* Sama. I szybko! ;) *

Kilka lat temu ( dobrych kilka ) kupiliśmy z Ex auto. Nasze pierwsze auto! Tak złożyło się, że tuż przed zakupem naszego cudownego opla ,skończyliśmy niemal równocześnie kursy Prawa Jazdy. Ex był po kolejnym odwyku.
Gdy pojawiła się nasza Astra, rzecz oczywista, Ex przejął ją we władanie. Jak większość mężczyzn , potrafił jeździć już od lat ; ” dokument” miał tylko umożliwić mu poruszanie się autem po całym świecie.
I jak większość mężczyzn, Ex miał umiejętność prowadzenia samochodu ” we krwi”. Prowadził naprawdę świetnie. Fascynowało mnie i było wielką moją zagadką jak On potrafi tak równo, tak bezbłędnie wjechać między różne inne auta i tak idealnie zaparkować naszą astrę! Nawet tyłem!!
Przecież ja też mam Prawo Jazdy…ale czemu On jest tak błyskotliwy w tym, a ja nie??? – szlag mnie trafiał na te myśli.
Uczył mnie. On i mój Brat. Mówili, że ” jest bardzo dobrze jak na kobietę ” . Nie satysfakcjonowało mnie to, mimo wszystko . Dlatego gdy tylko miałam okazję jechać gdzieś blisko , zabierałam astrę i jechałam. Sama.:))) Radziłam sobie, ale…
Mój brat i mój Ex byli i tak niedoścignieni…
Czułam ciągły niedosyt, tym bardziej, że po Wielkich Miastach zawsze jeździł Ex. Bałam się i szkoda było zwykle czasu na ośmielanie mnie…

*

Niecałe dwa miesiące po zakupieniu auta, zaplanowaliśmy wycieczkę w góry z dziećmi. Naszą Astrą oczywiście.
Zarezerwowałam miejsca w schroniskach, upiekłam kurczaki i różne mięsa na wyjazd, upiekłam, ciastka itd, załatwiłam pieniądze. Teoretycznie ( i praktycznie) jak zwykle załatwiłam wszystko. Ex miał tylko z nami BYĆ i prowadzić auto .
Mieliśmy jechać skoro świt, gdy On wróci ze zmiany nocnej.
Wrócił. Może: ledwo wrócił…..
– tooo cooo kochanie, kurwa, jedziemy? Jessstem gotów!- wybełkotał.
Opadły mi ręce. Dlaczego , dlaczego akurat teraz, teraz , gdy dzieci czekają ze spakowanymi plecaczkami, on się nachlał??
Zrobiłam coś, co NIGDY nie zdarzało mi się. ROZPŁAKAŁAM SIĘ przy swej Księżnej Matce….
– widzisz Mamo? Nie pojedziemy…przez niego…co ja zrobię??
– uspokój się. Nie płacz. Masz Prawo Jazdy przecież, pojedziesz Ty!
– w góry???? Ja???
– dziecko, nie dramatyzuj. Znasz zasady, znasz auto ,a droga tam jest prosta. Zaraz Ci pokaże na mapie. Ja sto razy tamtędy jeździłam SAMA. Czas na Ciebie :)
– dobrze. Pojadę.Ale SAMA, bez tego bydlaka!

*

Ponieważ Ex nie pozwolił się wysadzić z samochodu, Brat zadecydował:
– nie wyrzucaj go Angie, niech jedzie. Wytrzeźwieje w końcu do jutra, jutro przed Wami Przełęcz Śmierci, on dobrze jeździ….A teraz jedź Ty. Tak jak uczyłem Cię.Ostrożnie, rozglądaj się uważnie, nie wyprzedzaj ,gdy nie trzeba. Spokojnie. Dasz radę.

