Dziś dzień przymusowego siedzenia w domu.
Zdarza się czasem ;) Trochę to rozbija tydzień, wybija z rytmu, ale możliwość NIE wstawania o 5:30 i WYSPANIA SIĘ , rekompensuje wszystkie przeciw , znikają wszelkie ale itd
Tak, wyspałam się wreszcie ( od niedzieli to też wreszcie ) i przed kursem do kuchni zwiedziłam trochę zaprzyjaźnionych i nie zaprzyjaźnionych blogów.
Cóż mnie uderzyło: skąd ludziska mają tyle czasu?? Nic nie robią czy udają, że robią i klepią po internecie?
Skąd tyle zapału do tych wszelkich żarliwych dyskusji w sieci?
Dla mnie blog to jakby drugi dom i to ten lepszy dom. Domek, domeczek, świat westchnień , marzeń i ciepła; swego rodzaju przystań. Miejsce, gdzie mogę odblokować się, gdzie wszystkie problemy realne pozostawiam za zamkniętymi drzwiami. Zaglądam często na inne blogi, ale prawie nigdy nie wdaję się w żadne pseudo- naukowe dyskusje na tematy poważne. Szkoda mi czasu i emocji na to; poza tym od tego/ do tego dla zapaleńców są różne kółka i koła dyskusyjne tak internetowe, jak i w realu. Będę chciała, to Se pójdę; tutaj odpoczywam:>
Dziś byłam u mojego Przyjaciela Caddicusa; jak zwykle ciekawa notka, tym razem jednak dotykająca drażliwego tematu antysemityzmu.

http://caddicus.blogspot.com/2012/02/ci-obrzydliwi-zydzi.html#comment-form

Rozpętała się wielka dyskusja( swoją drogą podziwiam Caddicusie Twą cierpliwość! )

Choć , jak wspomniałam , rzadko to robię, zabrałam również głos w sprawie ,wrzucając swój quasi naukowy wpisik( komentarz) .
Moje stanowisko jest zresztą od dawna znane, a z niechęcią do KK , jak i z drugiej strony sympatią do
środowisk lewicujących nie kryję się ( co nie znaczy, że należę do jakiejkolwiek partii; jeśli miałabym gdziekolwiek wstąpić, to pewnie tam, gdzie ideą jest ratowanie zwierząt i Przyrody :> )
Ledwo zdążyłam wypowiedzieć się u Caddiego, ledwo odbyłam dwie ważne rozmowy telefoniczne, nastawiłam obiad, a już wpadła ze szkoły głodna Małgośka z kuzynką. Po nich głodne koty i Saba. I chwilę potem Pani Matka zapowiedziała się na
wieczornego śledzika .A przedtem konferencja na skyp’e omówienie spraw organizacyjno- prawnych w pewnych ważnych kwestiach z moim
już prawie prawnikiem z Anglii!
Ludzie, no i kiedy wziąć udział w jakiejkolwiek poważnej , sieciowej dyskusji?? Na to przecież trzeba mieć CZAS!!
*
Dziś ostatni dzień Karnawału. Muszę odsapnąć (od netu też), odsunąć się trochę …
Żadnych smutków!
ZATAŃCZMY! Przy cudownej, starej piosence; sama niesie w rytm!
Nie znam hiszpańskiego; podobno ” escucha me” znaczy ” słyszałam”
… ;)

Niedawno był DZIEŃ KOTA. Opinię swoją na temat Dnia Kota wyraziłam ostatnio. Usłyszałam m.innymi, że moja teza , że to durne , nieuzasadniona w pełni oraz argumentacja też cienka. Tak, jak bronię Święta Zakochanych, że być może ma źródło w starożytnym Rzymie, że potem wkroczył w to Św. Walenty ( katolicki święty) i że tak oto, jak w przypadku większości aktualnych świąt, zmiksowano tak kultury jak i pojęcia, tworząc kolejny, nowy szczególny dzień w kalendarzu, słyszę:
- chwila, chwila! Przecież koty były czczone w Starożytnym Egipcie! Skąd Ty wiesz, Angie, czy TO też nie ma źródła gdzieś TAM- w Starożytności? ( jak już tak osłaniasz się tą Starożytnością…)
- no dobra, ale czy na pewno 17 lutego?- mały strzał obronny
- no nie wiadomo kiedy, sięgnij do źródeł może!- strzał celny…
Nie chciało mi się sięgać do źródeł, bom leniwa. Ogólnie. Leniwa intelektualnie. Mój biedny brain i tak wiele zniósł już w życiu, a że upośledzony lekko niesamowitą dawką oktanów dostarczanych za młodu oraz dość solidną dawką tytoniu (dostarczanego regularnie) , woli być leniwy.Tzn kiedy nie musi się wysilać, nie wysila się :>
Dobra, kiedyś sprawdzę te koty w Egipcie. Wiem, wiem, że były święte! Toszz nawet swego czasu pisałam jakąś pracę o Egipcie!
A może spełnię swoje największe marzenie i pojadę TAM…sprawdzić osobiście? ;)))
(Piękny rym!)
*
Ponieważ zwykle robię na przekór, po swojemu, postanowiłam ustanowić dnia 19 lutego

