* Wrzesień w borach*

Bory Dolnośląskie fascynują swym pięknem o każdej porze roku, a u schyłku lata i jesienią przyciągają istne rzesze dolnośląskich miłośników grzybobrania.
Każdy grzybiarz wie, że na hasło już są!, lub np. wczoraj nieśli dwa kosze! , należy odłożyć wszystko, przełożyć co się da „na jutro” , nastawić budzik na czwartą rano i jechać w bory!
Tak też uczyniliśmy. Pomimo niepogody, prognozowanego( trafnie..) deszczu, udaliśmy się w nasze ulubione, położone tuż przy Pustyni Borów Dolnośląskich, lasy sosnowe.

Przyjechaliśmy w deszcz…
poranek

…ale można było o nim zapomnieć, widząc coś takiego:
wrzosy, wrzosy

Widok liliowych wrzosowisk i bajecznie pięknych sosen zapierał dech w piersiach i rekompensował wszystkie niewygody spowodowane deszczem:

Gdy wracaliśmy, było już dość pogodnie.
Dawno ustał deszcz, a mnie znów urzekły wrzosy i stare tory kolejowe, biegnące gdzieś hen wśród borów:
road to...

Bór darzy ;) :
obiad

Pomimo tego, że faktycznie nie było zapowiadanego wysypu grzybów, czas spędzony w borze był / jak zawsze/ magiczny i piękny.
I gdy zamykam oczy, wciąż widzę:

piękny wrzesień
:)
***
O Borach Dolnośląskich i wydmach w środku leśnych kniei ( Pustyni Borów Dolnośląskich) , w miarę możliwości czasowych, napiszę.
Dla ciekawych wyglądu pustyni śródlądowej, zeszłoroczna fotorelacja z październikowej wyprawy tam:

https://angiewitch.wordpress.com/2012/10/21/bory-dolnoslaskie-basn-i-gaski/

***

Ballada o miłości*

Przed nami Oscarowa Gala , noc pełna wzruszeń i różnych emocji. Pewnie wszyscy znają już nominacje i każdy ma swojego faworyta. Jednak nie o tegorocznych filmach nominowanych do Nagrody Akademii chcę dziś powiedzieć ; opowiem o pewnym obrazie, który zauroczył mnie kiedyś, który urzekł mnie od pierwszych chwil; o filmie sprzed dziesięciu lat, jednym z tych dzieł, które zapisują się w mej pamięci natychmiast i na zawsze.
Żelary” to film czeski, nominowany za rok 2003 do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny.
Rywalizował między innymi z doskonałą „ Inwazją Barbarzyńców” , która wówczas ( 2004 r.) zdobyła Oscara.
http://kinomanowce.wordpress.com/2012/12/01/inwazja-barbarzyncow/

„Żelary” to film na motywach noweli pt. „Hanulka Jozy”, będącej kontynuacją żelarskiego cyklu Květy Legátovej.

Historia opowiedziana w ” Żelarach” , to rzecz z pozoru może banalna, wręcz oklepana.

Oto w czasie hitlerowskiej okupacji Czech ( początek lat czterdziestych XX wieku) młoda, atrakcyjna pielęgniarka Eliška, działaczka ruchu oporu, zmuszona jest opuścić Brno, by ukryć się w górach przed gestapo, które wpadło na trop podziemnej organizacji.
z internetu

Dzięki poznanemu w szpitalu drwalowi Jozowi, którego ocaliła ofiarowując mu swą krew, trafia wraz z nim do jego rodzimych Żelar- zagubionej gdzieś w zachodnich Karpatach , maleńkiej zapomnianej przez Boga i ludzi wioski.
z internetu<

Joza żeniąc się pośpiesznie z Elišką , zapewnia jej nową tożsamość. Eliška staje się Haną, Haną Jozovą.
31a2d96580b14a3461686adeadfe4592,21,1

Hana , początkowo niechętna ” mężowi z konieczności” , mężczyźnie przecież prawie całkiem jej obcemu , z każdym dniem czuje się mocniej z nim związana. Przekonuje się też powoli do jego świata; świata tak innego, niż ten, który dotychczas znała.
Świata, gdzie nikomu niepotrzebne ani prąd, ani bieżąca woda; gdzie przyroda ukazuje w pełni swe tak piękne, jak groźne oblicze.

z internetu

Białe-Karpaty z internetu

Eliška przystosowuje się do wcześniej zupełnie sobie nieznanego, prostego życia na wsi; zaczyna z biegiem dni je lubić.
z internetu

A jej początkowo wręcz wrogi stosunek do męża zamienia się w silne uczucie.
Pomiędzy Haną i Jozim rodzi się miłość.
z internetu

Czy ta miłość, miłość dwojga ludzi z całkiem innych światów, ma szansę? Czy przetrwa wojnę, która jest gdzieś w tle,
gdzieś hen daleko za górami Wreszcie: czy wojna do końca ominie ciche i nieznane cywizlizacji Żelary ?

