* Einen Stern, czyli o Angie co nie chciała (? ) Niemca *

Ponieważ część moich Przyjaciół cierpi na wczesnojesienną chandrę , zwaną „wkurwem strasznym” lub „nagłym dołem” , podejmuję próbę rozweselenia Ich wrzucając tutaj jeden z rozdziałów mojej książki pt
My teachers of English from the internet” .
Zaznaczę, iż jest to najkrótszy rozdział tego dzieła ( nie chcę nikogo zanudzać:> ) oraz, że będę głucha na wszystkie złośliwe, kąśliwe itd uwagi moich Czytelników, gdyż historia opisana niżej była ,nie dość, że prawdziwa, to jest do dziś jedną z najmilszych historii w moim życiu ( nie tylko internetowym)

AN ANGEL

Była niedziela. Padało, nie można było nigdzie wyjść. Ale można było „wejść” do internetu „powęszyć” troszkę, pogadać z kimś. Zalogowałam się na skypie. Chwilkę potem napisał do mnie jakiś Niemiec
-witaj Angie! Jestem Frank.
– witaj Frank! Skąd jesteś?
– jestem Niemcem. A Ty jesteś Polką?
– tak, jestem Polką
– znam wielu Polaków i bardzo ich lubię- pisał łamaną angielszczyzną
– masz na myśli znajomych z netu?
– nie tylko. Ale w internecie też poznałem Polaków. Są bardzo sympatyczni.
– Ty też wydajesz się sympatyczny Frank! Bardzo ładne zdjęcie! Ile masz lat?
-25
– Boże, jesteś bardzo młody!
– a Ty ile masz lat Angie?
– ja mam ..ponad 30! Dużo ponad 30..jestem dużo, dużo starsza od Ciebie!
– to nic! Jesteś bardzo miła! I bardzo ładna!
– mam nadzieję Frank, że nie jesteś internetowym zboczeńcem, który chce…robić COŚ i patrzeć na mnie!- wypaliłam natychmiast , mając w pamięci regularny, powracający co kilka dni mass atack w sieci, odchyleńców różnej maści na moją biedną osobę ;)
– haha! Nie, nie! Ja nawet nie mam kamery! Po prostu lubię poznawać nowych ludzi i czasem w takie deszczowe dni jak dziś, porozmawiać z kimś
– nie masz dziewczyny?
– nie, nie mam. Mieszkam sam tylko z moim kotem. On mi ciągle ucieka, teraz znów uciekł, muszę zaraz iść go poszukać!
– ok, idź,Pogadamy potem jak chcesz
– dobrze, pewnie, że chcę!
Gadaliśmy często. Polubiłam tego chłopca. Poprawiałam jego angielskie zdania, zawsze mi dziękował i wysyłał wirtualne kwiaty. Zaprzyjaźniłam się z Nim. Nazwałam Go „Angel” i tak do niego zwracałam się. Był zawstydzony:
– Angie, nie jestem takim Aniołem wcale! Jestem normalnym chłopakiem. Nienawidzę tylko niesprawiedliwości i podłości. Nie mogę patrzeć na krzywdę innych. I to wszystko. A wcale dobry taki nie jestem….
Wydawał się bardzo wrażliwym, szczerym i przemiłym młodym człowiekiem. Był na ostatnim roku informatyki, miał już pewną pracę w jakiejś dobrej firmie, gdzie odbywał praktyki. Był niesłychanie ambitny i pracowity. Gdy spytałam gdzie wyjeżdża na wakacje, odpowiedział:
– Angie, ja nigdzie nie jadę. Ja muszę iść do pracy aby zarobić na koniec studiów!Może we wrześniu będę mieć kilka wolnych dni.
– wiesz Frank, moje prawdziwe mię to Agnes. Tak brzmi po angielsku. Czy po niemiecku też tak się pisze?
– o tak! To piękne imię! Moja ciotka ma na imię Agnes! Co niedzielę jestem u niej i robimy razem paczki dla dzieci
-jakie paczki Frank? Dla jakich dzieci?
– no, paczki dla biednych dzieci z Afryki…
O kurcze, świat się zmienił! Niemcy działają charytatywnie! Byłam pod wrażeniem, którego nawet moja kochana acz złośliwa niebywale Latorośl Męska nie rozwiała mówiąc:
mama, nie bądź naiwna, oni tam pewnie sobie zakładają nową kolonię „Hitler Jugend”. Wskrzeszają się hehehehe
– to nie jest śmieszne, idź stąd Palancie! Poza tym nie wiem jak możesz mówić tak o chłopaku, który zawsze Cię pozdrawia i tak lubi!

