* My, romantycy ..;) *

Lidka.
Moja przyjaciółka.
Ja, Andżelika i Lidka.Byłyśmy nierozłączne wtedy; dawno i niedawno temu;
wtedy, gdy nosiłyśmy czarne skóry z ćwiekami, długie, jasne pióra i śpiewałyśmy na całe miasteczko przed północą
” two minutes to midnight” . I wtedy, gdy nosiłyśmy długie, kwieciste spódnice i do nich kuse bluzeczki, a włosy miałyśmy przepasane dziwacznymi chustami lub ozdobione wiankami z kwiatów. I wtedy, gdy postanowiłyśmy nagle założyć różowe i turkusowe, obcisłe sukienki i wysokie szpilki.
Byłyśmy nierozłączne, choć w końcu los musiał nas rozdzielić i rzucił w różne miejsca Europy. Życie każdej z nas jest osobną opowieścią- i jak to z Życiem już bywa- opowieścią czasem wesołą, czasem pełną łez, chwilami śmieszną, często tragiczną.
Osobną , a jednak , pomimo oczywistych różnic, bardzo podobną historią. W czym tkwi to podobieństwo? Czy w naszych /podobno/ silnych, niezależnych charakterach? Czy w tzw braku szczęścia w miłości? W tym, że małżeństwo każdej z nas, rozpadło się? Czy po prostu w naszym podobieństwie; w tym, że razem dojrzewałyśmy, że chłonęłyśmy te same smaki, zapachy, dźwięki..?
Nie dziwcie się więc, że słuchając o Lidce, pomyślicie o Andżelice. Sama się często na tym łapię. A nawet na tym, że ich wspomnienia są moimi, ich słowa, a nawet wygląd jest często moim odbiciem, ich gesty i ruchy, to często mój obraz w lustrze ;)
Lidka. Kobieta w średnim wieku o wyglądzie najwyżej dwudziesto/kilku/ latki . Podlotka nawet, z zawsze radosną buzią.Dziewczyna, która po rozstaniu z ukochanym mężczyzną, zamknęła się w sobie na chwilę, by potem nagle rzucić się w wir życia. Zachłannie, łapczywie chwytała każdą okazję, by cieszyć się swym powodzeniem wśród płci przeciwnej. Ktoś może pomyśli, że ” po prostu lubiła facetów” . Nie uproszczajmy; Lidka kochała cały świat, ludzi, zwierzęta, deszcz, wschody i zachody i każdą porę roku.
Lidka była jak słońce. Tam gdzie pojawiała się, zawsze robiło się jakby jaśniej. Uśmiechała się do wszystkich i wszystkiego. I nie był to głupi , sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy; Lidka była tak szczera, tak pełna empatii, że nie sposób było nie polubić jej od pierwszych chwil.
Czasem potrafiła nagle wyłączyć się, patrzeć na podniesiony z ziemi jakiś kolorowy, jesienny liść. Zastanawiałyśmy się z Andżeliką, o czym/ o kim wtedy myśli. A jej myśli i życie biegło czasem w tempie błyskawicy. Trudno było za nią nadążyć
-jadę z nim na film!
-z Adamem, Lidziu?
– skąd! Z Andrzejem!
Gubiłyśmy się w tych jej miłostkach, miłościach, zachwytach.
-wiecie, on jest nieprzeciętny! Naprawdę rzadko kogoś takiego można spotkać. Coraz częściej o nim myślę..
– ojj Lidka, zakochałaś się znów!- dokuczałyśmy jej czasem
-nonsens! Dlaczego wy ciągle, jak większość ludzi zresztą, mylicie zwykła sympatię, a nawet podziw dla kogoś , z uczuciem?
Czy myliłyśmy? hmm, może tak; patrząc jednak na rozpromienioną Lidkę nikt nigdy nie wiedział, czy znów się zakochała, czy po prostu ma jakiś nowy, szalony pomysł.A może znów coś jej się w niej samej spodobało?
