Wirtualne romanse, czyli Santana z prosiakiem w tle;)

Było to w czasach, gdy moja fascynacja internetem przyćmiła wszystkie inne fascynacje rzeczami nowoczesnymi. Jeśli w ogóle w moim przypadku można mówić o czymś takim jak fascynacja rzeczą . Tym bardziej rzeczą nowoczesną.
Dla mnie, człowieka nie lubiącego zmian i z wielką rezerwą patrzącego na wszelkie wynalazki ostatnich lat, cały internet był początkowo przedmiotem tylko krytyki i drwin. Nie mogłam przekonać się do tego pożeracza czasu, do dziwnego, sztucznego świata, który naśladuje świat realny.
Może długo jeszcze nie przekonałabym się, gdyby nie rzeczywistość . I nie chodzi tu tylko o pędzący świat, gdzie internet stał się niezbędnym narzędziem życia powszedniego, ale moje czasowe przykucie do łóżka.
Można wytrzymać dzień, trzy dni, a nawet tydzień bez kontaktów towarzyskich, ale już dziesięć dni ,to przesada!
Wtedy Brat Mój Szanowny, zainstalował mi skype.
– pogadasz sobie z ludźmi; szybciej ci zleci czas, zanim wstaniesz!
Pierwszą moją myślą było:
jak dużo ludzi z zagranicy! Ciągle ktoś pisze coś do mnie po angielsku! Co robić? Dawno nie mówiłam w tym języku..
ok; będą mnie uczyć. Ci, co chcą ze mną rozmawiać. Może coś z tego wyjdzie
.

( … )
Spośród wielu moich wirtualnych znajomości, jedną z tych, które wspominam najmilej, było spotkanie na skype pewnego Francuza.
Pomimo tego, że już dawno temu odzyskałam sprawność fizyczną i miałam na głowie mnóstwo spraw, niektóre internetowe kontakty były tak miłe, że nie chciałam, nie mogłam ich zerwać.
Jednym z nich był wspomniany Francuz.
Marc był przystojnym mężczyzną w wieku średnim. Czarne, kędzierzawe włosy filuternie opadały na jego czoło , a kilka niesfornych kosmyków chwilami zasłaniało jego duże, ciemne oczy.
Ponieważ znałam już internet i skype dobrze, wiedziałam, że nie można do końca na serio brać sieciowych znajomości z mężczyznami. Szczególnie z przystojnymi mężczyznami!
Ale można  fajnie spędzić czas, a przede wszystkim szlifować angielski. W końcu przydadzą się na coś. Mężczyźni i internet ;)
Marc, jak wiecie już, był Francuzem. I jak pewnie wiecie, Francuzi rzadko kiedy mówią dobrze po angielsku. Czasem, gdy Marc pisał do mnie (początkowo głównie pisaliśmy) zastanawiałam się chwilami, czy nie używa przypadkiem jakiegoś czasu lub idiomu który umknął mi podczas mojej /dawnej/ edukacji ;)
Nic z tego; Marc pisał i mówił swoim językiem angielskim. Konstrukcje zdań, jakich używał, lub może bardziej jakie tworzył , czasem wymagały mojej maksymalnej koncentracji / przy błyskawicznej analizie tekstu/.
Niewiele się nauczę, ale przynajmniej wesoło spędzę czas z sympatycznym człowiekiem- pomyślałam. A ponieważ każdy z moich wirtualnych kumpli miał jakiś nadany przeze mnie pseudonim
/ jak cudownie umieć głupieć na żądanie!  /
należało również nazwać Francuza. A, że był bardzo przystojny…
– Marc, będę Cię nazywać Apollo. Apollo from France. Co ty na to?
– Wonderful! A ja cię Venus. Venus from Poland, ok?
I tak zostaliśmy Venus i Apollo. Dwoje dorosłych dzieci ( lub, jak ktoś woli: para starych wariatów;))

