Zatańcz ze mną jeszcze raz *******

Postanowiłam o Nim napisać. Nie wiem czemu akurat o Nim. Może dlatego, że już Go nie ma Tutaj..na Ziemi.. ?
Chcę opowiedzieć o moim koledze. Jednym z tych, którzy siedzieli z nami w tych ” kłębach dymu w pokoiku ze ściętym dachem w starym domu”. Dawno temu..u schyłku lat osiemdziesiątych ; ))
Był piękny. Po prostu piękny. Mówi się, że ” mężczyzna jest przystojny” – a On był piękny. Długie, kruczoczarne, opadające delikatnymi falami włosy. Ciemne, wielkie, sarnie oczy. Wysoki, smukły, zgrabny. I piekielnie, cholernie wrażliwy. Uosobienie Anioła- lub Demona, jedno i drugie można było powiedzieć o Nim. Pisał wiersze i słuchał Mercyfull Fate; bratał się z samym Szatanem i próbował utożsamiać z Nim . Nie dlatego, że taki był ” zły” ; był dobry,może za dobry jak na ten świat. Szukał Mocy, Siły z zewnątrz, bo..kochał, kochał na zabój pewną dziewczynę…
Dziewczę to, łagodnie mówiąc, prowadziło się nadzwyczaj lekko. Jasne, My wszyscy też łamaliśmy zasady, ale to, co wyprawiała Jego Ukochana, można dziś byłoby nazwać nimfomanią w czystej postaci. Lub skrajnym kurewstwem. Okrzyknięta ” pogotowiem seksualnym” i ” najlepszą dziwką województwa” ,wiernie dbała o swój wizerunek. Potrafiła, będąc z Nim na imprezie, wyjść- po prostu WYJŚĆ- z kimś innym….Zawsze szukał jej i zawsze bezskutecznie. A Ona, dumna ze swego powodzenia- była śliczna, jak On miała kruczoczarne włosy, sarnie oczy, śniadą karnację i była do Niego podobna-Ona ” korzystała” z tego cholernego wzięcia na max…
Próbowaliśmy tłumaczyć, przemówić od resztek Jego rozumu..Na nic wszystko; potrafił strzelić w pysk najlepszemu przyjacielowi, gdy ten ośmielił sie powiedzieć coś ” nie tak” o Jego Ukochanej…
Cierpiał. Potwornie cierpiał, ale nie miał siły odejść. Odchodził- na chwile, na jedną noc z jakąś dziewczyną..potem czuł niesmak, pisał wiersze i zapijał w samotności nieszczęście swoje.
Ja też kochałam swego Don Kichota na zabój i nikt inny jak Zygfryd nie rozumiał mnie. Nie rozmawialiśmy godzinami; wystarczyło, że spojrzał na mnie i dał mi swój nowy wiersz- wiedziałam o co chodzi.
Nie zapomnę jak kiedyś, gdy już Don Kichot był moim małżonkiem, spotkałam się przypadkiem z Zygfrydem na przystanku autobusowym. Czekałam na swoją Miłość a On na swoją Ukochaną. I Żadne z nich nie przyjechało……Jedno chlało, drugie kurwiło się…
Zygfryd spojrzał na mnie tym swoim pięknym, smutnym i przenikliwym wzrokiem. Ja na Niego. I pomyślałam wtedy:
– O My, dwa debile, dwie ofiary losu! tak nie może być! Zygfryd daje d.. na całej linii, tak poniżyć się??? Zabiję Moją Kreaturę jak wróci( potem wyrzuciłam go, po raz kolejny zresztą, z domu a jego wszystkie rzeczy przez okno : ))
***
Kilka lat później, gdy po raz kolejny zawarłam ( kolejny) rozejm z Don Kichotem a Zygfryd spełnił swe marzenia i zamieszkał z Ukochaną płodząc dwie córki i był najszczęśliwszym człowiekiem świata, udaliśmy się na teren Klasztoru , gdzie odbywała się kilkudniowa impreza- koncert jakichś zespołów, kiełbaski, kukurydza, piwsko-, co tu dużo mówić, dla niektórych Raj na Ziemi ; )).
Zasiedliśmy- ja, mój ślubny, Zygfryd i Jego Nimfomanka do jednego stołu. Było fajnie i miło, dopóki, dopóty jakiś nieznajomy pan, zachwycony urodą Nimfomanki, nie poprosił jej do tańca…Poszła tańczyć z nim i.. nie wróciła…