I faktycznie Frank zawsze pozdrawiał Łukasza. Odkąd opowiedziałam mu, że Łukasz był w Niemczech, że zna dobrze niemiecki i jest zachwycony kulturą i społeczeństwem niemieckim, Frank został „fanem” mego synka. Okazało się, że urodził się i wychował w mieście, które mój Lew zwiedził. Doskonale oczywiście znał tamte rejony, którymi Łukasz zachwycał się i najpierw za moim pośrednictwem dzielił się z Nim różnymi spostrzeżeniami.
Potem pisali po niemiecku, Lew „ ćwiczył” język „ na Franku” . Niewiele rozumiałam, ale sądząc po zadowolonej minie Młodego Lwa, Frank wywarł na Nim bardzo dobre wrażenie.
Pewnego dnia mój młody przyjaciel znad Renu wysłał mi jakąś ładną, niemiecką piosenkę. Gdy powiedziałam, że nie rozumiem przecież tekstu, Frank odparł:
– nie szkodzi Angie, Lukas może ci przetłumaczyć!
Łukasz przetłumaczył. Była to piosenka o miłości. O gwieździe miłości, która, gdy leci do nas, nie możemy jej przegapić jej i musimy ją złapać…i nigdy nie oddać, bo ona spadła przecież dla nas…
Nastąpiło coś..coś chyba jak moja konsternacja lekka :)
*
Frank lubił mnie i to nie tylko jako przyjaciel już…Co dzień wysyłał serca, pocałunki. Co dzień „przytulał mnie” wirtualnie. Było mi trochę głupio:
– Frank! Jestem starsza od Ciebie! Nie zapominaj!
– Ale jesteś wspaniałą kobietą Angie! Bardzo chciałbym Cie spotkać i naprawdę przytulić…Bardzo, bardzo…
– Frank, nie możesz tak mówić1 Jesteś młody, przystojny i mądry. Na pewno masz dużo znajomych dziewczyn w Twoim wieku. Na pewno są śliczne i fajne!
– Angie, ONE są ładne, ale nie są mądre. Chcą zwykle pieniędzy, materialistki! One nie mają DUSZY, a Ty ją masz!
No tak, tu się nie pomylił akurat…Było mi bardzo miło. Zawsze było miło mi z tym młodym Niemcem. Zawsze też pamiętał o mnie: w święta, w Nowy Rok słał życzenia. Jednak Jego uprzejmość oraz ofiarność i nieukrywana sympatia do mnie osiągnęły apogeum, gdy postanowił…podarować mi nowy komputer! :)))
To było tak oczywiste: gdy troszkę zdenerwował się, że znów padł mój komputer, chciał mi wysłać w prezencie „ nowy i bardzo dobry”
– Angie, ja mam trzy kompy w domu! Pamiętaj, że to dla mnie nic takiego! To u nas nie jest aż tak drogie….
Długo musiałam wyjaśniać Mu, że nie mogę przyjąć takiego prezentu :)))
A Najlepszy ( mój dobry, stary przyjaciel Skorpion) uważał, że był to błąd
