczór. Pójdę do parku. Przecież obiecałam. Zawsze dotrzymuję obietnic.

cdn.
***

*Bardzo ważne spotkanie*

Było letnie, upalne popołudnie.
Jeszcze dwie godziny i spotkam się z Markiem! Wreszcie! Po tylu latach mijania się, po miesiącach, gdy kontakt nasz opierał się ostatnio głównie o sprawy służbowe, rozmowy telefoniczne, smsy i e-maile , zobaczę go! Nareszcie spędzimy popołudnie i wieczór razem. Mamy spotkać się w moim ulubionym zajeździe nad wodą. Po obiedzie przejrzymy dokumenty i omówimy szczegóły objęcia przez mnie nowego stanowiska. Poważna sprawa. Trochę obawiam się, czy dam radę. Ale niech tam, jeśli się nie zaryzykuje, to się nie ma !
Już nie mogę doczekać się naszego spotkania!
Czarna czy czerwona sukienka? Czarna odpada, za gorąco na czerń dziś. Czerwona też odpada; mocno dopasowana, za seksowna na spotkanie z Przyjacielem. Wiem! Ta w kolorze czerwonego wina będzie w sam raz! Jakie buciki? Czarne szpilki, a na wieczór czarny ,ażurowy szal? Nonsens, nie mogę znów ubrać się jak na wesele! Kilka dni temu zrobiłam taki numer, całkiem przypadkiem oczywiście. Wszyscy w tej restauracji byli w letnich, jasnych ciuchach, a ja w lśniących szpilach, tamtej sukni, szalu i złotym naszyjniku niby rodem ze Starożytnego Egiptu. Dopiero po czwartym kieliszku przestałam cierpieć ze wstydu ;)
Ok, suknia w kolorze czerwonego wina może być. Do tego te moje ukochane, cudne szpilki made in Spain , w kolorze jasnej kawy z mlekiem i przezroczyste, tego samego koloru bolerko. Ślicznie! Żadnych złotych naszyjników, delikatny łańcuszek. Tylko gdzie on, cholera, jest? Zaraz poszukam, teraz muszę zlokalizować ten nowy błyszczyk( w której torebce może być?? ) .
Szybciej Angie, czas leci, już za godzinę spotkanie!
Aga, będę trochę spóźniony, przed chwilą miałem mały wypadek, czekam na policję – spokojnym głosem zakomunikował M.
– nic Ci nie jest?
-nie, wszystko w porządku,samochód tylko nieźle poturbowany.
To nawet dobrze. Tzn., źle, że ktoś go stuknął , ale dobrze,że nic mu nie jest i że trochę spóźni się; zdążę jeszcze zrobić to i owo, piętnasty raz poprawię włosy, trzydziesty ósmy spojrzę w lustro na to zjawisko w ciemnoczerwonej sukni.A może założyć chabrową? Nie, za duży dekolt, nie wypada. Poza tym nie ma już czasu na szykowanie się od nowa.
Telefon. Ki diabeł? Księżna Matka? Przecież wie, że zaraz jadę! Czemu wszyscy zawsze zawracają mi głowę, gdy się śpieszę?!
– co jest?- spytałam szybko, szukając w trzeciej torebce błyszczyku.
– Agusiu, dziecko,BB ( mój Brat, Big Brother , w skrócie BB) rozwalił Suva. Gdzieś blisko nas. Zorientuj się co się tam stało, ja nie mogę zejść z dyżuru.Jemu chyba nic nie jest, ale nie wiem, w jakim stanie jest samochód…
Przemknęło mi przez myśl, że…
nie, to niemożliwe!Prawdopodobieństwo 1: 1000000 chyba! To nie ten rejon, M. ma jechać z Warszawy, a BB wraca z pracy z pobliskiego miasta, które nie leży przy głównej drodze na Warszawę. Już dzwonię do BB sprawdzić, czy nic mu nie jest .
– żyjesz? Co się stało? Mama w stanie przedzawałowym, mówi, że rozwaliłeś SUVa , co się dzieje?
– nic takiego, stuknąłem tylko jakiegoś gościa. Wszystko z mojej winy, prędkość i wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu. On też jechał toyotą, ale niedużą osobówką.Mój SUV ok, ma tylko zderzak zgnieciony i trochę strzaskany bok; gorzej z autem tego faceta. Ale już jest policja, spisujemy dokumenty właśnie.
– słuchaj- czułam, że mój głos zaczyna brzmieć inaczej- słuchaj, czy ten pan ..czy ten pan jest elegancki, ma siwe włosy , na imię Marek i jedzie z Warszawy?
Cisza.
– tak. Skąd wiesz?
O BOGOWIE! O Święci Anieli Pańscy!
Nogi się pode mną ugięły.
– To gratuluję! Ty durniu!- krzyknęłam do Brata- przecież to dyrektor mej firmy! Marek, którego nie widziałam od lat i z którym miałam za kwadrans być na obiedzie i podpisywać nową umowę! Dlaczego? Dlaczego stuknąłeś… akurat jego?!
– Panie Marku – słyszałam jak Brat mówi do M.- panie Marku,to Pan jest szefem mej siostry i Pan miał spotkać się nią dziś na obiedzie…?
Policjanci parsknęli śmiechem. Marek i BB też.
*
Cały wieczór , zamiast przeglądać dokumenty, rozprawialiśmy z M. o tym wydarzeniu.
Bo–
gdyby Marek pojechał przez Wrocław i potem wojewódzką 94, gdyby wujek google nie kazał mu omijać miasta i jechać tym durnym skrótem przez wioski, gdyby wyjechał wcześniej, albo później…gdyby przejazd nie był wtedy zamknięty, gdyby mój BB nie zwolnił się pół godziny z pracy…
Przypadek, czy zapisane w gwiazdach?
Ehhh,
jednak są na świecie są rzeczy, o których nie śniło się …
;)
***

