Lekcje anatomii, Mały Elf *

Z opowieści Andżeliki.

( jak korzystać z mężczyzn- geneza ” Andżeliki” )

Spotkałam go po trzydziestu latach. Czas wyrył bruzdy na jego twarzy i przerzedził kiedyś piękne, gęste blond włosy. Nadal jednak był bardzo przystojny. Mężczyźni mają tę wielką przewagę nad kobietami, że potrafią zawrzeć pakt z Czasem , który z biegiem lat czyni ich coraz bardziej atrakcyjnymi. Te wszystkie zmarszczki, te wstrętne kurze łapki, które spędzają większości kobiet sen z powiek ,które zmuszają je do pościgu za najnowszymi zdobyczami przemysłu kosmetycznego, u mężczyzn są czymś zupełnie nieszkodliwym; ba, stają wręcz ich atutem. Symbolem dojrzałości , który jest swoistym wabikiem dla większości rodu żeńskiego.
Robert był doskonałym przykładem mężczyzny, który zawarł ów pakt z Czasem( Diabłem?) . Lekki szron na jego skroniach, kilka zmarszczek na czole , bardziej mgliste spojrzenie niż wtedy, trzydzieści lat temu, dodawały mu tylko ogromnego uroku.
Poznaliśmy się pewnego lata, gdy przyjechałam do Ciotki na wakacje na wieś. Robert wrócił po udanej sesji do swego rodzinnego domu. Mieszkał tutaj, kilkanaście domów od moich krewnych. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu, Ciotka nie utrzymywała żadnych kontaktów z jego rodzicami. Robert rzadko bywał w swym domu, mieszkał w wynajętym mieszkaniu w mieście, zwykle przyjeżdżał tylko na Święta i czasem na wakacje. Tego roku postanowił wraz z kolegami spędzić sierpień w posiadłości swych rodziców.
Poznałam go, gdy wracaliśmy z paczką znajomych z jakiejś imprezy. Podszedł do nas z kolegami i spytał, czy mamy coś zapalić. Spojrzałam na niego i w jednej chwili pomyślałam, że jednak blondyni mogą być cholernie przystojni. Moim ideałem, głupiej nastolatki, był wtedy Gregory Peck i podobali mi się wyłącznie chłopcy o tym typie urody.
Robert oczarował mnie. Bujna blond czupryna, ciemna cera, niebieskie oczy i rząd białych, równych zębów, które co chwila odsłaniał jego zawadiacki uśmiech.
Gdyby dziś na niego spojrzeć, był swoistym połączeniem Roberta Redforda z Bradem Pitt’em.

– to studenciaki. Cwaniaczki głupie, a ten, który tak się do ciebie uśmiechał, to najgorsza szuja z nich. Studiuje na AWF, podobno zaliczył pół miasta już. Nawet nie startuj, on ma takie dupy, takie wiesz, co jemu podobno płacą…Żigolak! – szepnęła przyjaciółka, gdy oddaliliśmy się kawałek.
-czy ja staruję? Co ty pleciesz!
Faktycznie chyba nie miałam co ” startować”. Miałam lediwe skończone szesnaście lat , byłam, chudym,dość płaskim i w związku z tym pełnym kompleksów ,nieopierzonym stworzonkiem płci żeńskiej.
( … )
Robiliśmy z paczką ognisko, gdy znów zobaczyłam jego i jego kolegów. Studenciaki. Przysiedli się do nas. Przynieśli wódkę i fajki. Blask ognia, gitara, nasz śpiew. Noc, rozgwieżdżone, letnie niebo. I znów nic prócz tego nie było ważne; świat wokół nie istniał.
– Robert jest teraz w temacie anatomii. Gdybyście chciały dowiedzieć się czegoś, tu macie specjalistę!- spoglądając na mnie i moje koleżanki zaryczał zachwycony swym żartem, wstawiony kumpel Roberta – ktoś się pisze?
Nie wiem dlaczego wbiłam wzrok w Roberta. Nie uszło to uwadze innych.
Zapanowała kilkusekundowa cisza. Nagle wszyscy ryknęli śmiechem. Spłonęłam.

