Coś, co łączy i nie umiera*

Przerobić dwudniową imprezę w upały 30 stopni C.? Przygotować przyjęcie dla kilkunastu osób i nie paść?

Tak, dałam radę. Dwa namioty kiedyś zniszczyły nam burze; wczoraj Brat wpadł na genialny pomysł: przyniósł starą plandekę i gdy zaczęły nadciągać ciemne, deszczowe chmury, rozwiesiliśmy ją zaczepiając końcówki sznurkami o pobliskie drzewa. Wszyscy uczestniczyli w tej akcji- wiecie jaka później jest satysfakcja, jak każdemu wzrasta poczucie wartości sprytu własnego ? ;)
Nienawidzę takiego gorąca, nie pojadę na wakacje z Małą W. do Włoch do Mary i Alicji . Jeśli już, to może we wrześniu.
Zacząć dzień o czwartej rano od butelki browaru…? Tak, owszem, zdarzało się, w latach osiemdziesiątych. I gdyby nie to, że Młody Lew, bardzo zaangażowany politycznie, obudził mnie nad ranem i nie zrobił małej awantury o to, że całe zapasy mięska grillowanego wyniosłam do lodówki do Brata, pewnie do dziś nie doświadczyłabym tego uczucia. Tak jest moi Kochani- dzień zaczęłam o 4 rano, z browarem w ręku…Tragedia i skandal! ;)
Chyba jednak spożywanie trunków naprocentowanych służy mi . Albowiem (i ponieważ) nie tylko nie zabiłam szwagra, ani on mnie, ale nawet miło spędziliśmy czas, współpracując cały wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień. Szwagier, wobec swego dziwnego dzisiejszego bólu głowy, szczerze podziwiał i zazdrościł mi sączenia whisky z lodem. No tak, mężczyźni to jednak ogólnie słabsza konstrukcja…;)

A jak już mówimy o whisky:

A jak już mówimy Dżem albo Rysiek , nie mówiąc już o tym, jeśli ktoś rzuci hasło
” Ridlu” …

wtedy szlag człowieka trafia na kruchość tego życia, na szybkość przemijania i na cały ten obecny, dziwny nasz-nie nasz świat!
Czy tylko my tak mamy, że jak tylko usłyszymy te dźwięki,jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle wszystkie topory wojenne.. same się zakopują? Czy tylko my tak mamy, że nagle patrzymy na siebie, jakbyśmy byli ponad światem, rzeczywistością, jakby czas stanął w miejscu, jakby nieprawdą było, że nasi rówieśnicy mają już wnuki i że jutro jest cholerny poniedziałek i początek kolejnego tygodnia pracy..?
*
Nie wiem czemu, ale to za każdym razem dźga serce. Nie wiem też czemu, lubimy to dźganie,choć nie jesteśmy przecież masochistami…Nie lubimy łez, a jednak sami przywołujemy je słuchając znów tego:

Pamiętacie te nadmorskie knajpki/ czyt: pijalnie piwa;)) / lat osiemdziesiątych? Te długie spacery brzegiem morza, rozciągnięte , za duże swetry, noce na plaży i niekończące się rozmowy o sprawach ważnych i najważniejszych…? To nasze przeświadczenie o tym, że wszystko co było i będzie jest głupie i że właśnie
tu i teraz zaczyna się i kończy świat… ?
Ehhhhhhhh……
morze-zachod-slonca-ptaki

Piękne jest to, że MŁODZI słuchają Ryśka.
W jakiś sposób nie umarł.
*
PS
Jeśli ktoś w komentarzu pod tym wpisem wrzuci np. piosenkę zespołu Kombi” Pokolenia” lub jakąkolwiek inną piosenkę ( z wyjątkiem utworów Dżemu), będzie to …hmm,
surowo karane
( macie szczęście, że mam dobry humor, przegrał PiS! )
:)))))))
***

5 comments on “Coś, co łączy i nie umiera*

  1. Wichrowe108 pisze:

    Och, impreza, impreza. Po sobotniej powoli wracam do stanu wskazującego na możliwość prowadzenia pojazdów. Czyżbym coś przegapił w polityce? I bardzo dobrze. Kto by tam sobie głowę polityką zawracał w majowe noce ;)

    • Angie pisze:

      Chyba tylko MŁODZI, ambitni. Mnie zawieziono na głosownie ;)))))))
      Łap ciumka mój kochany Wugusiu! :********* ( cholera jasna, znów piję bez Ciebie!!!)

  2. fotografka90 pisze:

    Szalona kobieta z Ciebie, ale zawsze przyjemnie tak poimprezować. Hihi, a te burzowe historie i namioty… Pamiętam takich kilka ;-) Ja też myślę nad Włochami w tym roku, ale we wrześniu/ październiku. Ostatnio zamarzyłam sobie jeszcze odwiedzić Monako ;-) W weekend też grilowałam,ale odstraszyły nas burzowe chmury. Może w tą sobotę będzie lepiej bo mamy kolejne plany.

    • Angie pisze:

      Fotografko, to szaleństwo ,to już tylko resztki tego, co było kiedyś, ehhh;)
      A impreza – jedna z najważniejszych w całym roku: imieniny Szanownej Pani Matki, połączone tradycyjnie już u nas z Dniem Matki! Nie mogę powiedzieć, abym tryskała szczęściem z powodu najazdu stada rodziny i przyjaciół Szanownej, ale cóż,” służba nie drużba”, cza było stanąć na wysokości zadania i koniec! ;’)
      Co do burz: w sobotę zdążyliśmy z grillowaniem przed finałem Real- Atletico, wszyscy( nawet Szanowna!) oglądamy TAKIE mecze! :) Natomiast dziś na pewno nie zdążylibyśmy, właśnie przez Wrocław i moje okolice przeszła potężna nawałnica, pływamy….

      • fotografka90 pisze:

        Ważne, że ciągle jest siła! Widzę, że impreza była konkretna!

        My też uporaliśmy się z grillowaniem przed burzą i finałem ;-) U nas też się ogląda!

        Dzisiaj w Warszawie parno i duszno, zbierały się chmury i pokropiło delikatnie, ale na razie świeci słońce. Wczoraj za to pływaliśmy… grad, burza i ogromna ulewa! Coś mi się wydaje, że dzisiaj wieczorem też może się ochłodzić.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s