* To all the boys I’ve loved before* ;)

Przepiękna piosenka. Willie uroczy, Julio , jak to Julio ;)

A…

wystarczy zmienić tylko jedno słowo / no, może dwa ;) /

TO ALL THE BOYS… ;)))

***

To all the boys who cared for me
Who filled my nights with ecstasy
They live within my heart
I’ll always be a part
Of all the boys I’ve loved before

;)))

Dłuuugo mnie nie będzie; całusy dla Wszystkich odwiedzających mnie!

:***

Lata osiemdziesiąte,czyli ta cudowna młodość c.d.

Z pamiętnika Angie,  czyli Gdyby Głupota miała skrzydła

Część I:

https://angiewitch.wordpress.com/2012/05/06/lata-osiemdziesiateczyli-ta-cudowna-mlodosc/

Część II :

Nie wpuszczono nas na dyskotekę w obozie młodzieży radzieckiej. Nawet nie wiem, kiedy i jak znaleźliśmy się na terenie tego obozu; tak czy inaczej, gdy łuputupu było coraz wyraźniejsze i głośniejsze, a a my szliśmy z kuflami piwa w tamtą stronę , jak ćmy do ognia, pojawił się przed nami człowiek w harcerskim mundurze. W mroku wsiorawno czy to polski czy inny mundur; jedno wiedzieliśmy na pewno: HARCERZ! I to jakiś ważny, bo trochę straszy od nas! ;)
Zagrodził nam drogę i rzekł łamaną polszczyzną:
– wam nie wolna tu
Popatrzyliśmy na harcerza, potem po sobie.
– ale my tylko na dyskotekę, towarzyszu harcerzu!
– niet! paszli, paszli bystra!
Przecież nie będziemy kłócić się z jakimś ważnym, radzieckim harcerzem! Zrobiliśmy w tył zwrot i poszliśmy śpiewając ” I nikomu nie wolno się z tego śmiać” Kobranocki.
Dziś, po latach , jak przypomnę sobie nasz ówczesny wygląd, myślę, że ten wartownik radziecki był.. bardzo dzielny. Nie wystraszył się, choć miał przed sobą Kilku rosłych, długowłosych w czarnych skórach, trzy dziewczyny z postawionymi na cukier włosami i tylko dwoje normalnych : moja śliczna, niebieskooka, o blond lokach siostra i mój nadmorski chłopak, Kamil.
Same nasze pseudonimy mogły budzić jak nie strach, to lekką konsternację: Pierwotniak, Święty Mikołaj, Tyrano, Kieł, Bazyliszka itd. Ja byłam , rzecz jasna , Angie . A może to moje angie podziałało na tego strasznego pana tak kojąco..? ;)))
*
Ponieważ wyrzucono nas z ruskiej dyskoteki , poszliśmy gdzieś indziej. Gdzieś, skąd też dolatywało łuputupu
Jak już mówiłam, w naszej nadmorskiej miejscowości były tylko dwie pijalnie piwa. Może dwa lub trzy sklepy z pamiątkami, jeden duży spożywczak i dwa malutkie. Nie mówiłam jednak o najważniejszej rzeczy- nie dla nas, młodych, ale jednak bardzo ważnej wówczas dla większości: lokalnej RESTAURACJI. Restauracja, czyli : knajpa, koszmarna knajpa,mordownia charakterystyczna chyba dla tamtego czasu.
Knajpy takie nazywano zwykle swojsko: Odrzanka, Jarzębianka, Kasztelanka , Różanka etc. Ważne było chyba to
ka. Zawsze forma żeńska i zawsze od sąsiadujących drzew lub pobliskich rzek.
Nasza nadmorska – KA była charakterystyczna dla tamtych lat, a dziś już na pewno jednym z symboli epoki.
Rano przychodzili tam panowie na ” setkę i galaretkę” lub ” lornetkę” ; do popołudnia przetaczało się przez – wielu, wielu panów . Niektórzy nie byli w stanie wyjść na własnych nogach.. Ale po południu…Mniej więcej o godzinie 18ej mordownia przeistaczała się nagle w nowoczesną ( jak na TAMTE czasy) salę disco.
Wieszano srebrne kule, setki balonów i baloników, podłączano różnokolorowe, migające światełka
. I około 20ej zaczynała się
DYSKOTEKA!