Spotykaliśmy się z Marc’em na skype w weekendy. Obojgu nam zależało na szlifowaniu j. angielskiego i choć ciągle musiałam go poprawiać, te nasze wspólne lekcje były coraz ciekawsze.
Często słuchaliśmy starego rocka. Marc nie mógł uwierzyć, że znam Doorsów i Zepsów.
-Angie, Ty jesteś jak nie z tego świata. Nosisz sukienki i znasz rocka! No nie patrz taka zdziwiona; we Francji teraz kobiety chodzą tylko w spodniach. A Ty jesteś zawsze w sukience!
– Marc, jestem kobietą, a kobiety powinny nosić sukienki. Tak myślę.
/ najbardziej lubiłam w angielskim krótkie zdania / ;)
To prawda. Rzadko kiedy chodziłam w spodniach. Sukienki długie, sukienki krótkie, dopasowane i luźne; to uwielbiałam!
Lubiłam Marca. A najbardziej lubiłam, gdy grał na gitarze. Od wczesnej młodości, odkąd straciłam kontakt z moim ukochanym
Old Devilem, nie słyszałam tak blisko gitary.
Pewnego dnia, w okolicach Bożego Narodzenia, umówiliśmy się z Marc’em na wyjątkowe spotkanie via camera. Wyjątkowe, bo obiecał że zagra coś specjalnie dla mnie.
-Angie, czy lubisz Santanę?
-oczywiście!
-to zagram dla Ciebie coś jego. Nie jestem pewien tylko, czy wyjdzie idealnie.
Jedna próba, druga i usłyszałam znajome dźwięki:
Europa!
Grał tak pięknie, że zamknęłam oczy i dałam się pochłonąć muzyce.
Rzadko zapominam o tej jednej nodze, tej stojącej mocno na Ziemi. Wtedy jednak pozwoliłam jej spać. Przeniosłam się całkiem gdzieś w wirtualne przestworza. Blask świec u mnie i Marc grający tam, też w blasku świec. Chłonęłam każdy dźwięk całą sobą.
Cudowne obłoki!
Chwilo trwaj!
I nagle..
Wśród brzmień Santany usłyszałam trzask zamykanych drzwi i donośny, mocny baryton:
Anieszka !
Brat!
Od dzieciństwa , nawet gdy mnie woła, to jakby gubił gdzieś ” g” w moim imieniu. W przeciwieństwie do Rodziców, którzy wyraźnie akcentują to ” g” ( zostało im to z dawnych lat, gdy byłam małą, bardzo niegrzeczną dziewczynką ),
Brat zawsze miękko wymawia moje imię.

Anieszka, no chodź, pomóż,
PRZYWIOZŁEM ŚWINIĘ NA ŚWIĘTA !

O bogowie! O bogowie sieci! Jak można było?! Jak można było pozwolić tak zbezcześcić Chwilę Świętą? Jak można było z takim hukiem zrzucić mnie na Ziemię?!

no chodź, to ciężkie jak cholera, musimy wnieść to mięso, podzielić i spakować do lodówek !

Umarłam…
:)))
*
Późnym wieczorem, gdy skończyliśmy z Bratem rozprawiać się z prosiakiem, wyciągnęłam swoją awaryjną wódkę.
Musiałam odreagować.
– słuchaj, mogłeś uprzedzić mnie telefonicznie, że jedziesz ze..tfu, ze świnią!
– a co to za różnica?
– jest różnica, bo gdy wjechałeś mi do domu z rykiem, to akurat słuchałam Santany..na żywo! O!
– jakiś koncert?
– w pewnym sensie. Grał dla mnie..znajomy. Na skype.
– eee, to zagra jeszcze, spoko!
– ale wy, mężczyźni..tzn większość was wszystko tak spłyca! Przerwałeś mi słuchanie muzyki! I musiałam przeprosić Marca i pożegnać się z nim!
– a co mu powiedziałaś?
– że Brat właśnie przywiózł mi zakupy. No przecież nie powiem facetowi z , kurna, Francji,  w końcu , kurna, artyście, że mój Brat woła mnie, bo akurat ciągnie wór z… kurna, ze świnią!
:)
*
Długo potem, prawie na każdej imprezie, koledzy Brata śpiewali mi:
A ona wtedy słuchała Santany
;)))

Reklamy

53 comments on “Wirtualne romanse, czyli Santana z prosiakiem w tle;)

  1. Santana i świnina to niezły zestaw. Romantyzm zderzył się z przedświąteczną rzeczywistością:-)

  2. wg108 pisze:

    Uff, odetchnąłem, bo myślałem (sądząc po tytule), że Francuz z czymś wyskoczył na koniec ;)))

  3. filemonka pisze:

    Taaak, Francuzi są bardzo finezyjny/uśmiechając się do swoich myśli/ ;)))

    • Angie pisze:

      Zaryzykowałabym stwierdzenie, że prawie wszyscy /panowie/ są finezyjni w internecie.
      Z naciskiem na ” prawie” ;)))

      • filemonka pisze:

        Akurat nie miałam na myśli wirtualu ;) Ale i w sieci są jednak pewne niuanse…;)
        A ci panowie, którzy najwięcej świntuszą w internecie, na ogół niewiele mają do powiedzenia/wykazania się realnie ;)