Bo często miałyśmy wrażenie, że Lidka zakochuje się czasem w sobie; że zwyczajnie potrafi siebie lubić. I tego jej wielu zazdrościło. My też.
Nie była typem modelki, nie była pięknością z plakatów. Miała za to coś takiego w sobie, co zmuszało pół świata do adorowania jej. I tego też jej trochę zazdrościłyśmy ;)
Pewnego dnia , gdy spotkałyśmy się po latach, Lidka wyznała:
-pokochałam kogoś
– to nic nowego- Andżelika potrafiła uszczypnąć
-Andżelika, nie rób jaj. Naprawdę pokochałam. I to już dobre kilka lat temu
– nic nie mówiłaś!
-wspominałam. Śmiałyście się i traktowałyście to jako moja jakąś przygodę lub kolejne zauroczenie
– mówisz o tym..tym, no, z daleka?
-tak
-ale po co ci ktoś z daleka, jak możesz mieć tutaj wielu? Lub wreszcie związać się z kimś na dobre.
– po co? I to, wybaczcie, najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Czy ja was pytam po co kogoś kochacie? Czy pytam, jakie materialne bądź emocjonalne korzyści z tego macie? I czy w ogóle po coś się kogoś kocha?
– Lidziu, ale przecież miłość to nie są tylko marzenia i długie rozmowy z kimś. Miłość, to gdy widzisz kogoś dzień w dzień, często brudnego, spoconego, wściekłego na cały świat i na ciebie, gdy borykacie się razem z problemami dnia powszedniego..
– racja!- Lidka nagle ożywiła się- i to samo czuję, tak samo to odbieram. Dziś, w Dobie Internetu, gdy możemy mieć na wizji siebie co dzień, ile tylko chcemy , można wszystko.
– tak..można wszystko. Mnie bynajmniej internet do uczuć nie jest potrzeby. Tam też można skosztować. Inaczej. Kiedyś wam opowiem- wtrąciła Andżelika
– wy naprawdę nie wierzycie mi.. ale posłuchajcie:
My, romantycy już tak mamy. My kochamy inaczej; my kochamy pisać listy, my kochamy tęsknić. Snujemy swą opowieść o miłości i żyjemy nią.I w jakiś dziwny sposób dobrze nam z tą miłością! Przenosimy ją potem w real. Opowieściami o niej, tęsknotą. Kiedyś nie było internetu, nie było telefonów, a jednak ludzie pisali do siebie listy. I kochali się. Nawet na odległość.Tym bardziej kochali się; czekali na spotkanie, a często przecież nie mogli ze sobą być, mieszkać, pobrać się..Moja opowieść o miłości wystarcza mi. I jest najbardziej spełnioną miłością w moim życiu. Nie chcę innej
– To piękne. Pod warunkiem, że i druga strona tak to odbiera.
– tak samo. Wiem. To trwa już kilka lat. Próbowałam, owszem, próbowałam być z kimś innym. Nic nie udawało się. A TO trwało. Pewnie myślicie, że nie udawało się, „bo on„. Nieprawda. Daliśmy sobie kiedyś wolną rękę.
Żaden z moich ani jego związków nie przetrwał dłużej niż kilka miesięcy, tygodni.
– czyli czekacie na siebie! Ciągle!
– może…a może jesteśmy tak podobni, że życie we dwoje byłoby niemożliwe? Może podświadomie wiemy o tym i dlatego jeszcze żadne z nas nie zdecydowało się na jakiś ostateczny ruch?
My kochamy ..
naszą opowieść o miłości
. I chyba tylko jej tak naprawdę jesteśmy wierni
.

