* Ten cudowny Virtual, czyli jak poderwać Angie na skyp’e * ;)

Korzystając z L4 i co za tym idzie, większej ilości wolnego czasu, nadrobiłam chyba już trochę swoich zaległości internetowych. Nieczęsto już mam okazję tyle buszować w sieci; niedługo znikam znów i to na dobry kawałek czasu, jadę wreszcie na wakacje:)

Wczoraj wrzuciłam tutaj fragmencik swej książki o internecie, moim dawnym zachwycie nim i ludziach poznanych poprzez i w sieci. Wczorajszy fragment był o mojej przyjaźni z pewnym starszym panem. Był Anglikiem mieszkającym w Genewie, emerytowanym profesorem chemii. Niektórzy natychmiast podali w wątpliwość tak czyste intencje ww pana, jak i sam fakt istnienia Go w ogóle/ w tzw realu. Śmieszne dla mnie; śmieszne, bo gdy się ma około 90 zagranicznych kontaktów na samym skyp’e , przesegregowanych i po dobrym chrzcie bojowym, po totalnym sicie ( mogło być około 500, większość odpadła), to już się chyba wie co z kim można itd. A tym bardziej jeśli spotyka się w sieci osobę publiczną, znaną, której wiarygodność / istnienia/  łatwo można sprawdzić, nie ma chyba o czym mówić nawet.

Ciekawe wnioski wynikają z moich kilkuletnich obserwacji i uczestnictwa w życiu świata wirtualnego . Celowo będę generalizować oddzielając grupę moich wirtualnych znajomych z ogólnie pojętego Zachodu ( nie będę nikogo teraz męczyć podziałem na nacje i wynikających z tego różnic kulturowo- mentalnych) i Polaków. Z wielkim smutkiem zauważam, że najwięcej internetowych oszustów różnej maści jest niestety wśród naszych Rodaków.

Skąd to się bierze, dlaczego tak jest? Myślę, że to kwestia mentalności społeczeństwa oraz stopnia jego rozwoju / poziomu cywilizacji. My raczkowaliśmy, gdy na Zachodzie ( ogólnie pojętym) czy w USA komunikatory internetowe były już popularne i powszechne. Dla Nich( Anglików, Amerykanów, Niemców itd) to rzecz normalna, bez emocji, bez dodawania aury tajemnicy i adrenaliny. Owszem, odezwą się natychmiast głosy: a ci wszyscy zboczeńcy, pedofile, całe ich siatki??

Oczywiście istnieją, rzecz niepodważalna i tragiczna oraz na skalę , niestety, światową. Nie o tym jednak teraz , a o mentalności tzw przeciętnych użytkowników pc i netu.

Przeprowadziłam setki rozmów pisanych i mówionych na skyp’e. Rozmawiałam wiele z ludźmi z zagranicy ( szlifowanie języka było moim głównym celem istnienia tam). Co zauważyłam: obcokrajowcy bezpośrednio i bez ogródek mówili o sobie i jasno artykułowali swe chęci, cele i potrzeby.

” Nazywam się X. , jestem dziennikarzem, piszę to i to, podobasz mi się, pogadajmy”-  ok, śmieszne, a wiarygodność( jeśli się chce)  można sprawdzić ( tam prawie każdy ma swoją stronę internetową) Tylko..po co mi czyjaś wiarygodność do skypowej rozmowy ??

lub

” Nazywam się S. Chciałbym poznać kogoś fajnego. Romans a może i coś więcej. Chcesz poznać mnie?- tak, chcę, ale tylko tutaj, na płaszczyźnie rozmów.

” Nazywam się Y, jestem nauczycielem, pracuję tu i tu, jak chcesz pomogę Ci w angielskim” –ok, fajnie, opowiedz więcej o sobie, proszę(  itd )

lub

” Nazywam się Z , zabawisz się ze mną? ” –  tu strzał wirtualny w pysk i blokada kontaktu ;

” Jestem żonaty , mam dwoje dzieci. Fajna kocica jesteś, poszalejemy? Jestem 100 km od domu”- tu reakcja  jak wyżej;

” przepraszam, ale jestem gejem..”- no to co?  pogadać możemy przecież! ;

„Ee, myślałem, że masz czarne włosy, nie szukam blondynki..”-  no to go out

Czasem wprost zdjęcie nagiego , męskiego ciała i propozycja zabawy-  Blokada kontaktu natychmiast.

