* Z miłością o miłości*

Jednym z najpiękniejszych /o ile nie najpiękniejszym /z filmów o miłości, jakie widziałam jest
” Angielski Pacjent”
Wiem, wiem; pisałam o tym już kiedyś. Staję się nudna jak flaki z olejem. Gdybym była prezenterem radiowym, pewnie wyrzucono by mnie szybko z roboty; puszczałabym wciąż te same stare kawałki i opowiadałabym w kółko historie, które mnie/ może tylko mnie wzruszają. Nie wiem czemu tak jest, ale jak już coś pokocham, to na zawsze i całym sercem. Ludzi, muzykę, książki.
I filmy.
” The English Patient” zawładnął mną dobre 10 lat temu, gdy tuż po premierze miałam okazję go obejrzeć. I znów ( ostatnio pisałam o ” Małej Moskwie”) nie idzie tu przecież o ocenę filmu pod względem jego ,szeroko rozumianej, wartości
/ choć warto wspomnieć, że obraz ten nominowany był aż w dwunastu kategoriach i jest zdobywcą aż dziewięciu Oscarów! /
Nie będę silić się na ocenę ani gry aktorów( swoją drogą bardzo dobrej! ), ani reżyserki kunszt A.Minghell’i.
Pochłonęła mnie fabuła, cudowna muzyka. I zdjęcia
niezaprzeczalnie na miarę Ocarową:

Wracam do tego filmu ciągle. Czasem oglądam go od nowa, czasem przypominam sobie tylko niektóre fragmenty.
A czasem, jak dziś, w Dzień Zaduszny, po prostu zapalam świece i słucham tej pięknej muzyki.
Przenoszę się wtedy tam, w lata tak odległe, a tak w jakiś sposób bliskie mi. I wciąż sobie zadaję pytanie: dlaczego tak dobrze to znam? Czy to wpływ opowieści moich Dziadków o II Wojnie Św., czy to Ten film,
czy moja wyobraźnia tylko?
A może …każdy z nas już kiedyś gdzieś tam …?
;)
Wiem na pewno, że
słowa Katharine zostały nieśmiertelne; brzmią we mnie wciąż dziwnym echem

Kochanie, czekam na ciebie – jak długo trwa dzień w ciemności ,lub tydzień?
Ogień już zgasł, jest mi potwornie zimno.
I rzeczywiście powinnam zmusić się, by wyciągnąc się na zewnątrz,
ale tam będzie słońce. . .
Obawiam się, że marnuję światło na obrazy i pisanie tych słów.
Umieramy,
umieramy wzbogaceni o kochanków i plemiona, smaki, które poznaliśmy ,
ciała, w które weszliśmy i przepłynęliśmy jak rzeki,
lęki skrywane
,
jak ta nieszczęsna jaskinia.(…)
Jesteśmy prawdziwymi krajami, a nie granicami sporządzonymi na mapach
z nazwiskami władców.
Wiem, że przyjdziesz i zaniesiesz mnie do pałacu wiatrów.
To wszystko, czego chciałam – chodzić w takim miejscu, z Tobą,
z przyjaciółmi, na Ziemi
bez map….

***

Reklamy

35 comments on “* Z miłością o miłości*

  1. violamalecka pisze:

    Ech, Angie… gusta filmowe mamy podobne.
    Słowa Katherine tak jak i Tobie wbiły się w moją pamięć.
    Warto je sobie przypominać, bo to esencja życia.
    „Umieramy,
    umieramy wzbogaceni o kochanków i plemiona, smaki, które poznaliśmy ,
    ciała, w które weszliśmy i przepłynęliśmy jak rzeki,
    lęki skrywane…”

  2. filemonka pisze:

    Jak to mawiał Jan Izydor Sztaudynger: „Wieczność przed nami i wieczność za nami, a dla nas chwila między wiecznościami.” ;)

    • Angie pisze:

      Filemonko:) Z biegiem lat w moich oczach, ta chwila robi się coraz krótsza..