Wszyscy wiedzieliśmy o co chodzi…Zygfryd milczał. Mój Don Kichot rzekł: „chodź, idziemy ich szukać, wpierdolimy temu ch…! ”
Zygfryd na to:
– to nie ma sensu; jak nie pójdzie dziś z nim, to pójdzie z innym..taka jest już…
Nie wytrzymałam:
– chodź Zygfrydzie, potańczymy flamenco!
– jak to flamencno?? Przecież nie grają tego tu! A poza tym..wiesz, że ja nie tańczę!
– a ciul z tym wszystkim! zatańczysz i zagrają dla nas flamenco! obiecuję!
I porwałam Zygfryda ” na deski”. I kazałam zagrać flamenco. I poprowadziłam Go ( nie wiem skąd wiedziałam jak tańczyć flamenco?? ) ; )))) Była 3 nad ranem, mgły nad Klasztorem a ja i Zygfryd ostro tańczyliśmy flamenco. I mówiłam do Niego:
– patrz jak jest pięknie! Tańcz, tańcz, chłoń to ze mną, bierz to! Życie jest krótkie i jedno!
Młodzież odsunęła się, ustąpili Nam miejsca a My tańczyliśmy! Zygfryd, który nigdy nie tańczył, pląsał ze mną i w rytm i bez rytmu- ale pląsał oderwany od świata! Jak ja. Jak ja zawsze ..
Wracaliśmy we trójkę: ja, mój Don Kichot i Zygfryd. Chyba około 6ej rano .Zygfryd rozkręcony tym flamenco tańczył ze mną co chwila na środku ulicy. Było tak pięknie, maj, kwitły kwiaty, noc odchodziła i budziły się pierwsze promienie dnia. Zygfryd wskakiwał do pobliskich ogródków przez płoty i przynosił mi naręcza kwiecia…Nagle klęknął przede mną i patrząc Don Kichotowi w twarz powiedział:
– dam Ci całe złoto świata za Nią!! Daj mi Ją! To najcudowniejsza Kobieta świata! A Ty jesteś głupi chuj, że uciekasz i chlasz jak ścierwo! Bożeee, gdybym ja Ją miał…!
Don Kichot na to
– jeśli Ona chce..
Nie skończył gdy dostał w twarz ode mnie (ale chyba nie musiałam teraz pisać o tym.. ; ))
Położyliśmy się w trójkę spać. Wtuliłam się w Zygfryda jak dziecko. Najważniejsze było, aby usnął i nie zrobił nic głupiego tej nocy( tego ranka). Aby nie poszedł Jej szukać…
I jak dzieci usnęliśmy. Don Kichot nie usnął szybko; spojrzał na mnie w ramionach Zygfryda i rzekł;
– – co za burdel! Moja żona z kimś innym na moich oczach!!
Zygfryd przez sen:
– -spadaj Łosiu, Ty nic nie rozumiesz…i ciesz się, że Ona w ogóle jeszcze patrzy na Ciebie. A jak Ją skrzywdzisz , zabiję Cię. Pamiętaj……….. – Zygfryd zapadł w sen…
: )))
***.
Szłam do pracy..był jakiś poniedziałek. Spotkałam panią Jolę
– pani Agnieszko, czy pani wie, że Darek nie żyje?
– jaki Darek??
– no ten (..)
– jak to??
– no, podobno wziął samochód po pijanemu i popełnił samobójstwo.Przez Nią..znów uciekła…
Tam, tam koło /tamtego/ drzewa już postawili krzyż……..
Zasłabłam..Doczołgałam się do pracy.Weszłam do biura. Płakałam. Nic nie robiłam, po prostu usiadłam i płakałam…
– co Ci jest Aga? – spytał szef
– nic, nic..kierownik wie, zginął Darek..
– a to była bliska Ci osoba??
– tak..strasznie tak……………………….
***
Córki Darka są w domu dziecka. Jego Ukochanej odebrano prawa rodzicielskie. Żyje już z kimś innym( i z połową województwa) …
***
Zatrzymuję się nad Jego grobem, patrzę na Jego piękne zdjęcie i mówię, od tych chyba 10ciu lat ,mówię:
– Ty Łosiu cholerny! Czy tylko Ty masz/ miałeś/ przejebane?? Widzisz Stamtąd co jest; widzisz, rozwiodłam się z Kreaturą! Czy myślisz, że było łatwo?? Wiesz, że kochałam Go! Jak Ty Ją! A Ty , Łosiu, nawet nie wiesz, jak potem może być pięknie!! To nieprawda, że kochamy tylko raz! Czemu ja wytrzymałam???
Ok, czekasz Tam na mnie też.W końcu- dałbyś to ” całe złoto” ; ))))
Jak Tam przyjdę, zatańczymy znów flamenco!
**************************************