-nie przejmuj się- szepnął przysiadając się do mnie- i nie reaguj na tych idiotów.
– przecież to twoi kumple!
– ale nie zmienia to faktu, że są idiotami. Czy mogę wiedzieć, co tu robisz? Co robisz na tym zadupiu, skąd każdy o zdrowych zmysłach ucieka?
– przyjechałam do Ciotki na wakacje. Mieszkam w mieście.
– Aha. A ile masz lat?
– prawie ..osiemnaście- skłamałam- a ty?
-Ja? Dwadzieścia cztery! Co, stary jestem? – zaśmiał się
– Nie,wcale nie. Jesteś w sam raz.
Spojrzał na mnie z wyższością.
– no widzisz, ja jestem pełnoletni, ty jeszcze nie.
– za tydzień będę- znów kłamstwo.
Uśmiechnął się.
– fajna dziewczyna jesteś. Lubię Cię. Spotkamy się?
Ziemia rozsunęła się pode mną. On, Apollo zstąpił, by ze mną spotkać się! To ja, ja biedna, nieszczęśliwa w swej nieodwzajemnianej miłości patrzę teraz, jak taki facet czeka na mą odpowiedź! Moja Miłość , ta prawdziwa, ta wielka i jedyna drwi ze mnie. Moja miłość, ta jedyna, ta wyśniona, odwiedza mnie tylko gdy Rodzice wyjeżdżają; nocą, po cichu . Moja Miłość przychodzi by czasem, gdy tego chce, dać mi kilka chwil niepewnej rozkoszy! Moja Miłość pojawia się niespodziewanie i niespodziewanie znika. Moja Miłość woli kobiety, które są już kobietami, a nie niedojrzałymi nastolatkami..Moja Miłość śmieje się, że tak niewiele jeszcze umiem…Moja Miłość ciągle mnie opuszcza…
– Tak, spotkamy się.
Przyjaciółki nie kryły zdziwienia:
– zaprosił cię na spacer?? Wariatko,wiesz o co jemu chodzi!
Nie o wszystkim przecież mówi się przyjaciółkom. Nawet najlepszym przyjaciółkom. Bo są pewne sprawy, które lepiej powierzyć.. mężczyznom.
Szliśmy w stronę zachodzącego nad lasami słońca. Opowiadał mi o uczelni i medycynie, którą też chciałby studiować.O tym , jak dużo i ciągle musi uczyć się, jak podnieśli znów poziom na tych cholernych studiach. O imprezach u kumpli w akademiku i całonocnych libacjach w jego mieszkanku. I o tym, jak o nim durne plotki ,chyba ktoś zawistny ,rozpuszcza.
Zatrzymaliśmy się na pomoście.Tafla wody mieniła się odcieniami pomarańczowego słońca, które powoli skrywało się za wierzchołkami sosen nadrzecznego lasu .
Spojrzałam w te piękne, błękitne oczy. Nieśmiało dotknęłam jego policzków, potem szyi.
Pochylił się i delikatnie, najdelikatniej w świecie pocałował mnie w usta.
Byłam zdecydowana.I byłam pewna, że nie odmówi.
– nauczysz mnie …?
Spojrzał zdziwiony.
– czego niby mam cię nauczyć?
– tego…no, anatomii. I wszystkiego.
Uważnie spojrzał na mnie i po chwili zaśmiał się głośno. Odwrócił się w stronę rzeki i spytał ( chyba rzekę) :
– nie wierzę własnym uszom.. a twój chłopak? Słyszałem, że kogoś już masz.Tam, w mieście.
-po pierwsze mój chłopak..jest i go nie ma. Po drugie: co on do tego ma? Poza tym gdyby cię rzeczywiście obchodził, gdyby dla ciebie ważne choć trochę było jego istnienie, czy zaprosiłbyś mnie dziś na spacer? Mam rację? – przyciągnęłam go i pocałowałam.
