Dziwny rodzaj bólu…

Wiadomość o jej śmierci przyszła wtedy, gdy ..właściwie nie wiem kiedy; to był jeden z tych wiosennych, pachnących burzą, kolejnym cudownym seksem i kolejną awanturą z ówczenym narzeczonym dni.
Wiadomość o śmierci. Przez interent..! Nie zadzwonił, nie napisał. Szlag by trafił, sama tak chciałam! Prosiłam, by nie kontaktował sie ze mną, bo on, tamten..ehhh..
Dawno temu już nasze drogi rozeszły się. Czasem tylko internet mówił mi co u niego słychać. Ja nie mówiłam nic, nie chciałam. Dziwne, że on zawsze , ale to zawsze wiedział, kiedy jest żle.
Czuję Twój ból , mówił zanim zdążyłam cokolwiek wykrztusić, gdy czasem, przypadkiem spotkałam go. W sieci…
Wściekałam się na niego te ileś już lat temu, że jest niezdecydowany, chwiejny, że nie potrafi od niej odejść. Nie rozumiałam, bo nie chciałam rozumieć tego rodzaju miłości.
” wszystko albo nic”- moja dewiza, moje całe zycie, wzloty i upadki, skrajności.
Nie mogliśmy być razem.Kochaliśmy się jak wariaci, ale zbyt duże podobieństwo wcale nie sprzyja wiciu gniazda. Tym bardziej gdy jest jeszcze ktoś , kto odgrywa bardzo wielką rolę w tym przedsięwzięciu- mały chłopczyk. Jej synek.
Nie mogę jej zostawić, nie jestem już od dawna z nią, ale ciągle muszę czuwać,jest uzależniona, co będzie z dzieckiem?!
*
Musiałam napisać. Upewnić się, że ten nekrolog…
Tak, dość przykra sprawa.Zaćpała się. Ponad rok temu już przejąłem prawa i opiekę nad  synem.
*
Pamietam jej głos.I słowa:
zostaw go! Jest mój! Mój! Mam z nim dziecko,właśnie rżnął mnie jak lubi, jak sukę!
Zostawiłam.
Jego ” to nieprawda, nie możesz mnie teraz tak zostawić” nie przekonało mnie. A nawet jeśli, to o czym tu mówić…Odeszłam.
Przeklinałam ją.Chciałam, by nie istniała. Potem przeklęłam  jego.A potem…potem wszystko powoli zamykało się w szufladce „Było”.
” Pogrzeb w dniu tym i tym, tu i tu”- policzek Przeszłości.
To nie tak, nie tak!
Dziwny rodzaj bólu….
TM & Copyright © 2002 by Paramount Pictures. All Rights Reserved.
***

Reklamy

I na rękach będę Cię nieść..

***

Jest chłodna noc, nie wychodź taka rozgrzana, proszę. Okryj się Kochanie, przecież niedawno byłaś chora…ja wiem, ja wiem, że Ty lepiej wiesz i że nocny wiatr jest taki „ożywczy i że nie umiem czuć jak Ty”, ale proszę, okryj się. Widzisz, lepiej teraz, prawda? Ja wiem ,Maleńka, jak Ty jesteś przekorna i uparta, wiem jak lubisz igrać z losem, ale czasem, proszę, posłuchaj mnie, choć przecież nie rozumiem tego, co Ty…
To prawda, nie do końca rozumiem ten Twój świat, „mowę gwiazd i słowa wiatru w starym lesie” , ale uwierz , gdy patrzę na Ciebie, zaczynam wierzyć w magię. Wiesz jak uwielbiam na Ciebie patrzeć? Gdy coś mówisz, gdy opowiadasz , to wszystko jest takie… żywe; jesteś wtedy jak radosne dziecko( dlatego czasem nazywam Cię ” Dziecinką” , już wiesz..?). Ty mówisz całą sobą; to tak, jakbyś chciała przekazać mi jednocześnie wszystkie swe emocje i przeżycia minionego dnia . Choć staram się zrozumieć, nie wiem czy kiedykolwiek odgadnę Twój zaczarowany świat..ale przyznam, że coraz bardziej wierzę, że istnieje. Zabierasz mi myśli, słowa, zastanawiam się, czy nie wariuję ..Przy Tobie czuję się jakbym nic nie wiedział, jak głupiec jakiś.. Pewnie nim jestem . Chłonę Twój świat i chłonę Ciebie, każdy Twój uśmiech, każdy gest. Mógłbym patrzeć na Ciebie bez końca…dotykać Cię. Wiesz jak delikatne masz dłonie..?

Jak pięknie wyrzeźbione palce..? Tak gładkie ciało..ono tak wciąż kusi swym słodkim smakiem . Dziecinko, mógłbym tak trzymać Cię w ramionach ciągle, słuchać Twych słów i Twego śmiechu..i bicia Twego serca .W Twoich oczach..
gdy patrzę w nie, świat wydaje się inny. Lepszy.

Śmiejesz się, że dałem Ci się zaczarować i mówisz, że życie to nie tylko gwiazdy i marzenia.I że jestem nawet większym romantykiem i poetą, niż Ty . Nie wiem jak to możliwe, ja nie potrafię mówić tak pięknie jak Ty i nie znam się na poezji wcale…znam gorycz życia i wiem doskonale, że
życie to nie tylko gwiazdy i marzenia; 
uwierz mi Kochanie,

zabiorę Cię , Maleńka,  zabiorę wszędzie tam, gdzie możesz być szczęśliwa i dam wszystko, co tylko będę mógł dać i co zechcesz tylko mieć…
I
wezmę Cię na ręce i będę nieść , nieść przez świat.
Zgodzisz się…?

 

 ***

 

 

***

* Stany przejściowe , czyli ” Im falling apart” ;) *

201308301792

Nie lubię ostatnich dni sierpnia , nie lubię żadnych stanów przejściowych. Końcówka lata jest dokładnie czymś takim; dziwnym okresem, gdy na tle błękitnego nieba, w podmuchach ciepłego wiatru zaczynają niespodziewanie tańczyć wyzłocone słońcem liście.
Gorąc dni kusi morzem, jeziorami, lecz chłód wody ,puste plaże , coraz dłuższe i coraz częściej zasnute mgłą wieczory przypominają o nadchodzącej wielkimi krokami jesieni.