raj dla wszystkich, od których raczej stroniłam: głupich, ślicznych panienek w mini, elegancko ubranych chłopców z włosami na żel , miejscowych pijaków i podstarzałych turystów,a często kuracjuszy i bogatych, znudzonych życiem w ogóle i wszystkim , panów na wczasach.
Ja Angie, choć trzymałam z moimi metalami, potrafiłam natychmiast przeistoczyć się w disco- wamp’a. Nie dlatego, bym była tak fałszywa; potem MOI docenili moją uniwersalność.
Kochałam i do dziś kocham MUZYKĘ- i to każdą. Przy każdej są jakieś emocje, przy każdej różne. Byłam w Szkole Muzycznej w klasie fortepianu, grałam Wielkich, ale …..czy to w ogóle miało coś do rzeczy? :>
Kochałam muzykę. Zawładnęła mną Metallica, ale…ale nie do tego stopnia, by nie lubić czegoś innego! O, na przykład tego:


*
Weszliśmy do naszej nadmorskiej –KI . Ja, Angie, szybko przeistoczona w disco- luba i moi towarzysze.
.
Akurat leciało ” You’re my heart, you’re my soul” , gdy Mikołaj rzekł:
– nie wytrzymam tego!! Zaraz wyrzygam!Wychodzę!
Wyszedł. W ślad za nim poszedł Kieł. Dziewczyny i dwóch długowłosych zostało ze mną i moja siostrą.
*
Zawładnęłyśmy dyskoteką.Zanim wszyscy zaczęli pląsać, tańczyłam już z jakimś towarem( tak się mówiło wówczas na tych bardzo atrakcyjnych chłopców na żel). Zaraz potem porwał moją siostrę w tan jakiś marynarz.
Zawładnęłyśmy salą. Do tego stopnia, że dostałyśmy od bramkarzy pieczątki na rękę, czyli WSTĘP WOLNY W KAŻDY DZIEŃ!
Nie wiem czy dziś byłoby to możliwe. Może, za jakieś tam usługi. Ale wtedy, wierzcie mi: dostałyśmy gratis wstęp na nasze disco do końca wakacji! :))))
Za.. za…sympatię do nas! :))) Bramkarze mieli chyba nas tak dość już za ciągłe wychodzenie i wracanie na dyskotekę, że po prostu wbili nam wejściówki na naszych rękach! :)))
Nie wolno i nie można było tego zmyć!!  Pamiętajcie, to lata osiemdziesiąte. Każdy grosz, a tym bardziej darowany od Matki I Ojca, liczył się. Nie było ani kont internetowych, ani nawet komórek, gdy można  wyjęczeć” mama, tata, nie mam kasy!!” Była tylko Poczta Polska i czeki od Ojca, które można było realizować w DANYM terminie….
*
Spotykaliśmy się co dzień na tej dyskotece. W tej naszej nadmorskiej – KA.
Kamil,ciągle mi towarzyszył.
I ,jak czas pokazuje, chyba to On był najwartościowszym i  najfajniejszym chłopakiem / mężczyzną, jakiego dane było mi poznać.
*
cdn.
*
Jeśli naprawdę lubicie to moje bajanie, dopiszę coś. Jak zdążę przed wakacjami! :)))))

* Milorda sposoby na upały* ;)

Dla bliskiej mi duszy, o złotym sercu Golden

Znowu upał. Po co ONA poszła do ogródka w taki upał? Nie, absolutnie dziś nie będę JEJ pomagał!

***

Wolę poleżeć sobie pod drzewem….


***

Może potaplałbym się z Sabą w kałuży, ale nie jestem psem i nie lubię wody przecież!


***

Czemu ta moja siostra mnie wącha? Dajcie mi wszyscy spokój, wracam do domu!


***

Znalazłem doskonałe miejsce! Nareszcie!


***

Wygonili mnie z pralki…spróbuję tutaj


***

Tam IM się też nie podobało..Chyba na lodówce będzie idealnie! W końcu..chłodzi ;)

***

Wreszcie wieczór i troszkę chłodniej. Może przejadę się kawałek…?