  4. filemonka pisze:

    i subtelni…zapomniałam dodać ;)

    • Angie pisze:

      Tak, są w sieci pewne niuanse.
      Wiesz Fil, może to przypadek, a może coś w tym jest, ale większość ” zagraniczniaków”, których spotkałam na skype, to byli całkiem fajni i sympatyczni ludzie. Z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt( sporadycznie już, czas nie pozwala na te pierdoły)
      Z naszymi panami rzecz miała / ma się nieco inaczej ;)
      Czasem miałam wrażenie, że siedzą w internecie wyłącznie po to, by realizować swe jakieś niespełnione, erotyczne wizje . Nie dla mnie taka impreza :>

      • filemonka pisze:

        Tak, Angie, też zetknęłam się z tym zjawiskiem, szczególnie wśród starszych internautów. Nie zdarzyło mi się spotkać gawędziarzy erotomanów w wieku mniej niż 40 lat ;))) widać młodzi mężczyźni preferują rzeczywistość w tej kwestii. Rozmowa jest na ogół preludium, a nie służy zaspokajaniu różnych niemożliwych /realnie/pragnień starszych panów ;) Oczywiście, nie wszyscy starsi panowie są erotomanami gawędziarzami. ale sieć sprawia, że są szczególnie widoczni ;)

      • No to już się nie będę wypowiadał, bo jestem po pierwszej pięćdziesiątce. Teraz już wiem, dlaczego z Wugusiem uchodzimy za gawędziarzy:-)

      • Angie pisze:

        Caddi, zlituj się!
        Ok, powiem to:
        gdyby wszyscy mieli tę klasę, poczucie humoru, dystans do sprawy oraz kulturę i inteligencję co TY I WUGUŚ, to internet byłby rajem!
        :)))))

  5. mamjakty pisze:

    mogło być gorzej – np brat w kadrze kamerki w wytartym podkoszulku i umorusany krwią krzyczący coś w niezrozumiałym dla artysty języku:)

  6. krakowianka pisze:

    Angie…uśmiałam się setnie…haha.Ty ,będąca gdzieś tam…w świecie muzyki,nagle wyrwana w świat realny…haha.No ale jeśc też trzeba,jakby nie było,nie samą poezją,muzyką człek żyje…:P
    Santana…cudowne utwory,tez je bardzo lubię:)

  7. elatroska pisze:

    I ja sie głośno zaśmiałam:))))Wiesz Angie nie ma to jak liczyć na rodzinę ona zawsze sprowadza nas na ziemię głośny śmiech!!!Buziaki zostawiam dla ciebie:))

  8. Krystiana pisze:

    -dobre zestawienie,ale masz rację czasami dobrze pogadać ;-)

  9. rudaja pisze:

    i ja mam z Santaną piękne wspomnienie. Miałam wtedy 14 lat. A własciwie był to dzień moich 14ych urodzin. Do szkoły przyjechał, na comiesięczny koncert, młody mężczyzna, własciwie chłopak ze szkoły muzycznej – opowiadal o muzyce i zachęcał nas do poznawania dźwięków, te zajęcia zawsze były fajne, a tym razem NAJLEPSZE.
    Zapytał, czy ktoś zna Santanę – ja oczywiście ochoczo krzyknęłam, ze tak, a reszta sali była raczej milczaca. Chłopak poprosił mnie na środek. Usiadłam i razem zagraliśmy „Maria Maria” /ja uderzałam w struny, a on szalał na gryfie z chwytami. I tak w moje 14e ur. ja – muzyczne beztalencie – zagrałam, i zakochałam się w tej chwili.

    Dziś nadal nie umiem grac na gitarze, i nadal wykorzystuję mężczyzn do tego, by to oni grali, ja uważnie słucham, czasem śpiewam. Tamto wydarzenie, chyba pozwoliło mi uwierzyc, ze muzyka jest dla wszystkich, nawet dla mnie :)

    ach Santana <3

  10. Justyna pisze:

    Ja , jak wiesz ;)jestem z tych niekochliwych i nieufnych :) poza tym nie należę do „gadułek” , muszę kogoś bardzo dobrze znać , by swobodnie „paplać” bez uczucia skrępowania :) dlatego nie dla mnie są komunikatory , gdzie wskazany jest luz i otwartość na człowieka:) dlatego unikam skypa , facebooka i malo mam doświadczenia w tych kontaktach:)
    ale zdarzenie Santany z świniakiem ;))) jest jak spadek z chmury na ziemię;) sacrum i profanum;)

    • Angie pisze:

      Dokładnie o to chodziło, sacrum i profanum :))))
      Co do komunikatorów i rozmów: masz rację Just, trzeba być otwartym i na luzie. Nie traktować tego poważnie, ot, specyficzna zabawa.
      Wydarzenie opisane tutaj, miało miejsce dobre kilka lat temu.
      Dziś już nie mam ani czasu, ani ochoty na te pierdoły ;)

  11. Cane pisze:

    Tu Santana, a on z ryjem. Lubię tą naszą męską komedię sytuacyjną. ;)
    A do świni bardziej pasowaliby Pink Floyd. :)
    Buźka!