Nie lubię tego, nie lubię ani końca, ani oczekiwania. Żółty liść tańczący nad taflą wody to coś, co wyjątkowo mnie rozdrażnia.
Minęło lato…?
Niech się wreszcie określi ta pora roku, ta -ni to letnia, ni jesienna- pogoda! Niech wreszcie spojrzę na kalendarz i powiem śmiało” tak, to jesień”.
Jesień; kosze prawdziwków , bukiety złocieni i kolorowych liści. Zapach suszonych grzybów, ciepło domowego zacisza; spotkania z przyjaciółmi po wakacjach, miejskie knajpki, wełniane żakiety i jasne trencze, jedwabne i ciepłe szale, szaliczki. Ulice tętniące znów, po letnim śnie, życiem. Lubię jesień.
Zanim nadejdzie, trzeba jakoś przetrwać ten stan przejściowy. Co robić, aby nie popaść w powakacyjną chandrę? U mnie jedno , jak zwykle, sprawdza się: zapewnić sobie jak najwięcej zajęć. I wierzcie, o to akurat wcale nietrudno w mojej sytuacji . Bo gdy się ma w domu nastolatkę… ;)
– Mama, musimy jechać na zakupy. Jutro lub pojutrze. Nie mam co założyć na rozpoczęcie roku szkolnego.
Chwila! A te wszystkie białe bluzki, bluzeczki, których mnóstwo wisi w twej szafie??
– Ehh, Mama, nie pomyślałaś, że rosnę.
Niech to! Przed wakacjami były dobre! Dlaczego ona tak szybko rośnie, dlaczego ten cholerny czas tak szybko leci??
Przez pół dnia biegania po sklepach, mierzenia, wybrzydzania, kłótni, kupiłyśmy i białą bluzkę, i mnóstwo bardziej i mniej potrzebnych rzeczy. Nagle wypatrzyłam ją. Sukienkę.
– Mama, nie kupujmy tej sukienki. Jest taka droga, nie podoba mi się aż tak, a Ty po wakacjach nie masz przecież tyle forsy!
– cicho. Moja forsa ,czy jej brak. Chcę ci ją kupić, bo jest wyjątkowo elegancka i wyglądasz w niej pięknie. Poza tym jest uszyta tak, że będzie jakiś czas / hmm, może do przyszłych wakacji/ rosnąć z Tobą.
Sukienka faktycznie prześliczna, stoisko z odzieżą damską, rozmiar 36.
Odzież damska…Mój Boże!dlaczego Ona już jest taka duża?!
Dlatego…dlatego, co za różnica w końcu te parę groszy w te , czy wewte. Karty kredytowe są jednak genialnym wynalazkiem… ;)