***

eee tam, głupi ten rower. WZIĘŁA  mnie do koszyka,  ale  wyskoczyłem. MYŚLAŁA, że pojadę z NIĄ! Nonsens! BYŁA zła, bo podrapałem JĄ troszkę…

Położę się przy Sabie, jedyne spokojne miejsce w TYM domu…;)

***

” Oswoić SUV’a” ;)))

Oswoiłam BESTIĘ!
( nie jest to ABSOLUTNIE tekst dla mężczyzn, którzy z racji tego, że są mężczyznami NIE WIDZĄ różnicy w siadaniu za kierownicę wszelkich pojazdów..)

A było to tak: jakiś czas temu Księżna Matka nabyła ” pół- VAN’a” , a Big Brother SUV’A. Wielokrotnie proponowali mi:
wsiądź za kierownicę, pojedź, przekonasz się, że to super sprawa!
A ja- jako OKROPNIE uparty RAK- NIE! A po co mi to? Lubię swego staruszka Opla i Kię! Poza tym POTRAFIĘ jeździć TYLKO „tymi niskimi, no, tymi normalnymi’,no kurde, każdym takim pojadę, ale WYSOKIM- NIE!
Tak było przez 2 lata. Aż do dziś. Gdy musiałam zrobić kilka dłuższych kursów moich opelkiem i stwierdziłam ze smutkiem, że powoli chyba naprawdę rozsypuje się, łakomie popatrzyłam na toyotę Brata zaparkowaną przed domem. Brat pojechał znów na mecz i jak zwykle zostawił mi kluczyki, jak zwykle z zawadiackim uśmiechem mówiąc: jakbyś chciała gdzieś pojechać…..
Myślał, że nie wsiądę. I tu się pomylił chyba.
Wykorzystałam mojego ukochanego Ziomala, który jak co tydzień zawitał do nas na weekend.
– czy mógłbyś mnie nauczyć jeździć Brata suvem?
-??- przecież Ty jeździsz, Ty masz prawko i ciągle jeździsz!
– ale nie DUŻYMI! Mam lęk przed tym samochodem!
Popatrzył na mnie, jeszcze bardziej zdziwiony.
– no dobra Aga, spoko, jestem do dyspozycji, tylko troszkę dziś znietrzeźwiałem . Ale to w końcu TY BĘDZIESZ PROWADZIĆ!
– dobra, wyprowadzisz mi tylko to COŚ z podwórka i pojedziemy
Umówiłam się z Ziomalem, że jak tylko przejdzie mi ten ból spowodowany mą chorobą, jak zdrzemnę się troszkę, a On ciut wytrzeźwieje ,wyruszamy.
Zadzwoniłam do M.
-to jest tak samo jak zwykłym, tylko wyżej!- spokojnie odparł
– no właśnie. Wyższym!
– no to 5 ruchów i oswajasz się już z autem! – rzekł mój bardzo ulubiony inny Skorpion
przypomnę, że jestem KOBIETĄ! Dla WAS to może pięć ruchów!
– ok, dobra, to 15 ruchów i się oswoisz!

Kocham Skorpiony!
*
– Boję się trochę..- wyszeptałam do Ziomala
– czego?
– bo on jest taki..duży!
Patrzył na mnie bez słowa. Kocham to, cholera, kocham to w skorpionach! Potrafią zrobić TO wzrokiem wzrokiem.Nie mówił NIC, ale wiedziałam, słyszałam , co mówi.
– mówiłam o SAMOCHODZIE!- warknęłam
Parsknęliśmy śmiechem

Pojechaliśmy .
*
Po powrocie:
– Aga, daję Ci 5+ za jazdę! Byłoby 6 całe, ale daję minus , za ten brak wiary w siebie! TY POTRAFISZ!
Cholera, potrafię !
Cudnie jeździ się dużym!
Chyba jednak z Ziomalem nie będę już jeździć. Bo..
Uknuliśmy , że zostanę kierowcą TIRA i napiszę kiedyś e- booka z dedykacją
dla Mężczyzny, który oswoił mnie z DUŻYM
Dobrze, że panuję nad kierownicą. Nawet DUŻEGO i dzięki temu, nie rozwaliliśmy się..ze śmiechu!
*
Epilog:
Big Brother był trochę zły , ale i trochę zadowolony:
wiesz co jest wkurwiające?? Że nie słuchałaś nigdy ani mnie, ani Matki. I nagle sobie z Ziomalem wsiadasz i jedziesz!
*
A bo ja już taka jestem. Przekorna. I
MUSZĘ SAMA   se wsiąść i pojechać

;)))

* Sezon ogórkowy *

KILKA TYGODNI TEMU

KILKA DNI TEMU, po burzach


*
W ciągu kilku dni tropikalnych upałów i burz urosły jak na drożdżach. Moje pomidorki. I znów trzeba usuwać dolne gałązki i podwiązywać…ale najważniejsze, że przetrwały burze i huraganowe wiatry!

