*Pierworodny i chemia;) *

Jakiś czas temu Pierworodne me dziecię powróciło z podboju Wysp Brytyjskich. Pomimo tego, że przecież z tarczą , jednak bardzo niezadowolone z konieczności powrotu do ojczyzny. Po kilku dniach aklimatyzacji (tj narzekania na cały świat) , kilku nocach spotkań na skype z zagranicznymi przyjaciółmi, kilku wyjazdach na rodzimą uczelnię i odświeżeniu ważnych,krajowych kontaktów, Latorośl ma oznajmiła:
Nie będzie tak tragicznie tutaj. Zostaję .
Nie było to dla mnie raczej zaskakujące; Dziecięcia powrót do kraju na koniec studiów, był czymś dawno już ustalonym.
Ważne było jednak to, że powiedział to sam. Pierworodny bowiem, jak większość znanych mi mężczyzn, musi mieć poczucie decydowania o tym, co ważne ;)
Pierwszy tydzień po przyjeździe, spędził w domu rodzinnym dokonując ..prób uczenia mnie gotowania. MAKARONU!
– syneczku, nie obrażając Twego talentu kulinarnego, wydaje mi się, że każdy idiota potrafi wrzucić makaron na wrzątek!
– eee, mama, wy w Polsce nie potraficie przyrządzić prawdziwego spaghetti! Włoszka ( tak mówi o swej włoskiej przyjaciółce) pokazywała mi, jak to się robi!
-czy uważasz, że nie potrafię ugotować makaronu? Że to sztuka, otworzyć słoik z gotowym sosem ? Też coś; sama chemia. Sos , taki prawdziwy, to robię ja! O! A wy młodzi żywicie się tą chemią , zachwycacie i jeszcze twierdzicie, że ma to coś wspólnego z gotowaniem.
– mama, ale Ty jesteś uparta!
Ponieważ Pierworodny jest do mnie bardzo podobny,a dwa narowiste temperamenty nie powinny długo ze sobą przebywać, zwykle po pięciu minutach albo przejmowałam pałeczkę, albo opuszczałam kuchnię.
– dobra, to gotuj sam, ja nie mogę już patrzeć na to wszystko . I proszę, nie zużyj mi znów połowy płynu do naczyń potem, bo w końcu potrujemy się naprawdę tymi chemikaliami!
Życie pod jednym dachem z Pierworodnym jest nie lada wyzwaniem. Dlatego , gdy rusza w świat, cały dom nagle uspokaja się i wszystko wraca do normy.
Mimo wszystko, gdy wyjechał znów, po miesiącu postanowiłam Go odwiedzić. Zdążyłam się przecież stęsknić! :)
Już na klatce schodowej czułam dziwny zapach. Chlor i kwiaty. Kwiaty i chlor. W miarę zbliżania się do mieszkanka Pierworodnego, zapach stawał się coraz bardziej intensywny. Gdy Dziecię me otworzyło mi drzwi, o mało nie zemdlałam
– cześć mama! Posprzątałem na Twój przyjazd mieszkanie!
– a co tak tu ..pachnie? Tzn nie wiem , czy to , co dusi mnie, można nazwać zapachem..
– Domestos, mama! I inne środki czyszcząco- odświeżające. Wlałem chyba pół butelki do muszli, poza tym wyczyściłem całą łazienkę, lodówkę i pokój. Zużyłem chyba ze trzy butelki tych środków. Są świetne, same czyszczą! A Ty narzekasz na chemię ciągle! Widzisz, mówiłem Ci, że umiem już nie tylko gotować, ale i sprzątać!
;)))

* My name is Angie. And God save the Queen! ;) *

Jestem dziś bardzo, ale to bardzo zadowolona z siebie. Bardziej nawet niż zwykle! ;)

Otóż powodem mojej wielkiej radości jest,(  prócz tego, że wreszcie pada deszcz i nie muszę biegać z wiadrami do ogrodu) to, że

znów postawiałam na swoim i nawet, w końcu przyznano mi rację! O! Posłuchajcie :

My name is Angie, a właściwie powinno być : it must be Angie!

Bo trzeba chyba faktycznie być Angie, by odrzucić propozycję kilkudniowej , w całości zafundowanej i postawionej wycieczki do Londynu! :)

Tak, miałam być dziś in London na obchodach Diamentowej Rocznicy Królowej Elżbiety II!

A było to tak:

Pierworodny mój zaplanował wraz z przyjaciółmi z tego swego angielskiego uniwerku, wypad do Londynu, z okazji zbliżających się Jego 22 urodzin. Oczywiście zbiegło się to z wielką londyńską fetą z okazji Diamentowego Jubileuszu Królowej.

