Bywa tak pięknie :)

Jakiś czas temu, w przedświątecznym szale, gonitwie ( nieważne już jak ten ,zwykle w połowie niepotrzebny pęd, nazwać) gdy wracaliśmy z Młodym Lwem ze stacji kolejowej, gdzie byliśmy odtransportować Małą W., urzekł mnie ( znowu..) widok naszych okolic.
Spowite mgłami pola, wokół gęste, ciemne lasy, nadodrzańskie moczary,usrebrzone mrozem trawy w blasku poranka.
Świat w białej, zimowej szacie. Złote promienie słońca to zawsze
dobry znak! :)
grudzien-2016r-9

grudzien-2016r-5

***

Reklamy

Pocztówki z Malty ..już zawsze..? / Postcards from Malta..forever?

Żabbar
I słowo stało się..
wyjechał Pierworodny, opuścił kraj, jak mówi: forever. Od czasów ogólniaka uprzedzał,że nie zostanie tutaj;  podczas studiów nadal mówił, że wyjedzie na zawsze. To na zawsze , w mej głowie przeistoczone w kiedyś tam przyszło nagle w postaci niespodziewanie bezkompromisowego  dzisiaj. Całkiem niedawnego dzisiaj…
Uroczysta kolacja dla najbliższej rodziny we wrocławskim Rynku, potem wielki samochód Księżnej zapakowany tak, że jechaliśmy z Małą Wiedźmą i  Młodym Lwem w przedziwnych pozycjach trzymając na sobie jakieś Pierworodnego egzotyczne kwiaty w doniczkach. Przeprowadzka- część rzeczy z wrocławskiego mieszkania Pierworodnego do nas, reszta samolotem do jego nowego Homeland…
Lotnisko, odprawa bagażowa.Jesteśmy o czasie, ale Mama mielismy być wcześniej, dlaczego Mama nie wyjechaliście wszyscy pół godziny wcześniej?  Wszystko ok, ale czemu my wszyscy tak sobie siedzimy zamiast pilnować czasu no i przecież pękła mu podręczna torba! leci kupić nową.To pewnie znów nasza wina, nie uprzedziliśmy go! ;)
Godzina do odlotu. Czas iść..
Młody Lew przytulił brata.Nie przypuszczałem, że będzie mi tak bardzo smutno…
Dawno, bardzo dawno już nie widziałam ICH TAKICH…
To ja już Mama pożegnam się, pójdę…
Tylko nie pływaj sam w morzu, proszę!
Dobrze, nie będę pływać sam..I MACIE DO MNIE PRZYJECHAĆ! Będę tęsknić!
Odwrócił się  i do wszystkich ze łzami w oczach powtórzył to. Głośno: Macie przyjechać! 
Nie płakałam,ale coś ścisnęło mnie tak mocno, że nie mogłam wydusić już z siebie słowa.Odprowdzałam go wzrokiem, wszyscy odprowadzaliśmy go  do momentu gdy wsiadł do samolotu.A potem patrzyliśmy na startujący samolot…

Niby wszystko znajome-wszak latorośle  wciąż gdzieś latają; znajome więc i te odprawy, i nasze małe kłótnie na lotnisku, i widok odlatujących samolotów z nimi na pokładzie; a jednak teraz było naprawdę inaczej.
To :
NA ZAWSZE. Ehhhh…
Bo, wiecie- co innego gdy dziecko, które bywa nawet tylko raz na pół roku w domu czasem podróżuje, ale na stałe jest o te 50 km od Was, co innego, cholera, gdy jest probably forever prawie 3000 km stąd!

Ehhhhhhhhhhhh…..

Wegetariańskie gotowanie/ vegetarian cooking

Po dziesięciu latach znów przyszło mi się zmierzyć z kuchnią wegetariańską.
Tym razem sprawcą ( a raczej sprawczynią) całego zamieszania jest już nie Pierowrodny, a oczywiście Mała W.
Cóż, młodość ma swoje prawa.. Lubię gotować, więc z przyjemnoscią podjęłam się nowego/ starego wyzwania.
I- może mało skromnie mówiąc- wychodzi bardzo dobrze! Smaczne i lekkie, a po sutych świętach chyba każdy tęskni z czymś takim.
Spróbujcie Kochani,
smacznego! :)


*


*

*

*

***

Sezon Ogórkowy, czyli „Gdybyś tylko chciała” … ;)