Bezpośredniość, jasne deklaracje- to cechuje poznanych przez mnie mężczyzn z Zachodu. Jakby nie miele czasu ani ochoty  na jakieś zbędne , czarujące słowa, na udawanie kogoś innego, niż są w rzeczywistości. Strony ze zdjęciami kumpli, rodzin, miejsc pracy czy ulubionych knajpek, do wglądu. Coś podobnego jak dziś na fejsie albumy moich latorośli i ich przyjaciół. Żadnych tajemnic, aż do przesady czasem! ( zobaczyłam niedawno  na stronach moich młodszych, kanadyjskich i włoskich koleżanek kilka swoich zdjęć..aż nieswojo się poczułam, ale cóż, takie czasy chyba teraz…)

A Polacy? Nigdy szczerze , oszukują wprost i naokoło. Wieczna aura tajemnicy i ciągi niedopowiedzeń. Żadnych zdjęć , co już budzi pewne wątpliwości ( żona w zanadrzu? A może już ktoś nas zna z tych naszych odchyłków psychicznych lub seksualnych i dlatego nie możemy ujawnić się? )

” Jesteś śliczna i taka wrażliwa, blebleble, tititi „-  feee,  torsje na boku! Noszz powiedz chłopie wprost o co ci chodzi! Sex na kamerce- spadaj na drzewo; spotkać się kiedyś w realu- ojjj, wiele wód w rzekach musiałoby upłynąć i bekę wirtualnej soli musielibyśmy zjeść najpierw! pogadać na kamerce?- po co, nie muszę Cię widzieć wcale, by gadać wirtualnie . Złe małżeństwo i ty taki nieszczęśliwy?- do psychologa może, ja nic na to nie poradzę…

Najgorsi są jednak tacy, którzy próbują mydlić oczy, oszukują, lawirują. Wysyłają wiersze, rzewne piosenki, piszą o swej wielkiej tęsknocie i samotności. Już prawie, prawie zaczynam wierzyć, gdy wywiad mój rozwiewa cały czar ( tak, własny wywiad należy posiadać; )

Pewnie pomyślicie, że okropna jestem. Może i tak, ale wyraźnie i mocno oddzielam to , co  doznaję w sieci od życia realnego.

Wczoraj Cane spytał dlaczego nie byłam pewna tego spotkania z profesorem. Ano Cane dlatego, że mnie do niczego nie potrzebne przenoszenie większości znajomości wirtualnych do świata realnego. W jaki sposób skonsumowałbym przyjaźń ze starszym panem? Łamiąc sobie głowę i język w próbach dyskusji NA ŻYWO w j.angielskim z nim? Starszy pan profesor przywodził mi na myśl mojego Śp Dziadka. Przywoływać Duchy przeszłości? Oczywiście, spotkałabym się z nim , był naprawdę dla mnie PRZYJACIELEM , ale niestety odszedł. I jak już pisałam, czasem naprawdę brak mi Go,; brak TU w wirtualnym świecie, który jest częścią mego świata ogólnie. Oddzieloną i oddzielną  , ale przecież częścią.

Niewiele jest osób , z którymi znajomość zawartą w sieci chcę przenieść w real. Jesteśmy tu, w necie , czasem możemy się świetnie bawić razem, czasem kłócić ( choć nie wiem po jaką cholerę) czy uczyć angielskiego; możemy pisać swoje bleble i chwalić się swoimi zwierzakami na zdjęciach. Ale to jest

TU i TERAZ, nie u nas w domu, ogrodzie, pracy czy ulubionej kawiarni!

*

Ważne jest TU i TERAZ.

Zupełnie jednak inaczej sprawy się mają, gdy w grę wejdą uczucia. Bo można pokochać przez/ poprzez sieć. I miłość ta jest dokładnie taka sama jak ta realna. A może nawet wrażliwsza, delikatniejsza i mocniejsza. Gdy pozbawieni jesteśmy jednego ze zmysłów, wyostrzają się inne. Nie możemy  przecież dotknąć – więc słyszymy mocniej, widzimy mocniej i czujemy mocniej. I niekoniecznie idealizujemy!