* Pierworodny*

Koniec lat osiemdziesiątych…Metallica, Judasi, Ozzy..czasem Doorsi i Zepsi, czasem Kobranocka, Róże Europy. I mój mały pokoik ze ściętym dachem w starym domu. I My- zwariowani, młodzi. Co wieczór 10-15 osób w tym małym pokoiku, kłęby dymu, muzyka i ryk Brata i Siostry z sąsiednich pokoi: CISZEJJJ! : )) Księżna była tam gdzie lubiła najbardziej być- na dyżurach w szpitalu lub z ówczesnym małżonkiem na imprezach. Król Ojciec 50 km stąd z nową rodziną.
Żyć- nie umierać!
Angie chodziła w czarnych skórach z ćwiekami; Angie była chuda jak patyk, miała włosy a’la punk, paliła po 2 paczki Mocnych dziennie i miała generalnie w dupie cały świat. Angie lubiła chodzić na ogniska i słuchać Floydów, natomiast nienawidziła chodzić do szkoły. A że nienawidziła, to nie chodziła. I na nic prośby nauczycieli: „dziewczyno, masz wyjątkowy talent literacki,piszesz najlepsze prace ze wszystkich naszych klas!A Historii nikt tak nie chłonie jak Ty! Nie możesz zaprzepaścić tego!! ” A po Angie spływały te argumenty. Przerwała se beztrosko ogólniak w klasie II i choć Księżna Matka wraz z byłym już swym małżonkiem Królem Ojcem prawie zwołali ” sympozjum rodzinne ws karygodnego zachowania Angie”, Angie powiedziała wszystkim:
„NIE CHODZĘ W TYM ROKU DO SZKOŁY , BO MNIE TO WKURWIA”
Księżna patrząc z wściekłością na Króla Ojca( wszak to musi byś trochę Jego winy,jak we wszystkim zresztą : ) ), syknęła:
– należy Ją wysłać do jakiegoś zakładu dla Trudnych Dziewcząt!
Król Ojciec był innego zdania:
– nie, nie można tak, Ona jest zbyt wrażliwa. Niech się wyszumi i sama wróci do szkoły. Wierzę w Nią, jest mądra, tylko strasznie przekorna
– tak, ale jak będzie ” szumieć”, mój Drogi, to nie u Ciebie, a u mnie!!- Księżna była niebywale wściekła : ))

Po roku ” szumienia” Angie wróciła do szkoły. Bo tak i już. Bo nikt jej nie namawiał, bo nikt nie kazał. Król i Księżna byli szczęśliwi…
Z niesmakiem Angie wstawała raniutko by jechać do szkoły; na szczęście Angie miała różnych znajomych, do których, po przejechaniu kilku przystanków , mogła , zamiast do szkoły, udać się. Nadal miała w dupie zasady i konwenanse. Nie miała w dupie tylko jednego na świecie : swojej Wielkiej Miłości.
Wielka Miłość bynajmniej nie szalała za Angie. WM robiła regularnie Angie w ch.., uciekała na całe dnie i tygodnie gdzieś przed Angie. A Angie przebywała w towarzystwie Innych, którzy byli ok.
Jesienią Angie postanowiła definitywnie rozstać się z WM. Po raz ostatni poszła z nim na spacer..A WM wypalił na koniec randki:
– wiem, jestem chujem. Ale teraz daję Ci swój dowód osobisty , abyś uwierzyła, że jutro przyjdę do Ciebie.
– Ty wiesz, że ja wierzę w magię? Ty wiesz, że jak mi dajesz swój dowód, to kiedyś ożenisz się ze mną?

Angie chodziła do szkoły, odnosiła różne sukcesy na polu polonistycznym,historycznym. Wydawało się, że już nic nie zmieni biegu wydarzeń, że wszystko będzie ” normalnie” . Ale nie, nie w życiu Angie!
Późną jesienią Angie stwierdziła, że ma Coś w sobie. Lekarz potwierdził fakt istnienia kilkutygodniowego życia w łonie Angie.
Czy Angie wkurzyła się? Czy płakała? NIE! Angie tryskała szczęściem, że będzie mieć na zawsze Część WM !! And nothing else matters!!