– no jak, no co Ty?! Nowy komputer?! Odmówiłaś??? Trzeba było brać!!- mówił zdegustowany moim posunięciem
– no tak, ale jeśli przyjechałby kiedyś Frank naprawdę tu, jeśli …jeśli oznaczałoby to jakąś moją zależność od Niego…
-powiedziałabyś, żeby zabierał go z powrotem, bo to do niczego pudło a nie sprzęt !hehe
– dobre, udało Ci się! Czasami zaskakujesz mnie swą bystrością! I kto by pomyślał…- musiałam „odkuć się” za Franka! Najlepszy zrozumiał i udając złość wbił we mnie swój „wzrok węża”.
Bardzo lubiliśmy się z Najlepszym. Czasem żałowałam, że nie jestem trochę młodsza, może Najlepszy popatrzyłby na mnie jak na dziewczynę a nie starszą siostrę…ehhhh…..
Natomiast dla Franka mój wiek nie stanowił żadnej przeszkody w „kochaniu” mnie.
Pewnego dnia oświadczył mi się. Przez internet oczywiście. Na skypie :)))
Powiedział, że czeka na mnie w Niemczech, że Jego dom będzie moim domem. Spytał czy poczekam na Niego, aż skończy studia.
– Frank, a co powiedzą Twoi rodzice i ciotka Agnes?
– Angie, Ty jesteś taka dobra i czarująca, że pokochają Cię od razu!
Już widziałam tę „wielką radość” w niemieckim domu z okazji mego przyjazdu! Młody, niemiecki informatyk i stara D… z Polski….Ehhh, no cóż, life is brutal, nie mogę tam jechać, muszę ostudzić Franka…
Jakoś mi się udało, tak delikatnie, by Go nie zranić.
Frank jednak uparł się, by ” przynajmniej mnie odwiedzić”
– Angie…przyjechałbym nawet w ten weekend, ale wiesz…jest zima i bardzo boję się jechać do Polski w zimie….
– Frank! Słuchaj, Polska nie jest zupełną dziczą…NIEKTÓRE DROGI TUTAJ SĄ ODŚNIEŻANE…- nie wiem , czemu pisząc to zaśmiałąm się… :> ;))))
– dobrze, rozumiem, nie chciałem Cię urazić Angie..ale lepiej , jeśli przyjadę na wiosnę. Pójdziemy ( …) – i tu Frank roztoczył romantyczną wizję naszego spotkania w mieście Breslau …wiosną
Stwierdziłam, że
jednak chyba nie wiem czy w ogóle chcę Go spotkać. A bo może zakocham się? Jeszcze tego mi brakuje! W młodym Niemcu!
Postanowiłam zrobić coś, co rzadko robię: skonsultowałam się z moją najbliższą przyjaciółką.
– Angie, a czy nie mówiłaś ostatnio, że Szwed Ronnie, Rosjanin Sergiej, Anglik Joe i Francuz Marc chcą Cię odwiedzić w Polsce? Ty może zastanów się czy nie powinnaś wynająć busa na wiosnę…
Tym zdaniem Moja Przyjaciółka przebiła złośliwością wszystkie znajome moje..nawet znajome Skorpiony!