Forever young, czyli…( cz.II)

czyli o spędzaniu urlopu z rodziną ……..;)

https://angiewitch.wordpress.com/2013/07/09/forever-young-czyli/

Część II

Choć byłam wściekła, nie pokłóciłam się wtedy z Panią Matką, ani specjalnie nie nakrzyczałam na swe męskie latorośle.
Ponieważ zmienić podejście Księżnej do pewnych spraw, jest niemal niewykonalne, a ja cechę tę najwyraźniej odziedziczyłam po niej,postanowiłam pójść na jakiś kompromis w sprawie mego wieczornego wychodzenia na piwo.
Następnego dnia spytałam:
-czy to nie doskonały pomysł, abym poszła dziś do tej sympatycznej knajpy, którą sama zachwyciłaś się, z Sabą? Wiesz, że tam psiarze mile widziani, ja będę całkiem bezpieczna z psem,a Ty spokojna!
– ja nie chcę spać dziś z Babcią! Bądź ze mną!- zapiszczała nagle Mała Wiedźma.
Jeszcze tego mi brakowało! Cały czas cieszyła się na myśl o wakacjach z Babcią i długich rozmowach z nią przed snem, a teraz nagle…
Ehh, jak już pech, to na całego!
Gdy usnęła, wyszłam z chłopcami z domku.
Księżna była i tak niezadowolona. Powodem może było nie samo moje planowane wyjście, ale sukienka, którą kupiłam tego dnia rano.
Gdy szliśmy rano( no dobra, w południe;)) na plażę, zobaczyłam z daleka mały sklepik z magicznym napisem na szybie:
LETNIA WYPRZEDAŻ
Musiałabym nie być sobą, aby , choć na chwilkę, nie podejść.
Chwilka zamieniła się w chwilę, potem dłuższą chwilę. Wyszłam pokazać się Księżnej.
– przecież to za ciasne na Ciebie!
Postanowiłam nie reagować impulsywnie.
-Mamo, ta sukienka jest DOPASOWANA, takie noszą, nie widziałaś??
-widziałam, ale nie podoba mi się to. Zbyt …seksowne.
– aha! To może przypomnę Ci Twoje sukienki z tamtych lat?!
To był argument poniżej pasa. Pani Matka zamilkła. :)
*

