* Mieszkanko na poddaszu*

Na najwyższym piętrze zamku jest małe, urocze mieszkanko. Niektórzy nazywają je ” klitką na poddaszu” i pewnie w tym wiele racji; mieszkanko to ma może 15m2 powierzchni, a składa się z jednego pokoiku, przylegającej doń kuchni o ukośnym dachu i wąskiej łazienki, gdzie sufit jest tak mocno ścięty, że osoba o wzroście powyżej 1,50 dokonując tam toalety, powinna mieć baczenie na swą głowę.
Od początku swego istnienia, małe mieszkanko cieszyło się dużym powodzeniem wśród chętnych do wynajmu czegoś na jakiś czas. W ciągu trzydziestu lat mieszkało tam wielu, zwykle bardzo ciekawych postaci. Gdy miałam 11 lat , jednym z ulubionych, wieczornych zajęć moich i mej paczki było nasłuchiwanie ( „podsłuchiwanie” brzmi znacznie gorzej;) odgłosów szalonych imprez wyprawianych tam przez ówczesnego lokatora, młodego, przystojnego psychologa. Czasem przez otwarte okienka wydobywały się dźwięki gitar i innych instrumentów, zagłuszane radosnym śpiewem gości. Nieraz zastanawialiśmy się, dlaczego ktoś wieczorem wylewa zupę przez okno.;) Mieszkanko tego pana oraz wszystko, co się tam działo, było dla nas tym bardziej interesujące, że uczestnikami rozśpiewanych imprez byli znajomi psychologowie, lekarze, często nasi Rodzice lub znajomi naszych Rodziców. Pomimo największych chęci, nie mogliśmy i tak nigdy wychwycić o czym gadają i z czego się śmieją; mieliśmy zresztą ważniejsze sprawy do załatwienia, jak choćby podrażnić lokatora z sutereny. Lub zrobić wielkie ognisko z..siana, które ten trzymał dla swoich królików ;)
*
Wiele lat później, gdy moje starsze latorośle przyszły na świat, wraz z ich ojcem, a mym ówczesnym małżonkiem, odwiedzałam czasem małe mieszkanko na poddaszu. Zajmowało je wtedy młode małżeństwo , nasi przyjaciele. Sąsiad był miłośnikiem win, których produkcją na użytek własny trudnił się od lat , z powodzeniem. Często sąsiedzi odwiedzali nas w naszym zamkowym mieszkaniu; nigdy jednak nie było to tak magiczne, jak przesiadywanie u nich. Zrozumiałam wtedy, że maleńkie mieszkanko na poddaszu ma w sobie COŚ niepowtarzalnego, coś, co mimo jego niewygód wszelkich, przyciąga jak jakiś magnes.
Gdy urodziło się drugie dziecko sąsiadom, musieli opuścić to małe, magiczne gniazdko. Nie sposób przecież egzystować w czwórkę na 15 metrach..
Po tych sąsiadach przyszli następni. Również nasi przyjaciele, również młode małżeństwo. Ponieważ był to okres wypraw po złoto na Zachód mego szanownego Don Kichota/ pana męża/ , często byłam sama gościem sąsiadów w ich ślicznym, przytulnym mieszkanku. Nowi sąsiedzi byli bardzo, bardzo gościnni. Często niespodziewanie dzwonili do mnie, że ” mam szybko przyjść”. 15 lat temu byłam znacznie silniejsza i było mnie znacznie mniej, wobec czego pokonanie dwóch wysokich pięter w tempie błyskawicy, nie stanowiło dla mnie problemu. Rozpromieniona wpadałam do nich, gdzie byłam natychmiast wciągana do kuchni
( kuchnia to moje ulubione miejsce w każdym domu! ) . Koleżanka zwykle czekała na mnie albo z jakąś nową, pyszną potrawą do spróbowania, albo sukienką do zmierzenia lub z chęcią zwykłego pogadania i degustowania wraz ze mną różnych napojów produkcji małżonka. Tak, nowy sąsiad , podobnie do swego poprzednika był amatorem i wytwórcą napojów procentowych. W przeciwieństwie jednak do starego sąsiada, zajmował się produkcją nie tylko swojskich win, ale i alkoholi wysokoprocentowych.
Pewnego razu , jak zwykle zadzwonili wieczorem, abym ” szybko przyszła, jeśli mogę” . Pobiegłam niczym sarenka pokonując szybciutko kilkadziesiąt schodów pod górę. W kuchni czekała sąsiadka z napełnioną po brzegi szklanką jakiegoś ciemnego napoju
– spróbuj koniecznie i oceń Angie! Ty się znasz na winach. Uprzedzam tylko, ze to trochę mocniejsze wino.Ale wypij duszkiem, dasz radę!
To, że jestem znawczynią win, a jeszcze bardziej to, że dam radę, tak podbudowało mnie,że postanowiłam spełnić życzenie sąsiadki w mig. Na bezdechu wychyliłam 3/4 szklanki, po czym..oczy moje stały się ogromne niczym talarki, a oddech gdzieś ugrzązł w płucach
– śliwowica!- wykrztusiłam w końcu- fuuck, co to jest??
Okazało się, że faktycznie sąsiad w ramach swych eksperymentów przegonił zwykłe wino spirytusem, dodał czegoś na śliwkach i tak powstał ten cudowny napój, którego recenzentem miałam być ja.
Po wypiciu drugiej szklanki, tym razem powoli i z sąsiadami,po pełnym uznaniu dla nowego trunku kolegi, wróciłam do domu. Dwa wysokie piętra w dół. Droga powrotna była znacznie trudniejsza.
Dziwnie schody wydawały się bardzo dłuuugie, a poręcze jakby ruchome ;)))
Przepadałam za wieczorkami u sąsiadów. Nie zawsze zakrapianymi śliwowicą przecież. Niestety z czasem i oni opuścili małe mieszkanko na poddaszu. Było mi smutno. Teraz, aby odwiedzić ich lub poprzednich, musiałam ubierać się w coś, odpalać auto i jechać kawałek.To psuło mi całą przyjemność ewentualnych wizyt. A świadomość, że nie będę mogła w myśl zasady piłeś- nie jedź ,oceniać efektów pracy sąsiadów, całkiem odbierała mi chęć wyjścia poza zamek.
Gdzież te czasy, gdy biegłam w szlafroku, podomce czy zwykłym dresie na górę pogadać o wszystkim i niczym i spróbować różnych smakołyków!
*
Smutek mój nie trwał długo. Kilka lat temu wprowadziła się do mieszkanka na poddaszu moja przyjaciółka. Wtedy była jeszcze tylko koleżanką znaną z widzenia; błyskawicznie jednak zaprzyjaźniłyśmy się. A mieszkanko znów tętniło życiem.
I to jakim życiem!
Ale to już osobna historia, którą, jeśli chcecie, opowiem kiedyś :)