Zachęcam serdecznie wszystkich do obejrzenia tego filmu.
Wzruszającego, pełnego emocji obrazu.
Wspomniałam, że ” Żelary” opowiadają z pozoru historię banalną, jedną jak nie z setek, to dziesiątek opisanych i/ lub sfilmowanych.
A jednak jest coś w tej opowieści, co czyni ją nieprzeciętną.
Wyśmienita reżyseria Ondřeja Trojana sprawiła, że ” Żelary” są filmem, gdzie wszystko zdaje się być naturalne, żywe; prawdziwe, jak każda z barwnych postaci, które tam spotykamy.
Nie jest to tylko film o miłości w czasie wojny; gdyby tak było, stałby się pewnie kolejnym ckliwym melodramatem dla chlipiącej w chusteczki rzeszy zwolenniczek gatunku. „Żelary” to obraz naturalistyczny i jednocześnie balladowo- poetycki.
„Żelary” to film , gdzie prawdziwe , nieskażone szczęście przeplata się z dramatami i tragediami ludzkimi; film, gdzie nie ma przerysowań, gdzie życie bohaterów ukazane jest dosłownie. Film, który opowiada o tym, jak powszechne cechy natury ludzkiej takie jak zawiść lub małostkowość, mogą spowodować lawinę wydarzeń o tragicznym finale.
Film o wielkiej miłości, która narodziła się niespodziewanie i wbrew samym bohaterom.
O życiu i miłości blisko Natury, czy właściwie życiu, którego rytm ustala Natura.
Ta natura , przepięknie pokazana w doskonałych zdjęciach Karpat Asena Sopova ( film kręcono na Słowacji) , stanowi również o nieprzeciętności i wielkości filmu.
z internetu
z internetu

W moim odczuciu to przede wszystkim film o pięknym, wrażliwym świecie ;
opowieść o wielkiej miłości i starej prawdzie, którą tu przekazuje Květa Legátová:
/zwykle/ nic nie jest naprawdę takie, jakie się nam wydaje

z internetu

***

Źródła:
http://www.krynica.pl/Warto-wiedzie%C4%87-c215.html
http://www.filmweb.pl/reviews/Pi%C4%99kno+ukryte+w+prostocie-4433

***
Květa Legátová – właściwie: Věra Hofmanová (ur. w 1919 w Podolí koło Brna) ,absolwentka bohemistyki, germanistyki, fizyki i matematyki na uniwersytecie w Brnie. Autorka wielu tekstów dramatycznych; Pisała i publikowała już w czasach studenckich ( …) „Żelary” są zbiorem samodzielnych, choć wzajemnie – na sposób powieściowy – powiązanych opowiadań, opublikowanych w 2001 r. przez 82-letnią autorkę, o której wcześniej mało kto słyszał. Książka ta przez dwa lata utrzymywała się w czołówce rankingu najlepszych publikacji, ogłaszanym przez czeski dziennik „Lidové noviny”, jej nakład przekroczył 60 tysięcy egzemplarzy, a w 2002 r. przyniosła pisarce nagrodę państwową.
http://wydawnictwodwiesiostry.pl/tytuly/zelary/zelary.html

***

Zapraszam wszystkich serdecznie na Peoni i mój blog o filmach
Kinomanowce!

http://kinomanowce.wordpress.com/2013/02/23/rozwd-po-wlosku/
http://kinomanowce.wordpress.com/2013/02/24/moje-kino-ballada-o-milosci/

* Bory Dolnośląskie , baśń i gąski *

Chyba trzeba być faktycznie trochę zwariowanym, żeby dać namówić się Bratu na wstanie w niedzielę o PIĄTEJ
( !!! ) rano i wyjazd hen w knieje.
Tak właśnie dziś uczyniliśmy; w Zamku , gdy jeszcze wszędzie wokół ciemno i zimno, paliły się już światła i w tempie błyskawicznym odbywało się szykowanie do drogi.
Jechaliśmy do Lubina w mlecznej mgle. Widoczność .., hmm, właściwie , moim zdaniem nie było widoczności, Brat jednak uważał, że nawet widzi jezdnię. Za Lubinem było jeszcze gorzej; wokół biało i coraz zimniej! Termometr wskazywał tylko 1 stopień powyżej zera! My jednak twardo i rześko jechaliśmy dalej; przecież nie będziemy zawracać po przejechanych 70 km;)
Gdy znaleźliśmy się u celu wyprawy, naszym oczom ukazał się
ten widok:


Pomyślałam: BAŚŃ! Jesteśmy w środku jakiejś bajki:)


Było zimno i nieprzejrzyście; jednak udało nam się wypatrzeć już pierwsze zielonki. Oto ona- Gąska we własnej osobie. Jak duża- dla porównania obok malutki, kuchenny nożyk

Powoli promienie poranka przedzierały się poprzez mgły


Zmierzaliśmy w stronę dawnego poligonu


Dla tego widoku warto było pokonywać mniejsze i większe pagórki:

W całym swym pięknie :

PUSTYNIA BORÓW DOLNOŚLĄSKICH



A na niej inne piękno:

Czasem można było zobaczyć inne pustynne cuda ;)))

I zaczęło się znów polowanie na gąski

A sprytne gąski często ukrywają się.. na środku leśnych, piaszczystych dróg ;)

Popołudniowe słońce ukazało w całości urok naszego szlaku.

W DRODZE POWROTNEJ





I już za borami. Droga do domu.

Gdy wracaliśmy, było około 21 stopni C. Ciekawa amplituda. Dobrze, że domu czekała jakaś nalewka! ;)

A teraz na balkoniku czekają nasze zielonki