Pierwszą osobą, która dowiedziała się o tym był WM.
– aha! Taka zagrywka! Nie ze mną te numery!
– a , kurrr.. , nie pamiętasz tego spaceru?? Zresztą dałeś mi dowód wtedy. A nie mówiłam, że jestem przeklęta i że czary spełniają się??
– nie rób ze mnie idioty!
– z takiego debila nie da się już zrobić idioty!
Równocześnie powiedzieli sobie wtedy” Spierdalaj”
Drugą osobą, która dowiedziała sie o tym był Król Ojciec.
Jak zwykle w zimie planował dla nas wakacje( miał drugą rodzinę, ale nigdy nas nie opuścił! ) Gdy siedzieliśmy u Króla z Jego obecną żoną i przyrodnim rodzeństwem w jakiś kolejny weekend, K. rzekł:
– załatwiłem Wam wczasy nad morzem w lecie, 2 pokoje…etc
Przerwałam:
– wiesz, ja nie pojadę
-dlaczego dziecko??
– bo będę wtedy wychowywać dziecko. Swoje dziecko.
Król Ojciec zbladł. Usiadł. Zapanowała ciszaaaaaa. Żona Króla (a Przyjaciółka Angie) złapała się za głowę:
– Ajjjjjjjj!
Król rzekł
– dziecko, czy Ty wiesz co zrobiłaś Matce, mnie i sobie??
– Nie Wam a sobie. I tyle
Król obiecał nie odzywać się, póki nie dowie się Księżna.
Ponieważ rozmowa z Księżną należała do najtrudniejszych, Angie zrezygnowała z niej całkiem. Położyła na stole w kuchni zaświadczenie od lekarza o swym błogosławionym stanie.
– CO TO JEST??- Księżna najpierw zbladła, potem rzuciła ścierką w krzesło, potem siadła
– no co..to co widzisz. Jestem w ciąży
-Wyjdź sprzed moich oczu!!!
Angie słyszała telefon Księżnej do Króla Ojca
– a nie mówiłam?!! To Twoje pobłażanie jej! Jest zła, na nic nie patrzy, ma nas w dupie, czy Ty nie widzisz tego??(..) no tak, najlepiej wymądrzać się jak się jest daleko i wszystkie gówna są na mojej głowie!
Buch słuchawka.
Angie powoli zaczynała pakować się. Tak w razie czego. Miała już w głowie plan: kto pomoże, gdzie pojedzie, gdzie zamieszka i gdzie pójdzie do pracy. Do pokoju wtargnęła Księżna
– jutro jedziemy do lekarza. Nie możesz zmarnować sobie życia, przecież ten Degenerat ( WM-przyp.red;) ) nie zajmie się ani Tobą ani tym dzieckiem! Ty masz skończyć ogólniak, masz dopiero 19 lat! I masz takie wielkie zdolności!
– nie jadę do żadnego lekarza. Ja chcę urodzić to dziecko. To będzie chłopczyk
-a skąd Ty wiesz co będzie?? Toż to dopiero początek! Przestań znów popadać w te swoje urojenia czy tam czary!!
– to nie czary a fakty, zobaczysz.Czuję, że to chłopiec. A jak nie chcesz abym tu była, to pojadę sobie
– gdzie, kurwa mać, pojedziesz?? Z brzuchem?? Bez szkoły, bez zawodu??
– poradzę sobie,. co nie znasz mnie?? Mam was wszystkich gdzieś, pojadę!
– nie pojedziesz. Zostaniesz,ale nigdy Ci tego nie wybaczę!!!

Wybaczyła. Po tygodniu.Przeklinając pod nosem, tarła świeże marcheweczki, jabłuszka, lepiła pierożki, kupowała soki, wyrzucała papierosy Angie. Załatwiła u siebie pracę, żeby Angie miała coś dla ” tego swojego dziecka” .
Angie wiedziała, że to musi być syn. Nie było wówczas obowiązku co miesięcznych badań, nie było też żadnego USG i nikt nie wiedział co się urodzi.
Nikt- z wyjątkiem Angie : ))

Angie wstawała skoro świt, pędziła do pracy a potem do ogólniaka. Całe dnie po kilkanaście godzin na nogach. Bez wytchnienia. W ciąży : )) I bynajmniej nie cierpiała. Była szczęśliwa, że ma częsc WM.
A WM spędzał czas w barach i knajpach użalając się, że został zrobiony w konia, że ” chcą go usidlić” i że i tak do końca nie wie, czy dziecko Angie jest jego..
A że Angie miała jakiś dziwny czar w sobie, nie była w ciąży sama. Ktoś chodził za nią, ktoś nosił jej ciężkie torby, pomagał w domu gdy coś zepsuło się czy przychodził, gdy Angie było smutno. Kiedyś musiał wyjechać, trudno, life is brutal ; ))
Ponieważ Angie zasuwała jak motor, w ósmym miesiącu ciąży wylądowała w szpitalu.Zatrzymano akcję porodową. Niestety należało tam być 2 tygodnie. A tu wiosna, trzeba zdać przed klasą przedmioty, bo przed końcem roku szkolnego ma urodzić się!! Lekarze z rozczuleniem wyraźnym patrzyli na Angie, która wokół siebie nie miała ani zdjęć Ukochanego, ani babskich gazet; Angie miała stos książek, stos notatek, długopisy, ołówki, zeszyty. Angie czytała i pisała, bo zaraz trzeba wracać do szkoły i zdążyć zdać wszystko!
Tak też było. Wszystko Angie zdała na 5, przed całą klasą.