Reklamy

* Trzy zwierzaki ;) *

Kilka dni temu zaproponowałam Wszystkim odwiedzającym mnie, mały test psychologiczny / quasi -psychologiczny, jak ktoś woli ;)
Wyniki miały być jutro. Jutro tzn nazajutrz po ogłoszeniu testu. Jednak, jak chyba wszyscy wiedzą, tutaj , w internecie, pojęcie jutra niesłychanie / i często/ rozciąga się w czasie.
Wybaczcie więc te małe nieścisłości czasowe czasu realnego i przyjmijmy, że dziś to tamto jutro ;)))

Test wyglądał/ brzmiał/ mniej więcej tak:

Odpowiedzcie (sobie) , jakie TRZY zwierzęta są Wam najbliższe. W wybranej przez Was kolejności.
Dowolność pełna- ssaki, ptaki,ryby, gady, płazy .
Np: sowa, niedźwiedź, krokodyl ( jeśli ktoś lubi krokodyle;) lub np same ptaki: słowik, drozd, jaskółka itd.
Teraz zapiszcie ( lub zapamiętajcie, jeśli macie dobrą pamięć) jakie CECHY przypisujecie tym Waszym TRZEM ulubionym. Im więcej przymiotników, tym lepiej ;
ODPOWIEDZI SĄ TYLKO WAM znane!
Jeśli ktoś nie wiedział nic o teście, niech teraz pomyśli i wymieni /sobie/ , jakie trzy zwierzęta najbardziej lubi. Zaczynając od tego naprawdę naj,naj, naj…Pamiętajcie: dopiszcie przy każdym zwierzęciu jak najwięcej jego cech!