Wieczorem młodzi poszli w swoją stronę, ja w swoją. Oczywiście z psem:)
Usiadłam przy swoim ulubionym , wiklinowym stoliku blisko barku. Zanim zdążyłam przywitać się z szefem, obok mego stolika pojawiła się młoda, śliczna kelnerka i spytała, czy podać miseczkę z wodą dla pieska.
Jasne, że podać! A dla mnie- jeśli już ktoś by się pytał ;)- oczywiście zimne, jasne , bez soku. ;)
Lato to jedyny czas w roku, gdy lubię zimne, jasne. To też czas, gdy najbardziej lubię patrzeć na uśmiechniętych, bawiących się ludzi. Zawsze obserwowałam ludzi; gdy łaziłam na wagary w ogólniaku, moim ulubionym zajęciem było wysiadywanie we wrocławskich kawiarniach i przypatrywanie się ( dyskretne, rzecz jasna!) przybyłym. Czasem , chcąc nie chcąc, gdy siedzieli tuż obok, słuchałam ich rozmów. Fascynowało mnie każde życie. Każde życie jest jakąś opowieścią, a te od dzieciństwa uwielbiałam.
Wracając do Jastarni i tej uroczej knajpy: siedziałam blisko barku, Saba obok mnie. Patrzyłam na cudownie kiczowate złoto- różowe lampki, tańczących , młodych ludzi i słuchałam muzyki. Może zapomniałabym o Bożym Świecie, gdyby nie moje zimne jasne. Niestety picie tego trunku, ma skutki nie tylko w postaci dobrego humoru. Jak dobrze, że drzwi, na których znajdował się napis WC , były dość blisko! Przywiązałam Sabę do swego krzesła i poprosiłam znajomą parę z Wrocławia , aby chwileczkę przypilnowała pieska. Coś tknęło mnie i po paru krokach odwróciłam się. Mogłam tego spodziewać się:
pies idzie za mną–wraz z wiklinowym krzesłem!
Monika i Paweł( przy okazji, jeśli trafili na ten blog, serdecznie pozdrawiam! ) jednym tchem powiedzieli:
– nie da rady, warczy na nas!
Wróciłam i spokojnie starałam się wytłumaczyć Sabie, że to mili państwo, a ja będę za sekundę , a teraz tuż obok. Nic z tego. Pies znów szedł ( wraz z krzesłem) za mną.Ponieważ mój pęcherz był już na granicy wytrzymałości, nie pozostało mi nic innego, jak wziąć Sabę do toalety.
Pomieszczenie za drzwiami z napisem WC, dzieliło się na dwa mniejsze: toaletę damską i męską. Obie toalety miały jednak wspólny przedsionek.
Ponieważ połowę wieczoru spędziłam w toalecie( tak już niestety mam po piwie..) , a Saba za każdym razem czekała tuż pod moją kabiną, co jakiś czas słyszałam głośne piski dziewcząt: ” ajj, pieeeesss! ” lub męskie głosy” o kurwa, uwaga, pies w kiblu!” .
Subtelnie odzywałam się zza swych zamkniętych drzwi:
– spokojnie, nie gryzie! ( „dopóki komuś nie przyjdzie do głowy podejść za blisko moich drzwi”, dopowiadałam w myślach;))
Wszyscy tak polubili Sabę, że dostała gratis smażoną rybkę i kiełbasę. Oczywiście mogłam pożegnać się z tańcami; pomimo tego, że drzemała na rozsypanym wokół białym piasku, nie odstępowała mnie na krok. Jak dobrze, że potrafię wczuć się w innych i dzielić ich radość z tańca i zabawy! ;)Jak miło też, że szef tak polubił mnie, że przyniósł mi (osobiście!) drinka swej koncepcji. Pomimo tego, że było to obrzydliwe, wypiłam, podziwiając jego kunszt rzecz jasna! Nie mogłam przecież zrobić przykrości szefowi, a poza tym na wakacjach panują inne zasady /gry/ ;) Ponieważ jednak jestem uczciwa ( wobec tych, którzy są wobec mnie uczciwi), postanowiłam zasugerować jakoś delikatnie szefowi, że to albo niezbyt dobre, albo nie w moim stylu po prostu.
Trzeci drink był już ok.;)
Bawiłam się doskonale, gdy nagle wyrosły, jak spod ziemi, me latorośle( te starsze, płci męskiej).
– zabieramy Sabę, Babcia jest na nas wściekła, że nie poszliśmy z Tobą tutaj i mówi, że pies nie może tak się męczyć.. A Ty Mama, jak nie potrafisz nie wściekać się po nocach, to jej i tak już wszystko jedno.
:)))
Pierworodny dodał:
– Mama, rób jak chcesz, ale jutro jedziemy na Hel i płyniemy statkiem; możesz nie dać rady!
*
Dałam radę. Zwykle daję radę :)))
*

Ja i Saba w Jastarni i na morzu. Kilka lat temu,
obie dobre kilka kilo młodsze ;)
***