*El Condor Pasa*

Nie stawiam nigdy pomników swoim byłym miłościom i miłostkom.. Nie przeklinam ani nie gloryfikuję mężczyzn, z którymi zdarzyło mi się związać.
Pomimo tego moja historia z J., choć tak brutalnie przerwana przez los i nas samych, była tak piękna, że postanowiłam jeszcze raz powiedzieć o tym.
Długo szukałam naszej melodii. Tej melodii, przy której tańczyliśmy nocą podczas burzy w maleńkim, starym domku. Ten domek był wewnątrz wyścielony drewnem: drewniane panele na ścianach, drewniane fragmenty dachu. Był brzydki i obskurny, ale dla mnie był naszym” ślicznym, góralskim domkiem” . Czasem J.miał dyżury tam i tam spędzaliśmy długie godziny razem.
Pochodziliśmy z dwóch , różnych światów i tylko cud mógł sprawić, aby TO przetrwało…
Czegoś zabrakło..
siły? Miłości? Odwagi?
Byliśmy jak para zakochanych dzieciaków, których nic nie obchodził cały świat; chłonęliśmy życie i każdą chwilę, którą mogliśmy przeżyć razem..Czasem sosny szumiały nam do snu, czasem usypiały nas piękne melodie, a zawsze, ale to zawsze na nasze spotkanie wychodziły nagle gwiazdy : ))) Jakby dla specjalnie nas…
Dziś nie ma już mojego ” góralskiego domku” ; tuż po odejściu J.z pracy, zrobiono tam generalny remont. Patrzyłam jak zrywają moje ulubione, drewniane panele ze ścian. Pękało mi serce; wiedziałam, że już nic nie będzie jak wtedy…I wtedy wylałam morze łez…
Dziś mały domek jest jakimś obcym, nowoczesnym pomieszczeniem…
Dziś już wyschły łzy.
Znalazłam tę melodię, choć cały czas była przy mnie, ciągle ją słyszałam. I cały czas czułam Jego dotyk, jak wtedy, w tańcu…
Znalazłam też mały gif; obrazek,filmik, który ktoś chyba nakręcił patrząc na Nas. Tak samo tańczyliśmy na wietrze..i też miałam czerwoną sukienkę : )))
Byłam szczęśliwa z Nim.
I wiem, że też słyszy tę melodię………

PS
Moi synowie uważają, że gify są zawsze ” potwornie kiczowate”
Może i tak, ale czy każda miłość, zakochanie, zauroczenie i namiętność nie ma czegoś” kiczowatego” w sobie?
A dla mnie te gify…
to jak Szczęśliwe Duchy Nasze , które ciągle tańczą, tańczą…
: )))

porque te vas …

Dzisiaj w moim oknie błyszczy słońce
i serce smuci się kontemplując miasto
Ponieważ odchodzisz, bo odchodzisz…
Jak każdej nocy obudziłam się
myśląc o Tobie i widziałam
na moim zegarku jak mijają godziny
Ponieważ odchodzisz..
wszystkie obietnice mojej miłości odejdą razem z Tobą…
zapomnisz o mnie,
zapomnisz o mnie…
Na stacji będę dziś płakała jak dziecko,
W cieniu latarni.
Usną wszystkie rzeczy, które zostały nie dopowiedziane,
usną
Przy wskazówkach zegara
będą czekały
wszystkie godziny, które pozostały do przeżycia
będą czekały…
A
wszystkie obietnice miłości
odejdą z wraz Tobą
……………….

