* Serdeczne Życzenia* ;)

W związku z przypadającym dziś ŚWIATOWYM DNIEM ZDROWIA PSYCHICZNEGO, składam WSZYSTKIM MOIM GOŚCIOM
/oraz sobie/
moc najserdeczniejszych życzeń: dużo zdrowia! :)

I nie ma w tym NIC ( lub prawie nic) ironii; jeśli już, to głównie autoironia; ten kto mnie zna, kto czuje i potrafi czytać między słowami ,doskonale wie.
Nie będę męczyć Was ani swoją wiedzą , ani wnioskami wypływającymi z wieloletnich obserwacji ludzi chorych, ani – co jest jednym z moich ulubionych zajęć- sypać danymi statystycznymi. Wspomnę tylko, że co czwarty człowiek na świecie jest potencjalna ofiarą załamania nerwowego,depresji; liczby chorych psychicznie /’ w ujęciu bardzo ogólnym/ nie da się raczej przedstawić za pomocą żadnych danych / i tu mogę pokłócić się nawet z moim ulubionym profesorem ! / ;)))
Zatajenie przez rodziny, przez bliskich, głównie poprzez wstyd przed opinią publiczną, czyichś tzw dziwnych zachowań, uniemożliwia tak zdiagnozowanie choroby, jak w konsekwencji leczenie jej.
Ludzka dusza, to nasze psyche jest tak niepojęte i nieodgadnione, że mogę tylko chylić głowę przed kolegami psychiatrami za ich odwagę w podjęciu się specjalizacji w ich dziedzinie. Grzebanie w czyjejś duszy to ocean wyzwań. Pytania i odpowiedzi, jakże często przecież nietrafione!
Rozpoznanie człowieka , nie tylko chorego, często przez długie miesiące i lata jest niemożliwe. I to nie tylko dla psychiatry.
Jak to jest z punktu widzenia laika?
Może tak:
Dawno temu, gdy byłam bardzo młodą dziewczyna, musiałam nagle podjąć swoją pierwszą pracę. Musiałam, ponieważ pod sercem nosiłam swego Pierworodnego. Moja Wielka Miłość ( w skrócie W.M. ), ojciec Pierworodnego , na myśl o ustatkowaniu się i założeniu rodziny, zniknął w odmętach knajp różnych. Udał się w „taki swój wielomiesięczny rejs”  -po morzach piwa.
Ponieważ nawet przez myśl nie przeszło mi pozbycie się kłopotu, postanowiłam urodzić dziecko nie przerywając jednocześnie szkoły. Było to dość trudne; musiałam pracować, aby coś mieć później dla tego maleństwa.
Księżna Matka załatwiła mi pracę na oddziale sądowym w Szpitalu Psychiatrycznym. Krzątałam się często przy samej pani ordynator na oddziale młodzieżowym. Jak każdy z nas, miałam klucze od Jej i wszystkich gabinetów, których miałam pilnować ; niełatwe zadanie, ale jako osoba w ciąży ,traktowana byłam przez cały personel dość ulgowo.
Wtedy, ponad dwadzieścia lat temu, były trochę inne metody organizacji pracy na takim oddziale, niż dziś. Młodociani pensjonariusze zakładu byli znacznie bliżej personelu, mieli też więcej swobody. Często , w ramach resocjalizacji, uczestniczyli w życiu oddziału np pomagając w sprzątaniu go, naprawianiu różnych usterek itd.
Od początku towarzyszył mi na dyżurach w pracy jeden przemiły,dobrze ułożony i grzeczny chłopak. Miał na imię Zbyszek. Gdy niosłam torbę z zakupami, pierwszy zrywał się, aby mi pomóc. Wiedziałam, że jest na tzw obserwacji , czyli, że jeszcze nie wiadomo, czy i na co jest chory. Kompletnie mnie nie obchodziło to; po pierwsze był dla mnie jednym z wielu pacjentów, po drugie, był naprawdę miły w stosunku do mnie.
Pewnego dnia, wcześniej rano, poszłam do gabinetu pani ordynator. Na biurku leżały różne dokumenty i niedokończone pisma z poprzedniego dnia. Z daleka, wśród papierów zobaczyłam teczkę z imieniem i nazwiskiem Zbyszka. Ja, młoda, ciekawska koza, nie mogłam oprzeć się, by nie zajrzeć tam. Jasne, nie powinnam, nie wolno było przecież zaglądać nikomu z personelu do akt pacjentów.
Ale musiałam, coś ciągnęło mnie do tej teczki. Otworzyłam i ..nogi się pode mną ugięły.
Zbyszek, mój ulubiony , niebieskooki Zbyś był sprawcą makabrycznej zbrodni. Czegoś takiego nie widziałam ani wcześniej, ani później w życiu. Nie będę opisywać tych przerażających zdjęć zmasakrowanej, młodej dziewczyny, ani tego, co przeczytałam w aktach.
Wystarczy chyba, że wspomnę, że o zbrodni tej głośno było potem w całym kraju; mówiono o niej w jednym z pierwszych, bardzo popularnych wówczas programów policyjnych w tv./Z tego co pamiętam, orzeczono, że Zbigniew K.jest zdolny odpowiadać za swe czyny …/
*
Wtedy,  w gabinecie pani ordynator, w pierwszym odruchu zrobiło mi się słabo. I natychmiast potem przemknęło mi przez myśl, żeby …pójść na medycynę ze specjalizacją w psychiatrii. Bo nie mogłam zrozumieć, bo niepojęte było dla mnie, że taki fajny chłopak…Bo chciałam TO zrozumieć!
Wtedy, w jednej chwili nauczyłam się nigdy nie ufać, nie dać się zwieść pozorom i zakładać, że każdy spotkany człowiek może hodować w sobie bestię. Kolokwialnie mówiąc:  każdy z nas , wbrew wszystkim sygnałom wysyłanym na zewnątrz, może mieć nie po kolei. I odwrotnie.

