*Tacy sami*

Dla Charmee

Pisanie jest jak wyrzucanie balastu zbędnych emocji; jak wentyl lub” guzik bezpieczeństwa”.I właśnie dlatego pisanie choćby było całkiem bez sensu, ma właśnie sens. Tak i już.
Ponieważ cały mój ” zdrowy tryb życia” , ” wyhamowanie” ostatnie doprowadziło do tego, że leżę przeziębiona dziś, postanowiłam myślami wrócić do tego co dla mnie było fajne i wesołe. I podzielić się tym tutaj, z Wami.

Jedną z najmilszych, najgorętszych i najbardziej szalonych rzeczy jakie dane było mi do tej pory przeżyć, był mój -kompletnie irracjonalny, kompletnie zwariowany- związek ze Szkotem ( pan nazywany przeze mnie tutaj ” Trupem z Szafy” ). Pomimo tego, że ten ” związek” nadal w jakimś sensie trwa, opowiem o nim już. Myślę, a nawet wiem na pewno, że My Scot nie miałby nic przeciwko temu; ba! byłby zadowolony, że mówię o Nim publicznie. Mnie ,dzięki Niemu, (jak już kiedyś wspomniałam) zna co najmniej pół Szkocji oraz pokaźna część Anglii ; ))) Czas więc przedstawić Go Wam tu, w moim rodzinnym kraju .Na moim (rodzimym) blogu.
Poznałam Go po półrocznej swej bytności w internecie. Dawno, dawno temu. Dokładnie 4 lata temu, ale w sieci, gdzie czas płynie jakoś inaczej, gdzie wszystko czasem nagle zmienia się i rządzi swoimi wirtualnymi prawami, te cztery lata to szmat czasu.
Kiedyś opowiem jak Go poznałam; dziś, ponieważ od jakiegoś czasu jestem na diecie i powoli zapominam smak wina, a, jak wiadomo ” głodnemu chleb na myśli”, opowiem o tym

JAK ANGIE UCZYŁA SZKOTA SPOŻYWAĆ ( kulturalnie) ALKOHOL

Było to dość dawno temu. Ponieważ od kilkunastu miesięcy tkwiliśmy z The Love of My Life w przedziwnie zmiksowanym virtualno- realnym związku i za cholerę,( pomimo wielu racjonalnych przesłanek, że to głupie jakieś) , nie mogliśmy się od siebie uwolnić, postanowiłam przedstawić mojej Love jasno swoje stanowisko w niektórych kwestiach. Najważniejszą sprawą było ” ograniczenie spożywania alkoholu przez Szkota” . Moje unoszenie się i nazywanie Go wprost boozing animal doprowadzało tylko do gwałtownych wymian zdań między nami( z czego 1/3 Jego sentencji rozumiałam na podstawie znajomości angielskiego; resztę tylko i wyłącznie dzięki swej intuicji ), więc podeszłam do tematu spokojniej.
Aby opowiedzieć o tym, muszę najpierw przedstawić atmosferę naszych virtualnych spotkań via camera. Otóż nie były to nigdy spotkania ” statyczne”; nie dla tak niespokojnych dusz grzeczne siedzenie przed kamerą i mdłe rozmowy. Kamera była włączona( czasem 12 h/ dobę) , a my- ja u siebie, On u siebie- ” normalnie” wykonywaliśmy różne czynności życia codziennego. Gdzieś tam w tle przechodziły nasze dzieci, gdzieś tam ktoś dzwonił, coś tam sprzątałam czy pędziłam do kuchni” bo się przypala”. Zwykle głośno grała muzyka i dlatego lepiej było nam porozumiewać się pisząc. Dla mnie było to świetne, bo od zawsze miałam kłopoty ze zrozumieniem ICH; prędzej sama sklecę wszystko co chcę po angielsku niż dobrze zrozumiem co Oni mówią.
Ale często też rozmawialiśmy „normalnie” . Live- via camera ; ))I tu wytworzył się przedziwny nasz język, język angielsko- polski. Szkot próbował się uczyć j.polskiego; próbował, bo kiedyś stwierdził, że jest ” fucking difficult” i lepiej żebym ja szlifowała angielski i- rzecz jasna- poznawała j.szkocki.
Wszystko co opowiem działo się ; niektóre teksty angielskie będę-celowo- pisać fonetycznie.