Ale to już zupełnie inny temat.

*

PS. Uwagi i spostrzeżenia odnośnie polskich bywalców komunikatorów internetowych, nie dotyczyły oczywiście wszystkich moich drogich , spotkanych przeze mnie w sieci Rodaków :>

Reklamy

25 comments on “* Ten cudowny Virtual, czyli jak poderwać Angie na skyp’e * ;)

  1. SMERF pisze:

    Wiesz, chyba otworzyłaś mi oczy. To faktycznie dwa różne światy. Nie piszę żadnego blogu, może nie mam takiej potrzeby, albo zwyczajnie nie potrafię, już wiesz, że dla mnie Ty jesteś mistrzynią pióra. Z drugiej strony nie bardzo rozumiem ludzi, którzy opowiadją dość otwarcie o swoim życiu takim na co dzień. Ty tego nie robisz, ale są takie blogi opowiadające o prywatności, tego nie rozumiem i nie czytam bo sama wtedy czułabym się zażenowana, to tak jakbym właziła z buciorami w czyjeś życie. Zakładając że ten ktoś pisze prawdę.
    Życzę Ci udanego urlopu i wracaj uśmiechnięta, taka jak jesteś teraz, a może nawet bardziej.

  2. goldenbrown pisze:

    Życie wirtualne wdarło się w polskie realia gwałtownie i ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami. Jedni się tym zachłysnęli, inni podchodzili, jak do przysłowiowego jeża. Ale fakt jest taki, że mało kto teraz nie zetknal się z komunikatorami, z serwisami społecznosciowymi, z całym dobrodziejstwem internetu. I po zachwytach, ze oto „zobacz, piszę tu, a tam, po drugiej stronie globu mi odpowiadają!!” przyszło otrzezwienie i zastanowienie, po co tracić czas? czy to potrzebne? co to daje? Mówię o „kolekcjonerach” znajomosci – czy to na Skype, czy na FB, itd.
    Sporo jest blogów osobistych, gdzie ludzie opowiadają o swoim zyciu, ale niektórzy czynią to nader szczegółowo, piszą o wszelkich aspektach, a to, moim zdaniem, zakrawa na ekshibicjonizm. A moze nastapiła zamiana realu na wirtual, może znajomości wirtualne są „lepsze”, bo nie „krytykują”, nie mówią słów prawdy, tylko „głaszczą”, „wspierają”, bo i tak: klik i nie ma nas;)
    Wirtualne znajomości? Dlaczego nie?:) Tylko zdroworozsądkowo:)

    • Angie pisze:

      Goldi:*
      Jesteś Wielka! To samo myślę: zdroworozsądkowo. A granice już ustalmy sobie sami. Mam koleżanki, które umawiają się przez net..na sex! Dla mnie nie do przyjecia i nie do pojęcia.
      A
      ” zobacz, piszę tu, a tam, po drugiej stronie globu mi odpowiadają! ”
      —– to mam do dziś! Nie jak kiedyś, oswoiłam się, ale LUBIĘ! Szczególnie jak ktoś z mojej rodziny znajdzie się gdzieś heeen. Zachowuję się wtedy jak dziecko, cieszę się całą gębą. A jak już połączyłam się kiedyś z Ziomalem via camera( moim Super Kumplem) gdy On wyjechał do Norwegii, o mało nie dostałam czkawki z radości!
      :)))))

      • goldenbrown pisze:

        Trochę rodziny i przyjaciół mi się porozjeżdżało… Skype jest w takich sytuacjach, jak znalazł:)
        Pamiętam, że jak załozyłam na nim konto, to chyba w porywach było ze 2 mln uczestnikow on line. A teraz? prawie 40 mln! (podejrzałam teraz)

  3. Opowiedziane, zanalizowane, teraz pora przemyśleć wszystko:-)

    • Angie pisze:

      Żem przemyślała
      „Ciekawe wnioski wynikają z moich kilkuletnich obserwacji i uczestnictwa w życiu świata wirtualnego .(…) ”
      Resztę przemyśleń później.
      Chateau Cazeaux, rocznik 2009 . Czekam ;))))