*
Droga w góry była drogą przez mękę . Moją drogą przez mękę. Ex pól drogi śpiewał i śmiał się do rozpuku- z moich błędów.
– moja Niuuuniia! Jak Ty pięknie wymusiłaś pierwszeństwo! hahaha! Ooo, moje serce, jak Ty cudnie przekraczasz prędkość!
Nie słuchałam go. Musiałam odciąć się.
ZAWSZE SIĘ ODCINAM. BY PRZETRWAĆ. DO DZIŚ .
(Choć już dawno nie jestem z nim..)
*
Dojechaliśmy . Góry! Piękno ich pozwoliło mi na chwilę zapomnieć o całym tym stresie związanym z wyjazdem.
– Mamusiu, patrz! Teraz , do tego zamku , musimy jakoś dojechać samochodem. Pod górkę będzie ostro!- zaszczebiotał z tyłu Pierworodny
– ok dzieci, wjeżdżamy! A Ty- zwróciłam się do Ex- skończ z tym chorym, pijackim śmiechem i teraz skoncentruj się. Przed nami góra. Masz mi pomóc!
a w czym? Serpentynka! Cudo! To jedziemy Niunia! Gaz!
Potem zabiję pijaka, teraz muszę TAM dojechać- pomyślałam.
Jechaliśmy drogą serpentyn. Przepiękna wstążka. Coraz wyżej i wyżej.
– Patrzcie dzieci jak pięknie! Jakie cudowne, stare świerki!
– Mama, ale tam jest psepaść – zapiszczał Mały Lewek
– to co Durniu, że jest przepaść- odezwał się Pierworodny- jedziemy autem! Lepiej patrz na drogę i pomóż mi szukać drogowskazu do Zamku, bo Ojciec chyba jeszcze dobrze nie widzi i nie pomoże Mamie!
Wspinaliśmy się naszą Astrą coraz wyżej. Widoki bajeczne! I nagle:
– Mama- głos dwóch małych chłopczyków wyrwał mnie ze skupienia nad pokonywaniem serpentyn- Mama, my przejechaliśmy drogowskaz chyba! Tam dalej, znaczy wcześniej było : ZAMEK w prawo! A Ty jedziesz ciągle pod górę!
Rozejrzałam się. Chyba mają rację. jesteśmy BARDZO WYSOKO. Zatrzymałam auto na przełęczy.
– dobra, to teraz musimy zjechać w dół…jakoś…
– eee tam, Serce, nie dramatyzuj, nie musisz nawet zawracać- odezwał się nagle Ex- zjedziesz w tył kawałek i skręcisz w prawo!
Myślę, ze każdy wie jak trudno- a szczególnie nowicjuszowi!- zjechać po ” serpentynie” w dół tyłem!
Widzisz we wstecznym tylko po swojej lewej PRZEPAŚĆ i Żadnych barierek obok, żadnych pasków w środku drogi nawet!
MAKABRA!
Musiałam zjechać. Kawałek. TYŁEM. Nie wiem ile, może 50, może 100 metrów w dół? Równo, równolegle do mdłej linii wąskiej szosy…
Zobaczyłam maleńkie skrzyżowanie.
– To tu! Dobra, jedziemy zaraz w prawo!
*

I stało się coś , czego nie zapomnę do końca swoich dni.
Gdy zjechałam do krzyżówki, zaciągnęłam ręczny, by utrzymać się na tej stromej górze i skręcić w prawo.
Zaciągnęłam hamulec ręczny a moja Astra——–jechała nadal w dół! Prosto w przepaść! Mijały SEKUNDY, próbowałam hamując ” roboczym”, zwykły zatrzymać auto. Nacisnęłam z całej siły ten zwykły, ” roboczy” .
– Wychodzić z auta! I to już! Proszę dzieci, wyjdźcie stąd natychmiast!- jakoś zatrzymałam opla. Moja prawa ręka utkwiła w jakimś dziwnym, maksymalnym uścisku na hamulcu ręcznym; prawa noga z całej siły dociskała zwykły.
– nie wyjdziemy Mama! Masz COŚ Z TYM ZROBIĆ!- krzyknął Pierworodny
– Mama, zrób coś- zapłakała Małą Wiedźma
– Mamusiu, nie wyjdziemy bez Ciebie- zaszeptał Mały Lewek
– Jasna Cholera, wyjść stąd i to już!!!
Nagle paniczny śmiech Ex wyrwał wszystkich z szoku
– Ty Idiotko- zwrócił się do mnie miło Ex- nie wiesz jak się robi ” górkę” ???
– Ty Kreaturo, wiem! Ale zrozum: ręczny wysiadł!
– daj mi go- Ex chwycił moją dłoń trzymającą kurczowo hamulec ręczny
– oo! Faktycznie coś nie tak! Rób ” górkę” bez ręcznego! Tak jak Cie uczyłem! Operujesz teraz samym nożnym! Jarzysz?? Wyjedziemy stąd- Ex nagle otrzeźwiał
– jak wyjedziemy?? Jak wyjedziemy, skoro jesteśmy NAD przepaścią?? Bierz dzieci i wyjdźcie stąd, natychmiast!!
– Nie. Masz ruszyć TAK JAK POTRAFISZ TO ZROBIĆ! Pamiętasz?
Pamiętałam. Cały czas. Pomyślałam, że NIE MA TAM PRZEPAŚCI. Ot, zwykła ” górka”

Taka, jaką ” robiłam ” setki razy. Teraz tylko GAZ do dechy!

:)))
*
Nie wiem jak to zrobiłam. Nie wiem jak dokonałam tego, ze Astra skoczyła nagle jak dziki królik, że zaryczała jak lew i znalazła się w bezpiecznym miejscu na przełęczy….
Dojechaliśmy do Zamku. Bezpiecznie, choć z zepsutym ręcznym.
Ex jakby otrzeźwiał.
wiesz co stara? Ty dobrze jeździsz! Ty sobie RADZISZ!

