* Niemcy*

Alicja była moją znajomą, starszą koleżanką z pracy.
Gdy nastał okres przemian, reorganizacja w zakładzie pracy, zwolnienia, Ala wypowiedziała umowę o pracę.
Jak większość moich dobrych znajomych, wolała nie czekać, aż usłyszy w kadrach : „przykro mi, ale…”
I jak większość moich znajomych, wyjechała na Zachód.
Wybierali różnie: Anglia, Irlandia,Holandia, Niemcy czy południe Europy: Włochy.
Decyzja zwykle uwarunkowana była -po pierwsze możliwością szybkiego zatrudnienia tam, co wiązało się zwykle z posiadaniem w danym kraju rodziny lub dobrych znajomych . Po drugie znajomością języka kraju docelowego. Po trzecie: odległością przyszłego miejsca pracy / i zamieszkania/ od Polski.
Trzeci aspekt sprawy, wbrew pozorom może, jest bardzo ważny. Szczególnie dla tych, którzy mają nieletnie dzieci lub/ i
bliskich na utrzymaniu.
Alicja wybrała Niemcy. Pomimo tego, że kompletnie nie znała języka.
Ale
Ale jakaś znajoma musiała natychmiast wracać do Polski i mogła ustąpić miejsce Alicji.
Ala nie wahała się ani chwili. Lęk ” co będzie dalej” był blady w porównaniu z jej obecnymi problemami.
Alicja była znana z odwagi i z tego, że ma męża alkoholika, który w żadnej pracy nie mógł sobie zagrzać miejsca na dłużej.
Pojechała za zachodnią granicę Polski wierząc, że tam jej się uda.
*
Po kilku latach Alicja wysłała mi zaproszenie na ” wielką libację”.
– jak fajnie, że jesteś! Tylko proszę Cię, nie pisz o tym, co widziałaś! Chyba, że umrę! – zażartowała Alicja.
– jasne, że nie napiszę! Mam , cholera, kilka innych dobrych tematów do „…”
Nie napisałam .
Dziś, gdy Jej już nie ma, czuję się zwolniona z obietnicy. I myślę, że Alicja zrozumie.

Bawiłyśmy się świetnie, Alicja opowiadała nam , jaki był jej pierwszy dzień pracy w niemieckim domu.
Że ledwo nauczyła się kilku podstawowych zwrotów , gdy już musiała iść do starszej pani. Do Ulrike. Że syn Ulrike jest taki wykształcony i tak okropnie bogaty. I że tak Uwe naprawdę to nic nie ma przeciw przybyszom ze Wschodu, choć ich , nie wiadomo czemu, nie lubi. Może dlatego, że dziadek, nieżyjący już ,mąż Ulrike był w Wermachcie?
Ale, że Uwe akceptuje pomoc ze Wschodu, bo „to takie czasy już” …
Ale Ulrike jest taka inna…jest ciągle sama.