Nie wiem czy rozumiecie.Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie.
Ale nie wierzę, że ktoś , kiedykolwiek nas rozdzieli ..

Reklamy

29 comments on “* My, romantycy ..;) *

  1. Opowiedziałaś w tej przypowieści coś, co wiele mówi o kobietach, a czego mężczyźnie nie wiedzą, nie czują lub nie zauważają. Kobieta odbiera słuchem i czytanym słowem, a wszystko dzieje się w jej głowie. dlatego też odległość jest najmniejszą przeszkodą w kochaniu:-)))

  2. krakowianka pisze:

    Lidka jest romantyczką jak najbardziej,żyje wielkim marzeniem,bo wie,że facet podobny do niej,to jakby za duże…stężenie emocji,zachowań podobnych…zdaje sobie sprawę z tego.Woli kochac romantycznie w listach,na odległośc,to daje jej poczucie…romantycznej miłości.Jeżeli jest jej dobrze z tym,to OK,gorzej,gdy myśli co innego,szukając jednak kogoś realnie,a wam mówi,że tak jest dobrze…
    Pozdrawiam:)

  3. elatroska1 pisze:

    dla kochającej kobiety odległośc nie ma az takiego duzego znaczenia ponieważ ona potrafi odczuwać pomimo odległości.Z męzczyznami jest zdecydowanie inaczej oni to musza widzieć i czuć namacalnie:))))
    Pozdróweczka ciepłe dla ciebie !:)

  4. Angie pisze:

    Caddi:* Krakusku:* Elu:*
    Ja myślę, że bardziej tu chodzi o porozumienie dusz.Mężczyźni też potrafią kochać na odległość, coś o tym już wiem;)
    Najciekawsze jest to, że tak Lidka, jak i jej ” ten z daleka” faktycznie próbowali związać się z kimś innym. Wszystkie te próby skończyły się niepowodzeniem.
    Tutaj CZAS działa na korzyść tego szalonego związku na odległość.Wszystko rozpada się, Oni trwają.

    • krakowianka pisze:

      zawsze Angie uważałam,że romantyczna miłość,to nie tylko porozumienie dusz,to również bliskośc ukochanego,jego spojrzenie,dotych.. i td…wiesz o co mi chodzi…Bliskośc fizyczna nie przeszkadza romantyzmowi…a dopełnia go.Dlatego uważam,że…samo porozumienie dusz Angie…to nie jest miłość romantyczna pełna,że się tak wyrażę,bo Lidka będąc z nim realnie już tak nie potrafi…kochać.Ona żyje…marzeniem o tej miłości.Tak chyba łatwiej,bo życie to też i przyjęcie wad swojego ukochanego..miłość to nie same róże,to i tez kolce…co nie przeszkadza przecież ….kochać romantycznie…:)
      ale to moje zdanie…

      • Angie pisze:

        Pełna zgoda, ale tutaj chodzi jeszcze o coś innego i myślę, że bardzo ważnego.
        Są ludzie, którzy pomimo swych uczuć do drugiej osoby, ŚWIADOMIE odrzucają z różnych powodów bycie z nią na co dzień. Znam kilka takich par, ale o tym kiedyś napiszę osobną opowiastkę ;).
        Każdy kocha inaczej; dla jednego to bliskość fizyczna, wspólny ” oddech”, a dla innego ważniejsza więź wyłącznie duchowa.
        Co do Lidki, napisałam, że tak naprawdę nikt nie wie, czy ona kocha kogoś , czy może siebie( a przez to swe marzenia)
        Jedno pewne: kocha ” tego z daleka” i już ;)))

  5. Justyna pisze:

    Jako chemik myślę ,że najważniejsza jest właśnie „chemia” ;) oczywiście organiczna :))

  6. Krystiana pisze:

    -zgdzam się chemia jest najważniejsza…..
    ;-)

  7. krakowianka pisze:

    Może Lidka właśnie tej „chemii” nigdy nie poczuła tak naprawdę?…może już nie wierzy i marząc o miłości,idealizuje tego kogoś na odległosć,a piękne listy,słowa…są dla niej właśnie ta „chemią”…a raczej piękna bajką.To jest w pewnym sensie…romantyzm…związek dusz.To wielkie marzenie o miłości…ale to nie jest miłość…w moim odczuciu oczywiście.
    Mając też z chemią coś niecoś do czynienia…powiem tak: to związek nieorganiczny…;P)))))

