Chojnik

Dla Marysi:)

Często lubię wracać do miejsc, w których już byłam. I nie tylko dosłownie, fizycznie znów w nich być; lubię przenosić się w przeszłość i wracać wspomnieniami.
Kiedyś, dawno temu ( a może wcale niedawno? Przecież czas jest rzeczą względną ) , gdy byłam małą dziewczynką, zawsze w zimie jeździłam z Rodzicami i Rodzeństwem na ferie w góry.
Karkonosze są oddalone od Wrocławia zaledwie około 100 km. Dla mnie i mojego Rodzeństwa, wówczas kilkuletnich dzieci, wydawało się to olbrzymią odległością. Tym bardziej, że jeździliśmy zwykle pociągiem.
Jaka to była atrakcja! Ten stukot kół pociągu, te tunele i widoki ,najpierw nizin, potem pagórków i wreszcie gór! Zimy wtedy były prawie zawsze śnieżne i mroźne; jeśli jednak nawet u nas, w mieście była plucha, oczywiste było, że tu, w górach będzie śnieg.
A czego mogą bardziej chcieć zimą dzieci? Mieliśmy swoje ulubione śniegowe kombinezony– my( ja i siostra) jasne, nasz młodszy brat ciemny, granatowy. Ponieważ nasz dom wczasowy był położony na dość dużej górce, już w pociągu , tuż przed stacją docelową Mama zakładała nam te kombinezony. A my cieszyliśmy się, że zaraz będziemy w górach! :)
Mieszkaliśmy w Zachełmiu , w niedużym domu wczasowym, należącym do AE, w której pracował Ojciec. Wtedy istniały jeszcze tzw wczasy zakładowe. W naszej rodzinie podział był jasny: w lecie jeździmy nad morze z Mamy zakładu pracy, zimą w góry z Ojca uczelni.
Przepadaliśmy za Zachełmiem. Cudowne było wspinać się pod górkę do naszego domu wczasowego( choć Księżnej Matce mniej to podobało się ;) Świetne było też schodzenie ,dobre 200m. w dół ,do innego domu wczasowego na posiłki:)

LastScan my w Zachełmiu
Ale najcudowniejszym był dla nas widok z naszych okien na położony na przeciwległym wzgórzu zamek!
Wieczorami Ojciec zabierał nas na spacery na sankach po okolicy. Zaczepialiśmy swoje saneczki jedne o drugie, a On ciągnął ten mini- kulig. Niedaleko zaczynał się las i bardzo baliśmy się tam chodzić wieczorem, choć Ojciec zapewniał, że tam jest bezpiecznie.
Największym wyzwaniem dla nas jednak okazało się to, gdy Ojciec kiedyś oznajmił: idziemy dziś na Chojnik!
Chojnik- ten zamek, który widzieliśmy z naszych okien!
Między wzgórzem, na którym stał Chojnik , a tym, na którym był nasz dom wczasowy, rozciągała się rozległa dolina. Na szczęście tamtędy prowadził jeden ze szlaków turystycznych i wśród śnieżnych zasp była wydeptana ścieżka.
Szliśmy dziarsko przed siebie zdobywać zamkową górę. Ojciec uzbroił nas w wielkie kije, po to, by łatwiej było nam pokonywać trasę. Oczywiście, w swoim stylu, żartował, że to po to ” gdyby napadły nas wilki”. Był mistrzem tworzenia napięcia!
Wspinaliśmy się pod górę ; najpierw szybko i wesoło, potem z coraz większym trudem. Księżna była bardzo niezadowolona, że Ojciec wybrał najtrudniejszy szlak. Ciągle dąsała się:
-nie damy rady a dziećmi! Coś Ty wymyślił! Wróćmy!
– damy radę. Idźcie za mną!
Szliśmy za Ojcem posłusznie. Czasem brał na ręce naszego młodszego brata i niósł . Potem szli trzymając się mocno za ręce. Pani Matka zabezpieczała tyły – szła na końcu , asekurując mnie i moją siostrę.
Doszliśmy wreszcie pod sam Chojnik. Wyglądało to ,mniej więcej, tak:
Chojnik-329
Chojnik-338Chojnik-334