  12. Kasia pisze:

    Swietne wspomnienia. Nadal jestes w kontakcie z Marciem?

    • Angie pisze:

      Kasiu
      przez to moje miesięczne unieruchomienie kilka lat temu ( kręgosłup) ” uzbierałam” tak dużo kontaktów, że musiałam zredukować ich liczbę do około…. 60 dziś:)))
      Mam wśród nich Marca, mam, ale nie gadam już niemal z nikim stamtąd. Życzenia świąteczne i urodzinowe, tylko tyle. Czas, czas,a raczej jego brak, rozumiesz!

      Dziś skype dla mnie to fajna sprawa tylko wtedy, gdy poniesie moje starsze latorośle za granicę lub kogoś z moich przyjaciół albo rodziny. Kiedy moja ciotka pojechała do Kalifornii, co wieczór wysiadywałam z rodziną na skype i słuchaliśmy jej opowieści:)
      I jeszcze coś: świetne jest to, że my( kumple skypowi ) ciągle pamiętamy to nasze „cheers” piwkiem, nasze latorośle wołające nawzajem do siebie ” hello” , moje koleżanki( czasem przychodziły baby- jagi odwiedzić mnie i poznawały moich wirtualnych kumpli)
      Po prostu fajnie, że oni SĄ , po prostu są:)))

  13. B. pisze:

    Prawie się popłakałam ze smiechu,
    Boskie.
    pozdrawiam

  14. even21 pisze:

    Witam, Angie:)
    nie ma gorszej rzeczy, jak ściągnięcie z obłoków na ziemię i to w dodatku w tak prozaiczny sposób:)))
    Wciąż, z uporem maniaka, „udaję, że żyję” – nie mając konta na naszej klasie ani facebook’u… ;)

    • Angie pisze:

      Even, jesteś, a już się martwiłam :))))
      Ev, na komunikatory trzeba mieć czas.
      Mam zainstalowanych kilka, ale pozostał dziś tylko jeden aktywny( ze względu na rodzinę i przyjaciół) .
      Poza tym w notkach blogowych, o rzeczach teraźniejszych zwykle nie piszę ;)))

      • even21 pisze:

        Angie, podziękowałam wszystkim za troskę już u mnie, bo naprawdę mnie wzruszyłyście…:)
        Ano, ten czas… od dziś mam go znów bardzo mało:(

      • wg108 pisze:

        Even, co tam troska, zawsze możemy Ci pomóc, wiadomo że każdy Polak świetnie zna się na medycynie, Po prostu usiądź, wyrównaj oddech, rozbierz się.

  15. Angie pisze:

    Ev, domyślałam się, że nie masz zwyczajnie czasu; w końcu każdy normalny człowiek ma realne życie ;) Ja się trochę odrealniłam ostatnio za sprawą poświątecznego urlopu i L4.
    Ta notka, wyobraź sobie, jest stara jak świat.Ostatnio naniosłam kilka poprawek i wrzuciłam tutaj:)

    • even21 pisze:

      Angie, dokładnie jak u mnie – byłam na zwolnieniu, więc trzeba było jakoś leżenie w łóżku urozmaicić pobytem w sieci…
      nie rozumiem tylko, dlaczego doktor Wuguś tak konkretnie – od rozbierania zaczyna…;)))

  16. Angie pisze:

    Szczepciu, zaczynam być zazdrosna!
    ( przed chwilą napisałam to samo i nie przeszło; czary jakie ? )
    ;)

  17. wg108 pisze:

    A co mam powiedzieć: pokaż język? Przecież to dla pacjentki obraźliwe ;))))

  18. Grzesio Polak pisze:

    Ha ha! Świnia versus wirtualne rozanielenie! Dobrze, że nie weszła do pokoju chrząkając – miałabyś wiele do tłumaczenia romantycznemu Marco Polo. „Przepraszam, właśnie przyszedł mój kolega. Jest przeziębiony! Lecę na pomoc!”

    Świetny wpis! Pozdrawiam!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s