Te żółte liście na jeziorach, te zakupy przed początkiem roku szkolnego, przypomniały mi o moich szkolnych latach. I nie tylko o zamierzchłych latach osiemdziesiątych, gdy byłam chudym patyczkiem z wielką blond czupryną a la punk i uczęszczałam do jednego z wrocławskich ogólniaków; przypomniałam sobie nagle o mojej stosunkowo niedawnej edukacji , gdy byłam już nie chudą panią w wieku / dość/ dojrzałym .
Zastanawiam się do dziś, czy na wszystkich kursach tak się dzieje, że dorosłym, zdawałoby się poważnym ludziom ,nagle zaczyna odbijać,czy to może ja mam jakieś wyjątkowe szczęście zwykle trafiać na luzaków i szaleńców? ;) Zawsze, ale to zawsze, gdy przyszło mi się uczyć, czy to w ogólniakach( nie mogłam zdecydować , czy mieszkać z Panią Matką czy Ojcem…) , czy na studiach , czy na wspomnianym kursie, trafiałam na nieprzeciętnie wesołe grupy. Niektórzy uważali, że to ja tworzę atmosferę luzu; pewnie było w tym trochę prawdy. Bo przecież..
bo przecież, gdy kilka lat temu w celu odświeżenia swej znajomości j.angielskiego zapisałam się na kurs tego języka, moja grupa była dziwnie cicha. Szkolny stres. Pojawiałam się tam później , niż inni. Po krótkim rekonesansie, określiłam skład: pan dyrektor, pani księgowa, pan student, pan przedsiębiorca prywatny, pani sekretarka, pani na urlopie wychowawczym itd. Mieszanka wybuchowa, nikt nikogo nie zna, kilkanaście wystraszonych( ale bardzo chcących!) osób.
Pani zarządziła:
dziś, aby rozluźnić się i poczuć jak za młodych lat ,najpierw posłuchamy, a potem zaśpiewamy. Ładną, bardzo prostą piosenkę.
Nie, nie, nie! Cichy jęk rozpaczy wydobył się z kilkunastu gardeł.
Nie wytrzymałam. Patrząc na lektorkę, z miną kretyna spytałam :
– przepraszam, solo będziemy śpiewać?
Grupa ryknęła śmiechem.
-Nie, nie solo Agnes, wszyscy razem, together!
– A, together to i ja mogę! .
Znów ryknęli.
Wszyscy zaśpiewaliśmy.
Nawet jakoś to wyszło..;)
Pewnego dnia, po kilku luźnych lekcjach , lektorka zadała nam / wszystkim/ z pozoru niewinne i proste ( oczywiście po angielsku) pytanie:
– dlaczego chcecie doskonalić swój angielski?
Nikt nie chciał odpowiedzieć. Czemu nikt nic nie mówi? Grzebią nagle w książkach, odwracają się. Cholera, stare pryki, a jak dzieci! Ehhh, dobra, trzeba zająć lektorkę, może uspokoją się.
Zgłosiłam się.
– chcę improve my English, ponieważ Im in love with one Scot.
Klasa zamarła, Pani na chwilę też. Nikt nie wiedział , czy mówię poważnie, czy to moja kolejna zabawa.
– Really???
– jak najbardziej really- miałam bardzo poważny głos. Starałam się tylko nie patrzeć na kolegów ;)
– Agnes, czy masz na myśli mężczyznę o imieniu Scott, czy Szkota?
– oczywiście , że Szkota!
– Ooo! Czy możesz nam opowiedzieć coś więcej o tym Agnes?
Mogę nie mogę, ale czegóż nie zrobi się pro publico bono! Grupa tylko na to czekała.
Bełkotałam coś romantycznie i bez większego sensu, ale chyba poprawnie po angielsku, bo po kwadransie uroczej rozmowy z Panią dostałam minus pięć :) Koledzy byli zachwyceni: nie będzie pytać, kawał lekcji zleciał! :)
Opuściłam / jak to ja/ kilka zajęć. Gdy pojawiłam się, moja grupa patrząc na mnie błagalnie zaszemrała:
– zrób coś, ona ostatnio za każdym razem pyta ” how are you feeling today” i mamy potem improwizować, uzasadniać, dlaczego ok lub nie ok! Zagadaj zrób coś!
Cholera, dorośli ludzie, a zachowują się jak nastoletni gówniarze! Nastoletni gówniarze…nagle przypomniał mi się ogólniak i to odwieczne:
” zagadaj , Ty potrafisz!” .
Potrafiłam. I to nie tylko , ale każdego nauczyciela.
Nauczycielka j. rosyjskiego była elegancką , starszą panią( tak moi Drodzy Młodzi Czytelnicy; w liceum uczyłam się również/ przede wszystkim j.rosyjskiego!) Nasza rusycystka miała niepospolitą urodę: otóż charakterystyczną cechą jej fizjonomii był, na tle jasnej twarzy i kruczoczarnych włosów , wyraźny, dość duży , orli nos. Dowcipni ludzie ,już przed nami nazwali ją „Ptica” :)
Lubiłam Pticę i lekcje j.rosyjskiego .
Jednak jako stary, zatwardziały wagarowicz i outsider, rzadko bywałam. Pomimo tego Ptica darzyła mnie ( jak i większość nauczycieli) dziwną i mimo moich ustawicznych wagarów , niezniszczalną sympatią.
Moja klasa była czujna. I sprytna. Gdy po kolejnych kilku dniach nieobecności pojawiłam się w szkole, usłyszałam błagalne:
– jutro sprawdzian z ruskiego. Zrób coś!!!
Cóż ja mogę wymyślić przez jeden dzień..?
A jednak. Jednak wymyśliłam.
– pani profesor, nie było mnie trochę w szkole. Ja wiem, że ma być dziś planowany sprawdzian ( czasem trzeba walnąć prosto z mostu;)) , ale mam prośbę w imieniu swoim i klasy: przełóżmy!
– ależ Agnieszko, przekładaliśmy już!
– ja wiem pani profesor, ale po pierwsze mieliśmy pełno zaliczeń, po drugie mnie nie było, a po trzecie…pani profesor, przyniosłam coś!
Wyciągnęłam z torby płyty. Wysocki.
– pani profesor, jest tu pewna piękna piosenka, której słuchałam kilka razy. Nie wiem, czy dobrze rozumiem tekst..czy możemy razem, tu, z klasą posłuchać? Myślę, że nie tylko ja, ale i klasa skorzysta…
Nie zapomnę tego, jak nasza Ptica drżącymi rękoma włączała płytę. Usiadłam w pierwszej ławce. Miała łzy w oczach; ja słuchając ballady” Лирическая ” , tradycyjnie miałam ścisk w gardle. Ale kto to widział, kto przejmował się! Rechotali z tyłu jak durnie.
Wściekłam się i po lekcji powiedziałam, że już nie będę nigdy ratować ich bezdusznych tyłków. Pośmiali się.
Ale i tak ratowałam. Zawsze.
Na studiach byłam / jak zwykle/ w grupie wariatów. Świetnie wpasowałabym się w nią, gdyby nie jedna , mała różnica między mną, a resztą: ja nie pozwałam sobie na zawalenie egzaminów. Moje realia mocno ograniczyły ulubiony mój luz- blues.(…)
Tak, czy inaczej , było wesoło. I jak niektórzy twierdzili, to wszystko dzięki mnie.
Bo cóż nie ratuje nas czasem przed zwariowaniem, jak nie poczucie humoru? A to , chyba od urodzenia, posiadam .;)
Pan Rysio był świeżo upieczonym małżonkiem. Lubiłam Rysia, choć grupa raczej nie przyjaźniła się z nim. Dobrze ułożony, zwykle w eleganckich garniturach, bogaty ojciec. Nigdy nie chodził z nami na piwo, zawsze śpieszył się albo do żony, albo do firmy.
Zauważyłam, że pan Rysio jest za pan brat z komputerem. A, że leży z angielskiego.. TO było mi „w to graj”. Przyda się !
Zaprosiłam pana Rysia na piwo i zawarłam z nim pakt: on pomoże mi na egzaminie z kompa, ja mu z anglika. A jeśli on zda lepiej, niż ja , stawia mi piwo.
Wyszło dobrze, a wyszłoby nawet bardzo dobrze, gdyby nie to, że zdążyłam podsunąć tylko połowę prawidłowych odpowiedzi Rysiowi. Lektorka była czujna i po błyskawicznym sprawdzeniu mego testu postawiła mi bdb, po czym…wyprosiła mnie z sali:)))
Mój egzamin z informatyki poszedł gorzej. Informatyk był wyjątkowo , mówiąc brzydko i nie po polsku : upierdliwy. Ale jakoś Rysio dał radę z tym naszym grypsem ;) .Zdałam :)
Najweselej jednak było, gdy pan Rysio, w ramach wdzięczności przyniósł mi super markowe piwo. Pamiętajcie , były to czasy, gdy naprawdę nie było w zasięgu ręki tego, co dziś.
Czekaliśmy / w liczbie około 100 osób/ na wykład z Prawa , gdy wparował do sali pan Rysio. Jak zawsze elegancki , pachnący. Siedziałam , jak zwykle, w drugiej ławce. I nagle stała się rzecz niepospolita: pan Rysio , na oczach wszystkich, począł stawiać na mojej ławce piwo. Piwo , za piwem.
-Dziękuję za angielski! Jest cztery minus!
Zanim zdążyłam zrewanżować się pięknym uśmiechem i głupim ” dziękuję, nie trzeba było „…
wszedł profesor! Wcześniej, niż zwykle, cholera!!
Głośno, przy wszystkich spytał:
– czy pani ma zamiar spożywać to podczas wykładu ?
Chyba zsunęłam się pod Ziemię…
Ale za to potem był fajny i luźny wykład. Pan profesor, co jakiś czas , nawiązywał do piwa…
Czy to dziwne, że zawsze lubiły mnie grupy?
;)))
Lubię ludzi. Nawet, gdy zachowują się jak durnie.
Na kursie( tym ostatnim) , pomimo wdzięcznych zabiegów lektorki, grupa czuła się wciąż niepewnie. Rozumiem to. W części. Ja też nie byłam wcale zadowolona z siebie, ani z mojego angielskiego. Jednak skoro już tu jestem, to chyba nie po to, aby chować się za tornistrem , bo ” się wstydzę”. Jasne, ja też niewiele umiem, znam tylko podstawowe zasady gramatyki i wybełkoczę kilka słów i zdań, ale skoro tu jestem…
Dobra, uczcie się ode mnie.Ale naprawdę ostatni raz robię za błazna!
– how are you feeling? – spytała pani całej grupy.
Cisza. Nieśmiałe ” ok, ok”
-Angie, how are you feeling?
Popatrzyłam, na grupę. Usłyszałam to, co zawsze:
Zrób coś, zajmij czymś „.
Wy cholerne, stare dupki! Ok, ok, zrobi się coś.
– Im feeling..not well – i przypomniały mi się słowa piosenki, którą ciągle nuciłam – ..I’m falling apart!
Chyba nie znali tego; tak, czy inaczej pani ( która z pewnością znała :)) przez chwilę nie odzywała się. Aż nagle:
– why??? Dlaczego, jak możesz tak tak mówić Agnes?? ( po angielsku, rzecz jasna). Wyjaśnij mi, proszę.
O shit!
Wyjaśnianie
trwało około pięciu minut. Następne pięć minut Pani wyjaśniała, że będąc w tak młodym wieku, nie można tak depresyjnie myśleć; następne pięć bełkotałam , że po pierwsze , Pani nie ma racji, a po drugie nie rozumiem połowy tego, co powiedziała. Itd.
Tak, czy inaczej, ponad pół lekcji minęło. I nawet mój mózg zakodował kilka nowych, ciekawych słówek! Dwie pieczenie na jednym ogniu, stary numer ;).
Potem patrzyłam w okno. Miałam spokój. Rozmyślałam o swoich sprawach. Bo faktycznie byłam w stanie ” falling apart”.
Tylko chwilowo. Przejściowo.
Cóż, neurotycy tak już mają;)