  8. Angie pisze:

    Lidka sama jest ” chodzącą chemią” , tak na nia mówią:)))))
    ” patrząc jednak na rozpromienioną Lidkę nikt nigdy nie wiedział, czy znów się zakochała, czy po prostu ma jakiś nowy, szalony pomysł.A może znów coś jej się w niej samej spodobało?
    Bo często miałyśmy wrażenie, że Lidka zakochuje się czasem w sobie; że zwyczajnie potrafi siebie lubić.”
    Lidka to niesamowite skupisko feromonów( też tak na nią mówią) ” Chemię” czuła wiele, wiele razy, wpadała wciąż w różne związki.Jedynym trwałym okazuje się jednak ten na odległość..
    Nie ma , naprawdę w tych sprawach NIE MA JASNEJ ODPOWIEDZI :)

    • krakowianka pisze:

      Angie…rozumiem Ciebie,sa takie kobiety,które i lubia siebie,są radosne,naładowane jakąś energią,ale…jak sama piszesz,nie potrafi kochac realnie…a realnie szuka,bo przecież nie uciekała od mężczyzn.Czyli fizyczności nie odrzuca,a jednak…żaden z jej związków długo nie przetrwał.
      Z jednej strony pozytywnie do świata nastawiona kobieta,a z drugiej …coś w niej jest,że woli związek dusz.To naprawe Angie wygląda na kogos kto jednak nie poczul chemii….ona ją czuje na odległość.Przeciez jasno okresliła,jest w twoim tekście jej odpowiedź,że ona kocha te opowieśc o miłości…i ja odpowiadam,bo w realu jej nie znalazła…
      Angie…ona dała odpowiedź…:)

      • Angie pisze:

        Tak myślę, że to jest temat- rzeka.Miłość jest dla każdego czymś innym. I chyba to jest odpowiedź.A ja myślę, że rzadko kto wie tyle o miłosci, ile Lidka. I rzadko kto potrafi tak mocno kochać.
        Kiedyś Lidka kochała nad życie swego męża.Szalona , wielka miłość.I byli małżeństwem długie lata. Bo ona tak chciała, choc on nie zasłużył na połowe nawet tego, co mu dawała. Ale ona tak chciała i koniec.
        A teraz kocha sobie tego kogoś ” na odległość”. Bo tak chce i koniec.Ona doskonale wie, czym jest miłość i akurat odległość nie stanowi tu żadnego problemu.
        Oni oboje snuja sobie tę swoją ” opowieść o miłości”, oni są jakby z jednej gliny.Kłócą się czasem , żrą, potem godzą – jak stare dobre małżeństwo ;))) Przenieśli już dawno tego ” ducha” w fizyczność- choć są daleko! Ale dziś, w dobie internetu wszystko możliwe.
        Najważniejsze, że dobrze im z tym. A może kiedyś zakotwiczą razem w jakims wspólnym domu, może starość spędzą razem…? Któż to wie ;)))

  9. krakowianka pisze:

    Angie…pięknie napisałaś…
    Ja tez za nimi kciuki trzymam,żeby im sie powiodło.Co jest ciekawe,że i on podobnie tę ich miłość traktuje,sa sobie wierni…To daje nadzieję.Czasem szuka sie tej miłości…a ona potrzebuje czasu,dla nich ten czas nadejdzie…
    Pozdrawiam miło;)

  10. filemonka pisze:

    Angie :) Jeśli para, o której piszesz, zwiąże się na stałe, w sensie pokonają odległość, to jest obawa – całkiem realna, że nie przetrwają długo w związku. Nie życzę Twojej przyjaciółce źle, ale w ten romantyzm może wkraść się najzwyczajniej w świecie proza życia, a tego romantycy unikają, nie potrafią zaakceptować sytuacji, kiedy partner zaczyna powszednieć. Musi być tajemniczo, niesamowicie, jak w każdym dobrym powieścidle romantycznym.
    Mam wrażenie, że Twoja przyjaciółka uwielbia przeżywać te stany emocjonalne, których jak widać nie potrafi jednoznacznie określić, czy jest zakochana, czy już kocha. Takie emocje najpewniej ją napędzają, dodają paliwa życiowego, a „ten z daleka” jest kołem ratunkowym/ poczuciem bezpieczeństwa, że w jakimś mężczyźnie ma oparcie/, między kolejnymi związkami na miejscu zamieszkania.