Macie chwilę, zaraz wyniki . MIŁEJ ZABAWY! ;)

A teraz spójrzcie prawdzie prosto w oczy :

ZWIERZĘ, KTÓRE WYMIENILIŚCIE JAKO PIERWSZE ODZWIERCIEDLA
NASZE MARZENIA O NAS SAMYCH; POSIADA CECHY , JAKIE SOBIE PODŚWIADOMIE PRZYPISUJEMY LUB DO POSIADANIA JAKICH PODŚWIADOMIE DĄŻYMY

ZWIERZĘ, WYMIENIONE PRZEZ WAS JAKO DRUGIE, JEST
FAKTYCZNYM OBRAZEM NAS . CECHY TEGO ZWIERZAKA, SĄ DOMINUJĄCYMI CECHAMI NASZEGO CHARAKTERU, OBRAZUJĄ TEŻ CZĘSTO TO, CZEGO CZASEM NIE CHCEMY POKAZAĆ INNYM.

TRZECIE ZWIERZĘ TO NIC INNEGO JAK
NASZ WIZERUNEK NA ZEWNĄTRZ; TAK WŁAŚNIE / STETY LUB NIESTETY/ ODBIERA NAS OTOCZENIE !

*
Trochę zdziwieni?
:)))))

***
Przednia zabawa w gronie Bliskich! Pod warunkiem oczywiście, że nie ukryjecie swych odpowiedzi!

* Bory Dolnośląskie , baśń i gąski *

Chyba trzeba być faktycznie trochę zwariowanym, żeby dać namówić się Bratu na wstanie w niedzielę o PIĄTEJ
( !!! ) rano i wyjazd hen w knieje.
Tak właśnie dziś uczyniliśmy; w Zamku , gdy jeszcze wszędzie wokół ciemno i zimno, paliły się już światła i w tempie błyskawicznym odbywało się szykowanie do drogi.
Jechaliśmy do Lubina w mlecznej mgle. Widoczność .., hmm, właściwie , moim zdaniem nie było widoczności, Brat jednak uważał, że nawet widzi jezdnię. Za Lubinem było jeszcze gorzej; wokół biało i coraz zimniej! Termometr wskazywał tylko 1 stopień powyżej zera! My jednak twardo i rześko jechaliśmy dalej; przecież nie będziemy zawracać po przejechanych 70 km;)
Gdy znaleźliśmy się u celu wyprawy, naszym oczom ukazał się
ten widok:


Pomyślałam: BAŚŃ! Jesteśmy w środku jakiejś bajki:)


Było zimno i nieprzejrzyście; jednak udało nam się wypatrzeć już pierwsze zielonki. Oto ona- Gąska we własnej osobie. Jak duża- dla porównania obok malutki, kuchenny nożyk

Powoli promienie poranka przedzierały się poprzez mgły


Zmierzaliśmy w stronę dawnego poligonu


Dla tego widoku warto było pokonywać mniejsze i większe pagórki:

W całym swym pięknie :

PUSTYNIA BORÓW DOLNOŚLĄSKICH



A na niej inne piękno:

Czasem można było zobaczyć inne pustynne cuda ;)))

I zaczęło się znów polowanie na gąski

A sprytne gąski często ukrywają się.. na środku leśnych, piaszczystych dróg ;)

Popołudniowe słońce ukazało w całości urok naszego szlaku.

W DRODZE POWROTNEJ





I już za borami. Droga do domu.