DZIŚ
Pierwsze koktajlowe


..i ogórki z ogródka


***
A z lasu przywiózł Brat:


***
Się kręci. Jest co robić. Sezon pomidorowo- grzybowy. Sezon ogórkowy ;)))

* Ten cudowny Virtual, czyli jak poderwać Angie na skyp’e * ;)

Korzystając z L4 i co za tym idzie, większej ilości wolnego czasu, nadrobiłam chyba już trochę swoich zaległości internetowych. Nieczęsto już mam okazję tyle buszować w sieci; niedługo znikam znów i to na dobry kawałek czasu, jadę wreszcie na wakacje:)

Wczoraj wrzuciłam tutaj fragmencik swej książki o internecie, moim dawnym zachwycie nim i ludziach poznanych poprzez i w sieci. Wczorajszy fragment był o mojej przyjaźni z pewnym starszym panem. Był Anglikiem mieszkającym w Genewie, emerytowanym profesorem chemii. Niektórzy natychmiast podali w wątpliwość tak czyste intencje ww pana, jak i sam fakt istnienia Go w ogóle/ w tzw realu. Śmieszne dla mnie; śmieszne, bo gdy się ma około 90 zagranicznych kontaktów na samym skyp’e , przesegregowanych i po dobrym chrzcie bojowym, po totalnym sicie ( mogło być około 500, większość odpadła), to już się chyba wie co z kim można itd. A tym bardziej jeśli spotyka się w sieci osobę publiczną, znaną, której wiarygodność / istnienia/  łatwo można sprawdzić, nie ma chyba o czym mówić nawet.

Ciekawe wnioski wynikają z moich kilkuletnich obserwacji i uczestnictwa w życiu świata wirtualnego . Celowo będę generalizować oddzielając grupę moich wirtualnych znajomych z ogólnie pojętego Zachodu ( nie będę nikogo teraz męczyć podziałem na nacje i wynikających z tego różnic kulturowo- mentalnych) i Polaków. Z wielkim smutkiem zauważam, że najwięcej internetowych oszustów różnej maści jest niestety wśród naszych Rodaków.

Skąd to się bierze, dlaczego tak jest? Myślę, że to kwestia mentalności społeczeństwa oraz stopnia jego rozwoju / poziomu cywilizacji. My raczkowaliśmy, gdy na Zachodzie ( ogólnie pojętym) czy w USA komunikatory internetowe były już popularne i powszechne. Dla Nich( Anglików, Amerykanów, Niemców itd) to rzecz normalna, bez emocji, bez dodawania aury tajemnicy i adrenaliny. Owszem, odezwą się natychmiast głosy: a ci wszyscy zboczeńcy, pedofile, całe ich siatki??

Oczywiście istnieją, rzecz niepodważalna i tragiczna oraz na skalę , niestety, światową. Nie o tym jednak teraz , a o mentalności tzw przeciętnych użytkowników pc i netu.

Przeprowadziłam setki rozmów pisanych i mówionych na skyp’e. Rozmawiałam wiele z ludźmi z zagranicy ( szlifowanie języka było moim głównym celem istnienia tam). Co zauważyłam: obcokrajowcy bezpośrednio i bez ogródek mówili o sobie i jasno artykułowali swe chęci, cele i potrzeby.

” Nazywam się X. , jestem dziennikarzem, piszę to i to, podobasz mi się, pogadajmy”-  ok, śmieszne, a wiarygodność( jeśli się chce)  można sprawdzić ( tam prawie każdy ma swoją stronę internetową) Tylko..po co mi czyjaś wiarygodność do skypowej rozmowy ??

lub

” Nazywam się S. Chciałbym poznać kogoś fajnego. Romans a może i coś więcej. Chcesz poznać mnie?- tak, chcę, ale tylko tutaj, na płaszczyźnie rozmów.

