Dzień , kiedy pękło mi serce…Day when my heart exploded…

Dzień , kiedy pękło mi serce
przetkany był słońcem
i wiosennym deszczem..

uśmiechały się kwiaty
w moim ogrodzie,
( może były piękniejsze, niż co dzień ..? )
dom pachniał obiadem, kot mruczał czule,
dzwonił telefon,
nie wydarzyło się nic więcej …
W Dniu
tym ,
gdy pękło mi serce.
I
było tak zwyczajnie,

na szybach tańczył  południa blask,
wieczór kołysał  szum wiatru
a Noc płynęła

jasnym szlakiem gwiazd…
W Dniu, gdy pękło mi serce..nic nie wydarzyło się przecież.
tylo nagle,
w przestrzeni
… Niesforne Kawałeczki.
Setki ,tysiące  okruchów..
ujrzałam
drobiny jakieś
nieskladnie dryfujące we
Wszechświecie.

Złotem gwiezdnego pyłu
śmiał się świat i
pachniał
wiosennym deszczem
w Dniu
kiedy
pękło mi serce…

Sen , nie sen……

Dziś, w obecnym stanie emocjonalnym, spróbowałabym….Kiedyś, w snach często latałam. I zawsze były to sny z zapowiedzią dobrego Jutra.
Dawno już nie latałam, muszę znów to zrobić; chyba nie jest za późno. Nigdy nie jest za późno, póki się JEST………..
Cuuudne! :)

***

Dziwny 12 lipca…

Znów 12 lipca i znów kolejne moje urodziny.
Wierzcie mi, z biegiem lat coraz mniej lubię ten dzień; z roku na rok w 12 lipca jest mi …coraz smutniej. Owszem, cieszę się tym co mam( zawsze cieszyłam się chwilą i chwytałam dzień),ale coraz częściej , szczególnie w TYM DNIU myślę o TYCH, którzy zawsze składali mi życzenia,
a dziś…
Nie potrafię tego pojąć, czasem wydaje się, że gadam a duchami, a czasm wcale się nie wydaje, tylko po prostu tak jest, zwyczajnie z NIMI gadam ( nie, nie wypiłam dziś zbyt dużo..)
….Moja koleżanka X, mój kolega Y i ten śliczny łajdak, który mnie tak przytulał w tańcu..Pani Krysia i mój ukochany Pan K…i Mój Przyjaciel Peter…
Pamiętam ich głosy, pamiętam ich twarze, śmiech.Pamiętam i wciąż słyszę, choć wiem przecież, że dziś już nikt z nich nie zadzwoni do mnie i nie powie choćby kąśliwego ” wszystkiego najlepszego złośliwa czarownico! „:))) …
Wraz z Nimi odeszło COŚ, co w pewnym sensie stanowiło mój świat. Coś, co nie spełniło się do końca, coś, co mogło istnieć i nagle zostało przerwane…
Nie potrafię się z tym pogodzić.
czy PAMIĘTASZ?…

Może dlatego dziś tak za mną chodzi TO:

A żeby nie było, że padłam w depresji-
to dla Was MOI KOCHANI!
Z okazji moich….URODZIN! :))))

***

Czy ktoś jeszcze pamięta? ( Czyli: Zibi, Rossi i Espana ’82 );)

Kochani!
Melduję, że na jakiś czas wyłączam się z życia blogowego. Pochłonął nas wszystkich MUNDIAL- oglądamy, kibicujemy, czasem zakładamy się , gramy, wygrywamy, czasem przegrywamy. Czas biegnie szybko, w końcu obowiązków życia codziennego nie ubyło, a tu trzeba wcisnąć jeszcze te trzy( no, przynajmniej dwa) mecze dziennie (lub na dobę; niektóre transmisje są przecież w nocy! ).
Moja Mała W.dzielnie kibicuje swoim ulubionym drużynom i wytrwale ogląda wszystkie mecze.Przypomina mi troszkę mnie sprzed lat, choć aż taaakich pomysłów jak ja wtedy, na szczęście nie ma. I Chwała Bogu!
Poczytajcie..