Ta historia sprzed ponad dwudziestu lat, to okropne doświadczenie, było pierwszym moim ,pośrednim zetknięciem z okrucieństwem i zarazem pierwszym bliższym spotkaniem z psychiatrią.
Nie, nie zrobiłam w niej specjalizacji, choć większość życia upływa mi w obcowaniu (na różnych płaszczyznach) z chorymi psychicznie.
Co dzień ich widzę, co dzień z nimi rozmawiam. I wielu naprawdę lubię. Ba! Widzę coraz wyraźniej, jak niewielka jest różnica, niewielka przepaść, jak cienka granica jest między nami, podobno zdrowymi, a NIMI,tymi, u których stwierdzono i zdiagnozowano chorobę.
*
Znałam kiedyś pewnego pana, który zarzekał się na wszystkie świętości, że widział jak TELEPORTUJĘ SIĘ i błagał mnie, abym nauczyła go tej sztuki. Może to śmieszne, może nie; wiadomo wszak było o nim, że jest chory. Mówiąc żargonem medycznym: zdiagnozowano go i leczono.

A co z tymi, podobno zdrowymi, którzy roją sobie to i owo i są święcie przekonani, że to naprawdę ?

Dużo zdrowia/ nam /wszystkim!
;))))

Reklamy

23 comments on “* Serdeczne Życzenia* ;)

  1. even21 pisze:

    Tak jest, Angie, żeby nie dać się zwariować i abyśmy zdrowi byli… ;)

  2. Nie ma ludzi zdrowych psychicznie – tak gdzieś kiedyś słyszałem – są co najwyżej tylko tacy, których jeszcze nie zdiagnozowano.
    Najgorsi są ci, którym wydaje się, że ich TO nie dotyczy i że są mądrzy i wiedzą lepiej, bo… Bo naczytali się książek, bo wiedzą, co w trawie piszczy, uczą innych, więc z definicji są mądrzy i… bo TAK:-)

  3. elatroska1 pisze:

    Poznałam tę chorobe depresji na własnej skórze..Nikomu nie życze tego stanu,tej niemocy która ogarnia wtedy człowieka.Człowiek jest wtedy bezsilny a ta bezsilnośc jest nie do opisania.!Najgorsze co może ci ktoś wtedy powiedzieć to jest:Weż sie w garść!

  4. Justyna pisze:

    Łatwiej leczyc ciało niz duszę …tak jakos mi sie skojarzyło…depresje miałam po smierci Taty i nigdy więcej takich chorób duszy …

  5. Cane pisze:

    Dziękuję i również życzę dużo zdrowia!
    P.S. Jedna z moich dawnych blogowych znajomych też pracowała (i nadal pracuje, tylko już w innym) zakładzie psychiatrycznym. Wówczas pisała pracę na temat pacjentów i pokazywała mi wiersze jednej z podopiecznych. Normalnie „Anioł przy moim stole”.
    P.P.S. Buźka!

  6. Cane pisze:

    Aha! W jednej z ostatnich książek Chwin stawia taką hipotezę, że każdy z nas jest zdolny do samobójstwa, tylko każdy z nas ma inny próg wytrzymałości, po przekroczeniu którego targa się na własne życie. Także myślę, że narażony na chorobę jest każdy, nawet ci z nas czujący się najsilniej.