Jestem znów wolna i przyznam, że czuję się lekko : ))
Przeżyłam swój
„koniec swego świata” jakiś czas temu
Trzeci raz granica bólu
i wystarczy.
Wystarczy mi już miłości, wykreślam to słowo ze swojego
prywatnego słownika słów pięknych;)
Jest miłość, owszem: kochają mnie moje dzieciaki z pracy,
„kochają mnie” moi koledzy i koleżanki.
Czasem nawet zastanawiam się skąd ta moja popularność wśród ludzi?
Odkąd o 6:55 co dzień przekraczam bramę zakładu pracy ,zaczyna się;
moi dawni podwładni krzyczą :
” idzie Nasza Pani, Sama Wiosna, Sama Miłość! ” ( skąd IM się to wzięło?? )
potem ci szaleńcy z karetek pogotowia włączają nagłośnienie i przy wszystkich ludziach nadają:
” Pani w czarnej sukience proszona o zejście z jezdni! ” ; ))
potem z dziesięć pielęgniarek zagaduje mnie po drodze ( i jak mam nie spóźniać się?? ) , potem moi dawni robotnicy machają mi z daleka, potem jakiś kolega zajeżdża mi drogę, potem Ci z transportu z Miasta( przyjezdni) ryczą: mamy coś dobrego dla Pani dziś!
: ))
I tak w kółko, i tak zawsze. Od lat.
Chwalę się? Nie, chyba nie; przynajmniej nie zamierzam. Tak po prostu jest i czasem przystanę tylko i pomyślę; dlaczego, dlaczego akurat do mnie tak garną się?
Maniek zawsze mówił:
” Oni Cię kochają. Wszyscy. Za to, że jesteś jaka jesteś, że z każdym z nich rozmawiasz, że zawsze śmiejesz się, że jesteś dobra i każdemu pomagasz. Mówię Ci: gdyby ktoś Cię skrzywdził, każdy z Nich zabiłby. Za Ciebie”

Dlatego już Mańka nie ma. Tutaj nie ma.

***

… miłość w sensie uniesień, odlotów do gwiazd
staje mi się
zjawiskiem dalekim i obcym.
I niech tak będzie. Tego się nie szuka. To przychodzi
znikąd, nagle i niespodziewanie; jak ma przyjść , to przyjdzie.

P.S.
Jeżeli ktoś napisze:
„nie martw się Angie”
lub w jakikolwiek sposób okaże mi tutaj współczucie z powodu mojego rozstania z Mańkiem,
zostanie zabity, poćwiartowany, powieszony oraz utopiony. A wcześniej zmuszony do ciężkiej pracy w moim ogrodzie ( karczowania dżungli) oraz dostarczania mi przez tydzień dobrej whisky.
A także zrobienia przetworów na zimę : P
Nadmienię tylko, że Maniek jest tak durny, jak ja naście lat temu.
Wypisz- wymaluj.
I wiem już ,co będzie musiał przejść.
Cieszę się : ))
: P
; ))))

* Film? *

Nie lubię niedzieli. Dlatego, ze jest jakaś z natury ..leniwa i że poprzedza poniedziałek. Tego drugiego, choćbym nie wiem jak chciała, nie zmienię. Z pierwszym natomiast walczę uparcie i ( dość) skutecznie od lat. Gotuję, piorę, czasem wyrwę się gdzieś do moich lasów, czasem zabieram dzieciaki do kawiarni nad wodą ,na lody. A czasem po prostu odpoczywam biernie w rytm ” lenistwa” niedzieli. Jednak ; ))

Jedną z rzeczy, których nie trawię w niedzielę jest kino familijne. A szczególnie amerykańskie kino familijne. Brrr! Po obowiązkowym obejrzeniu ” Makłowicza..” widząc potem zapowiedź czegoś w stylu ” Kevin sam w domu” ,wyłączam zwykle natychmiast telewizor i wrzucam jakąś muzykę głośno. Albo idę do kuchni przyrządzać jakiś ” spontan” .

Ale jest coś , co może przykuć mnie przy telewizorze w niedzielne południe. Prócz starych, dobrych westernów mam słabość do filmów o II Wojnie Światowej. Do opowieści o losach ludzi wplatanych nagle w piekło wojny, o ich dramatach, walce- niekoniecznie na wojennych frontach- o ich cierpieniu, sile i zwycięstwach.

To nie wybitne dzieła kinematografii, to też nie oskarowe przeboje; filmy, o których ktoś może powiedzieć” bzdety, pierdoły, kicz” , choć mnie to kompletnie nie obchodzi. Bo gdy ma mnie film ” wciągnąć” musi mieć tę magię, to coś, czego nie da się może nawet zdefiniować. Musi porwać za serce, musi sprawić, abym poczuła się ” tam”, w środku akcji, bez podświadomej analizy gry aktorskiej bohaterów czy kunsztu reżyserii.Muszę utożsamić się..

” Pierścionek”, ” Póki się znów nie spotkamy” czy , poza nawiasem – choć w tej kategorii,bezkonkurencyjny i naprawdę świetny ” Angielski Pacjent”.