Za to moja klasa była szczęśliwa.

I często właśnie to bywa najważniejsze:)
*
Lubię lato i jesień, ale nie lubię stanów przejściowych.
Tylko…
czy czasem wszystko w naszym życiu nie jest jakimś stanem przejściowym…?
***

Too close…

 

 

„Miłość nie jedno ma imię” ,
jak pisze Justyna w swym cyklu o miłościach Wielkich i Znanych

http://filemonka.wordpress.com/2013/02/14/milosc-szalona/

 

To prawda; miłość ma nie jedno i niejedno imię. I często,a może najczęściej doświadczają jej, tej innej miłości , najzwyklejsi ludzie.
***

I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko, żeby cię kochać,
Więc pójdę swoją drogą
„.

Dlaczego wyjeżdżasz?
Tak, przecież wiem dlaczego;
najgłupsze pytanie świata, które jednak musiałam zadać.
Musiałam, bo myśli kłębią się w mej biednej głowie i ciążą ,jak te ołowiane chmury nad rozkwitającą wiosną.
Pamiętasz? Pewnie pamiętasz niejedną wiosnę. Naszą- nie naszą. Przecież każdej wiosny byłeś blisko.
Myśli. Te moje wnioski, które pewnie , według Ciebie, nie są wnioskami.
Że podświadomie i tak cholernie świadomie zdecydowaliśmy kiedyś nie być  ze sobą. To przecież było oczywiste.
My, z tak dwóch różnych światów. Mówiłeś, że kochasz moją wolność. Wolność? Chyba kpiłeś ! Moja wolność skończyła się z chwilą, gdy postanowiłam być w tym świecie. Gdy uporządkowałam dom i całe swe życie.

Minęliśmy się będąc tak blisko siebie .
Tak blisko, czasem ocierając się , zupełnie przypadkiem o swe dzikie i pełne żądzy ciała.
Uśmiechaliśmy się , zatrzymując wzrok na sobie.
” zakochani są wśród nas”- śpiewał ten wariat, ten wiesz… już nawet nie pamiętam jego imienia.
Zatrzymaliśmy się wtedy. Na chwilę.
Nie , nie można!
Te myśli.
Przygniatają mnie swoim ciężarem. A to kocham przecina je, jak błyskawica.
Co ja wygaduję…? Nie potrafię pisać wierszy do Ciebie. Co miałabym napisać? Nie potrafiłam ani tęsknić, ani płakać za Tobą.
A wiersz zwykle chyba rodzi się z tęsknoty…
Nie potrafiłam pisać nic o Tobie, bo …
Bo czemu?
Byłeś zawsze!
Blisko.

Too close?