  4. Angie pisze:

    Goldi:)
    Ja jestem trochę zła, że mam tę nową wersję skyp’a i nie może już do mnie przyjść kazdy, kto chce. ( Kiedyś było ” skype’ me) . To dopiero była zabawa!
    A wtedy, te kilka lat temu, dla mnie skype był tym ” jeżem”, o którym pisałaś.
    A Oni( zagraniczniacy) traktowali to jak rzecz normalną …

  5. Elatroska pisze:

    Znajomosci internetowe bywają rózne jak rozni są ludzie.Ja czesto zastanawiam się co daje takie oszukiwanie i opowiadanie nieprawdy.Moze jest z tym rodzajem ludzi tak ze oni sami juz w nie wierzą?Kiedy jestes sobą nie musisz się martwić ze ktos złapie cię na kłamstwie.Trzeba jednak zachować ostroznosć i jasnosc umysłu w stycznosci w wirtualu bo zło czy dobro tak samo odczuwamy i czasami mozemy niepotrzebnie się stresować.Na blogach po dłuzszym czasie mozna odróznić co prawdziwe a co wybujała wyobraźnia.Ty Angie w stu procentach zaliczasz się do tych prawdziwych-)Twoja szczerosc az kipi prawdą dlatego tu bywam.

  6. rudaja pisze:

    Osobiście doceniam „dar” internetu i istniejących w nim komunikatorów. Tak, dla mnie jest to dar, sama w ten sosób wiecznie szlifuję angielski i niemiecki, poznaję ciekawych ludzi, podtrzymuję znajomości zawarte w tzw „realu”, bo czasami kilometry, a czasami nawet dwie ulice to droga nie do przebycia ;)

    W życiu wirtualnym, tak jak iw realnym staram się być szczera, też nie lubię tej całej otoczki tajemniczości-oczywiście są pewne sytuacje, gdzie gra słów i pozorów maswoje uroki, ale uwielbiam grać w otwarte karty i doceniam to u moich znajomych, zarówno tych rzeczywistych i internetowow-rzeczywistych.

    Swój wywiad także posiadam i prowadzę czasem małe śledztwa, ale to juz skrajne przypadki.

    Najwdzięczniejsza jednak jestem internetowi za odnalezienie pewnego Pana (S.) Można kogoś zauważyć w rzeczywistym wagonie PKP, ale co zrobić gdy trzeba wysiąść, jak żyć dalej z tymi jego oczami i słowami w głowie?
    Mnie uratował właśnie internet i oczywiście bycie uważnym słuchaczem i dlatego lubię internet i madre z niego korzystanie.

    Pozdrawiam Piękna i życzę dalszych owocnych, nie przekłamanych, znajomości internetowych i tych bardziej realnych również :)

  7. violamalecka pisze:

    No cóż….
    powiem tylko, że poznaliśmy się z Bo
    poprzez internet… ;-)

    • SMERF pisze:

      Takich znajomości chyba bałabym się, a mimo to podpowiedz na jakim portalu?

      • SMERF pisze:

        Pytam z czystej ciekawości, mam, właściwie miałam znajomych którzy tak sie poznali. „Ten jedyny”, gdy ona musiała wyjechać ( nie byli z tego samego miasta) poszukał kogoś innego. Nowo poznana kobieta przyjechała, widziała, że jest tam ktoś inny, ( chyba, że wszystko było pochowane ) a mimo to postanowiła wejść w taki układ. I to jest właśnie internet, mówisz co chcesz, widzisz też co chcesz i przekonani jesteśmy, że nikogo nie krzywdzimy, a prawda często jest inna-wirtualna. Wolę ludzi z reala.