A dziś…nawet nie pamiętam tytułu, chyba ” Klejnoty” . Film o Amerykance, która w przededniu Wojny przybywa do Anglii z rodzicami , by zrzucić traumę złego małżeństwa i poronienia wymarzonego dziecka.

Nie zamierzam opowiadać tego filmu tutaj; chcę powiedzieć tylko to, że oglądając go, zapomniałam o całym teraźniejszym świecie, o otaczającej mnie rzeczywistości. Miałam iść szybko po coś do sklepu, byłam w pełnym ” rynsztunku”; w kuchni czekały obrane jarzyny na zupę i mięso na kotlety. A ja zatrzymałam się w swoim pokoju przed telewizorem. Usiadłam z torebką w ręku..za chwilę rozłożyłam się na kanapie nie odrywając wzroku od filmu. Przeniosłam się. Całkowicie i niespodziewanie..

A prawie nigdy mnie nie zdarza się to!

Oderwanie na jawie..

Dzieci pytały co jakiś czas” mama, kiedy obiad? ” , odpowiadałam sucho:

„potem, będzie dziś później, dużo później, weźcie sobie bułeczki teraz”.

Byłam Tam: w Anglii, we Francji w czasie II Wojny..Byłam znów ,nagle , tą małą dziewczynką sprzed – dziestu lat, która siedzi u stóp Babci przy Jej bujanym fotelu i słucha z szeroko otwartymi oczami opowieści o losach Dziadka i Jego braci, z których jeden szedł z Andersem, drugi znad Oki, inny był partyzantem i brał ślub z Ukochaną w lesie…

Byłam znów tą dziewczynką, która nie może zrozumieć ” dlaczego Niemcy byli tacy źli??” i każdego ” dobrego” Niemca kochała „w ciemno” , żarliwie i platonicznie w swojej bujnej, dziewczęcej wyobraźni. : )))

Dziś znów ” spotkałam Dobrego Niemca” w tym filmie właśnie. Płakałam ,gdy ocalił życie nowo narodzonej angielskiej dziewczynce; płakałam, gdy musiał rozstać się z jej Matką…

I nagle doszło do mnie..nagle zrozumiałam słowa sprzed wielu, wielu lat, mej Księżnej Matki:

– Angie, przecież ten Twój to wypisz- wymaluj oficer niemiecki! Dać Mu tylko mundur i masz Wittmana we własnej osobie! Przystojny jak cholera i Aryjczyk, niech Go licho! ( hehehe)

Księżna mówiła o moim ówczesnym małżonku!

Nigdy nie myślałam o Nim w kategoriach” przystojny czy nie przystojny”; był Mój, a ponad wszystkie kobiety świata i tak przedkładał napój Dionizosa : ))

Nie był Don Juanem, był tylko moim Don Kichotem, który nawet nie zdawał sobie sprawy z urody, jaką Najwyższy Go obdarzył. I ja nie zdawałam sobie sprawy przez długie, dlugie lata, że jest cholernie przystojny. Dziś, choć z zasady nie ” wieszam psów ” na żadnym ex ( w końcu..z jakiegoś POWODU byłam z nim/i kiedyś..) , mogę stwierdzić, że niewiele dobrego mój ex małżonek mi dał
( a wręcz wiele odebrał ….)

Był zimny , był przeciwieństwem mnie i dlatego był moim Wyzwaniem. Moją Zagadką, Moją Obsesją.

Był

Moją Pierwszą, Wielką Miłością.

Dał mi… niewiele dobrego, z wyjątkiem Dzieci.

Król Lew jest do Niego bardzo podobny. Na szczęście tylko z urody.

I, bezdyskusyjnie , mogę stwierdzić, że Ojciec moich dzieci był przystojny. Jak licho i trochę : ))

Oto On, a raczej Jego Wierna KOPIA i KOPIA mojego Lwiątka :