Poród nastąpił o czasie. Ciężki, długi..nakłuli Angie kroplówkami w obie ręce..dzieciak nie chciał sam wyjść. W końcu gdy wypchnięto go, Angie usłyszała najpierw krzyk dzieciątka a potem głosy:
– duża jest, oj jaka duża!
Angie ledwo żywa, we krwi cała nagle resztką sił podniosła się i ze łzami w oczach i żalem do całego świata krzyknęła:
– jak to „DUŻA” ???-czy to…czy to..dziewczynka???
– Jezus Maria, niech pani kładzie się, będzie krwotok zaraz!! nie, nie dziewczynka, CHŁOPIEC! Ale ma dużą głowę, prawie bez ciemiączka, kości czaszki jak u niemowlaka i dlatego tak ciężko było! To GŁOWA jego jest duża a nie żadna dziewczynka!
Uffffffffffff! Spokojna Angie mogła pozwolić lekarzom kończyć zabiegi…
2 godziny po porodzie pojawił się, prosto z imprezy, WM.
– po co przyjechałeś?- Angie była niezadowolona
– jak to po co? Zobaczyć synka
– przecież klepiesz wszystkim, że to nie Twój! I przestań mi tu dotykać mnie, bo rzygnę chyba!
– dlaczego Ty taka jesteś?! Podła jesteś! Wiesz, że do mnie to nie mogło dojść.. długo..
– długo? kurrr.. , całe 9 miesięcy! Ty się nigdy nie zmienisz! dobra- Angie pokuśtykała( ledwo żywa po tym ciężkim porodzie) na salę po synka- proszę bardzo. Twoje dziecko.
WM zadrżał. W oczach miał łzy
-Angie, kocham Was..Ciebie i Jego..Przestanę łazić po imprezach, przestanę chlać…Będzie dobrze!
– wiesz co..to nieważne co będzie z Tobą i ze mną. Ja już mam kogoś, kogo kocham bardziej niż Ciebie: Twą część- Tego Maluszka. I przysięgam, On będzie inny; nie dopuszczę nigdy, by pił. Będzie mądry i dobry, będzie wielki!
Malutki chłopczyk jakby słysząc te słowa uśmiechnął się przez sen i zacisnął piąstkę
– widzisz! Mówi: tak!- Angie była szczęśliwa
***
Dziś chłopiec jest mężczyzną. Idzie przez życie jak burza, sukces za sukcesem. Nie pije, nie pali. Okrzyknięty geniuszem i chlubą uczelni. Ukochanie Księżnej Matki i całej rodziny : ))
*****
Angie nie chciała mieć córeczki… choć w końcu i tak ma… ; ))
Angie nie wyobrażała sobie nigdy mieć do czynienia z kimś podobnym do niej!
Angie córeczka ma dziś 10 lat i poprosiła o kupienie… czarnej skóry…………………….
: ))))