  8. Angie pisze:

    Powiem Wam, że jedną z najważniejszych osób w moim życiu , poznałam właśnie przez internet.
    Wszystko jest względne, a z internetem jest jak z każdym wynalazkiem.
    Nóż- niezbędny do krojenia chleba, obierania jarzyn , robienia różnych potraw.
    Nóż- narzędzie zbrodni.
    Powyższy tekst napisałam pod wpływem kilku dobrych lat swych obserwacji oraz badań zachowań społeczności netowej( w baaardzo ogólnym ujęciu)

    • SMERF pisze:

      Powiedz, Angie czy dałabyś „poderwać się” przez net nie widząc kogoś, nic o nim nie wiedząc? Moja znajoma pojechała w tzw „ciemno”- odważna kobieta, po kilku rozmowach. No i w sumie nie wyszło jej to na zdrowie. W życiu bym tego nie zrobiła, ze strachu oczywiście. Ta druga też, pewnie poszła w ciemno, może jest z tego samego miasta- nie wiem.
      Nie rozumiem takich kobiet, ale cóż, nie wszyscy są tacy sami.
      Właściwie to powinnam być Smerfetka, ale niech zostanie ten Smerf, ok?

  9. filemonka pisze:

    Angie, Twoje spostrzeżenia, w tej kwestii pokrywają się z moimi. Polscy mężczyźni wciąż leczą swoje kompleksy…no jeśli nie wszyscy, to większość. Komunikator i ciekawy awatar pozwala poczuć się super facetem ;) Mało tego, z moich obserwacji wynika, że im dalej na południe Polski, tym większa dulszczyzna i gawędziarstwo erotyczne/Małopolska przoduje wg mojego rankingu/…;)

    • Angie pisze:

      Filemonko, aż tak nie obserwowałam Naszych, by analizować podział na regiony kraju; na pewno masz rację. Mnie wystarczająco zdenerwowali tym swoim gawędziarstwem / pieprzeniem/ lub udawaniem, próbą mydlenia oczu. Nie patrzyłam już nawet skąd ten i ów.
      Powtarzam: NIE wszyscy, mam do dziś kilku przemiłych panów na komunikatorach. Niestety nie mam już tyle czasu …

  10. filemonka pisze:

    Oczywiście, Angie, bywają normalni ;) ale w sieci, procentowo jest ich niestety dużo mniej. Zdrowy facet też nie ma za dużo czasu na gawędziarstwo…pracuje, ma swoje realne życie.

    • Angie pisze:

      Z całą pewnością. Nie znam ANI jednego mężczyzny wśród Bliskich i przyjaciół, którzy mieliby czas i ochotę na pieprzenie w sieci….
      Co innego jeśli chodzi o ludzi samotnych, tych, którzy w swej szarej rzeczywistości garną się do innych, licząc na spotkanie bratniej duszy lub uczucia. Sama byłam w takiej sytuacji, gdy rozpier…ł się mój kręgosłup. Rozstałam się akurat z moim małżonkiem. Jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym był wtedy skype. Nieoceniona rzecz, naprawdę!

  11. bagienny pisze:

    Czemu się dziwić, kiedy świat szedł do przodu Polacy szli do tyłu. Zamiast wybrać ICQ wybrali wstecznorozwojowe GG. Poza tym ta „otoczka” pleple jest pierwszym sygnałem, że masz warzywo po drugiej stronie. Eot ;]

    • Angie pisze:

      Witam Cię Bagienny w skromnych progach mego bloga ( ma być bloga, bo się rymuje ;)))
      Coś w tym jest, co piszesz. Żeby było jasne: nie jestem piewcą Zachodu i ludzi stamtąd.Wolę już jednak często ich niesmaczną bezpośredniość, niż nasze bleble czy pleple

  12. even21 pisze:

    Angie, masz sporo racji w tym, co piszesz. Jakoś ta dulszczyzna wychodzi z Polaków w sieci :)
    Nie mam takich jak Ty doświadczeń, jeśli chodzi o komunikatory, ale poznałam kilka naprawdę fajnych dziewczyn, blogerek, z którymi spotkałam się w realu – raz, drugi, trzeci… i jeśli któraś rzuciłaby hasło kolejnego zlotu wiedźm – z przyjemnością w nim wezmę udział!

    • violamalecka pisze:

      Ja też poznałam paru fajnych ludzi
      poprzez internet, oczywiście zdarzały
      się zgniłe jabłka…. ale i też perełki
      takie jak moja pokrewna dusza
      i przyjaciel Urden,.. nie wspomnę o Bo…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s