Po kilku latach znów spotkałam Alicję. Przyjechała do Polski na kilka tygodni.
Znalazłyśmy wieczór na nasze babskie pogaduszki.
-patrz, coś Ci pokażę!- Alicja była wyraźnie podekscytowana- zobacz, to porcelana! Prawdziwa! Miśnieńska! To znaczy..to znaczy tak powiedziała Ulrike. Dała mi ten dzbanek. I te maciupeńkie fliżaneczki! Niby do kawy!
– tak Ci dała? Tak..zwyczajne?
– No tak! Bo mnie lubi! Chyba mnie lubi, tak czuję..Nie, na pewno mnie lubi! Cały czas jestem z nią, wiesz ten jej syn co mi płaci, ani córka, którą widziałam tylko raz, prawie nie rozmawiają z nią. I w ogóle to rzadko się widują z Ulrike. Oni chętnie oddaliby ją do Domu Starców , ale, wiesz, taka Polka czy Rosjanka do opieki, jest tańsza…
I jeszcze usiądzie i pogada!
– ma o czym Ty gadasz z tą Niemką, jak Ty nie znasz dobrze niemieckiego??
– a gadam! Trochę już umiem! – Alicja była naprawdę bystra- troszkę umiem i coś tam jej gadam. A na przykład o moim alkoholiku! I moich dzieciach. I tym rozwodzie. Tak gadam ” Kali wiedzieć” , ale ona rozumie. I ona mi opowiada o sobie. O swojej młodości, o tym jej ukochanym z Wermachtu, o bombach spadających na Berlin . I jak go kochała. I o jej przyjaciółce, co za to, że uratował Żydów , dostał kulkę. I że nie chciała tej wojny, ale jak zobaczyła, co robią z ludźmi…
Wtedy zawsze Ulrike płacze.
Po kilku miesiącach znów spotkałam Alicję. Pełną życia, wesołą , młodą dziewczynę.
– wiesz, mam raka. Nie wiem ile jeszcze pociągnę.
– a co z twą pracą?
– Jeszcze pracuję . Cii, Ulrike nie wie, ale może domyśla się. Dała mi znów różne swe bogactwa. Wartościowe rzeczy. I prosiła, abym je szybko szybko sprzedała. Żeby Uwe nie wiedział.
To dziwne. To jej syn przecież!
Chyba Ulrike …chyba czuje śmierć. Moją .Tylko czemu każe mi sprzedać te rzeczy i czemu mam wziąć pieniądze ? Ja nie chcę tych pieniędzy! Mam swoją umowę z Uwe, zarabiam ucciwie i to mi wystarczy!
Jeśli naprawdę można czuć śmierć , to Ulrike czuła śmierć, tę swoją. I pewnie Ulrike znała swe dzieci.
Niedługo po mojej rozmowie z Alicją, Ulrike zmarła.
Zostawiła testament.
Swą ostatnią wolą przekazała połowę majątku Alicji.

Jeśli ktoś spodziewa się happy endu tej historii, jest w błędzie.
Rodzina zmarłej Ulrike natychmiast wszczęła proces, który w końcu wygrała.
Przedmiotem był testament, w którym Ulrike napisała:
” przekazuję swe dobra, w postaci ( …) mej PRZYJACIÓŁCE , tej, która otoczyła mnie prawdziwą miłością i opieką, Alicji K. (…) ”
Gdy Alicja stawiła się do sądu, jedno co zrozumiała słysząc z ust syna Ulrike i jego siostry :
Polnischen Schweine! Polka frech! !
Kilka miesięcy później Alicja zmarła.
Starzy znajomi Ulrike mówią, że Ulrike zawołała Alicję, bo ta chce dokończyć jej opowiadać swą historię….

***
Dorotka wyjechała do Niemiec tuż przed reorganizacją naszego zakładu pracy.
Znała świetnie niemiecki. Zatrudniła się jako opiekunka do pewnego, starszego małżeństwa.
Południe Niemiec, tuż przy granicy ze Szwajcarią.
Dar losu, cudowna okolica, góry nawet latem ośnieżone!
Małżeństwo austriacko- niemieckie otwarte i miłe.
– Dora, Ty jesteś nasza córka!
„Dora” pamiętała o tym.
I jej córki też miały zatrudnienie u tego małżeństwa.
Dora była już nie tylko opiekunką i pomocą domową. Była rodziną.
Jej córki przyjeżdżały latem nad jezioro. Piękne dwie Polki, kusiły niechcący młodych Niemców.
Jeden z nich ,siostrzeniec pani domu, zainteresował się śliczną Polką.
Jakiś czas potem ożenił się z nią.
Nagle Dora zmarła.
Starsze Małżeństwo pogrążyło się w rozpaczy. Niekłamanej i nieprzesadzonej. Zażądali natychmiast dochodzenia.
W sprawie: dlaczego ona u nas tak nagle zmarła?

Zawał serca. Nic poza tym.
Tęskniła.
Niemieckie , starsze państwo usłyszało od syna:
-mama, tata, to tylko służąca, Polka.
Po tym, jak ojciec spoliczkował Stefana, nigdy już młodych tam nie widziano.