Gdy wracaliśmy, było około 21 stopni C. Ciekawa amplituda. Dobrze, że domu czekała jakaś nalewka! ;)

A teraz na balkoniku czekają nasze zielonki

* Let’s dance! *

Przeraziłam się sobą.

Gdzie jest ANGIE??
Byłam na imprezie z moim dawnym Działem. Z moimi ukochanymi kumplami. Bawiłam się fajnie, dopóki, dopóty jeden z nich nie spytał , czy może zaprowadzić mnie do toalety. Dostał w pysk —-papierem toaletowym.
Niby znam te ich żarty, niby oswoiłam się, ale…
Angie nie strzeliłaby w pysk gościa za denny tekst; Angie zaśmiałaby się i powiedziałaby: piss off; Angie pewnie zatańczyłaby z każdym adorującym ją kretynem. Kiedyś
, w imię samego tańca….
Gdzie jest Angie? Dlaczego ŻYCIE chce zabić Angie?
Gdzie jest wiotka, śliczna Angie? Czy ta wredna baba z nadwagą, z TYLOMA wyzwaniami,jest tą Angie? Z tym, co niby może urosnąć..
nie, Angie nie pozwoli rosnąć temu, co nie powinno rosnąć i koniec!
Bo Angie da radę. Choć ten świat tylko fałszywie się do niej uśmiecha…
Ale się uśmiecha. To ważne. I niech się śmieje.
*
Kiedyś, na jednej z moich ulubionych IMPREZ z ZIOMALAMI,gdzie przekrój wieku jest od 17- 40 wzwyż ,gdzie każden jeden ma dostęp do kompa i gdy każden jeden se puszcza co chce , była kolej Angie.
Angie akurat buszowała w swych psychodelicznych myślach, gdy jakaś MŁODA ZIOMALKA walnęła tekst:
– AGA!WEŹ COŚ PUŚĆ ——-ZE SWOICH CZASÓW!

Zmiotło mnie nagle, już miałam wyjść, gdy nagle..zaśmiałam się!
Niektórzy nie zajarzyli, a ci, bardziej kumaci ( i trzeźwi) zaśmiali się ( i był to ich ostatni śmiech! /faja/ ) ;)))
Spytałam:
-do tańca czy ostro?
DO TAŃCA!
A ,to macie,
do tańca!
*
To z tych czasów, gdy ja chodziłam w białych podkolanówkach i szkolnym mundurku/ no, gdy miałam tak chodzić, albowiem prawie nie chodziłam- bo NIE!;)

PS
Jutro, obiecuję, wyniki testu o zwierzakach! :)

* Trzy Zwierzaki”*

człowiekowi, który siedzi na l4 za sprawą swych dzieci ukochanych, może lekko odwalać; Nie dziwcie się więc mojej płodności blogowej w ostatnich dniach.
Wpadłam dziś na myśl świetną:
przetestujmy się!
Oczywiście WYNIKI TESTU BĘDĄ TYLKO WAM ZNANE; nie będę wstawiać tu odpowiedzi ” a,b,c” do zaznaczenia.
To test TYLKO DLA WAS i WY sami wyciągniecie wnioski.
*
Odpowiedzcie (sobie) , jakie TRZY zwierzęta są Wam najbliższe. W wybranej przez Was kolejności.

Dowolność pełna- ssaki, ptaki,ryby, gady, płazy .Np:  sowa, niedźwiedź, krokodyl ( jeśli ktoś lubi krokodyle;) lub słowik, drozd, jaskółka itd.
Teraz zapiszcie ( lub zapamiętajcie, jeśli macie dobrą pamięć) jakie CECHY przypisujecie tym Waszym TRZEM ulubionym. Im więcej przymiotników, tym lepiej ;)

*
A teraz spokojnie posłuchajcie muzyki.


ODPOWIEDZI NA PSYCHOTEST JUTRO !
P.S. Jeśli ktoś zna ten test, niech się nie wychyla. bo..bo się wkurzę, o!
Dzięki ;)