Wichry Namietności ;)

Nie wiem po cholerę wczoraj złamałam swoją zasadę i obejrzałam po raz drugi jeden z tych filmów, których przez ich potężny ładunek emocjonalny, nie oglądam powtórnie.
” Wichry namiętności” …Doskonały Anthony Hopkins, śliczna Julia Ormond i faktycznie wyjątkowo dobry Brad Pitt. Właściwie świetny! I zasłużony w pełni Oscar za bajeczne zdjęcia Gór Skalistych.
Wpadłam w rodzaj nastroju, którego nie cierpię.Dziwna nostalgia,wieczorne bóle serca, fragmenty filmu w snach nocą…Takie ” dźganie duszy”. Za mocne już dla mnie. Potrzebuję już spokoju jednak. Przystani. Dobrej, cichej…
Po kiego czorta więc znów, wbrew i mimo woli wpycham się w coś mało realnego?? Czy to musi zawsze tak ze mną być, że im trudniej, im dalej, im mniej osiągalne- wtedy rozgrzewa się moje serce naprawdę? Czy w tym czekaniu, myślach i marzeniach jest właśnie sens?
Tyle miesięcy tłumaczyłam mojemu nieszczęśliwie , platonicznie zakochanemu przyjacielowi, żeby” zszedł na Ziemię” , ze może miłość jest gdzieś obok?Że może rodzi się właśnie w życiu codziennym, pod wpływem wspólnych przeżyć, ciągłego kontaktu w szarej rzeczywistości? Że może jest gdzieś tuż, tuż, niezauważona, niedoceniona?
Tak, wierzę w to i wiem, że tak jest. Ale sama robię inaczej. Wbrew swoim mądrym „naukom”. Miałam więcej nie angażować się, trzymać dystans wobec swoich virtual friends. I trzymałam.
S. znam długo, długo. Był zawsze naprawdę dobrym kumplem, przyjacielem. To z nim właśnie piłam beer via camera i śpiewaliśmy Doorsów razem; to z nim spędziłam długie godziny gadając i ucząc się angielskiego. Ale zawsze był tylko przyjacielem. Dużo wie, właściwie. Za dużo, cholera! To przecież jemu łkałam w telefon gdy Tamten mnie dobijał; to jemu opowiadałam łamaną angielszczyzną swoje przygody, grzechy większe i mniejsze. Był spowiednikiem, pocieszycielem,towarzyszem doli i niedoli. Nie, nie tkwiliśmy ciągle w necie, nie słaliśmy milionów smsów dziennie jak z Tamtym. Po prostu zawsze „gdzieś tam” był. Zawsze pamiętał, życzenia w święta, życzenia imieninowe..Gdy była powódź w ub roku nagle wysłał sms: „Angie, czy jesteś bezpieczna? Ciągle myślę o Tobie i martwię się o Ciebie ” . Akurat byłam na imprezie z moimi kierowcami w ogródku kolegi. Odpisałam, póki byłam w stanie coś odpisać:
– Yes darling, Im ok, now Im drinking with my drivers in ..in beautiful garden
Ładnie! Nawet nie zastanawiałam się, co może pomyśleć o mnie; znał mnie zresztą dobrze i był..tylko przyjacielem w końcu. Kumplem doli i niedoli. Potrafiłam nie raz nagle o północy napisać do niego, że mam ważną sprawę i czy może mi pomóc
– honey, Im at work and very busy. But whats going on?
– a nic, chciałam tylko Cie spytać jak prawidłowo będzie po angielsku ..( coś tam , jakiś bzdet) . Rzecz jasna pisałam po angielsku z nim, przecież on nie zna polskiego…
Oczywiście odpowiedział mi. Zawsze odpowiadał. I jak tylko chciałam i miałam czas spotykaliśmy się na wizji przez internet. Ja tu, on „thousand miles” ode mnie.Pewnie wielu nie uwierzy w to, ale nigdy, przenigdy nie wykonywaliśmy żadnych bezeceństw via camera. Zresztą od pierwszego spotkania z nim tam zastrzegłam, żeby, tak w razie czego, wybił sobie z głowy jakiś sex tu, bo brzydzę się tym A jak chce mnie naprawdę, to może kiedyś przyjechać. Wtedy pogadamy ;) rzecz jasna ,wtedy to był żart.
Wszystko było żartem: to jak planowaliśmy wakacje w Wenecji razem, to jak mówił, że jest już słaby a ja odpowiadałam, że mogę być jego love drug (shit, czy to podświadoma prowokacja? ) lub, że jest silny bo jest Królem Skorpionów przecież :D I że założę dla niego koronki i będę dla niego w nich tańczyć( no co , kurwa, to tylko taki żart był! ) Nie tylko w końcu on pocieszał mnie; ja też zawsze gdy był smutny stawałam na wysokości zadania.
