Jakby miało nie być jutra/ Like there’s no tomorrow

Okoliczności sprawiły, że musiałam wyjść poza teren zamku. Wiecie jak to jest- lato ( te utrzymujące się od kilku dni u nas na zachodzie 30 stopni w cieniu ,robi sobie kpiny z właściwej pory roku..) .
Tak czy inaczej, nadszedł czas, by wyjść trochę do ludzi. I właściwie nie wiem, czy dobrze zrobiłam.
Moja cudna naiwności, moja błoga lekkości ( bytu;)) !
Widząc ich kiedyś na stacji paliw, naprawdę pomyślałam, że on uczy ją jeździć autem i dlatego ona potem się przesiada do swego wozu…Również gdy widziałam moją koleżankę z kolegą jej córki w kawiarni, myślałam, że moja koleżanka udziela mu korepetycji…Albo, że gdy tamci moi „mniej znajomi” przytulali się za świerkiem, to, że to tak po koleżeńsku…bo to w końcu normalne!
Mało razy ktoś uczył mnie jeździć? Mało razy pomagałam chłopakom pisać prace z polaka i historii? A i mało razy ktoś mnie / kiedyś tam/ tulił po przyjacielsku pod jakim drzewem, gdy wyłam jak bóbr, bo coś tam ??
Nie, to nie tak kochani: do świętości mi ..dalekie mile! Ale, kurde, w końcu kiedyś było inaczej! Wiecie, ja dorastałam w latach osiemdziesiątych. Owszem, był rock’n’ roll, sex and drugs ( z tym ostatnim nie miałam nigdy do czynienia; mnie wystarcza moja bujna wyobraźnia i energia wewnętrzna ;)) ; było też tak trochę z hippie – długie włosy, a na nich cudne przepaski, długaśne, kwieciste spódnice, kuse bluzeczki. I szczerość. Totalna szczerość. Lub może bardziej: prostolinijność. Chcesz czytać- czytaj! Chcesz słuchać Purpli lub Zepsów- słuchaj! Chcesz grać- graj! Chcesz kochać się- kochaj się!
I nic nam do tego z kim i dlaczego.
Wolność. Mogłam wypłakać oczy na Przyjacielu i wiedziałam, że On nie dotknie mnie. Owszem, mówili o nas widząc nas w objęciach. Dla dorosłych było to oczywiste: musi z nim sypiać.
Gówno prawda.
Ale to chyba zrozumie tylko ktoś, kto jak ja, był młody w latach osiemdziesiątych.
Byliśmy trochę jak spóźnione Dzieci Kwiaty. Mój syn do dziś mówi, że ja i MOI to taka dziwna czkawka rewolucji obyczajowej lat siedemdziesiątych w Stanach.
Też gówno prawda. Były inne realia, inny świat tutaj. Był kryzys, było ciężko.I nawet my, dzieci z tzw. dobrego domu, dość dostatniego domu, odczuwaliśmy to.
Zastanowiłam się teraz, po co to wszystko piszę..?
Może po to, by tylko sobie odpowiedzieć : jak bardzo zmienił się świat?
Niektórzy, pewnie słusznie, zarzucają mi ” siedzenie w Przeszłości” . Dobra, ok, włażę czasem w nią, ale tylko po to, by zaczerpnąć sił. Jak pływak, który musi zaczerpnąć powietrza, by dalej płynąć .
