* Panie Egzaminatorze.. * ;)

Z pamiętnika Angie, czyli jak CEL UŚWIĘCA ŚRODKI ;)

Zanim opowiem dalszy ciąg historii z lat osiemdziesiątych, podzielę się dziś  Wami wspomnieniem mojego egzaminu na Prawo Jazdy.
Rzecz przypomniała mi się pod wpływem emocji /nerwów mojej koleżanki, która będzie za parę dni podchodzić do prawka
( Aniu, trzymam kciuki!! )
Było to siedem, może osiem lat temu. Dostaliśmy z Ex-em ( ex małżonkiem mym) w prezencie od jego Matki auto. Ex oczywiście, jak większość mężczyzn, którzy mają TO we krwi, potrafił już dobrze jeździć. Ale ponieważ Ex’a wówczas ciągle nie było
( albo jeździł za granicę, albo udawał się w kilkudniowy rejs po knajpach) , musiałam podjąć wyzwanie i spróbować się nauczyć prowadzić oraz zdać na Prawo Jazdy.
O mojej nauce nie będę pisać; wystarczy wspomnieć, że moimi nauczycielami byli mój Wielki Brat( tak, ten Mały Brat z opowieści o latach osiemdziesiątych:)) oraz Ex , gdy raczył zjawić się o trzeźwym umyśle w Zamku. Jako, że jazda z małżonkiem często kończyła się awanturą, nie pozostało mi nic innego, jak zdać się na łaskę mego Big B. Do dziś nie wiem jak On wytrzymał to; nie zapomnę jak kiedyś ” wypłynęliśmy na szersze wody” i Brat pozwolił mi jechać po asfalcie, normalną drogą. Fajnie jechało się, dopóty, dopóki nie zobaczyłam gdzieś 200 metrów od nas autobusu , który ruszał z przystanku W NASZĄ STRONĘ! Smok, potwór we własnej postaci!! Patrzyłam jak zahipnotyzowana na zbliżający się autobus, po czym nagle…
zatrzymałam samochód i..uciekłam z auta, patrząc rozpaczliwie na Brata” Nie dam rady, boję się, weź Ty siadaj za mnie i prowadź” !!!
:))))
*
Nie myślcie czasem, że nie miałam swego prawdziwego instruktora! Jasne, że miałam i bardzo lubiłam Go
– Angie, Ty masz dziewczyno dryg i poradzisz sobie świetnie!
– ee tam..wystraszyłam się autobusu..i nienawidzę tych innych wielkich na drodze!
-musisz zrozumieć, że NIESTETY i one/ wielkie, są TEŻ użytkownikami dróg; za piękne byłoby, abyśmy jeździli tylko MY!
Kazik ( instruktor) wierzył we mnie i w przeciwieństwie do Ex’a i Big B. nie krzyczał na mnie. Chwalił:
– pamiętasz dziewczyno jak mknęliśmy ostatnio po szosie 120 na godzinę? Nie każdy uczeń, a tym bardziej uczennica tak potrafi! Opanujesz tylko te manewry na placu i masz zdany egzamin, spoko!
– mknęliśmy tak, bo to Pan musiał jakoś przyspieszać! Wysiadałam z tego auta cała mokra wtedy z nerwów!
– ale doprowadziłaś je! Bezbłędnie! A zakręty brałaś jak stara wyga! Hahaha, ja też byłem mokry z nerwów!
– eee, ścinałam jak Pan mnie uczył
– i o to chodzi! Zostawię Ci następnym razem samochód na placu manewrowym, a Ty będziesz robić łuk póki Ci nie wyjdzie jak należy.
Tak, z łukiem miałam problem. Nie wiem czemu akurat z łukiem; dziś wydaje mi się to dziecinnie proste :)
*
Nadszedł dzień egzaminu, podejście drugie( pierwsze każdy z mej grupy musiał lunąć, ponieważ zarząd Ośrodka był skłócony z Kazikiem/ lub odwrotnie; zresztą czy to takie ważne? ;)
Pamiętając uwagi znajomych oraz pod wpływem własnych obserwacji , postanowiłam ubrać się stosownie, tzn:
” żadnych sukienek/ szczególnie obcisłych! , żadnych wysokich butów, żadnego ostrego makijażu ani długich pazurków, bo ONI TAKIE oblewają z mety ”
Koleżanka Angie zaprezentowała się bardzo, ale to bardzo dziewczęco:
stonowany, granatowy dres, kretyńskie trampki, włosy upięte w kucyka i absolutnie żadnego makijażu. Do tego mina skromnego, dobrze ułożonego dziewczątka ( dobrze, że nie było tam nikogo, kto mnie zna ! ) :)))