Raz go wkurzyłam i to całkiem niechcący. Stosunkowo niedawno gdy zaczął się kryzys w Irlandii( jest Irlandczykiem) . Żalił się, że przez ten ” głupi kraj nie ma chwilowo pracy ani kasy a bardzo chce do mnie przyjechać naprawdę” A ja na to palnęłam
– wiem, wiem o kryzysie, ale słyszałam, że Anglia Wam pożyczy!
Kurr, było to co najmniej niestosowne.Zapomniałam o wrodzonej niechęci Ich do Anglii. Po raz pierwszy S, który nigdy przy mnie nie przeklinał, rzucił stekiem ” łacińskim” jak należy! Na irlandzki rząd, na to całe kurewstwo itd.
podobało mi się! :)
Wszystko z nim podobało mi się, póki było lekkim, kumpelskim żartem..Po 2ch miesiącach zawieszonego kontaktu przez mój sfiksowany komputer, spotkaliśmy się znów ” na kamerze”
– Angie, Ty jesteś taka śliczna, tęskniłem za Tobą, tak dawno Cię nie widziałem!
– bzdura S, mówiłam Ci, że zdjęcia i kamera zmieniają nasz obraz. Nie jestem wcale taka śliczna. Starzeję się i jestem za gruba.
-dla mnie jesteś zawsze młoda i śliczna i nie zmieniasz się przez te lata gdy Cię znam
Popatrzyłam w lusterko. No, trochę racji może ma ;)
– Angie, a co Ty pijesz teraz?
– no jak to co? Wódkę z sokiem, zwykle gdy rozmawiamy piję wódkę z sokiem, bo tak mi lepiej mówić po angielsku :D
– a, no tak, zapomniałem.
Gadaliśmy znów całe dnie, całe długie wieczorno- nocne godziny. Właściwie nie wiadomo o czym. Nie władam biegle angielskim, lepiej mi pisać niż gadać.Oczywiście gdy rozmawiam z nim mam 4 zeszyty do angielskiego i 3 słowniki w pobliżu :D To chyba dodaje uroku naszym conversations . A swoją drogą, skąd on ma tyle cierpliwości, by siedzieć i czekać aż sklecę dane zdanie?
Rozbroił mnie ostatnio. Rozłożył totalnie. Walnęłam tak:
– wiesz S., myślę, że jesteś znudzony mną
– dlaczego miałbym być znudzony?
– bo widzisz..ja ciągle mylę litery gdy piszę do Ciebie i ciągle muszę szukać odpowiednich słów on my mind
– to zupełnie jak ja!
Miałam atak śmiechu :D
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to , że S. postanowił do mnie na wiosnę naprawdę przyjechać.I że pewnego dnia równocześnie stwierdziliśmy, że te żarty ” u are my best friend, u are my angel, my darling” nabrały dziwnej, magicznej mocy i stają się rzeczywistością.
No ciekawe, kurrr, ile w tym prawdy.Z jego strony, ma się rozumieć. Ale to, że przyjedzie, wydaje mi się akurat realne całkiem.
Ja , mimo wszystko, próbuję nie zdurnieć znów. Tylko jak tu trzymać dystans, gdy wlazł mi w myśli i nie mogę go stamtąd za licho wygonić? Jak dawno już nie czułam tego dziwnego ciepła w środku serca, jak dawno świat nie wydawał mi się kolorowy! I jakie to dziwne, durne może, że tak ogrzewać mnie od wewnątrz udaje się właśnie jemu!
Nie, nie mogę wpaść w TO COŚ znów. Miałam , po Tamtym, już nie dać się porwać temu wichrowi…
ehhh, Angie, Angie , dlaczego ty nie możesz normalnie spędzić życia??
;)
A w ogóle to nie wiem jak Księżna Matka ustosunkuje się do przyjazdu S. Pewnie dostanie szału, że ” znów mi odp..ło” i każe się wynosić ” z tym obcym panem” do Irlandii ;) Ale jaja będą! Muszę ją jakoś przygotować psychicznie i zmobilizować synów do towarzyszenia S. w zwiedzaniu kraju( w końcu ktoś musi translate z polskiego well! )

Wysłałam to JEMU niedawno. I to chyba nie był żart…..

3 comments on “Wichry Namietności ;)

  1. caddicus pisze:

    Nie chciałbym być w skórze Księżnej Matki, ale zapewne i to przeżyje.
    Ważne iść za własnym głosem.

  2. angiewitch pisze:

    Księżna jak nabierze zaufania do kogoś, to ” matkuje” mu już wiernie. W sumie bardziej lubiła ( nie mylić z kochaniem! ) mojego ex niż mnie, choć to był kawał pijaka. Ale to on wstawał raniutko by Jej zrobić kawę i śniadanko do pracy. Mnie się nie chciało, rano zresztą lepiej mnie w ogóle unikać :)
    A poza tym i Księżnej przyda się odświeżyć angielski! A poza tym S. nie musi nocować wcale u nas ;)

  3. charmee00 pisze:

    Oczywiście opiszesz wizytę. Nie masz wyjścia, musisz pociągnąć te wichry do końca…

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s