Głupi ( ? ) Jasio

Ponieważ udało mi się ujarzmić bestię komputerową i wstawić obrazki, mogę spokojnie napisać coś wesołego.
Ostatni tekst Katona natchnął mnie; przypomniało mi się, że i ja kiedyś miałam zabieg pod pełną narkozą.
Było to, mniej więcej tak:
Kilka lat temu , gdy byłam jeszcze kobietą zamężną, coś , łagodnie mówiąc, popieprzyło mi się w kończynie dolnej. Bezwzględne zalecenie zabiegu. Mój małżonek przebywał wówczas w Hiszpanii, gdzie ,raz po raz wylatywał z pracy -za picie rzecz jasna .. W chwilach głębszych przemyśleń oraz nagłych wspomnień rodziny, mobilizował się i niczym Błędny Rycerz przemierzał dziesiątki mil pieszo w poszukiwaniu ” jakiejś pracy” . Wsiąkał gdzieś na całe dnie, noce. Gdy w końcu udało mi się go złapać telefonicznie, słyszałam niewinne:
– Niusiu, telefon mi się rozładował i nie mogłem oddzwonić….
Gdy pytałam czemu nie odpisuje od kilku dni na smsy, on beztrosko, niczym Byczek Fernando na łące, żujący trawę:
– Muszelko, skończyła mi się kasa na komórce i nie mogłem odpisać…
– ale ja naładowałam Ci konto tu, z Polski!!
– a wiesz, zaraz sprawdzę..O! Faktycznie!
– nie spytasz mnie jak czują się dzieci, jak ja??
– no przecież gdyby coś złego działo się, na pewno powiedziałabyś..
– tak,ale jak , gdy Ty nie odbierasz telefonów i masz wszystko w dupie?? ! Właśnie mówię: idę na operację jutro
– aha. EE tam, wytrzymasz, nie takie rzeczy ludzie wytrzymują…
Tak, miał rację. Nie takie rzeczy….
bardziej niż przed operacją bałam się wtedy, gdy zaginął na długo w Hiszpanii..gdy dzwoniłam po ambasadach, konsulatach, po firmach gdzie wcześniej pracował..gdy musiałam łamaną angielszczyzną tłumaczyć jego byłym pracodawcom, że go szukam, że martwię się o niego, że nie wiem czy nie stało się coś złego, czy żyje..bo nie zna żadnego języka obcego, bo nie wiem jak porozumiewa się tam,czy ma co jeść…. bo wiem, że przemierzył już całą Katalonię i jedzie gdzieś na zachód kraju itd….

Dziwne, że nie zabiłam go. Dziwne, że miałam mieć operację na nogę, a nie na serce…
W dzień zabiegu mój Brat( Wielki Brat, Święty Marcin : ) ) zapakował mnie do auta i zawiózł do szpitala. Brat wówczas był świeżo upieczonym Ratownikiem Medycznym i, ponieważ ambitny czort, złakniony wiedzy jak dzikie zwierzę krwi, był zawsze tam gdzie ” coś się działo”- tragiczne wypadki, ciężkie stany, operacje. Wlazł również ze mną na Izbę Przyjęć. Stał dzielnie z boku gdy spisywali moje dane, przeprowadzali wywiad na temat przebytych chorób itd. Poproszono w końcu mnie o przebranie się w te białe szmaty i podejście do sali operacyjnej.Widziałam w oczach Brata: Wreszcie! Poszłam tam, Brat za mną. Pani doktor, młoda, śliczna dziewczyna( Brat wcześniej już zauważył ją ) spojrzała na mego Towarzysza i powiedziała:
– ale Pan..Pan tu nie może być!
– jak to?? Ja jestem z branży a poza tym To Moja siostra!!
– no tak, ale są pewne zasady .. wymogi..Naprawdę Pan tu nie może być.
-ale ja chciałem przypilnować siostry i popatrzeć…będę stał z boczku, o tam, przy ścianie.Wsunę się w róg, będę niewidoczny, nie odezwę się ani słowem!
– Panie Marcinie..proszę nie nalegać. Naprawdę musi Pan opuścić salę. A o siostrę proszę nie bać się, zaraz ją uśpimy
Drgnęłam. Wiedziałam, że będę mieć narkozę, ale co innego wiedzieć , a co innego ją już prawie mieć, za chwilkę! Zdążyłam wysłać sms do małżonka:
– Ty kreaturo ludzka,Ty nieczuła świnio! Zaraz mnie kroją. Jak zdechnę albo nie wybudzę się, to nie masz po co wracać. I tak chyba nie masz po co. Baw się dobrze, adios amigo!

