* Where will it lead us from here…? *

Angie poznałam, gdy byłam zbuntowanym podlotkiem z długimi, złotymi włosami.
To była miłość od pierwszego usłyszenia. A gdy ten piękny, niebieskooki Apollo zaśpiewał dla mnie i do mnie:
” Angie, Angie, Everywhere I look I see your eyes
There ain’t a woman that comes close to you” ,
postanowiłam, że ta piosenka jest i będzie moja na wieki.
Aby przypieczętować swój pakt z Angie , zrobiłam sobie na drutach dłuuugi, luźny, niebieski sweter z napisem Angie. Może moi młodzi czytelnicy i goście dziwią się, że sama robiłam na drutach; otóż , moi Drodzy, moja młodość przypadła na drugą połowę lat osiemdziesiątych. Sklepy świeciły pustkami, a jeśli już coś fajnego można było kupić, to tylko w Pewexie.
O wszystko, od jedzenia począwszy, po ubrania było trudno; ba! nawet zdobyć dobrą włóczkę było wtedy niełatwo!
Dlatego należało umieć szyć, robić na drutach i szydełkiem. Nie przepadałam za tymi robótkami ręcznymi, ale czegóż się nie zrobi mając naście lat, by wyglądać świetnie! ;)
Mój niebieski sweter z Angie, stał się „znakiem rozpoznawczym” mej szanownej osoby. W ogólniaku śpiewali do mnie przed klasówkami:
” Angie, Angie, where will it lead from here? ” :)
*
Nagle, niepostrzeżenie młodość gdzieś uciekła, sweter z Angie poszedł w kąt, potem zapodział się.
Zapomniałam o Angie.
Po wielu, wielu latach, w dobie internetu wróciła. Angie. Tak nagle, tak niespodziewanie, jak odeszła wtedy, z tamtą młodością:)
Gdy próbowałam chodzić (po tym jak mój kręgosłup okazał się ” do niczego” i nagle odmówił dźwigania mego ciała) , poznałam przez sieć pewnego Szkota. Nie, to nie ten, którego nazywam The love of my life; ten Szkot , Alan, był perkusistą w jakiejś rockowej kapeli. Było to wtedy, gdy , aby nie umrzeć z nudów w domu, postanowiłam przypomnieć sobie j.angielski. A jak najlepiej? Przez rozmowy przecież!
Rozmawiać z Włochem, Francuzem,Rosjaninem, Szwedem czy Norwegiem po angielsku, to zupełnie inna sprawa, niż z kimś, kto posługuje się tym językiem na co dzień i od dzieciństwa! O spotkaniu z Anglikiem na skype, nie było jeszcze mowy , ale Szkot…hmmm, jeśli chce się wypłynąć na szersze wody, trzeba od czegoś zacząć przecież! ;)
Mimo wszystko krępowałam się. Alan w końcu wkurzył się:
– czym się przejmujesz? Masz jutro egzamin z angielskiego, czy co? Mów, a jak nie chcesz mówić, to pisz. Ja i tak Cię zrozumiem , nie bój się!
Od tej pory Alan stał się moim ulubionym teacher of English. Często pisałam różne rzeczy, on sprawdzał. Często też wyrzucałam przed nim swe emocje. Moje zmienne nastroje znane są wszystkim, którzy choć trochę mieli okazję mnie poznać. Pewnego razu, gdy miałam wyjątkowo podły nastrój, powiedziałam Alanowi, że ja ” want to go to the stars” . Wystraszył się i chciał jakoś mnie pocieszyć. Ponieważ jednak za Boga nie potrafił wymówić mego imienia, ani tym bardziej zdrobnić go po polsku…
najlepiej jeśli powtórzę dokładnie, jak było:
-Agniessska..Agniesss, Aniess..fuck, I can’t say it! Angie , yes, you are my Angie!
:)
W dniu moich trzydziestych któryś urodzin, Alan zrobił mi niespodziankę. Spytał, czy spotkam się z nim via camera, bo chce powiedzieć mi coś ważnego.Gdy moi urodzinowi goście rozjechali się do swych domów, uzbrojona w pyszne, czerwone wino, które dostałam od siostry, zasiadłam przed komputerem. Włączyłam kamerę i zastałam taki oto widok: na pierwszym planie bukiecik czerwonych kwiatów , tuż za nim uśmiechnięty Alan z butelką szampana.
-It is for you Angie! May I sing for you?
Jasne, że możesz sing!

I zaśpiewał. Angie.

Musiałabym mieć chyba serce ze skały, żeby nie wzruszyć się . Rzadko reaguję spontanicznie,a łzy naprawdę trzymam na wodzy; tym razem jednak nie dałam rady.
Szkoci mają piękne głosy…;)
*
Z różnych powodów drogi moje i Alana rozeszły się. Kiedyś może o tym napiszę.
Zawsze jednak pozostanie w mojej pamięci, jako mój dobry Przyjaciel, Dobry Duch, który strzegł mnie i wiele, tak wiele powiedział mi o wirtualnym świecie.
*
Zastanawia mnie tylko jedno:
jak mocna musiała być moja miłość do tej piosenki, że , nie dość, że ciągle brzmi w mojej duszy, to jest już moim symbolem…?
Symbolem mnie i wszystkiego, co zdarza mi się przeżywać.
Angie, Angie
when will those clouds all disappear?
Angie, Angie
where will it lead us from here?
With no loving in our souls
and no money in our coats
You can’t say were satisfied
But Angie, Angie,
you can’t say we never tried
Angie, you’re beautiful
but ain’t it time we said goodbye?
Angie, I still love you
remember all those nights we cried?
All the dreams we held so close
seemed to all go up in smoke
Let me whisper in your ear:
Angie, Angie
where will it lead us from here?
Oh, Angie, don’t you weep,
all your kisses still taste sweet
I hate that sadness in your eyes
But Angie, Angie, ain’t it time we said goodbye?
With no loving in our souls
and no money in our coats
You can’t say were satisfied
But Angie, I still love you, baby
Everywhere I look I see your eyes
There ain’t a woman that comes close to you
Come on baby, dry your eyes.
But Angie, Angie, ain’t it good to be alive?
Angie, Angie, they can’t say we never tried