Siedziałam niczym to pokorne cielątko w wielkiej sali z innymi ,czekając na wyniki pierwszej części egzaminu . Czyli manewrów na placu. Serce stanęło mi w gardle, gdy wśród trzech spośród trzynastu osób z mojej grupy, które mają przejść do następnego etapu egzaminu, wyczytano moje nazwisko, MNIE!
Gdy wsiadłam do samochodu znów poczułam, ze noga niesamowicie mi się trzęsie. Tak jak na placu manewrowym!
” Nie panikuj, durna- mówiłam do siebie w myślach- zdałaś plac, zdasz i jazdę po mieście, to już nic takiego! ”
Obok mnie w samochodzie siedział starszy pan.
” Wygląda nawet miło, ale to może być tylko pozór, może być świnią, uważaj Angie! ”
– witam Panią. To co, jedziemy?- spytał Starszy Pan
– tak, jedziemy. Panie..panie, hmmm( jak do niego się zwracać, do cholery?? ) panie..E_GZA_MI_NA_TORZE, czy ja mogę…mówić sama do siebie?
– oczywiście. Tylko..czemu tak?
– bo widzi pan, mnie to rozładowuje zwykle, a obecność pana tutaj mnie okropnie stresuje!
– haha, ok, no wie pani, ja niestety nie mogę wysiąść, hahaha!
– tak wiem, haha, niestety!
Wyjechaliśmy z Ośrodka. Znałam okolicę doskonale, ale musiałam do siebie mamrotać. Tak na wszelki wypadek, aby przypominać sobie znaki i zasady ruchu drogowego
” Tu jesteśmy na głównej, zaraz będzie przejazd kolejowy bo jest krzyż świętego tego no..no, Andrzeja ” itd
Egzaminator zerkał na mnie. Uśmiechał się
” niezły debil muszę być w jego oczach, na trudno, muszę jakoś zdać! ”
– czemu jedziemy na trójeczce ciągle? Chyba powinniśmy zmienić bieg już, nie wyrobimy na paliwo tak jadąc! – egzaminatorzy i instruktorzy uwielbiają zwracać się do uczniów ” my”
– jedziemy na trójeczce bo: po pierwsze, jak damy wyższy bieg, wyższe obroty i pójdzie nam nóżka mocniej na gaz, to przekroczymy dozwoloną tu prędkość i będzie po egzaminie. A o paliwo będziemy martwić się, jak będziemy sobie sami kupować, o!
-aha, już rozumiem!
:))
Dojechaliśmy do krzyżówki z główną.
– dlaczego tyle stoimy?- spytał Pan
tyle stoimy ponieważ ..TAM jedzie rower..
– ale ten rower jest chyba ze 100 metrów od nas, zdążylibyśmy spokojnie wjechać na główną!
tak, z pewnością zdążylibyśmy, gdybyśmy MIELI WPRAWĘ w prowadzeniu auta, a nie byli początkującym kierowcą – zawsze udawało mi się szybko zapoznawać z językami innych ;) – a tak, to co? Wjedziemy na główną, zgaśnie nam auto z nerwów, bo nie JESTEŚMY SAMI W TYM SAMOCHODZIE i co- będzie po egzaminie?!
– aha. Ostrożności nigdy za wiele, ok :))
W tej przedziwnej , nawet sympatycznej atmosferze, dojechaliśmy do bramy Ośrodka.
– powiedz mi Dziewczyno Droga, odpowiedz mi: dlaczego tak chcesz mieć prawo jazdy?
Głupszego pytania w życiu nie słyszałam! Ok, głupie pytanie, głupia odpowiedź:
– bo muszę czymś jeździć na zakupy!
-ok, a teraz: STÓJ!!!- nagle egzaminator wydarł się w niebo- głosy.
Był to czas gdy w Legnicy, gdzie zdawałam egzamin, jakiś czas temu miał miejsce straszny wypadek. Dziecko wbiegło na ulicę, kierowca nie wyhamował…Od tamtej pory w ramach egzaminu OBOWIĄZKOWA była scenka , gdzie na komendę egzaminatora ” Stój! ” należało NATYCHMIAST zatrzymać samochód. Mógł zgasnąć, stanąć na sztorc, mógł nie wiadomo co- należało stanąć i koniec.
Koleżanka Angie oczywiście ZAPOMNIAŁA o tym, że ” mogą z tego stój egzaminować” A że znała już trochę zasady poruszania się na drogach, spokojnie odpowiedziała, nie zatrzymując wcale auta:
dobra, zaraz stanę, ale tu to chyba głupio tak na środku; NIKOGO TU NIE MA I NIE MA POTRZEBY ZATRZYMYWANIA SAMOCHODU; podjedziemy pod mur i tam zaparkujemy!
Tak też uczyniłam.
Mój egzaminator otarł pot z czoła i wygłosił:

JA W ŻYCIU NIE WIDZIAŁEM CZEGOŚ TAKIEGO! EGZAMINATOR MÓWI DO NIEJ STÓJ, A ONA: ZARAZ! CHODZIŁO O KOMENDĘ, A NIE O FAKT STAWANIA NA ŚRODKU OŚRODKA, CHOĆBY NIE WIEM JAK GŁUPIE TO BYŁO! CO ZA BABSKO!!! NO TAK, ALE JAK JEST MĄDRZEJSZA OD EGZAMINATORA , JAK JEST TAK UPARTA I NIE DAJE SIĘ WPĘDZIĆ W MALINY.. I JAK JUŻ JEŹDZI TAK NAWET- NAWET I OSTROŻNIE…NO TO
DAM JEJ TO PRAWO JAZDY!

:))))
*
Z radości chciałam go ucałować. W samochodzie. Nie pozwolił mi jednak, bo:
– no wiesz, chętnie, ale nie TUTAJ, bo Ci tam inni, to pomyślą, że my Bóg wie gdzie i Bóg wie po co jeździliśmy zamiast zdawać egzamin!
:))))))))))))

18 comments on “* Panie Egzaminatorze.. * ;)

  1. eulalia87 pisze:

    i tylko instruktor powiedział: „zdała Pani, ale proszę na siebie uważać” – w sumie miał rację, ciężką nogę mam do dziś ;)

  2. Angie pisze:

    Eulalia:))))
    Powiem szczerze: wspólczuję tym , którzy dziś zdają( podobno są kamery w samochodach! )
    ;)

  3. Cane pisze:

    Angie, lubię Twoje lekko pisane opowieści, są bardzo sympatyczne. Do oszlifowania i do druku! :)

    • Angie pisze:

      dziękuję Cane :))
      Ale co tu szlifować, ze stylem ani interpunkcją raczej nie miałam nigdy kłoptów :P
      A tu jest blog i tu panują troszkę inne zasady przecież , np te znaczki
      ” :) lub ;) ”
      ;)))))

  4. wg108 pisze:

    Zdałem za pierwszym podejściem, ale chyba towarzyszył mi spory stres, gdyż do dziś pamiętam wiele szczegółów. Sam egzamin zaczął się już po ciemku, bo to było w listopadzie, w dodatku zanim przyszła moja kolej zaczął padać deszcz. W związku z tym większość oblewała, bo plac super przećwiczony za dnia jednak w lusterkach zupełnie inaczej wyglądał przy blasku latarni w siąpiącym deszczu. „Za moich czasów” zmorą zdających było też losowanie aut. To znaczy równolegle były ze trzy zespoły egzaminatorów na placu dysponujące różnymi samochodami więc prawdopodobieństwo trafienia na „swoje” auto wynosiło 33%. Z kolei podczas kursu jeździło się wyłącznie autem przypisanym do instruktora. Taka była wtedy filozofia, że mając prawo jazdy masz umieć wszystkim jeździć. OK, ale nie po dziesięciu godzinach nauki jazdy i w egzaminacyjnym stresie. W dodatku auta były różnych marek w fatalnym stanie technicznym, na przykład w moim padała już skrzynia biegów i trzeba było wiedzieć jak wrzucić wsteczny żeby cofać. Jedne wielkie jak ciężarówki a inne malutkie. W moim zdawaniu „za pierwszym razem” miałem sporo szczęścia. Po pierwsze trafiłem na „swoje” auto. Po drugie kobieta, która zdawała przede mną zaliczyła plac i wróciła z trasy (chyba zdała), w każdym razie zachowała się bardzo elegancko, bo zdążyła mi zapodać szeptem „uważaj, zaciągnęłam ręczny i jeszcze jedno, jak wyjedziesz na ulicę z ośrodka to zaraz stań, bo ktoś zwalił na ulicy kilka ton węgla, czarne na czarnym nic nie widać przez te wycieraczki, o mało się nie wpakowałam”. No i to były bezcenne informacje, gdyż z ośrodka wyjeżdżało się na wąską lecz bardzo ruchliwą ulicę w centrum Krakowa; piesi notorycznie schodzący z wąskich chodników, autobusy, tramwaje, szał pał.

    • Angie pisze:

      wg:*
      Moja koleżanka też zdawała w listopadzie. Zdała, bo jak opowiada: śnieg zasypał wszystkie linie, było późno i ” facet” śpieszył się do domu
      ;))))

  5. mmrr pisze:

    To ja miąłem jakoś łatwo, bo za pierwszym razem i teorię i jazdę. Na egzaminie z jazdy mój egzamin wygłądał tak, że na parkingu wsiadłem do samochodu/Malucha/ postawionego przy krawężniku i miałem pojechać ok.30m w lewo i zatrzymać się przy boku prostopadłym parkingu i tyłem wrócić na miejsce. Następnie miałem wystartować w prawo do drugiego boku prostopadłego parkingu i znowu wrócić na miejsce. Tylko dwie osoby miały taki egzamin z jazd. Pozostałe trzydzieści pare osób jeździło po mieście. Dlaczego miałem tak łatwo i szybko? bo gdy przyszedłem na pierwszą jazdę to swojemu instruktorowi powiedziałem, że ja przyszełem się nauczyć naprawdę jeździć… bo ja będe woził rodzinę. I zaczeło się… innym mówił, że jedziemy na ulicę Żeromskiego, Sienkiewicza czy inną a mnie nigdy tylko na bieżaco mówił:
    -jedziemy!!!
    -prosto!!!
    -w lewo!!!
    -w prawo!!!
    – więcej gazu!!!
    i tak miałem przez wszystkie jazdy po mieście.
    A przy ćwiczeniu parkowania pod garażami na osiedlu tyle razy mine musztrował, że pot lał mi się na oczy z czoła/ prawo robiłem w maju-lipcu/.
    Zaskutkowało to potem takim krótkim egzaminem z jazd.