Znów spojrzał uważnie mi w oczy.
– sprytna jesteś. I inteligentna.Już wcześniej zauważyłem.. Mało jest takich dziewczyn. Dlatego zaprosiłem cię na spacer. Wychodzą mi bokiem te wszystkie roześmiane kretynki i wypacykowane niunie, które myślą, że są mądre i przebiegłe, a w rzeczywistości mają rozumek dwunastoletnich dziewczynek. Znam je dobrze, zwykle chcą bawić się za dobre pieniądze; chcą forsy. Wszystko zrobią, przebiorą się w szatki szczerości, a tymczasem są tak łatwe do rozszyfrowania. Ty jesteś taka..naturalna. Dlatego chciałem pójść z tobą na spacer.
– i dlatego też pocałowałeś mnie? Bo jestem taka naturalna? Inteligentna?
Przycisnął mnie do siebie. Leciutko odgarnął z mojej twarzy niesforne me włosy.
– pocałowałem cię, bo jesteś bardzo ładna.
– a lekcje? Czy nauczysz mnie tego?
– jesteś pewna?
– najbardziej w swoim życiu.
Zeszliśmy z pomostu. Chwycił mnie za rękę i poszliśmy w stronę posiadłości jego rodziców.
*
Nie zastanawiałam się przez chwilę,co on do mnie czuje i czy ja coś do niego czuję. Wciąż rozmyślałam o swej Wielkiej Miłości i o tym, że po wakacjach spotka mnie inną: dorosłą i doświadczoną. I o tym, że to, co robię z Robertem , jest adekwatne do tego, co Moja Miłość robi z tamtymi kobietami teraz i zawsze.
Tymczasem z Robertem spędzałam niemal każdy wieczór i noc. Wracałam nad ranem,wchodziłam tak, by nie budzić Ciotki i reszty rodziny. Ciotka była pewna, że bawię się na dyskotekach z dziewczynami lub łażę z nimi na ogniska i nad jezioro . A ja w tym czasie ,po cichu odkrywałam cudowny świat erotyki. Robert odsłaniał przede mną tajniki Kamasutry i zapoznawał ze sztuką ars amandi. Był inny, niż Moja Wielka Miłość i wszyscy, których do tej pory spotkałam. Miałam szesnaście lat i już kilka doświadczeń z chłopakami.Żadnego z nich, z tych wcześniejszych doświadczeń, nie można było jednak porównać do tego, co przeżywałam będąc z Robertem. Czasem przechodziło mi przez myśl, że to nie plotki, że musi być naprawdę jakimś żigolakiem. Ale nie przeszkadzało mi to; ani też to, że moje koleżanki obraziły się na mnie:
– on bzyka cię, bo jemu tu na wsi nudno- mówiły- wszyscy tak gadają!
– tak? Ciekawe czemu bzyka mnie, a nie którąś z was?
– a my nawet byśmy go nie chciały! Rób co chcesz, twoja sprawa.
– właśnie. Moja sprawa.
Często chodziliśmy z Robertem nad jezioro i kąpaliśmy się o zachodzie słońca. Pewnego razu poszliśmy wieczorem wzdłuż jeziora. Usiedliśmy na wielkim, zwalonym przez burzę drzewie. Część drzewa leżała w wodzie. Zdjęłam sandałki i szłam po tym starym, bez życia już dębie, dokąd tylko dało się iść.
– czemu nie idziesz ze mną? Robert, chodź, chodź do mnie!- zawołałam
– nie. Wolę patrzeć stąd na Ciebie. Wiesz, w tej sukieneczce , gdy stąpasz po tym drzewie w świetle księżyca wyglądasz jak elf.
– mały elf- Emmanuelle! – zaśmiałam się.
– Emmanuelle…tak, Emmanuelle.