*

Nie wiem czy dobrze, ale jeżdżę. SAMA.
Od wielu lat już…
Szybko, bardzo szybko
:)

Reklamy

16 comments on “* Sama. I szybko! ;) *

  1. violamalecka pisze:

    Fantastycznie opowiadasz.
    A wiesz u mnie było odwrotnie,
    to ex miał problemy z autem.
    Kiedyś nawet… ha, ha,
    Chciał wlać olej do silnika.
    Mówi do mnie
    – Idź i przynieś mi z domu lejek.
    – Po co Ci lejek- zapytałam zdumiona.
    – A jak mam nalać przez taki mały otwór-
    odpowiedział wskazując na miarkę oleju.
    A jak się mu autko w drodze do pracy
    popsuło, to koledzy radzili mu:
    – Jedź do żony, to Ci naprawi. ;-)

    Bałam się wtedy, że mnie przez to
    całkiem znienawidzi. ;-)

  2. charmee00 pisze:

    Tak dynamicznie piszesz, że znowu się zasapałam. I dodawałam gazu, razem z Tobą. Aż mnie nogi i ręcę zdrętwiali!

    Buziak.

  3. mmrr pisze:

    szacunek Angie.. radzisz sobie super :)

  4. graforoman pisze:

    Wydaje mi się, że ręczny jeszcze nie naprawiony. Ze sprawnymi hamulcami taka dynamika tekstu byłaby nieosiągalna. ;)

  5. Krystiana pisze:

    -„konieta pracująca”,oj dasz radę wszystkiemu….
    :-)

  6. maxcel pisze:

    Łojejku! Asz mnię przytchło, Angi, i poty wyszły…:) Nie na moje nerwy ta opowieść ;)
    Niewątpliwie, jesteś dobra w te klocki, w hamulcowe też…//

  7. Navia pisze:

    Ja też się spociłam z wrażenia. Niesamowicie opowiadasz, masz prawdziwy dar ( jak u Czarownicy zresztą :) )

  8. angiewitch pisze:

    Dziękuję !
    Dziękuje WSZYSTKIM za miłe słowa i cieszę się, naprawdę bardzo cieszę się, że lubicie to moje pisanie!
    Bo czasem , gdy przeniesie się coś ” na papier”, gdy wyrzuci jakieś emocje, jest ..jakby lżej.
    :)))))

  9. wg108 pisze:

    Teraz to już piękne wspomnienie, ale czuję ile stracha wtedy zjadłaś. Przez lata za kółkiem to uzbiera się sporo przeżyć, grunt żeby zawsze kończyło się tak szczęśliwie!

  10. angiewitch pisze:

    Nie było mnie długo, więc odpowiem WSZYSTKIM:
    Viola, wyobraź sobie, że o ” środku ” auta, to do dziś mam nikłe pojęcie…Sto razy pokazywano mi ” co, gdzie i jak” ,ale ja jakoś tak nie wczuwałam się. Choć, myślę, że w razie czego, coś wykombinowałabym :)))
    Mmrr- staram się :)
    Graforomanie- dynamika to była w latach 80/90ych ;> ;)) teraz to jakiś niezgrabny cieć koleżanki Angie
    Krysiu- może dam radę, może…;)
    Navia- opowiadam tak zwykle. Bo jak coś opowiadam, to czuje to, to wracają emocje
    Charmee, Maxcel- uwielbiam Was WCIĄGAĆ :> A nawet kocham! :***
    Wg- nie wiem czy to takie ” piękne wspomnienie” Bałąm się potwornie, szczególnie o dzieci. Ale: nie ma tego złego, co by na dobre
    dzięki temu, że Pijak był pijakiem, ja przełamałam lęk i nauczyłam się NAPRAWDĘ jeździć.
    „Chrzest bojowy” ;)))

  11. Grazyna ♥ pisze:

    Nie chciałam tego przeczytać, ale każde słowo zmuszało mnie by dojechać do końca Twej podróży. Moje miasto położone na górkach, do tego niektóre ulice to kocie łby. Nie ma tak zaraz przepaści, ale za to ruch jak diabli i gdy pada jedzie się jak na sankach z góry takiej ulicy. Nie przezwyciężyłam strachu i nie mam odwagi by tutaj krążyć samochodem. To co Ty opisałaś zaciekawiło, ale napędziło mi raczej stracha, tak jakbym sama kierowała i do tego obok osoba, która poucza, niezbyt przychylnie i nie bardzo służy pomocą. Dziewczyno potrafiłaś w tym wszystkim utrzymać nerwy na wodzy, bo ja chyba bym eksplodowała. Sztuką jest zapanować nad sytuacją a przede wszystkim nad samą sobą… zachować spokój! Nie wszystich stać na coś podobnego – chylę głowę!

  12. urden pisze:

    Bo najtrudniejszy jest ten pierwszy raz. Każdy wie jak to jest, bo czytał, ba nawet prawko zrobił, ale dopiero jak usiądzie za tym kółkiem z całym rodzinnym bagażem-mężem (żoną), dziećmi, walizkami i psem, to wtedy jest ten jedyny pierwszy raz. Jak pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, itepe.
    Pozdrawiam serdecznie

  13. varriora pisze:

    jak to mówią? Gdzie diabeł nie może …. ;), babki są twarde, zawsze dadzą sobie radę :D

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s