    • Angie pisze:

      Mmrr, to świetnie! Jestem pewna jednak, że prócz Twych umiejętnosci dużą rolę odegrał Twój schludny i budzący zaufanie wygląd ( może nie wierzysz, ale wygląd jest jedną z najważniejszych rzeczy, nawet na ” prawku” ! ) To proste, udowodniono to zresztą już dawno.
      Znam takich, którzy od LAT prowadzili auta, potrafili je naprawić, a zdali egzamin za 5ym- 8ym nawet razem. Dlaczego? Bo jak ktoś ma 180 cm, ogolony na pałę, ciemne okularki, dresik- luzik albo czarna skóra i czuje się w aucie” pełny relax”- no to wybaczcie państwo…!
      Egazminatorzy lubią skromność.Sprawdzone, mówię Ci Mmrr
      ;)))))

      • mmrr pisze:

        Caddicusie tak licho i durnowato to nie wyglądałem :))))))))))))))

      • mmrr pisze:

        Nie zastanawiałem się nad tym Angie…ale może coś w tym jest bo mam kolegę z mojego zakładu, który szukał pracy chodząc po zakładach czysto ubrany w kaptur, z łysą głową i w spodniach z krokiem w kolanach i go nie chcieli przyjąć a gdy pytał dlaczego mówili, że spowodu ubioru i wyglądu :)))) Wszyscy moi koledzy z pracy mówili, że to „rasizm” :))))

  6. Egzaminator lubi władzę, lubi się nię delektować przez ten krótki czas egzaminu. Pokora i skromny wygląd dają mu okazję podbudowywać własne ego w myśl tego, czego oczekiwał car Piotr Wielki od stających przed nim:
    Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.

  7. Krystiana pisze:

    -można by napisać książkę z opowiadań zdających prawo jazdy….))))

  8. violamalecka pisze:

    Kiedy skasowałam przyjacielowi skodę,
    postanowiłam nauczyć się
    jazdy samochodem na kursie
    prowadzonym przez fachowców z LOK-u.
    Do dziś widzę czasami drzewo,
    które nie wiedzieć dlaczego,
    nagle wjechało na mnie zza zakrętu. ;-)))

  9. urden pisze:

    Jak to spiewał Młynarski:
    Róbmy swoje,
    Pewne jest to jedno, że
    Róbmy swoje,
    Póki jeszcze ciut się chce,
    I zamiast minę mieć ponurą
    Skromniutko ot, z Ameryk którą – odkryjmy,
    Róbmy swoje,
    Może to coś da? Kto wie?…

    Pozdrówka :D

  10. Memoiren pisze:

    Ja chciałem robić prawko na „dużym” Fiacie, ale niestety nie chcieli utworzyć grupy tylko dla mnie, więc się woziłem Maluchem.
    „- Czyś ty zwariował? Takim wielkim autem? Przecież tam nie widać tyłu auta!”
    Więc bujałem się klekotem zapalanym na cięgno między fotelami po okolicznych ulicach. Ale wiecie? Dopiero po dłuższym czasie zauważyłem niesamowitą cechę charakterystyczną dla tego pojazdu. Otóż jest to jedyne auto jakie znam, które z napędem na tył i z silnikiem z tyłu, zachowuje się w zakrętach jak samochód z napędem na cztery koła! To wręcz nieprawdopodobne !?!?!
    Ps. A wiecie dlaczego Angie jeździ tak szybko? Bo jej się często obcas zahacza… :)))

  11. Elatroska pisze:

    Ja zdałam za pierwszym razem teorię i jazdę.Jednak jazdę zdałam fuksem.Patrzyłam na samochod przedemną i robiłam to co on -)))Pierwsze spotkanie z dużym samochodem miałam podobne jak ty.Wtedy wydawało mi się to nie do wykonania-))))A dialogi podczas egzaminu nie nadają się do publicznej wiadomosci i chociaź to był grudzień pot po dupeczce mi leciał a nogi to mi zesztywniały tak ze nie mogłam wyjsc z samochodu -)))))

  12. ugoldenbrown pisze:

    Niech mi ktoś powie, jak to jest, że podczas zdawania egzaminu na prawko stress jest większy, niż na maturze, czy na egzaminach na studia..?
    Chyba egzaminator naprawdę wciela się w jakiegoś tyrana i dyktatora;)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s