Pamiętam te twoje dziewczyny. Lubiłam je. Ta ostatnia wydawała mi się najładniejsza. Tak, była śliczna.
Patrzyłam na nie , patrzyłam jak przytulając ją i te inne wcześniej i później , odchodziłeś z nimi, rok po roku, w stronę zachodzącego słońca.
Znów banał? Znów romantyczne idealizowanie?
Może, ale tak was widziałam. I zawsze szedłeś z nimi w stronę chowającego się za horyzontem słońca.
Close, too close...
Nie czułam smutku; byłeś przecież wciąż obok. I ja byłam blisko, choć zwykle z kimś innym.
Do nich wracałam, żegnając Cię w myślach ,w blasku z złotego słońca.
Wiedziałeś, że nie powinnam, a jednak nigdy nie mówiłeś nic. Ale Twój wzrok..Wiedziałam, że znów zrobiłam źle.
Te twoje cholernie niebieskie oczy! I to , nie do końca szczere: bądź szczęśliwa!
Po co przyprowadziłeś ją?
To było głupie. Stałam w tym fartuszku patrząc na księżniczkę, którą już nigdy nie będę.
Dla Ciebie to łatwe. Znasz przecież mnie od dzieciństwa. Czy Ty jednak , cholera, nie odróżniasz fartuszków kuchennych od sukienek??
Może i ja nie odróżniam .
Choć rozumiem: Bob Marley.
Kocham go.
Nie mam żadnych uprzedzeń co do mojego pochodzenia. Mój ojciec był biały, a matka czarna. Nazywają mnie mieszańcem czy jakoś tak. A ja nie staję po niczyjej stronie. Nie jestem po stronie czarnego człowieka, ani po stronie białego człowieka. Jestem po stronie Boga, Tego, który mnie stworzył i sprawił, że pochodzę od człowieka czarnego i białego.

Kocham, co nie znaczy, że mogę, jak Ty , co dzień kłaść się spać w śpiworach byle gdzie, zapuścić dredy i żyć z dnia na dzień.
Że mogę wciąż odlatywać paląc trawę i przenosić się do raju.
Można kochać podziwiając.
Mówisz, że to wtedy miłość nie do końca .
Tak, tu mnie masz:; bo kochać do końca potrafię tylko Ciebie .Z tą twą afirmacją świata , z tą trawką .
Akceptować. Ale chyba nie muszę być identyczna?
*
Pamiętasz… pamiętasz budowę altanki? Nas umorusanych ziemią i tynkiem? Para roześmianych dzieciaków. I wariata, który polał nas tym ogrodowym szlauchem. Tęcza. Kropelki wody, rozpryskujące się w rytm padających promieni słońca.
A potem to ognisko:

wiesz, zamieszkajmy razem! Wyjedźmy! Chyba dość się lubimy? Nie będziemy sobie wchodzić w drogę na co dzień. Zamieszkamy gdzieś na Jamajce, albo innych wyspach. Ja będę pływać w lagunie i czekać na ciebie w naszym szałasie, z obiadem; ty będziesz zajmować się swoimi sprawami i palić tą swoją trawkę. Tylko masz do mnie zawsze wrócić. Zawsze. Bo wiesz, że boję się ciemności.
Spojrzałeś na moje słowa, a Twoje oczy odpowiedziały.
Byłam szczęśliwa.
RODZINA. Rodzina nie toleruje pewnych spraw. Czasem nie można śmiać się. Ani głośno marzyć. Ani w ogóle marzyć.
*
Bodyguard
– słuchaj, przyjedź natychmiast, Olek ma atak!
– słuchaj, jakiś wariat stuknął mi auto, przyjedź proszę!
– nie wiem jak to się stało, ale spadł mi karnisz…przyjdziesz?
*
-za tydzień wyjeżdżam. Na Wschodnie Wybrzeże Stanów. A potem na Jamajkę.
-czyli spełnisz swe marzenia. Będziesz surfować. I palić te zielska…I pewnie znów poznasz boginkę. Znów zakochasz się.
Nie we mnie.
Ten niebieski wzrok. I ta wiosenna burza.
Kochać się, kochać…
Często kobiety nadużywają tego określenia.
Ja kochałam się z Tobą . Naprawdę. Kochałam Cię dotykając Twej twarzy, pleców, pośladków,całując Twą twarz. Rozchylając śmiało się przed Tobą, wiedziałam, że jedno, czego chcę, to TY.
Nie , nie powiem, że nigdy wcześniej.
Przecież oboje mówiliśmy już tyle razy” nigdy wcześniej nie było tak „.
A jednak . Nigdy wcześniej nie byłam z przyjacielem, nigdy wcześniej nie znałam tego uczucia…
Nigdy wcześniej nikt nie by tak delikatny i nigdy wcześniej nie musiałam nikogo prosić ” przestań traktować mnie jak księżniczkę, nie bój się!
Kochaj mnie , jak kochasz każdą swą kobietę. Kochaj mnie, zwyczajnie kochaj! A nawet pieprz mnie, rżnij, po prostu, bądź we mnie! Bądź!”
I idź do swego świata. Wróć potem tam. Tam, gdzie miłość i wolność, Tam, gdzie moja dusza.
A to jest tak blisko.
Zbyt blisko
.
Dałaś mi więcej niż mogę dać ci w zamian
Jest tak wiele rzeczy, na które zasługujesz
Nic do powiedzenia, nic do zrobienia
Nie mam nic do dania
Muszę odejść bez ciebie
Wiesz, że zmierzamy w przeciwną stronę
*

Ciężkie chmury,ciężki oddech.
Krople deszczu na pierwszych liściach drzew i na naszych ciałach. Błyskawica.
– kocham Cię!
– jeden Bóg wie, jak ja Cię …pragnę! I kocham!
Spytałeś potem, czemu powiedziałam najpierw” pragnę” .
Pragnęłam Cię nie pragnąc ,kochałam nie kochając.

Dlaczego więc miotam się dziś, dlaczego ściska mi gardło i serce, gdy myślę, że wyjeżdżasz?
Nie jestem dobrą istotą, nie umiem być szlachetna i na wskroś uczciwa.
Jetem zła, jestem wściekła, że wyjeżdżasz! Że będziesz trzymał w ramionach..nie mnie.
Do tego swego Boba Marley’a , do tych swych dredowców, do tej swej wolności.

Jestem zła. Zazdrosna i zła.
A jednak
jednak czekam, aż kiedyś mi opowiesz, jak któraś z boginek czekała na Ciebie w szałasie.
Na pewno utożsamię się.
I na pewno znów Cę przytulę i posłucham Twych opowieści.
Starsza pani , Dama w czarnym kapeluszu, ze zmarszczkami..
to nic,
i Ty już nie będziesz już chłopakiem z dredami ;)
*
Ale to nic,
to przecież to JA, nie ONE , zawsze będę czekać tam…
na błękitnej lagunie ;)
kobieta-niebo-blekitne-morze-kladka

Bo jesteś
TOO CLOSE

I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko żeby cię kochać
Nie ma nic, co mogę naprawdę powiedzieć
Nie mogę dłużej kłamać, nie mogę dłużej ukrywać
Muszę być szczery wobec siebie
I wydaje się, że jestem po prostu zbyt blisko,żeby cię kochać.
Więc pójdę swoją drogą………….