Nie wiem, czemu ten świat tak pokiełbasił się , że dziś wszyscy , by osiągnąć poczucie szczęścia , muszą robić coś po cichu, tak , aby nikt nie wiedział.
Cholera, najgorsze jest to, że przecież i ja tak czasem robię!
Co za świat!
Ostatnio Krzysztof napisał:
Żyjąc z duchem czasu i czując w sobie najnowsze rytmy – wciąż jestem młody.
Krzyś, następny wpis o tej ciągłej MŁODOŚCI, everlasting youth- obiecuję! :)
Tymczasem znów się przenoszę.I znów całkiem przypadkiem, niechcący.
Moja dobra koleżanka, która od dawna czyta mego bloga, spytała niedawno:
-Angie, dlaczego Ty nic nie piszesz o miłości ani o jakichś ekscytujących erotycznych przygodach? Tylko wciąż kwiaty i wspomnienia z dzieciństwa. Napisz coś o miłości!!
Moja Droga L.- będę może potwornie banalna, ale powiem wprost: miłość wolę PRZEŻYWAĆ, niż pisać o niej. I przyznam, ma bardzo różne oblicza. Gdy będę całkiem stara, starsza nawet niż teraz, opowiem o niej.
O nich..:)
:)))
Miłość to taka zaraza, że czasem lepiej nie mówić ;)
Kiedyś, dawno temu, chyba pod koniec lat osiemdziesiątych ( gdy jeszcze potrafiłam bez pamięci kochać ;)) , słuchałam namiętnie Listy Niedźwiedzia i nocnych audycji Beksińskiego. Czasem chodziłyśmy z moją siostrą i przyjaciółką słuchać Listy Trójki nad Odrę. Siadałyśmy w małej łódce na starym promie i patrząc na zachodzące słońce słuchałyśmy muzyki. A rzeka niosła, niosła…
Kiedyś w nocy,gdy moja paczka poszła sobie z mojego ukochanego pokoiku ze ściętym dachem– gdzie słuchaliśmy ostro Kobranocki, Sztywnego Pala Azji, Róż Europy, Kazika , zupełnie przypadkiem nagrałam na mój okropny radiomagnetofon o wdzięcznej nazwie ” Maja” pewną piosenkę.
Chwyciłam ją po pierwszych taktach i pokochałam natychmiast.
Potem moja siostra i wszyscy pytali:
SKĄD TO MASZ???
Jak to skąd? Z nocnej audycji Beksińskiego! :)
;)
Dziś, choć nie lubię obecnego świata, muszę schylić głowę przed internetem.
Przez sieć i dzięki sieci- znalazłam ją! Tę piosenkę!
Wiecie jaka jestem uparta; wpisałam kilka słów, które zapamiętałam z tamtych czasów. Wyświetlało cuda i cudeńka; w końcu jednak udało się.
Oto ona.
Moja ukochana piosenka.
I może odpowiedź na to , czemu nie piszę o miłości. ;)
Czasy zmieniają się, ja się zmieniam, my się zmieniamy. Dostosowujemy się.
Ale miłość…hmm, moim zdaniem jeśli się naprawdę kocha , to chyba zawsze totalnie, każdą sekundą życia, nie patrząc na przeszkody; pożąda się każdej wspólnej chwili, każdej cząstki ciała, każdego oddechu.
Chce się w tym zatracić . Choćby to grzech, choćby nie tak miało być; bez żadnego planu, nie zwracając uwagi na cały świat.. Bo co to NAS wszystko obchodzi?!
Kochaj mnie i ja będę Cię kochać;
jakby miało nie być jutra…