Gdy byłam straszną Małą Wiedźmą, młodszą niż moja rodzona M.W. dzisiaj, w 1982 roku odbywał się Mundial w Hiszpanii. Dla moich młodych Gości to pewnie wręcz jakiś archaik; wielu z Was wtedy fruwało gdzieś z aniołkami( niektórzy może z diabełkami ;)) czekając jeszcze długo na swój czas pojawienia się na Ziemi. Ja już istniałam- we wcieleniu potwornie niegrzecznej, upartej i pełnej szalonych myśli małej dziewczynki. Bardzo uczuciowej dziewczynki; w wieku 10 lat byłam bowiem śmiertelnie zakochana w swym starszym sąsiedzie. Był fascynujący, ponieważ absolutnie nie zwracał uwagi ani na mnie, ani na żadne dziewczyny; wysiadywał całe popołudnia w garażu ojca i wciąż coś majstrował przy swych motocyklach. Wieczorami jeździł szybko, bardzo szybko po okolicy. Ubrany w obcisły, czarny strój na motor i srebrny kask rozkochiwał w sobie różne dziewczęta. Ponieważ nie mogłam ani określić, ani zlokalizować tych głupich idiotek, była zazdrosna..tak ogólnie. Bo tak i już. Mimo wszystko czułam, że mam przewagę nad tymi – nimi; przecież to do mnie, to na nasze podwórko czasem przychodził pograć w piłkę, tzn. bardziej pokazywać mojemu bratu i jego kumplom, jak się gra w nogę!
Miłość moja do starszego sąsiada, w praktyce wyglądała tak, że czasem pisałam krótkie wierszyki( Księżna bezdusznie nazywała je częstochowskimi rymami) i gdy mój Luby opuszczał na chwilę garaż, błyskawicznie zakradałam tam się i wpychałam swe malutkie( ale jakże przepełnione uczuciem!) dzieła na zwiniętych karteczkach pod siedzenia jego motorów. Znajdował je oczywiście i…tylko się wciąż do mnie uśmiechał!
Miałam dość tego; poprosiłam w końcu jego najlepszego kolegę, aby wywołał go przed dom. Moja Miłość stanęła przede mną (lub ja stanęłam wreszcie twarzą w twarz ze swoją Miłością). Rozpadało się. Najpierw malutkie, pojedyncze kropelki wiosennego deszczu, potem coraz mocniejsze, coraz więcej, więcej, mnóstwo. Lało jak z cebra. Miałam zamiar wyznać mu w deszczu swe wielkie uczucie, gdy nagle, patrząc w jego diabelsko uwodzicielskie, niebieskie oczy, usłyszałam szybkie bicie własnego serca i jakiś głos w mej młodej główce, który krzyczał:
Nie! Nie rób tego Angie! Nie jesteś chłopcem, to przecież chłopcy powinni pierwsi wyznawać miłość, to oni mają ci się oświadczać,a nie ty im, o!
Gdy Ukochany spytał, co chcę mu powiedzieć, patrząc na niego poprzez deszcz, wycedziłam:
-ja…nie jestem chłopcem i nic nie będę mówić- po czym uciekłam do domu :)))
Nie płakałam, byłam zła. Wściekłość jednak szybko ustąpiła innemu, słodkiemu i cudownemu uczuciu. Zaczynał się Mundial ’82 gdy zobaczyłam go. W telewizji. W reprezentacji Italii.

Paolo-Rossi1

:)))
Dziś gdy patrzę na to zdjęcie, doprawdy nie wiem, co mogło tak strasznie zafascynować mnie w tym Włochu. Może jedynie to, że był dobrym piłkarzem i był trochę podobny do mojej Wielkiej Miłości, do mego starszego sąsiada ..?
Zakochałam się na zabój. Na śmierć i życie ;) Moja najlepsza przyjaciółka , podczas naszych bardzo poważnych nocnych rozmów pytała:
– jak to możliwe, abyś kochała dwóch na raz?!
-Nie wiem, nie mam pojęcia co się dzieje- odpowiadałam, naprawdę szczerze zdziwiona tym wszystkim.
Moja przyjaciółka sama miała nie lepiej: prócz tego, że była już w kimś tam zakochana, zakochała się nagle …w Bońku! ;)))
Ponieważ obydwie nienawidziłyśmy czekać i zawsze musiałyśmy działać, postanowiłyśmy …napisać list do Zbigniewa Bońka.
I napisałyśmy.
Tak moi Drodzy-
w 1982 r. napisałyśmy piękny, wspólny , miłosny list do Bońka i Rossiego i tylko dlatego nie wysłałyśmy, że….nie wiedziałyśmy po prostu gdzie go wysłać! Pan Bóg chyba czuwał nad tym, by nie było wówczas ani internetu, ani żadnych fejsbuków , ani żadnych komórek itd.! Gdyby przenieść te narzędzia w tamten czas i dać nam dostęp…strach pomyśleć! ;)))
Moja córka jest jednak dużo grzeczniejsza!
*
Gdy wspominam tamten czas i Mundial Espana ’82, zawsze słyszę gdzieś w zakamarkach pamięci tę piosenkę.
Pamiętacie?

*
To był naprawdę piękny czas- dla polskiej piłki też!
Tymczasem zaraz zaczyna się kolejny mecz na Mundialu w Brazylii.
Pozdrawiając Was serdeczne, znikam!
(Bez odbioru!)
;)

***