Przez cztery sierpniowe tygodnie , było zaledwie kilka dni, gdy nie widzieliśmy się. Dni, gdy pomagałam Ciotce robić konfitury i dżemy na zimę. Dni, gdy byłam słodką, grzeczną dziewczyną; dni, gdy dostawałam gęsiej skórki na widok kochających się par w przypadkiem włączonych przez Ciotkę filmach na tv. Wieczorami siadałam na werandzie i patrzyłam w stronę domu Roberta. I natychmiast musiałam odwracać się, by nie pobiec tam w nieumówiony dzień.
Gdy spotykaliśmy się, za każdym razem, od czasu naszej wyprawy na zwalone drzewo na jeziorze, Robert witał mnie słowami:
– jak się czuje dziś Mały Elf?
Brał mnie na ręce i niósł na łóżko. Rozbierał i po łacinie wyliczał każdą część mego ciała, której dotykał.
– czy jestem już dość dobra?- pytałam niepewnie
– Andżelika, to się albo ma, albo nie. Ty jesteś jak wulkan, ty jesteś sam sex. Czy ty naprawdę nie zdajesz sobie z tego sprawy?
– chodzi mi o technikę.
Zaśmiał się.
– ilu mężczyzn, tyle gustów. Mnie się podoba. Przecież sam ci pokazałem to i owo.
– a nie przeszkadza ci, że jestem taka…no, że nie mam wielkich piersi..?
Zaśmiał się. I śmiał się chyba całą minutę.
– taka inteligentna dziewczynka, a potrafi zadać tak głupie pytanie! Oj jakaś ty naiwna czasem Andżeliko!- mówił nadal śmiejąc się – nie, nie przeszkadza mi. Jesteś Małym Elfem, a nie dojrzałą kobietą , czy podstarzałą sex bombą. A jak już tak martwią cię te twoje piersi, to spójrz na swą ciotkę i matkę; jesteś do nich podobna i założę się, że za dwadzieścia lat, gdy urodzisz ze dwoje dzieci, będziesz taka pełna , jak one. Zadowolona?
– dwadzieścia lat to długo, strasznie długo.I żadnych dzieci nie chcę mieć! Zresztą pewnie mnie już nie będzie.
– dlaczego ma cię nie być?
– bo nie. Życie jest głupie i nie chcę tyle żyć.
Pomyślałam, że jeśli ani on, ani Moja Wielka Miłość mnie nie kocha, to chyba nie warto żyć.
– Andżelika, zaraz masz maturę, pójdziesz na studia, wtedy dopiero zaczyna się życie! Mówię ci! I nie gadaj już głupot.Mówisz jakbyś miała piętnaście lat. A właściwie- dotknął delikatnej skóry mych ud- …ile ty masz tak naprawdę lat?
– szesnaście. Miesiąc temu skończyłam…
Położył się obok i złapał za głowę.
– idiota! Kretyn!- krzyknął patrząc w sufit. Spojrzał na mnie:
– i miałaś już kilku chłopaków.Szybko zaczynasz. I nigdy ci nie było, jak ze mną…dziewczyno, wiesz, że nie zdziwiłbym się, gdyby twój ojciec strzaskał mi pysk! Dlaczego mnie oszukałaś?
– bo nie udzieliłbyś mi lekcji. Nie martw się, wszyscy się nabierają. Poza tym Małe Elfy muszą kłamać. Takie już są.
Tej nocy długo i jakby inaczej , niż zwykle kochaliśmy się.
*
Dwa dni przed moim powrotem do miasta i rozpoczęciem roku szkolnego , Robert zrobił imprezę w letnim ni to domku-ni altance swych rodziców. Altanka ta usytuowana była w ich wielkim, owocowym sadzie i faktycznie była malutkim, drewnianym domkiem z taką samą, maleńką werandą. Wszyscy jednak mówili na ów domek ” altanka”.
Robert zaprosił swych kolegów, ja koleżanki, z którymi zdążyłam już pogodzić się.
Graliśmy w karty, z radiomagnetofonu rozlegały się dźwięki Curów i Marillion, gdy nagle Beata, ta fałszywa suka, powiedziała jakby od niechcenia:
– aha, zapomniałabym: Marek przyjechał. Jakimś nowym motorem. Szukał cię Andżelika, ale powiedziałyśmy mu, że wyjechałaś z Ciotką do krewnych. Dobre, nie?
– niech spierdala- automatycznie odpowiedziałam.
Zakuło mnie serce, a Robert nagle spoważniał.
– zabawiłaś się mną, jak kotka myszą. Cwana jesteś, Bezwzględna !- powiedział, gdy wyszliśmy na zewnątrz.
– nieprawda. Nienawidzę go i nie wrócę do niego. Chyba …
– wrócisz.Powinienem teraz dać ci w twarz.
– a ja tobie.W końcu.. zdemoralizowałeś nieletnią.
– jesteś podła! Kłamliwa! Jeszcze dziecko, a tak złe!
– Lolita? Emmanuelle- powiedziałam i pocałowałam go słodko.
Piliśmy więcej, niż na każdej imprezie. Upijaliśmy się swym smutkiem ; upijaliśmy się tworząc przedziwną barierę anty -smutkową. Anty- uczuciową..?
Nie kocham go, nie!Nie kocham też już swej Wielkiej Miłości! Nie ma miłości! Żadnej!
O czym on myślał- nie wiem. Nie było to ważne; chciałam go, rozpaczliwie pożądałam i tylko to się wtedy liczyło.
Pijani , półprzytomni wynieśliśmy z altanki stary materac i ciągnąc go wgłąb sadu, pożegnaliśmy się z jego kolegami i moimi koleżankami. Ich min, ani wzroku nie muszę chyba opisywać.
Letni, nocny wiatr tulił nas, gdy kochaliśmy się wśród wysokich traw i gdy potem układaliśmy się do snu.
Rankiem obudziły nas ostre promienie sierpniowego słońca, które coraz mocniej, i coraz bardziej nachalnie muskały nasze twarze.
– może cię kocham…- szepnęłam dotykając ustami jego ud- ja już nie wiem czym jest miłość. Ale wiem, jak ją pożerać.
*
Szliśmy wśród łanów zbóż, które falując niczym wielki, złoty ocean, chwilami rozchylały się przed nami.
Nie mówiąc nic, trzymał mocno mą dłoń.
– nie wybaczę ci nigdy, że mnie okłamałaś.
– kiedy? Przecież poprosiłam, abyś nauczył mnie ” anatomii”.
– zgoda,ale oszukałaś mnie odnośnie swego wieku. Jesteś cwana. Wygrasz życie, ale możesz zgubić to najważniejsze: uczucia.
– ha! Nie ma uczuć lub są mało ważne. Sam tak mówiłeś śmiejąc się gdy czytałeś mi fragmenty Kamasutry. I pokazując te obrazki.
– chcesz być ekskluzywną dziwką?
– nie. Ale chcę poznać ten świat. I umieć się w nim znaleźć. Muszę podziękować ci. Nauczyłeś mnie wiele
Przerwał mi nagle-
-czyli to wszystko, to co robiliśmy, nie miało dla ciebie żadnego znaczenia…duchowego?
– miało i to duże. Chciałam cię kochać, ale boję się…
– czego?
– że mnie zostawisz. Jestem młoda i chcę żyć.
– niedawno mówiłaś, że nie chcesz!
– to było kilka dni temu. Czyli dawno.
Uśmiechnął się i przytulił mnie.
– jesteś okropna Andżelika! Demon jaki, czy co?
– nie demon, tylko Elf. Mały Elf.
*
Pomimo tego, że zaręczał, że chce się ze mną nadal spotykać, nie skorzystałam z tej kartki z jego adresem w mieście, którą mi wcisnął przed naszym rozstaniem.
Szłam do domu Ciotki dumna i pewna tego, że jeśli nie skończę z tym cyrkiem zwanym życiem, na pewno będę dobrą kochanką. Dla swej Wielkiej Miłości, a może i….
*
Gdy patrzyłam na niego trzydzieści lat później, w tej kawiarni, w której przypadkiem spotkałam jego i jego żonę ,widziałam tuż przy nim
ją,
dziewczęcą, dużo młodszą od niego.Śliczną, młodą kobietę. Była niemal jak ja wtedy; długie blond włosy, szczuplutka i delikatna.
Przemknęło mi przez myśl: Mały Elf? …