” Nazywam się Y, jestem nauczycielem, pracuję tu i tu, jak chcesz pomogę Ci w angielskim” –ok, fajnie, opowiedz więcej o sobie, proszę(  itd )

lub

” Nazywam się Z , zabawisz się ze mną? ” –  tu strzał wirtualny w pysk i blokada kontaktu ;

” Jestem żonaty , mam dwoje dzieci. Fajna kocica jesteś, poszalejemy? Jestem 100 km od domu”- tu reakcja  jak wyżej;

” przepraszam, ale jestem gejem..”- no to co?  pogadać możemy przecież! ;

„Ee, myślałem, że masz czarne włosy, nie szukam blondynki..”-  no to go out

Czasem wprost zdjęcie nagiego , męskiego ciała i propozycja zabawy-  Blokada kontaktu natychmiast.

Bezpośredniość, jasne deklaracje- to cechuje poznanych przez mnie mężczyzn z Zachodu. Jakby nie miele czasu ani ochoty  na jakieś zbędne , czarujące słowa, na udawanie kogoś innego, niż są w rzeczywistości. Strony ze zdjęciami kumpli, rodzin, miejsc pracy czy ulubionych knajpek, do wglądu. Coś podobnego jak dziś na fejsie albumy moich latorośli i ich przyjaciół. Żadnych tajemnic, aż do przesady czasem! ( zobaczyłam niedawno  na stronach moich młodszych, kanadyjskich i włoskich koleżanek kilka swoich zdjęć..aż nieswojo się poczułam, ale cóż, takie czasy chyba teraz…)

A Polacy? Nigdy szczerze , oszukują wprost i naokoło. Wieczna aura tajemnicy i ciągi niedopowiedzeń. Żadnych zdjęć , co już budzi pewne wątpliwości ( żona w zanadrzu? A może już ktoś nas zna z tych naszych odchyłków psychicznych lub seksualnych i dlatego nie możemy ujawnić się? )

” Jesteś śliczna i taka wrażliwa, blebleble, tititi „-  feee,  torsje na boku! Noszz powiedz chłopie wprost o co ci chodzi! Sex na kamerce- spadaj na drzewo; spotkać się kiedyś w realu- ojjj, wiele wód w rzekach musiałoby upłynąć i bekę wirtualnej soli musielibyśmy zjeść najpierw! pogadać na kamerce?- po co, nie muszę Cię widzieć wcale, by gadać wirtualnie . Złe małżeństwo i ty taki nieszczęśliwy?- do psychologa może, ja nic na to nie poradzę…

Najgorsi są jednak tacy, którzy próbują mydlić oczy, oszukują, lawirują. Wysyłają wiersze, rzewne piosenki, piszą o swej wielkiej tęsknocie i samotności. Już prawie, prawie zaczynam wierzyć, gdy wywiad mój rozwiewa cały czar ( tak, własny wywiad należy posiadać; )

Pewnie pomyślicie, że okropna jestem. Może i tak, ale wyraźnie i mocno oddzielam to , co  doznaję w sieci od życia realnego.

Wczoraj Cane spytał dlaczego nie byłam pewna tego spotkania z profesorem. Ano Cane dlatego, że mnie do niczego nie potrzebne przenoszenie większości znajomości wirtualnych do świata realnego. W jaki sposób skonsumowałbym przyjaźń ze starszym panem? Łamiąc sobie głowę i język w próbach dyskusji NA ŻYWO w j.angielskim z nim? Starszy pan profesor przywodził mi na myśl mojego Śp Dziadka. Przywoływać Duchy przeszłości? Oczywiście, spotkałabym się z nim , był naprawdę dla mnie PRZYJACIELEM , ale niestety odszedł. I jak już pisałam, czasem naprawdę brak mi Go,; brak TU w wirtualnym świecie, który jest częścią mego świata ogólnie. Oddzieloną i oddzielną  , ale przecież częścią.

Niewiele jest osób , z którymi znajomość zawartą w sieci chcę przenieść w real. Jesteśmy tu, w necie , czasem możemy się świetnie bawić razem, czasem kłócić ( choć nie wiem po jaką cholerę) czy uczyć angielskiego; możemy pisać swoje bleble i chwalić się swoimi zwierzakami na zdjęciach. Ale to jest

TU i TERAZ, nie u nas w domu, ogrodzie, pracy czy ulubionej kawiarni!

*

Ważne jest TU i TERAZ.