***
Zeszłej jesieni miałam przyjemność gościć pod swym dachem młodych Niemców .
Przyjaciół mego syna, studentów i doktorantów. Poznali się z mym Pierworodnym w Exeter.
Studiują prawo, filozofię, fizykę i chemię .
Zwiedzili pół Polski, my towarzyszyliśmy im w wyprawach po naszym, rodzimym Dolnym śląsku.
Podziwiali nasze dawne, piastowskie ziemie / hmmm/
Pomijając ” hmmm”,
młodzi Niemcy podziwiając np dzieła Willmanna w klasztorze, natknęli się na rysunki swastyk. Na ścianach, murach.
To samo w Oświęcimiu i w Gross Rosen.
Płakali. Po cichu, by nikt/ nawet my /
tego nie widział.
W miastach i wszystkich miejscach publicznych NIE UŻYWALI SWEGO JĘZYKA.
Nie mówili do siebie po niemiecku!
Nigdy czegoś takiego nie widziałam.
Wyłącznie po angielsku!
Jakby wstydzili się.
Tego przede wszystkim, że są Niemcami.
I
Historii, przodków , a
w końcu języka.
Mówili wyłącznie po angielsku, a gdy słyszeli na Wrocławskim Rynku rodaków , odwracali głowy.
I patrząc na mnie, mówiąc po angielsku, szukali…..
zrozumienia?
Przebaczenia?

Biedni, zgubieni, młodzi ludzie.
Do dziś śledzimy się na pewnych portalach.
I widzę ciągle na ich piersiach
pacyfki .

I widzę w ich twarzach:
Wolność, Miłość. Jedność!

*
Może to jeszcze nie to pokolenie, ale
… Ale!
***

Reklamy

27 comments on “* Niemcy*

  1. even21 pisze:

    Angie, pozwól, że zanim doczytam do końca i skomentuję, najpierw wyrażę głośno radość, że jesteś!!! :)))

    • Podpisuję się pod radością Even:-)

    • Angie pisze:

      Jestem Ev, jestem!
      Cieszę się, że się cieszysz ;))))

      • even21 pisze:

        Myślę, że po wizycie u mnie, rozumiesz naszą radość ;)
        A co do Niemców – myślę, ze podobne przykłady – za i przeciw – można by znaleźć w wielu nacjach…
        A jednak – trochę mnie dziwi postawa młodych – akurat oni za bieg historii odpowiadają w najmniejszym stopniu…

    • Angie pisze:

      Wiesz Ev i mnie to trochę dziwi.
      Jak napisałam, w życiu nie spotkałam się z taką postawą Niemców( a widziałam już wiele, oj widziałam;)
      Ci młodzi byli naprawdę bardzo przejęci.
      Inna sprawa, że to akademickie środowisko mego Pierworodnego, to taka trochę mieszanka nowoczesnych ” obywateli świata” i elementów Hippie ( wolność, miłość ponad nacjami) itd.

      • even21 pisze:

        Może to światełko w tunelu dla przyszłych pokoleń, a może pierwsze efekty globalizacji i kosmopolityzmu…
        nie wiem, ale jestem tradycjonalistką w sprawach państwowych – dla mnie znaczenie ma historia (nie po to, by ją rozdrapywać, ale by wyciągać wnioski), rodzina (a też wiele z czasów wojny znam opowieści i to bardzo smutnych, trudnych), tradycja (choć, przyznaję, nie zawsze przestrzegam, to dobrze znam i staram się, ile mogę, przekazać dzieciom)…

    • Angie pisze:

      Even, to temat rzeka. Dyskusja, która może trwać i zatoczyć się jak koło.
      Ponieważ to miejsce publiczne, nie mogę ,z wiadomych względów zdradzać ,skąd wiem to i owo.
      Z tego co zdążyłam zaobserwować, młodzi ( ci, których znam, z którymi spotykam się, rozmawiam) traktują siebie raczej jak Europejczyków, niż Polaków. Słowa ” ojczyzna ” i „tradycja” nie mają już takiego …wydźwięku.

      • even21 pisze:

        Wiem, że nie mają takiego znaczenia, jak dawniej… czasy się zmieniają, ludzie też ;)
        Sądzę, że – umownie nazwijmy – „poczucie przynależności” wynosi się z domu:)

      • Angie pisze:

        Tak powinno być Ev, ale czy tak na pewno jest?
        Pamiętajmy o tym, jak ważne jest środowisko ( szkoła, koledzy) i jak ogromny ono ma wpływ na wychowanie i kształtowanie światopoglądu młodych ludzi.
        I jeszcze coś: ich własny zmysł obserwacji świata oraz charakter.
        Mnie nie udało się moim Rodzicom nigdy ujarzmić ani przekonać do pewnych spraw.
        Dziś ma to samo z własnymi dziećmi. Mogę sobie mówić, a to i tak jak grochem o ścianę.
        Jedno wiem; jakiej drogi nie wybraliby, przecież nie odwrócę się :)

  2. eulalia87 pisze:

    ja jestem 1/4 krwi i nigdy nie miałam doświadczenia z wojną narodów…. zawsze było jak w rodzinie, raz lepiej raz gorzej… nacja jest bez znaczenia…

    • Angie pisze:

      Eulalio,
      i tak zawsze powinno być.
      To co opisałam, to niestety nie fikcja literacka.Tak było.
      A czy nadal jest? Posłucham co opowiedzą moje koleżanki, gdy przyjadą na urlop ;)

  3. Cane pisze:

    W każdej grupie, w każdym narodzie są ludzie dobrzy, prymitywni i źli. Smutne to.