Do sali wszedł chirurg. Przywitał się, obejrzał moją nogę jeszcze raz i skinął do ślicznej pani doktor, że już może zacząć mnie usypiać. Dostałam jakiś zastrzyk, położyli mi chyba coś na twarz..pani doktor trzymała mnie za rękę sprawdzając puls. Słyszałam głosy i widziałam ludzi wokół siebie. Coś bełkotałam ( potem salowa powiedziała, że mówiłam do ślicznej pani doktor:” mój brat bardzo chciałby Panią zabrać nad morze”. .. )
Patrzyłam w sufit i na tych ludzi w białych i zielonych kitlach. I miałam jedną myśl:
„nie mogę usnąć! Nie mogę usnąć choćby nie wiem co! Nie mogę usnąć, bo jak we śnie umrę, to nie zdążę zabić tej Kreatury( małżonka) ani nawet dobrze mu strzelić w pysk jak wróci! ”
Usłyszałam nad sobą głos chirurga:
– Jeszcze nie śpi ??! Ale silna bestia! Uparta i silna!
I w tym momencie odpłynęłam….
Obudziłam się..tzn obudzono mnie. Nie wiedziałam jeszcze, czemu salowe się śmieją.. ; )) Skąd miałam wiedzieć, że pół przytomna bawiłam się w swatkę Brata…? ; )))
Gdy stwierdziłam, że żyję, gdy zorientowałam się, że już po zabiegu, rozrzucając ręce i wszystko co było przy mnie i na mnie, po prostu siadłam na łóżku z zamiarem..pójścia do domu : )) Trzy osoby siłą położyły mnie z powrotem. Byłam wściekła, bo uznałam, że dobrze się czuję i mogę wracać do domu. A tu, cholera, wiozą mnie gdzieś na tym kretyńskim wózeczku po szpitalu!!
Zobaczyłam Brata. Czekał na korytarzu.
– patrz Marcin, każą mi jeszcze minimum 3 godziny tkwić tutaj!!
Śliczna pani doktor spojrzała na mnie:
– ależ Pani miała pełną narkozę! Przez kilka godzin musi Pani być na obserwacji i pod kroplówkami!
Wściekłam się. Brat poszedł za mną na salę i trwał ze mną tak kilka godzin…szlag mnie trafiał. Nie cierpię gdy ktoś poświęca się dla mnie!
Pierwsze co zrobiłam po wyjściu z tego szpitala to zapaliłam.Dwa, jednego po drugim. I napisałam sms do Hiszpanii:
– na Twoje nieszczęście żyję. Przykro mi, jeśli Cię zawiodłam….
***

Zawiodłam go później naprawdę. Gdy kolejnej wyprawy w morze alkoholu , nie wybaczyłam…

************************************************************************************

*Chcę! *

Dobra. Moje śliczne obrazki moich przyjaciół jako elfów nie chcą zapisywać się na stronie tego bloga, czort z tym teraz. Ujarzmię tę komputerową bestię i dojdę co się spier..a ( co ja ..psuję;)
Może zaproszę mojego Policemana- speca od pc na swoją flaszkę zaległą imieninową i jego urodzinową i pogrzebiemy trochę w tym moim komputerze.
Teraz mam do powiedzenia tyle, że walczę z jakąś niby grypą, co zaatakowała już moją rodzinę i sąsiadów już. Ja dzielnie trzymam się, śpię całe popołudnia po pracy i jakoś konserwuję się chwilowo.
Miałam napisać dlaczego tak uwielbiam S, ale sobie odpuszczę dziś. Nie mówię: kocham, bo to czy kocham, jak kocham chyba tylko Bóg wie. A S powinien CZUĆ to!
Poza tym to nie tak, że kocha się ” za coś” przecież.
A przepadam za Nim bo
jest podobny do mnie. I ja do Niego : ))) I dlatego przepadam z Nim spotykać się, patrzeć na Niego. Chłonąć tę Jego siłę. Ciekawe, że i On chłonie – podobno- moją. Jesteśmy wampirami. Ssiemy z siebie to czego potrzebujemy do życia. By żyć, przetrwać bez względu na wszystko.
Nie widzę Go drugi dzień, ale jest w smsach. Czuwa? czy dotrzymuje słowa tylko? Że „będzie przy mnie cały czas” .. ? Żebym nie martwiła się.. ?
A co robi Tam- kwestia Jego sumienia.
Tęsknię z Nim..
I jedno co mi przychodzi dziś do głowy:

There are no impossible dreams,
There are no invisible seams,
Each night when day is through
I don’t ask much