Zupełnie jednak inaczej sprawy się mają, gdy w grę wejdą uczucia. Bo można pokochać przez/ poprzez sieć. I miłość ta jest dokładnie taka sama jak ta realna. A może nawet wrażliwsza, delikatniejsza i mocniejsza. Gdy pozbawieni jesteśmy jednego ze zmysłów, wyostrzają się inne. Nie możemy  przecież dotknąć – więc słyszymy mocniej, widzimy mocniej i czujemy mocniej. I niekoniecznie idealizujemy!

Ale to już zupełnie inny temat.

*

PS. Uwagi i spostrzeżenia odnośnie polskich bywalców komunikatorów internetowych, nie dotyczyły oczywiście wszystkich moich drogich , spotkanych przeze mnie w sieci Rodaków :>

* I woke up on a good day..*

Zanim zechcecie przeczytać kolejny fragment mojej książki, posłuchajcie, proszę i obejrzyjcie ; to jeden z najpiękniejszych utworów, jakie kiedykolwiek słyszałam.

Obudziłam się pięknego dnia

I świat był cudowny

Sen nocy letniej zauroczył mnie

Śniłam o starym człowieku

Który siedział i całą noc obserwował deszcz

Nie mógł zmrużyć oka, gdy deszcz dzwonił o szybę

Opowiedział mi o pięknie

Skrytym w naszych głowach

Opowiedział mi o brzydocie

Którą w zamian pokazujemy

A kiedy popełnimy błąd, uczymy się na nim

Wszystko płynie z bólu

I tak przez cały sen w tę letnią noc,

Podczas gdy on patrzył na deszcz

Potem o północy nalał kolejnego drinka

I nachylił się w kierunku mego ucha

Po północy przesiedzieliśmy

Pół nocy, a może i więcej

I zaczął mi opowiadać po co to wszystko

Obudziłam się w fotelu

On odszedł, nie wiem dokąd

Zostawił mnie tam, bym siedziała

I obserwowała deszcz

Niewiele w ogóle pamiętam

Lecz jego słowa wciąż rozbrzmiewały mi w głowie

Sen nocy letniej i znów przebudzenie

Może nigdy go nie odnajdę

Może odszedł na zawsze

Może będę musiała tu siedzieć

Obserwując pogodę

Jedna rzecz jest jednak pewna,

Pomógł mi przetrwać noc

Pokazał mi coś pomiędzy dobrem a złem

( …)

„Mmidnight summer dream” , The Stranglers

 

Pamięci mojego kochanego

Professor of Chemistry :

” My Teachers of English  from the internet

/fragment/

OLDBOY

Gdy nie miałam swego komputera i kolejny raz ,po przekupieniu chłopców, siedziałam u nich w pokoju buszując w sieci, napisał do mnie jakiś sympatyczny, starszy pan. „ Co za dziadek?”- przeszło mi przez myśl- „za porządnie wygląda na przesiadywanie w internecie. Co On tu robi? Ale cóż- pozory mogą mylić, może to kolejna zboczona kanalia. Zaryzykuję i poznam Go

-witaj Angie! Jak się miewasz?

– witaj Tony. Dziękuję, Im fine, and you?

– dziękuję, Im fine too. Czy jesteś Polką?

-tak, uczę się angielskiego i dlatego tu teraz jestem. Czy pomożesz mi?

– z przyjemnością! Miło mi Cię poznać Angie!

– I mi też miło Cie poznać!

W tym tonie, bardzo ostrożnie i kulturalnie przebiegała nasza pierwsza rozmowa. Do czasu aż nie pojawił się niespodziewanie temat kobiet

Kobiety to wyjątkowe istoty, a ciało kobiety jest czymś wspaniale stworzonym. Tak zapamiętałem   kobiety….

O nie! Niech spada z takimi tekstami!

– słuchaj Oldboy! Jeśli chcesz taniej rozrywki ze mną tu, to „good bye”!

– o czym mówisz Angie?? Absolutna bzdura! Przypomniałem sobie tylko Przeszłość na chwilę, dlatego powiedziałem to o kobietach!

– ok , ale pamiętaj: ja tu , w tym cholernym internecie, nie jestem „lekarzem męskich, zagubionych dusz”!!!

– ok, przepraszam, nie chciałem niczym Cię urazić ani zdenerwować!