– Mama. MUSISZ przylecieć! Dziewczyny chcą bardzo Cię poznać i napić się z Tobą wreszcie!

Dziewczyny -czyli jego, różnych narodowości koleżanki, a wśród nich przepiękne włoskie dziewczę, które nazywam synową. Nie wiem czy to faktycznie moja przyszła synowa, ale wyjątkowo właśnie ona przypadła mi do gustu. I co ciekawe, była to miłość wzajemna, od pierwszego wejrzenia ;)

Po naszym pierwszym spotkaniu via camera na skyp’e, Syn mój doniósł mi, że ” Włoszka jest mną zachwycona i mówi, że jestem taka ..ładna, młoda i ok! ” No, cholera, większego komplementu nie mogłam otrzymać!  Według mnie, to nie ja, stare, wredne i coraz bardziej zdziwaczałe babsko, a Ona jest nie tylko ładna, ale piękna! Ma coś w sobie , co lubię w kobietach. Coś subtelnego, a jednak prowokującego, wręcz wyzywającego. Subtelnie prowokującego. Tak!

Korciło mnie, by napić się z synową i pochadzać po londyńskich pubach, ale zrezygnowałam. Oto kilka ważnych powodów ( mam nadzieję, że nie czytają tego moi koledzy psychiatrzy;))))

1. Po pierwsze, drugie i trzecie- panicznie boję się latać samolotami. To jakaś cholerna fobia lub choroba; jak nie wierzycie, zerknijcie na moje wspomnienia z wyprawy lotniczej na Majorkę ;)

https://angiewitch.wordpress.com/2011/02/06/nie-pytaj-o-polske-czyli-jak-angie-wyjechala-za-granice/

2.Po czwarte: w ostatniej chwili dowiedziałam się, ze będę mieć OGON. Ogon w postaci nikogo innego, jak znanej Wam dobrze ,Małej Wiedźmy.

Nie, nie i jeszcze raz nie!!  Już to widziałam oczami wyobraźni:

Mama, nie pij tego piwa, bo będziesz pijana! Mama, chodźmy do domu, bo późno i chce mi się spać! Mama, nie gadaj z tymi prymitywnym Anglikami, bo i tak nie znasz dobrze angielskiego! Mama, a ja to wszystko i tak powiem Babci! ” ITD

Ło matko! Brrr!

3. Po piąte: po jaką cholerę mam pchać się do wielkiego, international tygla? Nie cierpię wielkich miast, a Londyn doskonale znam z filmów, zdjęć i opowieści Pierworodnego oraz  mej Księżnej Matki, która miała okazję być tam jakiś czas i która zawsze mówiła, że to nie jest ładne miasto. Jak już mam jechać na wycieczkę sponsorowaną, to niech to będzie Paryż czy nawet Praga! 

4. Po szóste: jeśli już mam koniecznie zwiedzić Londyn, to, na boga, nie w trzy głupie dni! Wywalić kupę kasy ( sam przelot tam i z powrotem kosztowałby mnie i Małą W. ponad 1000zł, nie mówiąc o HOTELU już! ) , po to, by TYLKO 3 dni przebywać w Londynie??? ( ten  argument przekonał głównego sponsora wyprawy, Księżnę Matkę, co do słuszności mojej decyzji o rezygnacji;)))

5. Po siódme: Moja Wielka Szkocka Miłość stopped working in London. Jeszcze dwa lata temu byłam gotowa tam jechać..w ciemno. Do Niego. Dziś jest w Edynburgu, u siebie i nawet jeśli znalazłabym Go, nie mam zamiaru szarpać się z jaką wściekłą Szkotką o Niego…

5.Po ósme: Przy całej mojej sympatii do mej synowej ( zaprosiłam ja oczywiście do siebie, a Ona mnie do siebie, do Florencji:)) i do Królowej Elżbiety II oraz całej Wielkiej Brytanii, muszę stwierdzić głośno i jasno, że to nie  moja królowa w końcu..! Pierworodny pewnie tam już szaleje z podniecenia i szczęścia, że widzi Jej Wysokość na cudownym przepływie łodzią  po Tamizie.  Ok i ja widziałam—w telewizorze;)) Tym bardziej nie  żałuję, że mnie tam nie ma! Ta masa ludzi! Brrr!!! Powiedziałam przy okazji Pierworodnemu, że może zakręciłby się w okolicach  Buckingham Palace, bo słyszałam, ze Królowa szuka nowego kamerdynera :))))))))))))

Młody Lew jest wściekły, że ma egzaminy i nie może tego widzieć na własne oczy i że Pierworodnemu ” znów się udało. I pyskuje, że

może wolałabym oglądać w łodzi Dziumdzię Komorowskiego :)

Cholera, po kim Oni są tak uszczypliwi? ;)))))