***

” Pojechana i Świat Filmu* ;) *

Kiedyś ,na wakacjach nad morzem widziałam młodego gościa z gitarą w ręku, siedzącego w kucki przy jakiejś uroczej , nadmorskiej alejce. Grał na gitarze znane ballady, a przed sobą miał tabliczkę z napisem, o mniej więcej takiej treści:
OGÓLNIE MAM W DUPIE .
CHCĘ DOBRZE NAPIĆ SIĘ I NADAL GRAĆ . WSPOMÓŻCIE ARTYSTĘ!

Oczywiście natychmiast wrzuciłam parę groszy gościowi   :)))
*
Ów uroczy, młody człowiek, uchwycił sedno, mniej więcej. Sedno mojego (za)istnienia w blogosferze.
I ogólnie ;)
Bystry zrozumie;)
***
Jak to już w internecie bywa , trafiłam po nitce do kłębka
/ czyt: od mego kochanego Wg /
na
ŚWIETNY BLOG ŚWIETNEJ DZIEWCZYNY.
Dziewczyna ta, nie dość, że realizuje niektóre MOJE MARZENIA, to jeszcze ma cudowny DAR malowania piórem.
Przepięknie opisuje miejsca, które widzi i w których mieszka. A zresztą, zobaczcie sami:

http://pojechana.wordpress.com/

Pojechana ,czyli :

Pojechana czyli Ola Świstow. Socjolożka, dziennikarka, blogerka. Niespokojny duch, wulkan energii i gaduła. Rzuciła karierę w korpo-świecie by mieć wreszcie czas na robienie “fajnych rzeczy” i… robi je. Nie może żyć bez ludzi i słońca, nie lubi jeść nożem i widelcem ani zimy w mieście. Zakochana w życiowym współużytkownikiem, koto- psie i podróżach, szczególnie po Azji. Sama często korzysta z osobistych relacji podróżników planując kolejne wyprawy, tym bardziej chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami, licząc że zainspirują, pomogą ciekawym świata odkrywać dalekie lądy i kultury.
W wyniku splotu wrodzonego szczęścia do życiowych niespodzianek i do potykania się o właściwy kamień, ze skłonnością do podejmowania odważnych decyzji, aktualnie mieszka w Chinach. Nie, nie na stałe, ale nie wie jeszcze kiedy wraca.

*
Czy można tu coś dodać?
A oto Jej tekst, który , prócz kapitalnych relacji z podróży po miejscach egzotycznych, szczególnie mnie ujął:
http://jakblogakocham.wordpress.com/2012/09/14/ten-straszny-feminizm/
Mówiąc ogólnie:
To jeden z NAJLEPSZYCH BLOGÓW, jakie miałam okazję odwiedzić.
I które dziś, tutaj, mam zaszczyt POLECIĆ
:)

***

A propos fajnych blogów:
ZAPRASZAM / niezmiennie zapraszam/ WRAZ Z PEONIĄ W ŚWIAT FILMU:

http://kinomanowce.wordpress.com/

:)))