Ponieważ, jak wiadomo, angielski duużo lepiej idzie po spożyciu, zanim zabrałam się za ” umoralnianie” Szkota, zaopatrzyłam się w dużo, dużo red wine.
– słuchaj Szkot, musimy dziś poważnie porozmawiać- powiedziałam (po angielsku oczywiście)
– co się stało Polko? Czy coś zmieniło się.. ?
– nie, fuck, nic nie zmieniło się. Nic nie mów, bo teraz JA będę mówić, szat ap. Popatrz na mnie teraz. Co to jest?- spytałam trzymając w reku lampkę wina
– jak to co? Glass of wine!
– tak. Ale to jest JEDNA glass! Rozumiesz? ONE glass of wine! Jedna.
– i co z tego?
-to z tego, że będę dziś cały wieczór ją pić. Tę ONE glass, rozumiesz? I patrz na mnie i ucz się jak powinno się kulturalnie pić alkohol!
– a co Ty Polko , masz dietę znowu?
– kurwa, nie drwij ze mnie znów!
– nie drwię i nigdy nie drwiłem. Po prostu to dziwne, że masz tylko jedną lampkę wina dziś…
” Ja Ci dam, kurwa, dziwne!- pomyślałam- cicho, cholera, na podłodze obok krzesła mam cały baniaczek. A w kuchni drugi. Trzeba jakoś się napić, będzie lepiej mi szła rozmowa” .
– co tam Angie robisz pod biurkiem?
-aaaa, pod biurkiem..? Aa, koty ruszają kable- jakoś sprytnie wypiłam szybko tę glass i napełniłam znów. Na szczęście kamera nie jest ruchoma i nie wszystko , co się dzieje w pokoju , jest w stanie wyłapać!
– tak Szkot…rozmawialiśmy o piciu alkoholu. Spójrz na mnie. Rozmawiając z Tobą piję tę jedną glass i jest cool, prawda?
– no tak. Wiesz co Angie, kocham Cie, Im fucking loving you!
– jak to ” fucking” ?? Ty chamie!- byłam pewna, że mnie obraził.
– nie, nie, Angie, nie idź, stój; Ty mnie źle zrozumiałaś. ” Fucking” to u nas normalne słowo, to przymiotnik, to znaczy, że BARDZO Cię kocham. Rozumiesz? Fucking= very much!
– ok. Ale przestań używać wulgarnych słów. Myślisz, ze co? Że jak nie znam dobrze angielskiego to nic nie rozumiem już? I nie denerwuj mnie. Idę do loo
– Angie, loo to nieładnie; lepiej mówić toilet
– fuck toilet and loo! Ide- trzeba było przecież skoczyć do kuchni wypić po cichu trochę więcej wina wreszcie! : ))
Wypiłam haustem dwie szklaneczki. Od razu lepiej! Ok, wracam do Szkota. Tanecznym krokiem i podśpiewując.
– Angie, Ty jesteś taka wesoła dziś! To dobrze!
– jestem wesoła, bo Cię widzę, fuck!
– haha, mówisz, żebym nie przeklinał , a sama cały czas przeklinasz!
– boo widzisz Szkot.. – troszkę zaczął mi się plątać język- bo look at the world: jak ja klnę ,to jest inaczej. Ja jestem woman i jak klnę to jest takie..takie sweet!
– ah, sure!- zaśmiał się
– Ty się nie śmiej Szkot a lepiej słuchaj!- w tej chwili zabrzmiało :