Lubię lato, ale jeśli spędzam je na tym, co widzicie….
Dziwię się, że przetrwałam te okropne upały. Wciąż jakieś rodzinne, mniejsze i większe uroczystości, przyjazdy i wyjazdy latorośli( oraz ich przyjaciół) i ja bez przerwy w kuchni. Nasz DOM przyciąga jak magnes, wszyscy go lubią, wszyscy zachwycają się jedzeniem, które przyrządzam, ale…
ale, cholera jasna, ja też potrzebuję odpoczynku!
Marzyłam o morzu; kocham Bałtyk i nic nie ładuje tak akumulatora moich sił życiowych, jak nawet tylko kilka dni nad naszym morzem.
Zaplanowałam wyjazd nad morze, kilka wersji.
Los chyba jednak uwziął się na mnie: Temu akurat nie pasuje, Ta mogła , ale już nie może, Ta znów w szpitalu, Tamten gdzieś jedzie, Latorośle gdzieś w świecie. Księżna Matka nie ruszy się, ponieważ w sierpniu musi dopilnować formalności związanych z budową nowego zamku, R. woli nad jeziora ...
Szlag trafił! Nie wiadomo o co chodzi( a jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o….)
Ok, to pojadę sama albo wcale nie pojadę. O! Zrobię ogólnie na złość wszystkim , nie tylko dlatego, że aż tak będą mnie teraz żałować i współczuć mi ; nie kochani, ONI powinni wiedzieć już jak gorzkie/ dla nich/ konsekwencje może przynieść jesienią brak mego odpoczynku/ i brak widoku morza w sierpniu/!
Żart żartem; stanęło na tym, że tego lata tylko młodzież wyjeżdża; my, starzy mamy obejść się smakiem ( bo to i tamto).
Nie pozostało mi więc nic innego, jak zdjąć kokardki z włosków, nie zaciskać piąstek ,nie tupać nóżkami i nie rozpaczać. Nie pojadę( bo to i tamto).
Poza tym ktoś i tak musi przerobić te ogórki(acha: jeśli ktoś powie dziś przy mnie słowo” ogórek”- zrobiłam ogórki kiszone, ogórki w curry, ogórki w miodzie, ogórki z kurkumą- to , uprzedzam, sprawię, że słowo” paw” dostanie realnego wymiaru , w tym nieeleganckim jego znaczeniu, of course ;))

*

Pewnego dnia przybył w rodzinne progi mój Pierworodny. Świeżo upieczony magister był nieco zaskoczony tym, że widzi mnie szorującą kratę od grilla, a już wyraźnie zniesmaczony moimi słowami:
„o, dobrze, że już jesteś dziecko, pomożesz mi przygotowywać grilla na tę TWOJĄ jutrzejszą imprezę!”
Usłyszałam tylko”Dobrze, zaraz”- i tyle widziałam go.
Gdy około dziesiątej wieczorem nadal byłam zajęta ( przygotowywaniem jego imprezy) , oznajmił:
wiesz Mama, to nieładnie, że jestem tak witany w domu. Ty wcale nie masz dla mnie czasu.
Pomyślałam, że ma szczęście, że jest moim synem, bo inaczej miałby chyba zaraz wbity nóż( ten nóż, którym akurat obierałam fasolkę i ziemniaczki na jego jutrzejszą imprezę) w jego durne ciało.
Uświadomiłam swej uroczej Latorośli płci męskiej, że właśnie przyjechał DO DOMU, a nie na kolejne swe spotkanie biznesowe czy bankiet w hotelu. I żeby wybaczył mi, że widzi mnie spracowaną, spoconą, a nie w eleganckiej kreacji w najbardziej cool restaurant przy zastawionym stoliku ze świecami,zachwycającą się w nieskończoność jego podbojami świata. Shit!
Impreza z jego znajomymi udała się . Nie mogli uwierzyć, że to wszystko sama zrobiłam.
Kilka dni później Pierworodny zadzwonił:
-Mama, tak pomyślałem: Ty tylko ciągle ten dom i praca, miasto i ten Twój ogródek( nikomu tak naprawdę niepotrzebny) i te tam różne przetwory.I teraz ta budowa domu. Ty nie pojedziesz nad morze,Ty nigdzie nie pojedziesz w tym roku, bo ciągle MY i DOM…dlatego wypatrzyłem fajne miejsce w Tatrach…Jadę tam zaraz z S. Gdybyś tylko chciała, gdybyś nie była taka uparta! Proszę, pojedź z nami , ja oszczędziłem trochę, stawiam!
Przyznam, wzruszyłam się.
Ale i tak powiedziałam swoje:
– ale przecież wiesz, że wysokie góry mi niewskazane, źle znoszę taki klimat i tak ostre powietrze!
– oj Mama, Ty większość rzeczy niby źle znosisz, a i tak świetnie się trzymasz!Zawsze przesadzasz! Nie, nie musisz wspinać się z nami; ważne, żebyś pojechała i odetchnęła trochę od WSZYSTKIEGO! Tylko włóż jakieś wygodne buty, nie muszą być eleganckie, mają być wygodne, pamiętaj, że to góry!
Pewnie chciał dodać, że to ” nie rewia mody”.Dobrze,że się powstrzymał!
I tak kiedyś zamorduję gówniarza! :)))