;)))

Musiałam jakoś ” rozluźnić ” kontakt z Frankiem. Jakby udawało mi się, ale…
I tak pozostałam na zawsze jego „Angie”, do której długo jeszcze wysyłał wirtualne kwiaty, gwiazdy i serduszka. Pozostał w mej pamięci jako kochane, dobre, duże dziecko.

26 comments on “* Einen Stern, czyli o Angie co nie chciała (? ) Niemca *

  1. charmee00 pisze:

    Niektóre frogi są tutaj odśnieżane… Hahahahahahaha :*
    Kocham Cię!

  2. charmee00 pisze:

    Drogi :P Martini mnie się na zwrok rzuciło…

  3. charmee00 pisze:

    Spoko, Caddicus się zdeklarował.

  4. wg108 pisze:

    Ten Twój Anioł to musiał być z tych bardzo samotnych. Informatycy tak mają, nieznośny real. Dobrze, że o nim wcześniej nie wiedziałem, bo bym mu wysłał zajebistego wirusa. Zajebistego na śmierć.

    • angiewitch pisze:

      Wg :***
      Zaznaczę, żem nie powiedziała
      „kiedyś zakochałam się w pewnym Niemcu”
      :P :P
      Widzisz, ja nie tracę sejfkontrol( nawet jak mi chcą komputry wysyłać)
      :>
      :)))))))))))))))))))))

  5. caddicus pisze:

    Podtrzymuję deklarację wydawniczą:-)))

  6. mirka.d pisze:

    Angie, muszę kiedyś opisać swoją no może trudno to nazwać przygodą ale na pewno wirtualne zdarzenie które miało miejsce całkiem nie dawno, wiesz takie zdarzenia chyba się jeszcze nikomu nie przydarzyło ale to fakt autentyczny, może kiedyś napiszę tylko kto to będzie czytał hihi ?

  7. charmee00 pisze:

    Jak to kto? MY. Tylko daj cynk :)

  8. wg108 pisze:

    A mnie jak ktoś ładnie poprosi – to nawet przeczytam dwa razy!

  9. maxcel pisze:

    Angi :*** Do kolekcji rokochanych w Tobie brakuje chyba tylko Chińczyka i Eskimosa ;))
    Ciekawe, co ten ostatni mógłby Ci przysłać ewentualnie? :)

    • angiewitch pisze:

      Maxcel :***
      No coś Ty, oni wcale nie byli już jacyś rozkochani :>
      Tak szczerze mówiąc , przypomniałeś mi teraz, że znałam przez skyp’a pewnego Aborygena oraz dwóch białych Australijczyków :> :>
      :)))))

  10. Krystiana pisze:

    -witualna przygoda……no cóż tak to bywa gdy mamy Skype otwartego……
    ;-)

    • angiewitch pisze:

      Krystiano:)))
      Tych ” wirtualnych przygód” to mam pokaźny dorobek. Ta była naprawdę miła, naprawdę, jak widać chyba, delikatna i urocza.
      Na temat internetu i przygód oraz wręcz życia w sieci można napisać prace naukowe.
      Moim zdaniem wszystko jest niesamowicie proste: wszystko, ale to wszystko zależy od wzajemnego stosunku osób uczestniczących w ” przygodzie” oraz stosunku do samego internetu.
      Wiem na pewno, że można pokochać drugą osobę ” tam” w sieci i jest to takie samo uczucie, jak w tzw realu
      :)

  11. wg108 pisze:

    Hm, ja też dziś znalazłem połówkę, ale chyba to nie takie ważne

  12. guardangel pisze:

    No, se lajknęłam. Nie wiem, jak ja to przeoczyć mogłam, że u Ciebie też się da :) No przesz stoi jak byk napisane i avatarków pełno. Wybacz blondynce ;)))

    A co do komputera od Niemca to miałaś rację. Takiemu się wydaje, że podaruje kompa, a potem zaraz się wprowadzić może, zażądać śniadania do łóżka, zostawić skarpetki na środku pokoju i mówić do Ciebie: „mamuśka” :))))

  13. Grzesio Polak pisze:

    Ech, gdyby taka młoda, zgrabna i INTELIGENTNA zaczęła mi przesyłać wirtualne serduszka tudzież kwiatuszki, komputery, propozycje życia w trójkę z ciotką Agnes… No cóż, mężczyźni patrzą inaczej na pewne sprawy. Na pewno nie widziałbym przeszkód w różnicy wieku – wręcz dowodziłbym, jak oddalenie pokoleniowe wpłynie bardzo korzystnie na… No, na wszystko!

    Powinnaś koniecznie wydać tę książkę, bo zapowiada się super!

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s