*

18 comments on “Jakby miało nie być jutra/ Like there’s no tomorrow

  1. Ann pisze:

    Prawdę mówiąc, to miłość uważam za rzecz tak cudownie jednostkową, że nie do przekazania innym ludziom. Nie lubię też czytać czy wiedzieć o ludzkich miłościach i ich intymnych związkach. Zwykle kończy się to zażenowaniem. Są to sprawy, którym słowa mogą szkodzić. Natomiast wzruszenia muzyką, pięknem natury i wytworów człowieka to całkiem inna sprawa. Uniwersalna.

  2. Cane pisze:

    Bo miłości nie da się opisać, trzeba ją przeżyć samemu, po swojemu. Ale nie tak jak Beksiński, któremu miłość (nieszczęśliwa) pomogła się zabić.
    Trzeba cały czas pielęgnować swój ogródek, nawet gdy już nie ma specjalnie sił i chęci. :)

  3. krakowianka pisze:

    cokolwiek by się napisało o miłości,to zawsze będzie za mało….

  4. wg108 pisze:

    Pewnie napiszę banał, ale dziś, nasz szybki świat, kusi do chodzenia na skróty. Jak czegoś nie wiesz to podpowie wujek google, masz wątpliwość „ż” czy „rz” – a kij w nery. Kłamstwo stało się równie bezkarne jak obietnice bez zamiaru ich dotrzymania.
    Kiedyś wystarczały nam marzenia o samochodach i dalekich podróżach. Dziś młodzi mówią: „nie ma sprawy, kiedy jedziemy?”. Gdzieś pogubiła się im miłość w esemesach. W życiu na wyciągnięcie ręki.
    Może jestem staromodny, ale chyba więcej smaku miało czekanie na coś; na zakup upragnionego auta, na list od ukochanej. Coś wymarzone, upragnione, oczekiwane było potem czule pielęgnowane. Prawdopodobnie, statystycznie rzecz biorąc, rozwodów jest tyle co dawniej tylko teraz śmiechu więcej, bo znam parę która nawet nie ma czasu się rozwieść. Najchętniej by to zrobili przez internet…

  5. Krystiana pisze:

    -czasami miłość boli….

  6. Justyna pisze:

    Zgadzam się z Andrzejem , pogubiliśmy się w gadżetach , w nowinkach technicznych , w erzacach i skrótach. Miłości wirtualne , wirtualny sek , wirtualne przyjaźnie czekać tylko na wirtualne ciąże i porody. Wygodnictwo, brak zobowiązań , powierzchowność , wyimaginowany świat , ulepiony na potrzebę chwili. Łatanie samotności , deprecjonowanie innych, by poczuć się ważnym , googlowanie by uchodzić za erudytę.
    Aguś też wracam do szalonych 80 lat, gdzie jechało się z paczką przyjaciół pod namiot , gdzie w kocherach gotowało się zupę ogonową a na śniadanie jadło się albo pasztet warmiński albo skumbrie w tomacie , gdzie wieczorem śpiewało się chcemy być sobą i szarpało strunami gitary znając dwa chwyty :)) ale tak jak napisałaś to był prawdziwy świat i miłość była i przyjaźń i jak chłopak mówił ,że kocha to kochał:)))
    Fajne lata , fajne wspomnienia , fajnie się czyta:)

  7. violamalecka pisze:

    Pamiętam, jak w latach siedemdziesiątych
    szyłam sobie sukienki. Musiały być długie, do samej ziemi,
    koniecznie szerokie i kolorowe. Siedziałam po nocach
    i godzinami ręcznie splatałam ściegi.
    Ale kiedy potem je wkładałam, miałam ogromną
    satysfakcję, bo kiecki były jedyne i niepowtarzalne.

    A jeśli chodzi o miłość…

    „Kochaj mnie i ja będę Cię kochać;
    jakby miało nie być jutra…”

    Nic dodać, nic ująć… i tak ją traktuję do dziś.

  8. Memoiren pisze:

    miłość
    1. «głębokie uczucie do drugiej osoby, któremu zwykle towarzyszy pożądanie»
    2. «silna więź, jaka łączy ludzi sobie bliskich»
    3. «poczucie silnej więzi z czymś, co jest dla kogoś wielką wartością»
    4. «głębokie zainteresowanie czymś, znajdowanie w czymś przyjemności»
    5. «obiekt czyichś uczuć i pragnień»
    6. «pożycie seksualne»
    źródło: sjp.pwn.pl

    O miłości już napisano tak wiele, że nie ma sensu się nad tym roztrząsać, ale…
    Czy z upływem czasu mówimy mniej lub więcej o miłości? Nie sądzę, ona jest wiecznie z nami, tylko w zależności od aktualnego punktu siedzenia, przypasowujemy ją do innego punktu w słowniku.

    • Memoiren pisze:

      PS. i tak mamy szczęście, gdyż słowo „kocham” w języku polskim, stanowi dla nas coś najwyższego, w przeciwieństwie do słowa „love”, które w angielskim jest używane nader często, a wręcz nadużywane, przez co jego znaczenie jest znacznie słabsze. Czyż tak nie jest?

      • Angie pisze:

        Tak inteligentnie to wszystko ująłeś my Lord, że trudno się nie zgodzić z Tobą.
        Pewnie , jak zwykle, masz rację :P ;)

      • Memoiren pisze:

        Może się mylę… wiesz, nie znam angielskiego, więc jak się przysłuchuję angielszczyźnie, to wyłapuję słowa które znam, a „love” to znają nawet dzieci. W związku z tym bardzo często słyszę to słowo, prawie tak często jak „fuck”. A niestety w języku polskim, „kocham” to ostatnio słyszałem w filmie z lat przedwojennych…

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s