DZIEŃ KOTLETA DE VOLAILLE

Oto jak powstaje i jak wygląda podany na obiad:

Podany został ze szpinakiem i sałatą w słodkiej śmietance. Do tego ziemniaczki pure.
Dla dociekliwych: w środku tego de volaill’a jest masło i natka pietruszki.

Myślałam o tym, aby założyć sobie na youtube stronę ‘Angie gotuje“.
Gotowałabym live; muzyczka w tle, Angie mówi co , kiedy robi.Oczywiście w jakiejś ładnej sukieneczce i jeszcze ładniejszym fartuszku. Nie zdecydowałam się, albowiem podczas gotowania po
pierwsze: mówię sama do siebie ( mam to od dzieciństwa; taki już mój urok. Gorzej jak zaczynam przemawiać do produktów, które wyrabiam..)
3. rozmawiam z kotami i psem, którzy wiernie towarzyszą mi w kuchni ( “Milordzie, weź łapkę ze stołu, bo ci, kur.., niechcący stuknę tłuczkiem do mięsa! ” albo” Saba, opanuj się, wyżarłaś kotom wszystko już z ich małych miseczek! Patrz, one teraz żrą z twojej! ” )
3. śpiewam czasem piosenki z włączonego radio
4.używam BARDZO BRZYDKICH wyrazów! ( skurwysyn i by cię ch..!- do noża, mięska, serka, mąki, cukru itd – to wyjątkowy lajcik…)

Wszystko to dyskwalifikuje mnie na miejscu ,jeśli chodzi o moja karierę w cyklu
” Gotowanie na Ekranie” …

*
Zrobiłyśmy z Księżną Matką pierogi ruskie i z mięsem. Pani Matka lepi, ja robię wcześniej farsze, gotuję ulepione pierożki, podaję na stół chętnym. Resztę studzę i pojedynczo przekładam do wielkich żaroodpornych naczyń( by odgrzać je na następny dzień)
Oczywiście ustanowię niebawem
DZIEŃ PIEROGA RUSKIEGO I PIEROGA Z MIĘSEM ;
w jakąś niedziele. winno być to
ruchome święto

Aha!
SMACZNEGO!
;)))

*DZIEŃ KOTA cz.II *

Posted: Luty 18, 2012 in Milord, Moje Zwierzaki

Będę się kajać…
Oczywiście, nie tylko kocur Milord mieszka w zamku; oczywiście nie tylko Jego kocham(y) !
Są też dwie kotki ; czarna jak smoła, o pięknych, zielonych oczach Diana, rodzona siostra Milorda
i
Ich kuzynka brązowo- złota w czarne prążki Iris!
Kotkom niełatwo jest zrobić zdjęcie; są dość płochliwe( choć mieszkają od urodzenia w Zamku) . Poza tym ciągle ich nie ma, polują na wszystko, co tylko można chwycić- od ciem począwszy, przez myszy , po całkiem duże ptaki.
Są bardzo pracowite , zwinne i szybkie oraz cholernie inteligentne ; Księżna uważa,że to typowe dla ( niemal)
wszystkich samic większości gatunków …. ;)))

This slideshow requires JavaScript.

***
Choć to Dzień Kota, nie mogłabym nie wspomnieć o NIEJ.
Najmądrzejsza, najwierniejsza.
To ONA broni Zamku ;)))

SABA

*

Nie wiem co za imbecyl wymyślił ” Dzień Kota”.
(Czy ludziska nie wiedzą, że zwierzaki trzeba zawsze kochać ,cały rok?? )
Nie patrząc na Wuja Google, stawiam na Amerykanów.
Anyway- polska masa przyjęła bezkrytycznie wiele hamerykańskich obyczajów i świąt. Niedawno, podobno był…
Dzień Pizzy!( a może to jakieś włoskie święto?? ) ;)))
O maj God!!!!
Jeszcze Walentynki jako starą, zachodnioeuropejską ( o korzeniach rzymskich! ) tradycję mogę zaakceptować; głupie to jak diabli, ale w końcu jak posłucham
” Whole Lotta Love” , to jeszcze strawię ;)))
Z Halloween mam już problem; problem zarysował się wyraźnie, gdy miałam ochotę zabić własną córkę, gdy zaświergotała w listopadzie:
- mamusiu, a mogę chodzić przebrana za UPIORA i zbierać kasę ZA np cukierki?
;)))