*

Kochani, to chyba jakiś swoisty symbol mego życia:
marzyłam o morzu, a jadę w góry!
Kocham góry, bardziej jednak zimą.
Ale jak się nie ma co się lubi…

Jeśli nie padnę gdzieś w Tatrach, na pewno zdam relację z tego mego spontanicznego wyjazdu z Pierworodnym!

Tymczasem

HEJ!

;)))

z internetu

***

Adriatyk ;)

Kochani
melduję , że ( choć nie wiem, czy to dobrze, czy nie) :
jestem!
Nie zginęłam (ani nie zaginęłam ) w żadnej akcji.
Jak to moja, Śp. Prababcia mawiała: konsumuję czas wolny. Czas wolny -czyli staram się oddychać pełną piersią po wyjeździe Małej W. i reszty na wakacje.Młody Lew wyjechał do Wrocław City i szykuje się do wyjazdu do Londynu. Pierworodny po swej świetnej obronie pracy magisterskiej , zaplanował wyjazd z najlepszym kumplem do przyjaciół do Włoch.W ostatniej chwili Mała W., która doskonale zna Marę i Alicję zdecydowała, że też chce tam lecieć.
Nie opiszę tu całego cyrku z dołączaniem jej biletu do ich rezerwacji; wystarczy chyba to, że (po wcześniejszym uzgodnieniu w liniach właściwych! ) podczas check- in poproszono nas o zameldowanie się w okienku przewoźnika, gdzie za chwilę kazano mi okazać dowód osobisty i potwierdzić, że jestem opiekunem prawnym Małej.W i że jej straszy, pełnoletni brat, przejmuje teraz nad nią opiekę! Przyznam: jestem pełna uznania! Tak powinno być.
Wcześniej jednak odbył się cyrk. Otóż dzień przed wylotem okazało się, że najlepszy przyjaciel Pierworodnego nie może lecieć!
Pierworodny wściekł się:
miałem mieć fajne wakacje po studiach, a przyszło mi pełnić rolę niańki rozbestwionej gówniary!
Kilka wieczorów spędziłam na tłumaczeniu Pierworodnemu, że Mała W. jest młodziutką kobietą, o ( God save us! ) charakterze bardzo podobnym do jego , ale ponieważ jest ( powtórzyłam) młodą kobietą,on ma czuć się odpowiedzialnym mężczyzną.
Etc.
Strawił. Z niechęcią. ;)
Nagle pojawił się plan( nie mój! ) przebukowania biletu na mnie.
Mama, poleć z nami! Mama, przecież lubisz te Włoszki! Mama, zasiedziałaś się i nigdzie nie latasz!No chyba w końcu możesz przełamać ten lęk przed lataniem! – bombardowano mnie tymi i podobnymi argumentami.
Nie! Nie i koniec! Pomimo tego, że kroiły mi się wakacje niemal za darmo ( domek nad Adriatykiem jest własnością Mary..) , odmówiłam. Wiem, wiem, wielu z Was czytając to stuka się w głowę. Odmówiłam z pełną świadomością swych ewentualnych strat. Nienawidzę upałów,fatalnie je znoszę, wystarczą mi wspomnienia z Majorki sprzed kilku lat! Miałabym teraz siedzieć do popołudnia w domku i nudzić się? Dusić się z gorąca i nie móc ruszyć się na krok?? Czytać książki, podczas, gdy moje śniadocere, włoskie przyjaciółki prezentowałyby swe wdzięki na plaży? A potem wyleźć, lekko brzoskwiniowa tylko i pływać wśród krabów o zachodzie słońca? Brrrr!!!
Zostałam. Zostałam, by odpocząć od ciągłych kłótni Małej W. i Pierworodnego. By zamknąć wszystkie drzwi i okna, osłonić się w cieniu domu przed tym koszmarnym upałem.
Posłuchać głośno muzyki…spotkać się z…
pójść wieczorem do ogródka,zrobić jakiś przetwory, pogadać z kwiatami, drzewami…uspokoić się, obmyślić plan A. i plan B.
I miało być tak:

Niestety, life is brutal.
Nie, nie ma tak dobrze!
– Mama- dźwięk głosu Małej W. rozrywa moją komórkę ( i moje ucho)- ten CAP nie chce ze mną iść do morza teraz! Mama, weź coś zrób, ten …( tu nie zacytuję) mnie denerwuje!!! Nie chce ze mną iść do morza, a obiecał mi, że będzie ze mną chodził i pilnował mnie! A poza tym jak jest po angielsku( to i to) , bo nie wiem o czym i jak mam rozmawiać z Alicją! Źle mnie uczyli, chociaż mam piątkę! To twoja wina mama! I czemu urodziłaś takiego debila? (jej starszego brata, przyp.red.) Acha, kupiłam ci sukienkę. Taką luźną, zmieścisz się! ;)))

Kto wynalazł telefony komórkowe???
;)))
*
Pojadę nad Adriatyk.
Jak skończą się upały.

;)

10458660_661267273957664_63151352659555217_n

***

Uśmiech róż, czyli SUKCES x 3!

Są takie chwile w życiu człowieka, które można śmiało nazywać szczęściem. Poczułam to wczoraj, gdy usłyszałam przez telefon:
Mama, obroniłem się! Jest piątka z obrony, piątka na dyplomie. Proponują również, aby moja praca magisterska jako jedna z najlepszych, wzięła udział w ewentualnych konkursach.
Nie wiem skąd się wzięły w kącikach moich oczu łzy ,moje ręce zaczęły się trząść , a serce załomotało bardzo mocno.
Starzeję się Kochani, na bank starzeję się, skoro nie umiem zapanować już nad swoimi emocjami i reakcjami! ;)
Cholera ,nigdy taka nie byłam! Wczoraj nie mogłam opanować się, wzruszyłam się tak bardzo, że trudno to opisać! Pobiegłam do Pani Matki przekazać jej słuchawkę, a sama ukryłam się w kuchni, by czasem nie widzieli, że zaczynam beczeć! :))) Usiadłam przy kuchennym stole, podparłam rękoma głowę i w jednej chwili przeleciało mi przed oczami te 24 lata, odkąd Pierworodny zawitał na świecie. Uświadomiłam sobie nagle, że właśnie zaczyna się inny, całkiem samodzielny etap jego życia. Wprawdzie od dawna już nie mieszka w naszym rodzinnym domu, ale teraz zrobiło się …naprawdę całkiem inaczej. Prawnik. Za jakiś czas radca lub pan mecenas..?
(Starzeję się, mówię Wam Kochani, że stara pierdoła się robię ; noszzz
aż tak sentymentalna jednak nigdy nie byłam! )
Dzisiejszy dzień przyniósł kolejne( kto wie, czy nie jeszcze większe ) emocje. Otóż mój Młody Lew już rok temu powiadomił wszystkich, że zmienia studia. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, wszak niejeden tak robi, ale…
własnie:
ale rzadko kiedy chyba robi to ktoś, kto ma najlepsze oceny na roku i nosi dumnie plakietkę ” Press” ! Młody Lew stwierdził jednak, że jest inna, lepsza koncepcja jego przyszłości i postanowił w tym roku znów przystępować do matury. Tym razem z przedmiotów ścisłych( program rozszerzony oczywiście) .Zwrot o 180 stopni! Przez 10 miesięcy jego ciężkiej harówki, rozwiązywania każdego dnia zadań z matematyki, chemii, fizyki, zapoznawania się szczegółowo z tajnikami i tajemnicami życia na Ziemi, zastanawiałam się jak( i czy! ) humanistyczna dusza da radę TO wszystko ” ogarnąć” i zdać?!
Z łomotem serca czekałam na wyniki matur.
Dał radę- wyniki świetne! :))) I spora szansa dostania się tam, gdzie chce. Dopóki rekrutacja na studia trwa, aby nie zapeszyć,nie zdradzę gdzie!
O Małej W. boję się pisać, ponieważ zabroniła mi chwalić się nią gdziekolwiek( na blogu również) .Powiem tylko, że ukończyła z wyróżnieniem podstawówkę, Pierwsze Miejsce w szkolnym Konkursie Wiedzy o Unii Europejskiej!
Cóż-od dawna przecież goni starszych Braci! :)))

Pochwaliłam się jak
jakaś samochwała, ale wierzcie mi, w tym durnym życiu, w labiryncie problemów, smutków, czasem całych polach dołów i wszelkich bolesnych kopniaków od życia( o których z zasady i dla zasady nigdy tu nie piszę) , takie dni, takie chwile jak te, o których Wam opowiedziałam są …
niczym słońce w szary, pochmurny dzień.
Jak
śmiech róż!

201406263518

***