* Jak Angie wywalczyła 5 *

Ponieważ w blogosferze jest modny ostatnio temat nauki, szkół, egzaminów itd, pod wpływem nagłego impulsu postanowiłam opowiedzieć Wam o tym jak koleżanka Angie walczyła o sprawiedliwość ( i o swoją dobrą ocenę) na studiach.
Z przedmiotu ” Metody zarządzania” ( czy z podobnego; z czasem nawet ważne rzeczy odpływają gdzieś w niepamięć..) mieliśmy na koniec semestru napisać pracę pt” Etapy rozwoju firmy na dowolnie wybranym przykładzie”. Dla koleżanki Angie dobry temat; trochę lania wody, troszkę tylko jakiejś teorii i faktów.
Jak już koleżanka Angie ma coś zrobić DOBRZE, to oddaje się Sprawie w całości, bez reszty, każdą swoją cząstką. Zapamiętanie. Tak, to jest właśnie zapamiętanie
Dwa dni i dwie noce z krótkimi przerwami na sen, płodziłam swoją pracę. Było to dodatkowo emocjonujące przez to, że przykładem, na którym oparłam pracę, była firma mojej bliskiej koleżanki. Wiedziałam tak dużo o powstaniu i losach tej firmy, że nie musiałam nawet pytać koleżanki o szczegóły ” procesu rozwoju” Jej zakładu. Moja praca semestralna miała być dla Niej prezentem- niespodzianką : ))
Czas gonił, pan dr X był bardzo wymagający i nie znosił- wręcz alergicznie -nieporządku ( a ” nieporządkiem” było, między innymi, oddawanie prac po terminie). Koleżanka Angie jakoś uwinęła się w ciągu tych dwóch wyznaczonych sobie dni i nocy. Praca gotowa, uff!! Należało tylko jakoś dostarczyć ją w terminie Panu dr X. Ponieważ akurat nie miałam przewidzianych zajęć z nim, postanowiłam dać do przekazania dr, pracę swojemu ówczesnemu ” sezonowemu ( bo tylko semestralnemu : P ) chłopakowi.
– Adam, proszę, zanieś X to. Tylko najpóźniej jutro, bo inaczej obniży ocenę!
Po trzech dniach:
-Angie, żabciu, zaniosłem dopiero dziś, nie było mnie 3 dni. Jak Ci obniży ocenę, zrekompensuję Ci to, obiecuję! Pójdziemy do tego wypas klubu w centrum na dobrą whisky!
– wiesz co?!! Whisky to ja sobie mogę wypić tak o, w domu, myślisz, ze kręci mnie jakiś tam klub?? Jak obniży mi ocenę, to jesteś zabity!!!
*
Po kilkunastu dniach; zajęcia z ” Metod..”, i odczytanie ocen za prace. Pan dr X wzywa Angie:
– Kowalska 4+. Jest to , jeśli nie najlepsza, to jedna z najlepszych prac. Byłoby całe 5 gdyby nie zignorowanie mojej prośby i dostarczenie pracy kilka dni po terminie. Proszę zrozumieć, ja mam około 200 takich prac do sprawdzenia i jeszcze, jak każdy z Państwa, wiele swoich , prywatnych spraw na głowie. ( ble, ble, ble..)
Czułam jak krew napływa mi do policzków a wzrok staje się wzrokiem Meduzy. Zerknęłam w stronę Adama. Zabić od razu czy poznęcać się trochę? ; ))
Podeszłam z indeksem do dr X. Pomyślałam w ułamku sekundy: ” Teraz albo nigdy!”
– Panie Doktorze ( nad Nim, w moich myślach siekiery latające, błyskawice, trupie czaszki) – dziękuję za te 4+, ale jeśli chodzi o ścisłość w kwestii porządku oraz nieporządku , muszę zasygnalizować, że ja oddałam tę pracę w terminie! To znaczy…koledze oddałam. ADAM, chodź tutaj!!!
Przyszedł. Nie tylko Adam, ale i cała grupa.
– a teraz powiedz Adam, oddałam Ci moją pracę przed terminem nawet, prawda?
– no tak, oddała, Panie Doktorze ( ble, ble, ble)
-Proszą Państwa! Tak nie można! Niektórzy, wiem, że ze sobą sympatyzujecie , ale to nie zwalnia Was z obowiązku dyscypliny…ble, ble
O nie! On w ten sposób?! No to ruszamy do ataku!
I jak koleżanka Angie rozpoczęła ofensywę ( defensywę? ) , to na całego. Tak jak pisząc pracę. W całości, bez reszty.
ZAPAMIĘTANIE : ))
Kątem oka widziałam, że koledzy i koleżanki skręcają się ze śmiechu. Myślałam
” spierdalać jełopy, se możecie się śmiać, durnie! Mam rację i dowiodę tego!! ”
Pan DR robił się , z chwili na chwilę, coraz bardziej ..zarumieniony.
” Pęka cienias” pomyślałam. I w tej chwili zobaczyłam jak Adam daje mi dziwne znaki. Cały czas podciąga swoją koszulkę w górę i pokazuje na mnie palcem. A ludzie zwijają się ze śmiechu . W jakimś przebłysku podświadomości zerknęłam na siebie…..
Otóż…gdy stałam pochylona nad panem DR, podczas tej emocjonującej wymiany zdań z nim, nie zauważyłam, że zsunęły mi się ramiączka mojej luźnej sukienki i stałam vis a vis DRa z biustem niemal nagim (podtrzymywanym tylko przez ” bardotkę” lekko) . Vis a vis i nad nim…