– i ja przepraszam Tony. Jestem tak rozdrażniona, bo większość mężczyzn zwykle chce rozmawiać o świństwach lub nawet robić brzydkie rzeczy w sieci..Czym zajmujesz się Tony?-

-jestem emerytowanym profesorem chemii, a specjalnością moją jest chemia organiczna. Z pewnością przeraziłaś się teraz Angie, haha, ludzie z reguły nie cierpią chemii. A zwrot „ chemia organiczna” niejednego studenta doprowadza do łez. Nic bardziej mylnego, chemia jest piękna, może kiedyś uda mi się Ciebie przekonać.

Cholera, pisał tak, że nie nie dawałam rady nawet ze słownikiem; musiałam natychmiast zawołać starszego syna na pomoc! Gdzie te „skróty”,te short-hand’y , gdzie ten slang, do którego przywykłam?!! Pisał piękną angielszczyzną! Długie zdania, całe wyrazy, znaki interpunkcyjne! Niesamowite!Wreszcie! Wreszcie znalazł się w tym cyrku Ktoś, kto może podszkoli mnie naprawdę w angielskim!

Tak też było. Oldboy naprawdę mnie uczył. Pisał dużo, pisał ciągle do mnie. Pytał jak idzie mi czytanie naszej ulubionej książki z lat wczesno młodzieńczych-

„ Małego Księcia” /hehe/  po angielsku;  czy jest coś, czego nie rozumiem, bo On chętnie pomoże mi i przetłumaczy / jakoś/ . Czekał na mnie każdego wieczora. Opowiadał o swym życiu w Anglii i Szwajcarii, o zmarłej żonie, o dorosłych córkach. Mieszkał od dawna sam w Genewie, gdzie wcześniej przez wiele lat wykładał chemię na uniwersytecie. Grał w tenisa, śledził wszystkie ważne turnieje . Chodził na mecze hokeja z młodszą córką i przyszłym zięciem. Starsza córka była naukowcem, biotechnologiem i kilka lat temu wyjechała na zawsze z do Londynu.

W ramach ćwiczeń języka, opowiedziałam mu kiedyś mniej więcej całą moją historię związku z moim Ex. Pisałam posługując się prostymi, znanymi mi jeszcze z Ogólniaka czasami, wściekła wciąż na siebie, że tak mało jeszcze znam angielski! Był przerażony- nie mą cienką angielszczyzną- był przerażony moją głupią, heroiczną walką o człowieka, który bez przerwy krzywdził mnie. Opowiedziałam mu o swej książce, którą już wtedy pisałam. I o Szkocie, którego już wtedy kochałam.

– Angie, jak możesz Go kochać, skoro nie znasz Go w realu?

– mogę Tony, chyba Go kocham naprawdę i może bardziej nawet niż mego ex męża. Tak czuję. I powiedziałam mu o tym . On na to: „jestem biednym Szkotem, bez pieniędzy, bez karty kredytowej nawet…powinnaś uciekać ode mnie, a nie kochać mnie! ”

– i co o tym myślisz Angie? Co Mu odpowiedziałaś?

– że mam w d…. pieniądze, że nie chcę żadnych pieniędzy, ale Jego!

– Boże, Angie, Ty igrasz z ogniem!

– z ogniem? Tony, to ja jestem ogniem!

– czy Ty…czy Wy….no wiesz, czy Wy robicie to „przez kamerę”?

– Tony, jak możesz tak myśleć??? Never! Ja chcę Jego w realu! I będę mieć!

– Angie, Ty jesteś szalona naprawdę!

Tak, byłam szalona i taką siebie lubiłam. Jakiż świat byłby nudny gdyby nie to szaleństwo właśnie! Szaleństwo moje i Szkota! Opowiadałam Toniemu wszystko, opisywałam każdą sprzeczkę z Craigiem i każde miłe spotkanie. Tony stwierdził, że Craig boi się mnie. Nawet kiedyś obronił go:

– Angie, muszę być po jego stronie. Pomyśl- jak On ma spotkać się z Tobą nie mając pieniędzy??Jest mężczyzną i musi mieć pieniądze, tym bardziej jeśli chce spotkać się z kobietą, na której mu zależy!