*

Where will it lead us…? —-
Nie wiem. Zrozum, że po prostu, zwyczajnie :nie wiem.

***

29 comments on “* Where will it lead us from here…? *

  1. maszynagocha pisze:

    Fajne wspomnienia. :-)

  2. wg108 pisze:

    Tak, są pewne rzeczy, których czas się nie ima i te, o których nie śniło się domorosłym filozofom

    • Angie pisze:

      Wugusiu,są rzeczy, o których nie śniło się żadnym( nie tylko domorosłym:P ) filozofom ;)

      • wg108 pisze:

        Upsss, no tak. Tych, którzy mają urojenia, że są filozofami i widzą koronkowe majtki via skajpa powinienem wyraźnie wyłączyć.
        Hahahaha

    • Angie pisze:

      Jedynym znawcą filozofii, którego, prócz mej Chrzestnej Matki, znam, jest Caddi…ale on raczej nie gustuje w wirtualnych „rozkoszach” ;)
      Napisałam o jednym z moich ” teacher of English” nie z Polski, a wierz mi Szczepciu, najgorsi, najohydniejsi są niestety Polacy ( na skype) . Może to tylko statystyki, ale moje ” badania” jasno to potwierdziły. Wiem to z bardzo dużego doświadczenia, nie wspominając już o tym, że pisałam swego czasu wraz z koleżanką, dziś już panią psycholog o , ogólnie rzecz ujmując świecie wirtualnym :)))

  3. anythinglady pisze:

    oh no… słuchałam Angie wczoraj raz po raz docierając do liczby niewyobrazalnej, bez prądu- bo po cóż komu prąd-z wywalonymi bezpiecznikami maltretując serce historią swojej miłości…
    niesamowicie uniwersalna, Angie.

  4. elatroska1 pisze:

    Angie twoje opowieści czyta sie jednym tchem a pamięć to ty masz chyba absolutną:))))
    pozdrawiam z samego rana:)

  5. Justyna pisze:

    Angie jak plastycznie jak romantycznie i tak kobieco czule:)

  6. cichosz@ pisze:

    wzruszyłam się po raz n-ty słuchając tej piosenki i Tobie Angie się nie dziwię …
    pozdrawiam ciepło :)

  7. Cane pisze:

    A propos filozofii… dzisiaj otwiera się na jutro. ;)))
    Buźka! :)

  8. Wizja pisze:

    moderacja ? co się stało ?

  9. Angie pisze:

    Wizjo, nie wspominam o przytulankach, bo ” Angie” miało dla mnie tak mocny ładunek emocjonalny, że wolałam słuchać tego w skupieniu, najczęściej sama. Nie wyobrażałam sobie, aby ktokolwiek w tańcu dotykał mnie przy ” Angie”. To byłoby jak bluźnierstwo. Tak to już jest z tym, co kocham :)))

    • Wizja pisze:

      Oj no ! Myślisz, że mnie dotykał „ktokolwiek” w TYM tańcu ? To był RUMAK , co szedł po moim torze łeb w łeb z „Angie”.

      • Angie pisze:

        Wizja, no coś Ty, ja nie jakimś dotykaniu w sensie dotykania o podłożu..;) ! Chodzi o taki zwykły dotyk, jak to w tańcu:. Nie zdzierżyłabym, aby ” ktokolwiek” ośmielił się zwyczajnie tańczyć to ze mną . Taka zołza zacietrzewiona i uparta bywam:) Wkurzają mnie ci ” którzykolwiek” ;) Owszem, są przydatni, ale nigdy do rzeczy DUCHOWO WIELKICH.
        A jak mówisz o RUMAKU, co szedł po Twym torze łeb w łeb, to w ogóle insza inszość!
        :)))

  10. Dobrze ,że podałaś mi link.Dużo straciła bym nie znając Cię od tej strony..Historia jednej piosenki napisana Twoim piórem jest śliczna, wzruszająca i pełna nostalgii.Tyle mam jeszcze do poczytania u Ciebie.
    Tak pięknie formułujesz słowa, że chce się przeżyć to samo co Ty.
    Działasz na wyobraznię tak mocno: że nawet widziałam Twój sweter z imieniem Angie.
    Tylko Broń Boże , nie zmieniaj się!
    .Buziak, Marysia

    • Angie pisze:

      Dziękuję Marysiu za dobre, ciepłe słowa! :)
      Wiesz, moi Bliscy zwykle składają mi życzenia słowami” nie zmieniaj się” ! Niesamowite, że też tak napisałaś.
      Marysiu, wbrew pozorom może, niełatwo być stworzeniem tak pełnym sprzeczności, jakim ( niestety) jestem :)))

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s