    • Dziś natrafiłem w sieci na wzruszający tekst kogoś kto stanął w punkcie granicznym i co sprawiło, że wszystko zaczęło wyglądać inaczej niż wydawało się dotąd:
      Muszę być dla siebie dobra, bo jestem swoim najlepszym i najwierniejszym przyjacielem. Muszę złagodzić zasady, które straciły aktualność.
      Cóż, taka jest prawda: każdy dzisiejszy dzień jest pierwszym dniem reszty mojego życia. Bez względu na to, czego doświadczyłam – żyję i mam jeszcze jedną szansę… nie zmarnuję jej…

      Tak więc doprecyzowując Sztautyngera można powiedzieć że wieczność przeszła i przyszła ściskają nas, a to co mamy dla siebie to… DZISIAJ:-)

  3. Justyna pisze:

    Pierwszym filmem o wielkiej miłości jaki obejrzałam było „Love story „. Bylam w LO wiek dojrzewania , egzaltacji i marzeń:)) oczywiście ryczałam , ale jednocześnie pod wpływem tego filmu miłość nabrała dla mnie wymiaru nieśmiertelnego…
    Do dzisiaj pamietam słowa „drogowskazy „;)
    Miłość znaczy, że nigdy nie musisz mówić „przepraszam”.
    i piękną scenę z piękną muzyką – „Gra w snieżki”

    • Angie pisze:

      Justyno:))
      Love Story to i dla mnie pierwszy film o wielkiej miłości. Byłam mała, gdy po raz pierwszy go obejrzałam. Zalewałam się łzami wtedy, potem czytając książkę ,również.
      Do dziś ta historia porusza mną i jest niekwestionowanym ” number one” dla mnie w filmach o miłości.
      ” Angielskiego pacjenta” obejrzałam stosunkowo niedawno( cóż to jest te kilka lat ;)) .Było to w ważnej dla mnie chwili mego życia, dlatego odbiór filmu był spotęgowany przez różne osobiste moje emocje.
      I jeszcze o ” Love story” ; czasem włączam muzykę z filmu,. Czasem, bo Temat przewodni ciągle „szarpie” mi serce, mocno:

  4. Tę scenę i cały film obejrzałem po raz pierwszy, gdy tylko wszedł na ekrany polskich kin.
    Daaaaawno temu!
    W pełni zrozumiałem i posmakowałem powyższą scenę kilka lat później, gdy zagrałem w… śnieżki.
    Piękne czasy:-)

  5. Justyna pisze:

    Wiekszość z nas ma swoja „grę w śnieżki” do której wraca wspomnieniami ;) a czy gra w sniezki dzisiaj smakowałaby nam ?:) myślę że gra w sniezki zawsze ma wyborny smak ;))) nawet jesli sa to rózne smaki i rózne okoliczności czasowo- przestrzenne :)

  6. Angie pisze:

    Hmm,
    i pomyśleć, że jeszcze niedawno byłam ” mistrzynią wyłączania kontrolerów” ;))
    Może jeszcze uda się, znów ;)

  7. wg108 pisze:

    Heh, gdyby nie miłość i nasze o niej myślenie, pisanie, czekanie – to po co żyć?

  8. Angie…Pacjenta nie znam,ale Love Story jest dla mnie filmem,który za każdym razem odkrywam…i nie mam go dośc,bo miłość nie jest ciągle ta sama,choc dalej jest…MIŁOŚCIĄ.I na tym polega jej urok.Muzyka,która tu u Ciebie sobie posłuchałam …miód na duszę.szkoda,że tego miodu coraz mniej w życiu:(

  9. mmrr pisze:

    … fajne klimaty poruszasz Angie :)

  10. Asenata pisze:

    Co do „Angielskiego pacjenta” to szczerze napiszę-uleciał on z mej pamięci.

  11. elatroska1 pisze:

    Ja cię dziś tylko pozdrowie bo nie chce mi sie wiecej pisać:))

  12. Pani Peonia pisze:

    Ależ to naturalne – ja też kocham pewne filmy i nie mogę sie od nich uwolnić. Chciałam prowadzić blog – nawet coś zaczęłam na kinomanowce.wordpress.com, ale nie mam czasu. Moze byś się podłączyła? Bez zobowiązań.

    • Angie pisze:

      Dziękuję Peonio:) U mnie też z czasem trochę na bakier, ale mogę spróbować ” się podłączyć” ;)

      • Pani Peonia pisze:

        To zaznaczę cię jako współautora, co ty na to? Nie wiem jak to działa, ale może sie uda redagować razem?

    • Angie pisze:

      Jeśli ma być to o odbiorze filmu bardziej poprzez emocje niż ocenę jako dzieła, to może być fajna przygoda ;) Zdarzyło mi się widzieć wiele obrazów, które utkwiły na zawsze gdzieś w moich myślach.I to często dobrych obrazów ;)

      • Pani Peonia pisze:

        Tak własnie to rozumiem. Nie chodzi o surowe recenzje czy streszczenia. Ja tez wiele filmów pamiętam jako wrazenie wzrokowe – lub angażujące wiele zmysłów…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s