    • Angie pisze:

      Filemonko:) Trafiłaś w samo sedno!!!Doskonałe spostrzeżenia!
      „Takie emocje najpewniej ją napędzają, dodają paliwa życiowego, a “ten z daleka” jest kołem ratunkowym/ poczuciem bezpieczeństwa(…) ” Cudownie trafne! Ten związek sprawia, że, pomimo wielu klęsk i tragedii życiowych( jak najbardziej realnych i podłych..) chce jeszcze jej się żyć.
      Coś o tym dobrze wiem; spójrz na tytuł notki;)))

  11. filemonka pisze:

    „Ten związek sprawia, że, pomimo wielu klęsk i tragedii życiowych( jak najbardziej realnych i podłych..) chce jeszcze jej się żyć.”
    Angie, przepraszam, ale nie wydaje Ci się, że to może być egocentryczna postawa życiowa? ;)
    Kto wie, czy chęć przeżywania takich emocji nie jest przyczyną klęsk życiowych? Romantyk skupiony na swoim stanie, na jego pielęgnowaniu, zaniedbuje inne, całkiem realne sprawy ;)
    To tak jak byś łyknęła tabletkę amfetaminy, dzięki której możesz więcej.
    Romantyk, to nałogowiec, jednym słowem ;)
    Wiem, przejaskrawiam, ale …przyznaj: skutki wiecznych stanów zakochania bywają nader dramatyczne.

    • Angie pisze:

      Filemonko, Lidka to jedna z najdzielniejszych kobiet jakie znam. Od lat tyle musi dźwigać, tyle niespodziewanych nieszczęść w życiu znosić, że czasem zastanawiałam się, jak ona to wszystko wytrzymuje. Jak daje radę wszytko ( DOM) trzymać ” do kupy” ? A skąd ma siłe jeszcze pomagać innym, to już zupełna zagadka!
      Dziś wydaje mi się, że jakoś trzyma ją w tym wszystkim ta jej dziwna miłość. Jest faktycznie tym jej ” kołem ratunkowym”

      • filemonka pisze:

        Angie, nie umniejszam zasług Twojej przyjaciółki, ani nie deprecjonuje jej osobistych tragedii, po prostu wprowadzanie się w stany zakochania działa na zasadzie dopingu, który pomaga przetrwać romantykowi realia życia codziennego :)

  12. krakowianka pisze:

    Jest jeszcze jedna rzecz…ja mam podobna koleżankę.Filemonka przypomniała mi o czymś.
    Kobiety ,tego typu,raz zrażone niepowodzeniem,tu nieszczęśliwe małżeństwo Lidki,szukają życiowego dopingu w tym,że lubią być podziwiane,lubią sie podobac,starają sie właśnie zakochiwac,ale…gdy emocje miną,znowu szukają uniesień i znowu nowych,jeszcze piękniejszych miłości.
    Lidka w sumie to dobra kobieta,ale…w pewnym sensie niedojrzała emocjonalnie i nieszczęśliwa.Ona traktuje swoja miłośc na odległość jak piękny kawałek tortu,ale to tort ,którego nie można skosztować tak naprawdę.
    Ja jej życzę,żeby im sie powiodło,ale…ona sama musi do tego dojrzeć,że …jak dobrze Filemonka pisze…wprowadzanie sie w stan zakochiwania,żeby miec doping do życia…to za mało,by prawdziwie kochac.
    To dwie różne rzeczy…
    Ona nie jest dzielna Angie…jest jak sportowiec ,szukający dopingu..bo bez tego…byc może wpadła by w depresję…Ona boi się zwykłej szarzyzny…
    Na razie…ta miłość na odległośc to wielki doping.
    Angie…ciekawy post,takie studium psychologiczne kobiety romantycznej…:)