: ))))))))))))

Najpierw spłonęłam, potem szybko, poprawiając sukienkę powiedziałam:
– widzi Pan, Panie Doktorze? Pan mi bez powodu obniża ocenę, a mi bez powodu obniża się sukienka!
:))

*
Dał mi tę piątkę.

* Przed wschodem i zachodem słońca” *

Jeśli zapytasz mnie ,czym jest miłość
powiem, że Twoim spojrzeniem.
Twoim dotykiem , Twoim zapachem
i słowami,
których nie chcesz powiedzieć…
jeśli zapytasz o szczęście,
nic nie odpowiem,
będę patrzeć na Ciebie i śmiać się Twoim śmiechem,
chłonąć Twój oddech i oddychać..
Twoim oddechem..
zatracać się w Tobie, jakbyś był początkiem i końcem
mojego istnienia
i jakby ktoś świat stworzył
tylko po to, bym mogła Ciebie oglądać,
i bać się, że to sen
i nie bać …
przebudzenia

***

Wszystko dzieje się jakby obok,
choć bliskie, dalekie…
słońce wschodzi i zachodzi jak co dzień ,
ból już nie jest bólem,
tęsknota tylko wspomnieniem..
Ty..TY wraca szczęścia dalekim echem…
świat śmieje się i nic go nie obchodzi,
że
byliśmy,
że kochaliśmy
że już nie ma mnie,
ani nas ani
.. Ciebie

***

Gdybym dziś miała umrzeć, mogłabym powiedzieć, że wiem co to szczęście.
Bo byłam szczęśliwa.
Tak bardzo.
O wschodzie i o zachodzie słońca..
I dlatego właśnie warto było żyć.
A jeśli pisane Być dalej, mimo wszystko
( choć czasem zawyje się: po co? )
To
z tego szczęścia czerpać siły,
choćby było już tylko wspomnieniem
: )

Dzień..lipcowy dzień.. *

Patrzę, patrzę i….

Od rana dziś zastanawiam się czy jest się z czego cieszyć..

Urodziny

Księżna mówi, że było wówczas Lato Stulecia. Absolutnie nie miałam zamiaru wyjść na świat ( już wtedy wiedziałam chyba, że życie mi da popalić lekko, a po co pchać się w kłopoty? ) ; ))
Wyciśnięto mnie- a właściwie wyssano jakimś vacuum ( to może dziś WIELE wyjaśniać..; ))
Właściwie od początku robiono wszystko czego nie chciałam; nie chciałam jeść, nie chciałam spać w nocy i wielu rzeczy nie chciałam. W związku z tym, już krótko po narodzinach przestawiłam sobie dzień z nocą i uparcie, konsekwentnie trzymałam się tego. Doprowadziłam tym Księżną w stan mocnej anemii a Króla Ojca do rozważań:
„jak dziecko może być tak przekorne i uparte od urodzenia..??
(Dziś zmieniło się jedynie to, że Księżna nie ma anemii….)
; )))

Dziś…

Nie dadzą człowiekowi żyć dziś; zaraz pewnie przyjadą Ci z Rodziny ( nie mówię o mafii, chociaż jakby tak spojrzeć na tych trzech młodzieńców w garniturach i tych dwóch trochę starszych w dżinsach…; ))
Jak zwykle, spoza Rodziny , odezwały się Bliskie Skorpiony Męskie:
– wszystkiego najlepszego ( ble, ble) i bądź z Kimś, kto będzie Ciebie wart
– dziękuję serdecznie, ale nie urodził się jeszcze taki /jęzor/
– no chwila: a ja?? /jęzor/
– a no tak, wybacz X, zapomniałam znów, że istnieją wyjątki. Godne wyjątki / słodkie mrugnięcie/
– przebaczam . W tak cudowny dzień nie mogę inaczej…/ równie słodkie mrugnięcie/
( kiedyś wyszczypię te jadowite bestie! : ))