  7. Pani Peonia pisze:

    Nie ma ludzi całkiem zdrowych psychicznie. Po prostu niektórzy jeszcze nie wiedzą, że nie są zdrowi. Mimo wszystko pięknego dnia!

  8. krakowianka pisze:

    Najgorsze w tym wszystkim,że jak bardzo mądrze piszesz Angie,bardzo cienka jest linia miedzy chorobą psychiczną a normalnością.Nigdy nie wiemy,co zrobi chory psychicznie,czy nie zagrozi naszemu życiu…I nigdy nie wiemy,czy ktoś tuż koło nas jest normalny czy nie…chorooby psychiczne są chyba najtrudniejsze do zdiagnozowania.I do przewidzenia następnej reakcji chorego…
    Ja też byłam kiedyś,po rozwodzie w depresji,czułam,że coś niedobrego się dzieje ze mną,na szczeście sama poszłam po pomoc i udało się…Niemoc w robieniu najprostszych czynności była czymś strasznym,nie można zapanowac nad reakcjami organizmu…Kiedyś w to nie wierzyłam…jak „delikatna” jest ta nasza psychika,jak łatwo ją uszkodzic jakimiś traumatycznymi przeżyciami…
    jesteśmy wobec tego bezsilni…
    Pozdrawiam ciepło:)

  9. filemonka pisze:

    Czuję, że z moją psyche jako tako, ale nigdy nic nie wiadomo…Dziękuję, Angie :)))

  10. porannarosa pisze:

    Za swoje i za nasze . Dziękuję za ten post .
    Angie :)

  11. wg108 pisze:

    Wszystkiego najlepszego całemu personelowi życzy niezdiagnozowany!

  12. Angie pisze:

    Dziękuję Wam:)
    Even, tak, żeby nie dać się zwariować! :)
    Caddi:* :))))))))) ci z ” definicji mądrzy” często bywają zwyczajnie śmieszni
    Ela:* nawet mi nie mów, że przestajesz się uśmiechać! Ja daję radę, to i Ty dasz! Mówię Ci!
    Cane:* Wielu chorych, najczęściej schizofreników, przejawia niespotykane talenty artystyczne, literackie, a często też matematyczne. Co do tego ” progu wytrzymałości” i / a samobójstwa; zgadzam się z przytoczoną tu tezą. Myślę, że często ból fizyczny jest decydującym czynnikiem( patrz :eutanazja)
    Peonio, dziękuję! Ja mam swoją tezę: niezależnie od tego jak jest naprawdę, najważniejsze: nie krzywdzić. A wtedy można ” sobie chorować” ;)
    Krakowianko:* Delikatna i niezbadana. Nieprzewidywalna.Ściskam mocno:)
    Filemonko:) kto jak kto, ale Ty się z pewnością trzymasz! Najważniejszy– po prostu dystans.
    Roso:) Jak miło mi, że odwiedziłaś mnie! dziękuję i za swoje i nasze! :)))
    Wg:*** Jak chcesz, to mogę załatwić coś- nie coś. Możemy pójść razem zdiagnozować się, choć obawiam się, że wówczas psychiatrzy wysiądą ;)))))

  13. Angie, nie ma co dziękować. Komentujemy, gdy czujemy, że mamy coś do powiedzenia, gdy coś nam się skojarzy lub mamy na kogoś wkurwa. Ot wszystko:-)

  14. mmrr pisze:

    Dziękuję za życzenia Angie… wszyscy coś tam piszą niby o każdym i o sobie ale jakoś nikt Tobie nie dziękuje za życzenia… a Ty też życzenia skierowałaś do nas :)

  15. joan1te pisze:

    Depresja gości u mnie w domu, a ja jako obserwator chętnie bym ją wyprosiła.

  16. Wizja pisze:

    Angie,z racji zawodu/nie lekarz/ odwiedzałam kilkakrotnie szkołę szpitalną przy jednym ze szpitali psychiatrycznych.Tzw.przypadki-niektóre,dziecięce….nie do opisania,nie do zapomnienia.Pani ordynator chłodna i opanowana komentowała niektóre”beznadziejne”przypadki.TYLKO ZDROWIE!Obyśmy dotrwali bez większych szkód.

  17. Wizja pisze:

    Sorrki Rosa ale nie daję rady wpisać się u ciebie.

  18. Krystiana pisze:

    -interesujący wpis,mądry—-zdrowia wszystkim…)))

  19. andreas6314 pisze:

    …co to jest dowie,ten się dowie kto je stracił… :-) dobre

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s