    • Angie pisze:

      Chciałam, żeby było ciekawie opowiedziane i cieszę się, jeśli tak to odbierasz Krakowianko:)))
      Zastanawiam się, jaka byłaby reakcja czytelników, gdybym opowiedziała o życiu realnym Lidki. O tym jak stawia czoła wyzwaniom, jakie rzadko która kobieta jest w stanie podjąć; o koszmarze, jakim jest kalectwo jej dziecka..Ponieważ jednak przyrzekłam sobie kiedyś, że NIGDY nie będę przenosić tu, na swój blog, ŻADNYCH realnych tragedii, smutków, ani nie daj Bóg nie napiszę NIC bez pozwolenia bohaterów moich opowiastek, nie mogę nic więcej zdradzić.
      W jedno uwierz Karkusku Drogi: ma tak intensywne życie, tak barwne, że żadna szarzyzna z nikim jej nie grozi ;)

      Co do wprowadzaniu się w stan zakochania; ona nie zakochuje się tak naprawdę, ma tę swoją miłość z marzeń, jedną, której jest wierna. I w jej obecnej sytuacji, ten układ jest optymalny.Bo tak naprawde ma strasznie dużo do zrobienia— i to bardzo WAŻNYCH spraw w życiu:)

      • krakowianka pisze:

        Angie,jeżeli nie napisałaś w sumie tych najwazniejszych rzeczy,nakreśliłaś niepełny obraz ,dlatego ja odczytuję go jak odczytuję.Sama widzisz ile niedopowiedzeń jest,a sytuacje,który nakreśliłaś,właśnie oddają to,co tu piszę.
        Ja komentuje tekst,który tu nam dostarczasz…a napisałaś o Lidce za mało,żeby miec takie zdanie jakie masz Ty.
        Ty Angie…masz te przewagę,że wiesz,że ona jest dzielna,ale…my o tym tu nie wiemy,prawda?
        Bardzo ładnie,że uszanowałaś prywatnośc Lidki,ale…jaki jej obraz tu nakreśliłaś,tak my się do tego odnosimy…
        Ale temat bardzo ciekawy:)
        Pozdrówki

  13. violamalecka pisze:

    Jeśli jest im z tym dobrze niech nic nie zmieniają.

    Ja parę lat temu miałam podobną sytuację,
    znalazłam pokrewną duszę w internecie.
    Moja radość była ogromna, gdy wiedziałam
    że gdzieś tam, jest istota, która myśli i czuje
    tak jak ja. Zakochałam się w tym wizerunku.
    tęskniłam za każdym mailem, jednocześnie
    tworząc swoje wyobrażenie o Nim, oparte o
    słowa które płynęły pomiędzy nami.
    Wymyślałam scenariusze spotkanie, coraz to
    piękniejsze. Po trzech latach postanowiliśmy
    się spotkać….
    Real zweryfikował wszystko, Nasze dusze
    oddaliły się od siebie o milion lat świetlnych.
    Pozostał smutek i rozczarowanie.

    Dlatego też, kiedy poznałam Bo i poczułam
    znów to niesamowite przyciąganie, kiedy
    zaczęłam kreować Jego postać na podstawie
    rozmów, pomna tamtego rozczarowania
    postanowiłam spotkać się jak najszybciej.
    I w tym przypadku real okazał się dla nas łaskawy.

  14. wg108 pisze:

    Czy ja dziś usnę po takiej dawce historii miłosnych?

  15. Cane pisze:

    Dodam, że romantycy blogi piszą, według niektórych kobiet. ;)
    Angie, widzę że jesteś w formie. Tak działa… jesień? ;)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s