Ciekawe było to, że Tony w końcu uwierzył w moją i Szkota „international love”. Nie „kibicował” mi jednak nigdy; zawsze powtarzał, że życie samym szalonym uczuciem jest dobre, ale nie na zawsze..Podobałam się Jemu i to nie tylko jako kulturalna, wirtualna powierniczka jego myśli, obaw, codzienności….Miał zamiar przyjechać do Polski i przypomnieć sobie Wrocław, gdzie był tuż po doktoracie. I- oczywiście- chciał koniecznie spotkać się ze mną! Znajomi pękali ze śmiechu:

– co Angie, będziesz wiosną chadzać z czcigodnym , angielskim profesorem w prochowcu i kapeluszu pod rączkę po Wrocławiu?

Nie było mi do śmiechu wcale. Zdawało się, że kimś, kto naprawdę bardzo cieszy się na przyjazd mego professor of chemistry jest inny profesor, tym razem mój Bliski prof.nauk ścisłych. Polubili się natychmiast wirtualnie i bardzo chcieli spotkać się i pogadać przy dobrej szkockiej o różnych życiowych i naukowych sprawach. Ja jednak nie  mogłam oswoić się z  myślą spotkania z Tonym, coś mi „nie pasowało”. Pomimo sympatii i szacunku jakim darzyłam profesora, wcale nie paliło mi się do poznania Go w realu.

-Tony, ja obawiam się , że nie zrozumiem Cię gdy będziesz do mnie mówił po angielsku….

– don’t worry! Zrozumiesz mnie na pewno! Jesteś bardzo zdolna Angie, bardzo ładnie piszesz!

– dzięki…ale pisanie i mówienie to 2 inne sprawy!

– nie martw się! Wszystko będzie dobrze!

Może i byłoby gdyby faktycznie przyjechał…

Zimą 07/ 08 pojechał na Sylwestra i Nowy Rok do Paryża. Wrócił pełen wrażeń, bardzo zadowolony. I …nagle straciłam z Nim kontakt. Czekałam na Niego wieczorami, potem szukałam Go. Bałam się, że coś złego stało się, czułam , że odszedł. Tam, na zawsze.

Brakowało mi Go. Brakowało mi Jego opowieści o kolorowych rafach koralowych, w których nurkował ; brakowało mi Jego spokoju i doświadczenia życiowego, którym ze mną się dzielił. I brakowało mi Jego radości w oczach, gdy mówił do mnie

wiesz Angie, gdy jestem tutaj/ w sieci z Tobą, mam ochotę jeszcze raz podnieść i wyrzucić laskę, o którą opieram się, gdy chodzę! Mam ochotę jeszcze raz dać ponieść się życiu z całym jego pięknem i szaleństwem! Ty, Twoja młodość i siła życia sprawia, że chcę jeszcze żyć!

Brakowało mi Jego wiary we mnie. Kiedyś powiedział:

– chciałbym przeczytać Twą książkę ,Angie

– ależ ona jest napisana po polsku! Kto ją przetłumaczy?

– TY Angie.

– chyba jesteś szalony! Ja?? Nie dam rady! Never!

Dasz radę Angie. Uwierz mi, kto jak kto, ale Ty dasz radę

Tęskniłam za moim profesorem

A potem już mniej i mniej.. bo przecież żyłam całkowicie miłością ,odkąd w moim sercu zamieszkał Ktoś , kto przesłonił mi cały świat….. Ktoś, kogo natychmiast, „odruchowo” nazwałam

MY Scot

( cdn.)

***

Często myślę o Tonym. Odszedł…Nie zdążył przekonać mnie, że chemia organiczna nie jest tak przerażająca i że można nawet ją pokochać. Nie zdążył przyjechać do mojego miasta ani iść ze mną pod rękę. Ani zabrać mnie tam, gdzie czysty ocean i kolorowa rafa koralowa…..

Czasem wydaje mi się, że patrzy Stamtąd na mnie, a czasem słyszę jak znów mówi :

wiesz Angie, Ty w moich oczach i w moim sercu jesteś czasem taką małą dziewczynką, tak upartą i niegrzeczną, że mam ochotę wziąć Cię na kolana i dać Ci klapsa (jak własnej córce )! Ojj Angie, Angie, dlaczego Ty wciąż igrasz z ogniem? Dobrze, że potrafisz w porę uciekać.Ty chyba jednak zawsze dasz radę.

*

Może dam… ;)

*

/ wszelkie prawa do tytułu oraz treści książki pt ” My teachers of English from the internet”  zastrzeżone i są własnością Agnieszki Lisak/