I patrząc w jego oczy, zobaczyłam jeszcze coś: jezioro i łany zbóż.
Wszystko nagle stało się
tak proste. Tak oczywiste,
A świat, poprzez swą powtarzalność, wydał się nagle
tak …doskonały!

 z internetu

24 comments on “Lekcje anatomii, Mały Elf *

  1. Tajemniczy” Elfie” – pokaż światu swoją literaturę.

  2. Lubię te pisane obrazki z Andżeliką w roli głównej. To intrygująca forma zwierciadła, w którym z lekkim rumieńców przeglądają się czytelnicy.
    Pisz częściej :-)

  3. wg108 pisze:

    Cudownie Angie, ależ dziewczęca opowieść! Świetnie się czytało przy porannej kawie, przenosząc się wspomnieniami do własnych lat młodzieńczych ;)

  4. krakowianka pisze:

    zaczytałam sie Angie…i z lekkim niedosytem odchodzę…

  5. Cane pisze:

    Ładnie Angie. Buźka!

  6. KBG pisze:

    kiedy smutek dusze zalewa należy zajrzeć na bloga Angie :) piękna opowieść :)

  7. Justyna pisze:

    ojjj w wieku 16 lat czyli pierwsza klasa liceum garbiłam się żeby ukryć piersi , wstydziłam że mam 178 cm a na chłopaków patrzyłam z wielka pogardą jak na podgatunek :))) chyba Andżelika gardziłaby moim płciowym „zacofaniem” i miłosną ignorancją :))

  8. Terrific pisze:

    Lekko i z wielkim wdziękiem! Pięknie Księżniczko!
    Gratuluję talentu i oczekuję Twego sukcesu!

  9. Justyna pisze:

    aaaaaa zapomniałam :) Pani Wizja miała racje , masz dobre pióro :) wbrew opinii zazdrosnych jadowitych , którym mówimy na pohybel ;)

    • Angie pisze:

      Just, Kochana Dziękuję Tobie i Wizji!
      Przepraszam, czy masz na myśli osoby/ nicki/, które jeszcze dwa lata temu zachęcały mnie do pisania mówiąc” świetne, lekkie pióra Angie! Pisz.Angie, pisz!”
      Wiesz, dziwi mnie to, dlaczego te osoby/ nicki nie pojmują, że ich zdanie JEST MI DO NICZEGO NIEPOTRZEBNE?
      Dajmy spokój zaściankowi oraz wątpliwej URODY ( nie tylko tej fizycznej;)) dziennikarzom- amatorom. :) Za wielu mam fajnych ludzi, do tego profesjonalistów wokół, by zwracać uwagę na jakąś parę zazdrosnych, VIRTUALNYCH pseudo-inteligentów :)

  10. wg108 pisze:

    A co to za zwyczaje, już nikt nie opowie dowcipu na dobranoc? Trudno, muszę sam.
    Dzwonek do drzwi…
    – Dzień dobry pani.
    – A to ty Jasiu. Co się stało?
    – Tata mnie przysłał, bo dłubie przy motorku i nie może sobie poradzić.
    – Stary, rusz dupę i idź pomóc sąsiadowi.
    – Tata jeszcze mówił, żeby pan sąsiad wziął jakiś specjalny klucz, bo tata nie ma.
    – A jaki?
    – Szklana pięćdziesiątka…

  11. violamalecka pisze:

    „A świat, poprzez swą powtarzalność,
    wydał się nagle tak …doskonały! ” coś w tym jest.
    Kiedy po latach spotkałam swoją pierwszą miłość
    i zapytałam go:
    – Jaka jest Twoja żona..?
    Odpowiedział:
    – Pięknie się śmieje…. Tak jak Ty.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s