* My, romantycy ..;) *

Lidka.
Moja przyjaciółka.
Ja, Andżelika i Lidka.Byłyśmy nierozłączne wtedy; dawno i niedawno temu;
wtedy, gdy nosiłyśmy czarne skóry z ćwiekami, długie, jasne pióra i śpiewałyśmy na całe miasteczko przed północą
” two minutes to midnight” . I wtedy, gdy nosiłyśmy długie, kwieciste spódnice i do nich kuse bluzeczki, a włosy miałyśmy przepasane dziwacznymi chustami lub ozdobione wiankami z kwiatów. I wtedy, gdy postanowiłyśmy nagle założyć różowe i turkusowe, obcisłe sukienki i wysokie szpilki.
Byłyśmy nierozłączne, choć w końcu los musiał nas rozdzielić i rzucił w różne miejsca Europy. Życie każdej z nas jest osobną opowieścią- i jak to z Życiem już bywa- opowieścią czasem wesołą, czasem pełną łez, chwilami śmieszną, często tragiczną.
Osobną , a jednak , pomimo oczywistych różnic, bardzo podobną historią. W czym tkwi to podobieństwo? Czy w naszych /podobno/ silnych, niezależnych charakterach? Czy w tzw braku szczęścia w miłości? W tym, że małżeństwo każdej z nas, rozpadło się? Czy po prostu w naszym podobieństwie; w tym, że razem dojrzewałyśmy, że chłonęłyśmy te same smaki, zapachy, dźwięki..?
Nie dziwcie się więc, że słuchając o Lidce, pomyślicie o Andżelice. Sama się często na tym łapię. A nawet na tym, że ich wspomnienia są moimi, ich słowa, a nawet wygląd jest często moim odbiciem, ich gesty i ruchy, to często mój obraz w lustrze ;)
Lidka. Kobieta w średnim wieku o wyglądzie najwyżej dwudziesto/kilku/ latki . Podlotka nawet, z zawsze radosną buzią.Dziewczyna, która po rozstaniu z ukochanym mężczyzną, zamknęła się w sobie na chwilę, by potem nagle rzucić się w wir życia. Zachłannie, łapczywie chwytała każdą okazję, by cieszyć się swym powodzeniem wśród płci przeciwnej. Ktoś może pomyśli, że ” po prostu lubiła facetów” . Nie uproszczajmy; Lidka kochała cały świat, ludzi, zwierzęta, deszcz, wschody i zachody i każdą porę roku.
Lidka była jak słońce. Tam gdzie pojawiała się, zawsze robiło się jakby jaśniej. Uśmiechała się do wszystkich i wszystkiego. I nie był to głupi , sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy; Lidka była tak szczera, tak pełna empatii, że nie sposób było nie polubić jej od pierwszych chwil.
Czasem potrafiła nagle wyłączyć się, patrzeć na podniesiony z ziemi jakiś kolorowy, jesienny liść. Zastanawiałyśmy się z Andżeliką, o czym/ o kim wtedy myśli. A jej myśli i życie biegło czasem w tempie błyskawicy. Trudno było za nią nadążyć
-jadę z nim na film!
-z Adamem, Lidziu?
– skąd! Z Andrzejem!
Gubiłyśmy się w tych jej miłostkach, miłościach, zachwytach.
-wiecie, on jest nieprzeciętny! Naprawdę rzadko kogoś takiego można spotkać. Coraz częściej o nim myślę..
– ojj Lidka, zakochałaś się znów!- dokuczałyśmy jej czasem
-nonsens! Dlaczego wy ciągle, jak większość ludzi zresztą, mylicie zwykła sympatię, a nawet podziw dla kogoś , z uczuciem?
Czy myliłyśmy? hmm, może tak; patrząc jednak na rozpromienioną Lidkę nikt nigdy nie wiedział, czy znów się zakochała, czy po prostu ma jakiś nowy, szalony pomysł.A może znów coś jej się w niej samej spodobało?
Bo często miałyśmy wrażenie, że Lidka zakochuje się czasem w sobie; że zwyczajnie potrafi siebie lubić. I tego jej wielu zazdrościło. My też.
Nie była typem modelki, nie była pięknością z plakatów. Miała za to coś takiego w sobie, co zmuszało pół świata do adorowania jej. I tego też jej trochę zazdrościłyśmy ;)
Pewnego dnia , gdy spotkałyśmy się po latach, Lidka wyznała:
-pokochałam kogoś
– to nic nowego- Andżelika potrafiła uszczypnąć
-Andżelika, nie rób jaj. Naprawdę pokochałam. I to już dobre kilka lat temu
– nic nie mówiłaś!
-wspominałam. Śmiałyście się i traktowałyście to jako moja jakąś przygodę lub kolejne zauroczenie
– mówisz o tym..tym, no, z daleka?
-tak
-ale po co ci ktoś z daleka, jak możesz mieć tutaj wielu? Lub wreszcie związać się z kimś na dobre.
– po co? I to, wybaczcie, najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Czy ja was pytam po co kogoś kochacie? Czy pytam, jakie materialne bądź emocjonalne korzyści z tego macie? I czy w ogóle po coś się kogoś kocha?
– Lidziu, ale przecież miłość to nie są tylko marzenia i długie rozmowy z kimś. Miłość, to gdy widzisz kogoś dzień w dzień, często brudnego, spoconego, wściekłego na cały świat i na ciebie, gdy borykacie się razem z problemami dnia powszedniego..
– racja!- Lidka nagle ożywiła się- i to samo czuję, tak samo to odbieram. Dziś, w Dobie Internetu, gdy możemy mieć na wizji siebie co dzień, ile tylko chcemy , można wszystko.
– tak..można wszystko. Mnie bynajmniej internet do uczuć nie jest potrzeby. Tam też można skosztować. Inaczej. Kiedyś wam opowiem- wtrąciła Andżelika
– wy naprawdę nie wierzycie mi.. ale posłuchajcie:
My, romantycy już tak mamy. My kochamy inaczej; my kochamy pisać listy, my kochamy tęsknić. Snujemy swą opowieść o miłości i żyjemy nią.I w jakiś dziwny sposób dobrze nam z tą miłością! Przenosimy ją potem w real. Opowieściami o niej, tęsknotą. Kiedyś nie było internetu, nie było telefonów, a jednak ludzie pisali do siebie listy. I kochali się. Nawet na odległość.Tym bardziej kochali się; czekali na spotkanie, a często przecież nie mogli ze sobą być, mieszkać, pobrać się..Moja opowieść o miłości wystarcza mi. I jest najbardziej spełnioną miłością w moim życiu. Nie chcę innej
– To piękne. Pod warunkiem, że i druga strona tak to odbiera.
– tak samo. Wiem. To trwa już kilka lat. Próbowałam, owszem, próbowałam być z kimś innym. Nic nie udawało się. A TO trwało. Pewnie myślicie, że nie udawało się, „bo on„. Nieprawda. Daliśmy sobie kiedyś wolną rękę.
Żaden z moich ani jego związków nie przetrwał dłużej niż kilka miesięcy, tygodni.
– czyli czekacie na siebie! Ciągle!
– może…a może jesteśmy tak podobni, że życie we dwoje byłoby niemożliwe? Może podświadomie wiemy o tym i dlatego jeszcze żadne z nas nie zdecydowało się na jakiś ostateczny ruch?
My kochamy ..
naszą opowieść o miłości
. I chyba tylko jej tak naprawdę jesteśmy wierni
.

Nie wiem czy rozumiecie.Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie.
Ale nie wierzę, że ktoś , kiedykolwiek nas rozdzieli ..