Byłam w swoim świecie, całkiem, zupełnie Sobą. Wino i moja muzyka !
Jedno i drugie spowodowało, że zatańczyłam. Z kieliszkiem w ręku.. ; ) Ekstaza!
– Im dancing for you Scot! Look at me!- rozpięłam włosy, rozrzuciłam je na ramiona i tańcząc zawołałam:
– I am you girl with pearl’s hair!
– yes, you are! My girl with pearl’s hair!
Ponieważ alkohol troszkę zmienia punkt widzenia, dopatrzyłam się coś nie- tak w wyznaniu Szkota
– słuchaj Szkot, a Ty w ogóle wiesz o czym jest ta piosenka? Rozumiesz ją?
– no jak, fuck, mam nie rozumieć, kiedy ona jest po angielsku!!
– no dobra, ale czy rozumiesz sens jej?
– Agnes, nie rób ze mnie idioty!
– ależ ja nie muszę robić, hahahaha- byłam bardzo zadowolona z siebie. Atak śmiechu ( pijackiego? )
– ale Ty jesteś złośliwa!- i coś dalej mówił. Nie rozumiałam kompletnie nic
– Angie, co Ty szukasz teraz?
– ajm luuukkinng for- coraz bardziej plątał mi się język- więc , kurwa, znaczy fuck, luuukin for my dikszinery, fuck.. bikozzzz..aj hev tu ..hev tu…kurwa, no hev tu fajjjnd łan ..słowo, one fucking word! O już mam! BEŁKOCZESZ !! Tak Szkot, Ty właśnie bełkoczesz i nie rozumiem dlatego co mówisz !
– Polka, to Ty bełkoczesz! Co Ty masz w tym kieliszku? Wódkę z winem czy spirytus?
– fuck, wino, mam only red wine! A teraz łejttt.. łejt for miii, lalala, idę…ajm going to the loo, lalala
Oczywiście loo jak loo ; skończyłam jeden baniaczek wina w kuchni. Tanecznym krokiem wróciłam przed kamerę do Szkota.
– Ty jesteś amazing! Kocham Cię Polko!- wyszeptał wpatrzony we mnie
– ee tam kocham, kurwa, nudne to już. This..it becomes boring! Ja też Cię kocham Szkot; musimy wreszcie zamieszkać razem! A Ty tylko obiecujesz..fucking obietnice!
– zamieszkamy razem, choć to może być początek III Wojny Światowej!
– Tchórz! Głupi tchórz! Lajk e łuman! O! hehe! O czym mieliśmy rozmawiać w ogóle? Aaa, o Twoim piciu Szkot. Bo wiesz..pić możżżnaaa, tak kurtu… kurtu… kurwa, kulturalnie jak Ja , for eksampl. Luuuk at miii, unikaam , tak ajm evoiding brzydkich wyrazów i jestm najjjss! I to very najs a Ty, fuckin hell, bez fuck nie powiesz, kurwa, zdania! I pijesz dużżżżoo, za dużżoo! Masz nie pić! – po cichutku dopełniłam swoją one glass. I zarazem skończyłam drugi baniaczek…: )))
Alkohol zmienił mój nastrój nagle.
– wiesz Szkot…if ju..if ju…no, if ju był normalny i naprawdę, naprawdę kochał mnie…- zaszlochałam. Ni stąd ni zowąd rozbeczałam się – bo nobody loves me! I hev tu..tu go.. – podniosłam się i..natychmiast siadłam z powrotem
” Fuck, nie mam siły iść! Co robić??” – miałam gonitwę pijanych myśli
– słuchaj mnie Szkot..ja muszę iść spać. Ja..ja jestem dziś not well – wybełkotałam
– Eee, Polka, Ty jesteś pijana!! Ty jesteś normalnie pijana! Hahahaha! I Ty mnie uczysz jak delikatnie pić? hahaha! Ty musisz przyjechać do mnie, zamieszkamy w Szkocji razem
– i co? I będziesz chlał whisky ciągle?
– nie, czasem będziemy razem pić. Ty umiesz pić i przeklinasz jak ja! Ty masz też szkocką krew
– o nooo! Polacy też piją jak Wy. I Rosjanie. A jak ja miałabym pić jak Ty, to umarłabym szybko!! I nie jestem taka loutish jak Ty!
– Polko, Ty źle mnie rozumiesz. Ty jesteś like an Angel! Mój Anioł! Jesteś jak „lepszy ja”. Polka, jak ja Cię kocham!
– fucking? Czy kochasz mnie fucking?
– yes! Jesteś jak Ja!
– dys is imposyboll, Polka is not buzzzing pig! W przeciwieństwie do Ciebie of course!- w tym momencie usnęłam. Via camera…

***
Może w tej historyjce tkwi odpowiedź na pytanie z serii najgłupszych pytań świata: dlaczego tak kochaliśmy się ze Szkotem.
Bo: jak w ogóle można pytać ” dlaczego” się kogoś kocha? Nie kocha się bo coś tam; TO przychodzi samo, niespodziewanie.
A jak przyszło, kiedyś opowiem.
Na pewno jesteśmy bardzo podobni. I to nie tylko dlatego, że ” umiemy pić i przeklinać: ; )) Tak samo potrafimy nagle, niespodziewanie dzwonić do siebie o 2giej, 3iej, 4ej w nocy bo ” ten świat jest taki fucking przecież! Bo bez Ciebie to jest taki grey and empty” : )))
I zwykle tak robimy, gdy ktoś nam da popalić. Tak Realnie da popalić.
Jesteśmy bardzo podobni.

Tacy sami..?

Zadedykował mi to.
Ok, wiem, I must be strong…
I..
Bez obaw Szkot, poznam Cię wszędzie, nawet w samym …piekle !

: ))))

5 comments on “*Tacy sami*

  1. charmee00 pisze:

    Dziękuję za dedykację :*
    Ja tak czasami pijam jeden kieliszek na imprezach rodzinnych, kiedy się zjadą sztywniaki z Południa /faja/

    Uśmiałam się i tego mi było trzeba. Kot kabelki i dikszjonery, boskie!

  2. wg108 pisze:

    Fajna historyja, Angie ;-) Uśmiałem się jak norka!

  3. angiewitch pisze:

    A bo to tak było : )))
    I o to chodziło; chciałam abyście pośmiali się trochę!!
    : ))

  4. maxcel pisze:

    Aleś mnie ubawiła : )) A koleś zachowuje się zupełnie nie jak Szkot. Nie szczędzi Ci komplementów i cierpliwości…//

    • angiewitch pisze:

      Oj Maxcel, Maxcel, to typowy, narwany Szkot, który przy mnie tylko jakby zamienia się w” baranka”.
      Ale napiszę kiedyś jak potrafi trzaskać drzwiami ( prawie jak ja : P ) i jak się cudnie wkurwia
      : )))

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s