  4. W mojej rodzinie jest pamięć o cierpieniu ze strony Niemców, bo ich nawałnica doświadczała moich przodków. dziadek ze strony mamy pracował w Hamburgu na przymusowych robotach, mój ojciec zaś jako młody chłopak trafił całkiem dobrze, bo do katolickiej Bawarii na wieś, gdzie nie znoszono Hitlera. Gorzej było z moim teściem, który pochodził z dzisiejszej zachodniej Ukrainy i przeżył tam wymordowanie połowy wsi przez bandy UPA. Po wojnie nigdy tam nie chciał pojechać, mimo, że część rodziny pozostała.

  5. Cane pisze:

    Coś na rozładowanie .

  6. krakowianka pisze:

    Angie…wzruszyłaś mnie tym postem,wkurzyłaś…by dać na końcu nadzieję,że to pokolenie młodych Niemców coś zrozumie…ale wiem,że to jeszcze długa droga,kult Hitlera jeszcze trwa…gdzieniegdzie…
    potwierdza się teoria,w którą ja wierzę,że Polak często na Zachodzie jest mimo wszystko WIELKIM OBCYM …

    • Angie pisze:

      Krakusku, nie można generalizować, zerknij na to, co odpowiedziałam Wugusiowi ;)

      • krakowianka pisze:

        oczywiście,że nie Angie,masz racje,ale przykro,że masz takie przykłady,że Niemcy tak potraktowali Twoją znajomą,z drugiej strony,nie można właśnie generalizować,choć ostatnio mój znajomy był w Norwegii i naprawdę przykro,że oni tak mało o nas wiedzą…
        Polska to dla nich Wałęsa i papież…aż boje się myśleć,że tak ogólnie WSZĘDZIE o nas tak mało wiedzą…i dlatego nas tak tam traktują…ale tak jest dość często,może nie wszędzie…tak sie pocieszam.
        Dużo jest do zrobienia,nadrobienia…przez młode pokolenie,które zwiedza,wymienia się…poznaje.Bo starzy nieraz tkwią w jakimś maraźmie…jakby wojna dla nich trwała i zamiast wyciągac wnioski,zaciskają pięści…cedząc jak mantrę;niedobry Polak,niedobry Niemiec…sa tacy zamknięci,choć staram się zrozumieć ich przeżycia,ale….

  7. wg108 pisze:

    Dla wielu rodzin konieczność emigracji „za pracą” źle się skończyła. Pierwsze kilkumiesięczne wyjazdy reperowały budżet, niektórzy wracali i domy budowali. Tylko po co, skoro sami znów musieli wyjechać? To miały być rodzinne domy tyle, że małżeństwa się posypały, a dzieci… też wyjechały za granicę. Na studia, do pracy.
    Temat rzeka. Kolejne pokolenia będą coraz bardziej kosmopolityczne. Ogólna globalizacja pewnie sprawia, że młodzi Niemcy już w większości bardziej patrzą przez pryzmat „przyszłości”, a nie „przeszłości”.

    • Angie pisze:

      Szczepciu, zauważ, że w opisanych przez mnie historiach , najbardziej pozytywni są ci starzy Niemcy! Ich dzieci, czyli /mniej więcej/ nasze pokolenie , ma najwięcej zastrzeżeń ( łagodnie rzecz ujmując) do ” tych ze Wschodu”. Poza tym ich konsumpcyjne traktowanie rzeczywistości jest już legendą.
      Co innego już najmłodsi, o których wspomniałam na końcu notki.
      I tak nie można generalizować; dziś przecież w Niemczech istnieją grupy neofaszystowskie, w skład których wchodzą głównie szczeniaki .
      Pewnie ci moi znajomi młodzi z ” pacyfkami” to odpowiedź.
      ( coś w tym tekście nie spodobało Ci się, widzę ;)))

      • wg108 pisze:

        Angie, to taki tekst, który nie może podobać się lub nie ;) Każdy ma swoje spostrzeżenia wynikające ze spotkań, z sytuacji w jakich się znalazł. Skoro wśród rodaków można zaobserwować tak wiele skrajności poczynając od politykowania, a na moralności kończąc to przez analogię można wysnuć wniosek, że i nie z każdym Niemcem (czy Włochem) chcielibyśmy się zaprzyjaźnić.