Mniej więcej, bo dziś, po tak wielu latach, nie jestem pewna, czy szliśmy akurat tamtędy ;)
Tak czy inaczej : widok był niemal identyczny:)
Aby wejść na sam Chojnik, trzeba było jeszcze pokonać oblodzone skały. Pomimo tego, że droga zabezpieczona była specjalnymi łańcuchami, Pani Matka i tak była wściekła:
-zabijemy się wszyscy! Co za idiotycznym pomysłem było iść tutaj tędy!
– damy radę- powtórzył Ojciec. Ja wejdę na górę, Ty mi podawaj dzieci. A wy-zwrócił się do nas- macie trzymać się z całych sił łańcuchów!
Wspólnymi siłami zdobyliśmy szczyt! I zamek.
A tam czekały nas niesamowite opowieści. Zapamiętałam jedną:
Dawno, dawno temu, pewien książę miał córkę. Na imię jej było Kunegunda. Była to panna piękna, lecz bardzo wyniosła. Obiecała sobie, że wyjdzie tylko za tego, który zimową porą, objedzie konno zamek. Było to niemożliwe i każdy ze starających się o jej rękę śmiałków, ginął w przepaściach.Aż znalazł się jeden, dzielny i odważny rycerz, który pokonał trudną drogę. Kunegunda zakochała się w nim, bo, prócz tego, że dzielnym, to pięknym młodzieńcem był. Rycerz jednak pokłonił się nisko Kunegundzie i odjechał w siną dal. Próżna panna , nie mogąc znieść upokorzenia, rzuciła się w przepaść.

Natomiast prawdziwa historia zamku wygląda tak:
Prawdopodobnie już w końcu XIII wieku istniał tu dwór myśliwski, wzniesiony przed 1292 rokiem przez księcia świdnicko jaworskiego Bolka I Surowego. W latach 1353-64 książę świdnicko jaworski Bolko II Mały wzniósł na szczycie murowaną warownię.
W 1364 r. oddał go w zastaw niejakiemu Thimo von Colitzowi, który ku zaskoczeniu księcia prędko sprzedał nabyte prawa do zamku królowi czeskiemu Karolowi IV Luksemburczykowi. Wprawdzie Karol IV pozostawał sojusznikiem księcia, zbyt silnym jednak, by śląski Piast pozwolił mu długo posiadać ważny strategicznie zamek. Dlatego też czym prędzej Chojnik z rąk Czecha wykupił i… w 1368 r. zmarł. Opiekę nad zamkiem przejęła wdowa po Bolku II – Agnieszka Habsburska, która w 1381 r. przekazała zamek rycerzowi Gotsche Schaffowi – od imienia którego ukuto potem nazwisko Schaffgotsch.
W rękach Schaffgotschów twierdza pozostawała nieprzerwanie aż do 1634 r. kiedy jednego z nich – Hansa Ulrycha II oskarżono o zdradę cesarza Fryderyka II, uwięziono i rok później ścięto, jego dobra zaś wraz z Chojnikiem, mocą cesarskiego rozkazu, skonfiskowano. Do Schaffgotschów zamek powrócił w 1648 r., nie zamieszkali w nim jednak, odnajdując swą siedzibę w Cieplicach. Do opieki nad twierdzą już wówczas chętnie odwiedzaną zwłaszcza przez kuracjuszy z pobliskich Cieplic, wyznaczyli śląskiego rytownika i szlifierza szkła Fryderyka Wintera. W 1675 r. podczas sierpniowej burzy piorun uderzył w zamek i spowodował wyniszczający go pożar. Od tego czasu Chojnik pozostaje malowniczą ruiną, jednym z najpopularniejszych celów karkonoskich wycieczek. W 1822 r. ulokowano w jego murach gospodę i bazę górskich przewodników, a ok. połowy wieku otwarto niewielkie, funkcjonujące do dziś schronisko turystyczne „Na Zamku Chojnik”.

http://www.karpacz.net/atrakcje-w-okolicy-39/zamek-chojnik-2313/historia-2314/

Chojnik, jaki pamiętam i znam:
Chojnik-344
Chojnik-347

Byłam na Chojniku wiele razy. Choć pamiętam go głównie z wypraw zimowych z Ojcem, byłam tam nie raz z moimi dziećmi.
Nigdy jednak nie wdrapywaliśmy się tam zimą;
Chojnik w zimie został już na zawsze „zarezerwowany”
dla mego Ojca:)

ruiny-zamku-chojnik-zima-27079
i dla nas wtedy.

Może jednak niedługo znów wejdę na zamkową górę zimą.
Skoro troje dzieci kiedyś dało radę..;)

LastScan MY

Źródła:
http://www.chojnik.pl/pl/zamek
http://www.karkonosze.ws/wezel_szlakow_zdjecie_5456.html

28 comments on “Chojnik

  1. Fanny pisze:

    Marysia dziękować. Wyglądacie na tym zdjęciu, jak mali astronauci, a skały, jak Mars do zdobycia.
    Z wiekiem wszystko, co było duże, ogromne – maleje. Nawet skały wydają się mniejsze. Maleją góry, zamki i rodzice. Tylko co z tą „dużością” własną począć… ech. Tak by się chciał czasem człek zminiaturyzować. Tak by się chciało wrócić do tej świeżości pierwszych doznań.
    :)

    • Angie pisze:

      Mali astronauci? :)))
      Tak, masz rację Miia; wszystko jakby maleje.
      Ale Chojnik jest na dość dużej górze; dwa lata temu wchodząc tam (w lecie! ) zadyszałam się nieźle;)
      „Tak by się chciało wrócić do tej świeżości pierwszych doznań.”
      Tak. Chciałoby się czasem wrócić…

  2. Zimowa podróż w czasie. Już chciałbym widzieć nadąsaną minę Księżnej Matki i filuterne spojrzenia ojca:-)))

  3. Cane pisze:

    Własny zamek z widokiem na góry i morze to jest to. Tylko w raju. ;)
    Buźka!