Dostaję różne, piękne kwiaty, ale te moje ukochane są gdzieś ( na razie)
poza zasięgiem :

Przechodząc do rzeczy:
Już dawno, dawno temu postanowiłam, że wyjdę za mąż wyłącznie za Kogoś kto:

1) Wejdzie (jak Pan Tolibowski) do jeziorka( lub stawu) i zerwie dla mnie naręcze nenufarów
2) zatańczy ze mną w centrum Paryża walca

Resztę uzgodni się później.

Tęsknię.. *

Od pewnego czasu mam dziwne sny. Niezależnie od ich fabuły ( a zwykle jest dynamiczna i barwna), w snach moich pojawia się KTOŚ, kto jest bardzo blisko mnie. Strzeże mnie, opiekuje się mną, roztacza jakby anielskie skrzydła nade mną- choć nie jest na pewno Aniołem. I bacznie przygląda mi się. Widzę tę Osobę obok mnie , ale nie widzę dokładnie jej twarzy..Rozmazuje się w tej sennej poświacie.
Ponieważ jestem ( z natury ; )) niecierpliwa, sprawa tych snów coraz bardziej irytuje mnie. Wykorzystując resztki nie zszarpanych nerwów, proszę( bardzo spokojnie i miło : P) tę Osobę o ujawnienie się..
Jeśli Osoba ta nie ma śmiałości osobiście zgłosić się tutaj, może napisać w ww sprawie na T2 do W.P. Charmee. Proponuję jednak uderzać bezpośrednio do koleżanki Angie, gdyż koleżanka Charmee jest osobą niezwykle bystrą, czujną oraz nie łatwowierną i w razie każdej próby oszustwa nie zawaha się użyć swego śmiercionośnego jadu.
A tak poza tym koleżanka Charmee jest Najlepsza ze wszystkich. ; )

Zanim napiszę kilka słów o sobie ( tak w razie czego, żeby Pan Obserwujący mnie wiedział z kim ma do czynienia), wrzucę coś sympatycznego:

Jest godzina przed 23, na dworze burzowo i 25 stopni. Jedyne co mam ochotę teraz powiedzieć to „fuck, fuck this!”
(ale że to mało oryginalne i mało kobiece, to właśnie nie powiem tak : P )
Powiem natomiast coś, co pewnie z kolei mało popularne i co odróżnia raczej mnie od większości kobiet:
nie cierpię upałów! Nie cierpię bezmyślnego wylegiwania się na słońcu w celu nabrania ładnego koloru skóry; nie cierpię (w sezonie) ciepłych krajów, gdzie morze ma temperaturę 28 stopni C! Nie cierpię wyszukanych potraw ani ekskluzywnych lokali.
A słowo ” blichtr” wywołuje u mnie nagłe mdłości.

A KOCHAM
Nasz Bałtyk!
Kocham tę bryzę, ten zapach morza; kocham te chłodne fale, które studzą moje rozgrzane Ja : ))
Kocham zapach smażonych ryb i zimne piwo na plaży;
kocham szum wiatru wśród sosen i migające światła latarenek przy wejściu do malutkich, rybackich portów;
kocham biały, nadmorski piasek i kolorowe kamyczki na brzegu..
kocham ..być nie sama na wydmach o wschodzie słońca ( choć dziś nie jestem w stanie sięgnąć aż tak daleko pamięcią..kiedy to było?? )
kocham patrzeć wieczorami na tonące w morzu słońce…

Tęsknię za tym:

Moja Saba też kocha morze!

I za tym tęsknię:

I przede wszystkim za tym:

P.S. Kocham jeść lody nad morzem i jem je tylko i wyłącznie tam.
P.S.2 Kocham jeździć kolejką górską na wesołym miasteczku!
P.S.3 Kiedyś szalało się w nadmorskiej knajpce przy fajnych dźwiękach; dlatego ” Every breath u take” kojarzy mi się nieprzerwanie i niezmiennie z wakacjami nad morzem ; ))