I just want You
I just want You

* angie w pracy* at work*

Od moich imienin moi chłopcy szaleją bardziej niż zwykle. Może jednak powinnam postawić im te wódkę?? Kierownik nie zgodził się na spożycie flaszki w godzinach pracy i tylko dlatego nie postawiłam im jeszcze. A na picie gdzieś w kanciapach przy garażowych czy starych magazynach nie idę; w końcu jak się jest księżniczką, nie chodzi się byle gdzie ; )))
O 7 rano, gdy tylko weszłam do pracy , rozległ się telefon. Henio.
– Pani Agnieszko, jaki jest numer do pani szefa, bo ciągle zapominam..?
( Henio pyta o to od 10 lat.. )
– Panie Heniu, tyle razy dawałam panu, a pan nadal nie wie!
-Pani Agniesiu, jakby choć raz mi pani dała, zapamiętałbym do końca życia!
– Panie Heniu, nie mam czasu na takie żarty, proszę nr do szefa…
Szef rezyduje w pokoju tuż obok , ma otwarte drzwi i słyszymy zawsze co się u nas w biurach dzieje. Tak ,że szef wiedział doskonale, że Henio zaraz do niego zadzwoni : ))
Telefon; szef zmienionym głosem:
– Komenda Powiatowa Policji, słucham?
Cisza. Kierownik i wszyscy, którzy są na odprawie u niego, zrywają już boki : )) Telefon do mnie. Henio:
-Pani Agnieszko, pani podała mi chyba zły numer telefonu..
– Panie Heniu- z trudem powstrzymuje śmiech- musiał Pan źle wykręcić, proszę jeszcze raz!
– ehhh, no dobra, spróbuję.
U kierownika w pokoju spazmy smiechu. Telefon, znów odbiera szef i zmienia głos:
– Agencja PKO, słucham?
U szefa spazmów śmiechu ciąg dalszy. Wołają mnie
– Agniesiu, znów się nabrał, odłożył słuchawke!
– śmiejcie się kurrrr, zaraz znów będzie do mnie dzwonił, że robie go w konia!
I w tej sekundzie telefon u mnie w biurze:
– Pani Agnieszko…Pani mi podaje zły numer ciągle..Czy Pani…czy pani mnie podrywa??
Nie wytrzymałam i parskając śmiechem mówię:
– jasne Panie Heniu!
– to ja zaraz przyjdę..I tak muszę skontaktować się z Pani szefem a nie moge dodzwonić się.
Pobiegłam do kierownika.
– jak teraz przyjdzie mnie zaczepiać, to macie mnie wszyscy bronić!! To przez was wszystko!

Na szczęście mogę liczyć na chłopaków; gdy przyszedł Henio i zbliżył sie tylko do mojego biurka, szef stanął w drzwiach i grożąc mu palcem powiedział:
– no Heniu, Ty nawet nie próbuj tu ruszać mojej Agnieszki!
– jaka ona tam Twoja!
– tym bardziej nie Twoja Heniu. Idź już, no idź już!

Poszedł : )))

******************************************

Mój Malutki Lewek ;))

Dziecię moje, lat 18 , powróciło ze Studniówki gdy świtało…
– Mama, ja przzzeepraszzssaam, ja uprzzzedzdzałem, że będęę spożżywać alkohol
– proszę położyć się spać, pomogę Ci syneczku..
Pomogłam dziecku ułożyć się do snu, nawet nie musiałam czekać aż uśnie ; ))) Padł.
Minęła godzina:
– Mama, umieram..zrób coś!!!
– syneczku, musisz odcierpieć to, w końcu Ci przejdzie…śpij, śpij
Po 2ch godzinach:-
– Mama, ja nadal umieram. Już nie mam czym rzygać…Mama, czemu Ty nie rzygasz nigdy po imprezach? Jak Ty robisz, że Ci przechodzi od razu??
– dziecko,matka ma dobre geny. A Ty…może po ojcu, mówiłam Ci, że nie możesz pić. Jesteś słaby, chudy, astmatyk i nie jesteś jak matka, która po flaszce na łeb wstaje rano do pracy. Nie masz żadnej wprawy ani zaprawy.Idź spać. Nastawiłam rosołek dla Ciebie syneczku, jak obudzisz się, zjesz i będzie Ci lepiej.
W południe:
– mama, za dużo wypiłem . Masz rację. Nie umiem jak Ty. Mama, ja dziś umrę naprawdę
– nie umrzesz, to normalny kac, nic Ci nie będzie, nie dramatyzuj. Zresztą uprzedzałam Cię, że nie możesz tak pić.
Zasnął. Za chwilę telefon od Księżnej Matki z dyżuru:
– i jak się ON czuje?
– zdycha
– mógł nie chlać, przecież To chude i astmatyczne. Tak się kończy świetna zabawa, ehh. Niech zdycha, sam sobie narobił gówniarz,niech zobaczy teraz jak to jest! Ehh,proszę bardzo, niech zdycha teraz!
Buch. Coś jak trzask odkładanej słuchawki. Wściekłosć Księżnej matki była wielka.
Po 3 minutach telefon z dyżuru:
– a coś jadł?
– mamo, na jak, kurr, ma jeść, jak rzyga?? Nie wiem już sama co Mu podać. Jakoś ani ja ani Ty nie mamy takich kłopotów nigdy..
– ech, dziecko, nie ma co porównywać, widzisz, że On nie nadaje się na takie imprezy. A teraz niech zdycha! Zasłużył. Nad żadnym pijakiem nie można mieć litości!
– Mamo, no jakiż z Niego pijak, co ty wygadujesz w w ogóle? Przecież On NIE pije w ogóle!!
– nie mam na to siły już, nie mogę tak denerwować się
Buch- słuchawka.
Po 5ciu minutach:
– a nastawiłaś Mu przynajmniej rosołek .. ?
: ))))))))))))))))))))