  8. mamjakty pisze:

    zwiedzałam kiedyś Fabrykę Schindlera otoczona przez grupę młodych Niemców. Towarzystwo specyficzne, ale i miejsce dobre na odpowiednie przemyślenia – musieliśmy prześledzić historię zbrodni, ale i historię „dobrego Niemca”. Gdy wyszliśmy uśmiechnęliśmy się do siebie – ja pierwsza, oni nieco nieśmiało, ale jednak. Angie – bardzo ważny temat poruszyłaś. najważniejsze jednak, że historie są różne – złe, ale też wiele pozytywnych. i na tym trzeba się skupić.

    • Angie pisze:

      Mamjakty, myślę, że przede wszystkim należałoby wreszcie skończyć z myśleniem : Polak- ofiara, Niemiec- kat.
      Nie wolno obarczać dzieci winami ojców.

  9. Justyna pisze:

    Nie znam żadnego Niemca. Zapewne inaczej jest kiedy do sprawy nazwijmy to niemieckiej podchodzimy w sposób zindywidualizowany , mając na myśli czy uwadzę znaną nam osobę , konkretnego Niemca , a inaczej gdybyśmy omawiali temat w wymiarze cech narodowych. Każdy naród bowiem ma cechy , które ten naród charakteryzują. Niemcy mogą mieć „kompleks” historii mają ku temu sporo fatalnie zapisanych kart i cechy na których nacjonalizm zawsze rósł jak na oborniku . Pamiętamy ,że Hitler był Austriakiem a doszedł do władzy w Niemczech , właśnie bazując na cechach narodowych Niemców .Czy te cechy sie zmieniły ? Trudno mi odpowiedzieć .

    • Angie pisze:

      Justyno,
      ja znam kilku Niemców; nie tylko tych młodych, o których wspomniałam na końcu wpisu. Moja koleżanka poślubiła Niemca, córka innej wychodzi za Niemca, moi znajomi są pół krwi itd.
      Wszyscy Niemcy, których znam to UROCZY, sympatyczni, bardzo kulturalni ludzie.
      ( Oczywiście najmilsi są ci, którzy wynajmują na wakacjach pokoje u moich znajomych nad morzem , haha:)))
      To co opisałam (dwie pierwsze historie) w relacjach polsko- niemieckich dotyczy układów szef- pracownik, a to już całkiem zmienia postać rzeczy. Wszyscy moi znajomi, którzy jeżdżą do pracy do Niemiec , podkreślają to, że starzy Niemcy są dobrymi, spokojnymi ludźmi, natomiast ich dzieci ( mniej więcej nasze pokolenie) traktuje „tych zza wschodniej granicy” , z wyższością i często niechęcią.
      Tu chodzi o coś jeszcze innego: dziwne ( z naszego punku widzenia) relacje dzieci z rodzicami.
      ” Lepiej wynająć Polkę czy Rosjankę do opieki nad starą matką/ ojcem, bo TAŃSZA niż Dom Opieki „.Samemu jest się przecież zbyt zajętym własnym życiem, karierą itd…
      I dziwić się, że potem starsi ludzie związują się mocno emocjonalnie/ uczuciowo z daną opiekunką ” zza wschodniej granicy” ; że ta staje się bliższa im nagle, niż rodzone dzieci.
      Smutne to, tym bardziej, że nie zmyślone.

  10. Memoiren pisze:

    Kiedy na przełomie wieków nawiązywałem pierwsze kontakty (biznesowe) z Niemcami, często zadawali mi pytanie: dlaczego my Polacy, 60 lat po wojnie ciągle do tego wracamy i czemu ciągle nazywamy ich Hitlerowcami?
    Ale sami nie byli lepsi, bo pytali nas, czy do obiadu chcemy piwo, czy wódkę :)))

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s