    • Angie pisze:

      Cane, jak wygram w totka w końcu, to odpalę Ci taki zamek ;)
      Buźka!
      :***

      • Cane pisze:

        Angie, żeby taki kupić to nie trzeba wiele. Jakieś 6-7 lat temu miałem namiary na taką propozycję. Ruiny jednego z zameczków na Jurze za 30 tysięcy. „Totek”, nie jeden, potrzebny jest by to doprowadzić do użytku. ;)

  4. Krystiana pisze:

    -piękny powrót do wspomnień;-)

  5. rudaja pisze:

    uwielbiam Chojnik <3!
    też zdobywałam go z tatą jak byłam małą dziewczynką, jak zawsze Angie wprowadzasz mnie w świetny humor, raaany, aż mam ochote wyjąć stare zdjęcia :D

  6. Justyna pisze:

    Gdy byłyśmy dzieciakami to z koleżankami chodziło sie na tzw. górki. Na górkach zjeżdżało się na sankach, nartach a i na tornistrze albo tyłku też:) co tam kto miał na tym zjeżdżał:))
    Po latach górki zmieniły sie w pagórki a teraz to zaledwie lekkie wzniesienie :) Udeptały się nasze górki :))) ale najmilej wspominam , kiedy mróz ścinał , Tatusiowie robili dla dzieciarni :) lodowisko a nawet dwa . Jedno dla dziewczynek , które w białych figurówkach jeździły z gracja przeplatanką :) i drugie dla chłopaków , gdzie mogli grać w hokeja :) Kiedy wracałam po kilku godzinach jazdy na lodowisku, Babcia robiła dla mnie gorąca czekoladę . Ta czekolada miała taki smak cudowny ,że nigdy później nie piłam takiej smacznej :) Teraz mam biegówki i jak jade do Młodej do zimnego kraju to mam tam wiele tras biegowych.

  7. silma pisze:

    Chojnik i jam zdobywała, ale przyznaję, że nigdy zimą. Za to w lecie wielokrotnie:). Piękne zdjęcia.:*

    • Angie pisze:

      Silma! :)))
      Jak fajnie, że jesteś! :)
      Chojnik to chyba ” jazda obowiązkowa” dla Wrocławian.
      Co do zdjęć: żałuję, że nie mam więcej własnych z naszych wypraw na Chojnik. Myślę, że gdzieś reszta jest u mego Ojca.

  8. Pani Peonia pisze:

    Oho, znalazłam tu ślady odłegłych przodków… Nawet nie wiedziałam, że takie jest pochodzenie tego nazwiska – sciągnę od ciebie na moją stronkę o rodzinie. Fajnie się czyta takie wspomnienia. Ja właściwie nigdy nie miałam zimowych wakacji – takie dziecię miasta jestem, w ferie łyżwy sie przywiązywało do butów i na boisku koło szkoły – przewracało… Ech… :)

  9. Kasia pisze:

    ale piękne wspomnienia cudownego dzieciństwa :)

  10. krakowianka pisze:

    Angie,śliczny zamek,a Twoje wspomnienia,przypomniały mi i moje…kiedy to zdobywało się różne szczyty …:P))Fajne dzieciaki tu widze na zdjęciu,żądne przygód:)
    każdy zamek ma swoją historię o jakiejś księżniczce..może to te duchy nas tam przywołują,bo zamki mają niesamowitą moc przyciągania…kochamy je miłością romantyczną:)

  11. elatroska pisze:

    Fajnie ze dzielisz sie tymi wspomieniami bo to z reguły przenosi czytajacego tez do odległych czasów:))))Buziaki dla ciebie!

  12. wg108 pisze:

    Byłem tam, też z rodzicami na wczasach Chojnik zdobywałem zimą, ale pamiętam też to miejsce latem, chyba z licealnych wędrówek. Nie wiem czemu, ale we wspomnieniach wydawał mi się mniejszy niż na Twoich zdjęciach, a może to tylko pamięć płata mi figle.
    Angie: fajne z was Bąble! Podziwiam rodziców, bo wyjazd z trójką dzieci toż to kosmos ;)))

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s