* Gdy patrzę w Twoje oczy, zaczyna się dzień *

-Powiedz mi, powiedz mi proszę: dlaczego znów pakuję się w historię bez sensu? Dlaczego jestem tak przekorna?
Przecież Krzysiek jest naprawdę fajny! Chciałam kogoś takiego: wykształcony, dobra praca, zna języki obce.Trzy.
Kulturalny, ha! wręcz nienaganne maniery. Przystojny. Dogadujemy się nieźle.
A jednak.Jednak czegoś tu brakuje. To jest..to jest takie letnie! Denerwuje mnie coraz bardziej; denerwuje mnie to, że odgaduje moje pragnienia, że jest w porządku, że..jest taki zdyscyplinowany!
– Lidka, chyba nie chciałabyś, aby latał, oszukiwał Cie i robił w konia jak tamten!
– nie, nie..ja nie o tym. A zresztą: skąd ja wiem , czy nie robi mnie w ch.., gdy wyjeżdża? Co ja wiem tak naprawdę? Nic! Wiem tylko, że gdy jesteśmy razem, On jest ..hm, taki, jaki powinien być. Nawet w łóżku, fuck, jest bezbłędny! Tak bezbłędny, że czasem mam ochotę spytać go, czemu mnie potem przytula? Udaje, że coś do mnie czuje, czy co? Czy chce być zawsze, w każdej sytuacji taki idealny? Jak ja go nie cierpię!
– Lidka, pieprzysz jak chora. Co Ci znów jest? Nie chcesz z nim być, to po cholerę to ciągniesz?
– nie ciągnę. Dałam mu do zrozumienia, że jest mi obojętny. Tzn ja też jestem w porządku. On przyjął to.jakby bez emocji. Jakby przyznawał mi znów rację! Zwykle przyznaje mi rację. Ale to jest ..takie letnie! LETNIE, rozumiesz?
– nie kochasz go i tyle. Może i on Cię nie kocha. Tylko , wobec tego, po co trwacie w tym dziwnym związku? Ze strachu przed samotnością? Nie jesteście w końcu tacy starzy jeszcze, może odnajdziecie oboje jakieś inne swoje..połówki..?
– nie denerwuj mnie i Ty!Połówki, połóweczki, jabłuszka, brzoskwinki, gołąbki i ch..wie , co jeszcze! Sranie ! Ty chyba faktycznie zapomniałaś już, co to jest…to, jak śpiewał Kazik kiedyś:
gdy patrzę w Twoje oczy, zaczyna się dzień
Wiesz o kim tak myślę? Wiesz, kiedy zaczyna się dzień? Gdy patrzę w oczy tego cholernego Adaśka! Tego młokosa, tego młodego drania, którego tak polubiłam od pierwszych chwil! Pamiętam jak zjawił się u nas w firmie w towarzystwie tej swojej niby narzeczonej. Młoda, zgrabna siksa.Nie mogłam od nich..tzn od Niego oderwać wzroku. Nie, żeby był jakiś piękny; przecież wiesz , jak wygląda. Patrzyłam na Niego i czułam jakąś cholerną bliskość. Dogadaliśmy się natychmiast. Porozumienie dusz. Pomimo tych lat, które nas dzielą. Cholera! Te podłe lata! Czemu ja nie urodziłam się później, albo On wcześniej?? Wszystko byłoby dużo, dużo prostsze!!
ale może wtedy nie patrzyłabyś tak na to? Może właśnie byłoby Ci obojętne..?
– może.A może nie? Wiesz, On bardzo przypomina mojego pierwszego chłopaka. Moją pierwszą, wielką miłość. Tylko jest jakby lepszą wersją Tamtego. Ech! Wiesz, gdy oddelegowali nas wtedy w trasę..gdyby nie to, że było nas kila osób, że , cholera, nie było nawet kiedy zrobić imprezy, bo trzeba było o 8ej rano już być na nogach, w pełnym rynsztunku..ehh, gdyby był alkohol..Takie jakieś rozluźnienie, wiesz.
Co ja bredzę zresztą?! Adasiek to przecież bratanek Anki! Fuck, mogłabym być Jego ciocią! Wiesz, że raz nawet tak do mnie powiedział? A potem zaśmiał się i uciekł! Dobrze, że uciekł, bo miałam ochotę zamordować Go! Haha! Cioteczka..cioteczka, ja- cioteczka! Hahaha!
– cioteczka Jilly? Pamiętasz ten hicior telewizyjny, coś z Edenem..aaa! ” Powrót do Edenu” Lidka cioteczką Jilly, haha!
– nie masz z czego się śmiać. To nie jest chyba aż tak komiczne, że Adasiek zawraca mi w głowie.Na zjeździe był ciągle przy mnie, biegał po kawę, herbatę itd.Przygotował świetną prezentację. Oczywiście było kilka głosów krytyki, ale zmiażdżyliśmy szybko i totalnie oponentów. Szef był dumny!
Często pracujemy razem. I wtedy przyłapuję się na tym, że to teraz najmilsze chwile w moim życiu. Mogłabym siedzieć z Nim godzinami, planować, pisać, pić kawę, śmiać się i bawić. Z Nim. Tak, bawić, bo świetnie czasem bawimy się razem.
A czasem patrzy na mnie, patrzy długo. Zamyśla się. Zna mnie już tak dobrze, że wychwyta każdy mój grymas, każdą nową fałdkę na moim ciele, każdy smutek i radość. A gdy wyjeżdża w trasy sam, czekam nasłuchując każdego kroku na korytarzu.
Kiedyś powiedział niespodziewanie:
„Lidziu, włosy trochę Ci się zburzyły” , po czym delikatnie poprawił je. Nasze oczy spotkały się i zatrzymały w bezruchu patrzenia na siebie. Cały świat jakby na chwilę ucichł. Krzyki były szeptem, szept ciszą. Nagle zmieszał się strasznie i szybko zabrał rękę z powrotem.
Może zgłupiałam do reszty już, ale ten dotyk czuję aż do tej chwili. Widzę Jego uśmiechnięte oczy, słyszę jak miękko do mnie mówi. Tylko do mnie tak miękko mówi. I tylko ze mną tak się potrafi porozumieć się i bawić. Wiesz, że nawet niektórzy już dokuczają nam? Gdy siadamy razem do projektu, ten i ów mówi słodko: ooo,gołąbeczki!
Miałabym to w nosie, gdyby nie ta Jego lala, która nie dość, że ciągle zjawia się u Niego w firmie demonstrując ten cholerny pierścionek , to jeszcze potrafi wysyłać Mu po dziesięć smsów dziennie! I gdyby nie to,że to bratanek Anki. I tyle lat młodszy ode mnie.. Wszystko przeciw nam! Ehh..
Nie wiem ,co robić. Nie robię więc nic. Zdaję się na los.
Lubię z Nim być. Po prostu.
I wolę to, że wszystkie noce i spotkania z Krzyśkiem.
Mogę patrzeć na Niego godzinami. W Jego uśmiechnięte oczy.
I to mnie w jakiś sposób spełnia. Wystarcza mi? Zwariowałam…?
Kocham patrzeć w Jego oczy.
Bo, gdy patrzę w Jego oczy, to znów cały świat się śmieje, znów się czegoś chce.
Bo
gdy patrzę w Jego oczy, zaczyna się dzień :)


***