*
Ok, jest Dzień Kota
Oto mój Milord, moje kocie dziecko, które wyrwałam ze szpon śmierci. Jego i jego rodzeństwo. Mieli tylko 8 dni..ehh, opowiadałam już o tym 100 razy.
Spójrzcie na Milorda. Dziś ma 2,5 roku.
A jeśli KTOŚ powie, że tak nie wychowuje się kota, zamorduję!
;)

*

My Lord, czy dziś na podwieczorek zjesz serniczek?

*

ZJADŁEM TROCHĘ ” W-ZETKI” ZE STOŁU..NIE LUBI JAK TAK ROBIĘ, WIĘC DAŁA MI W MISCE…

NO DOBRA,ZJEM JUŻ Z TEJ MISKI….

TAK OGÓLNIE TO, jak to mówią Młodzi, MAM NA WSZYSTKO WY..NE ;)

MOJA PANI CHYBA TEŻ ;)

A NAJBARDZIEJ I TAK LUBIĘ Z NIĄ SPAĆ !

Zerkam tu i ówdzie i widzę, że w sieci znów na topie temat płci, feministek; gdzie nie gdzie żal odchodzącego patriarchatu.
Hmmm. Nie zabieram głosu ws patriarchatu; wszak już w zamierzchłych czasach głównie Oni polowali,( głównie, bo do dziś są plemiona, gdzie łowiectwem zajmują się kobiety, domem mężczyźni)
Oni przynosili łupy a My siedziałyśmy niańcząc ich potomków; Oni byli przywódcami i myśliwymi i Im należał się szacunek i miano Pana, potem Głowy Rodziny. Jest za czym tęsknić, fakt :>
Wśród licznej rzeszy moich znajomych i przyjaciół ,jest kilka bardzo gorliwych feministek.
I bardzo, bardzo je lubię!
Nie, nie jestem , nie byłam i raczej nie będę jedną z nich; nie łażę na Manify, nie rwę staników ( przede wszystkim dlatego, iż nie mam co rwać, albowiem obywam się zwykle bez..;))
Przyznam, że swego czasu, gdy któryś z moich narzeczonych przegiął na całej linii, mówiąc językiem młodzieży :dostałam takiego wkurwa , że chciałam oficjalnie zasilić szeregi babskich bojówek . Niestety
( a może stety? ) jedna z moich koleżanek feministek , wyjaśniła mi delikatnie, że

nie bardzo się nadaję, ponieważ za bardzo lubię mężczyzn i jest ich za dużo wokół mnie .

Tak pierwsze ,jak i drugie stwierdzenie jest prawdą.
Nie, nie wyprę się, lubię mężczyzn ; ba! uważam, że są to istoty bardzo pożyteczne! Mogą np:
1. zająć się remontem domu ( no przecież po co mam się ..brudzić? Lub walczyć z wielką i ciężką wiertarką? )
2. niektórzy potrafią naprawić auto( no przecież nie będę zagłębiać się w tajniki budowy silnika!)
3.skopać działkę ( no przecież ja, kobieta, istota, ze swej natury przecież krucha , nie będę teak ciężkich czynności wykonywać! )
4. pomóc wnosić nowe meble do domu
5. wnosić ciężkie zakupy z samochodu :>
W zamian zwykle niewiele chcą; ich potrzeby skupione są głównie ,wokół w szerokim słowa rozumieniu, zaspokojeniu. Trzeba nakarmić, przytulić, wysłuchać czasem niezrozumiałych dla nas , kobiet ,męskich opowieści i oczywiście podzielić smutek niepowodzeń. Należy również nie przeszkadzać w spożywaniu alkoholu, czytaniu gazet i surfowaniu w sieci oraz nie utrudniać kontaktów z kolegami! Ani nie zapuszczać się w rewiry od początku należące wyłącznie do nich!
A przede wszystkim ZACHWYCAĆ się ! Wszystkim: urodą( choćbyśmy takiej nie zauważały) , wielkim intelektem ( choćbyśmy miały tu duże wątpliwości) , sprytem, siłą i nade wszystko tą męskością
A wtedy wszystko będzie ok! Można nawet osiągnąć wiele korzyści;
niech chodzą na polowania :>
Należy po prostu
bezwzględnie wyłączyć się i robić swoje!
*
Prócz tego, że mężczyźni są / bywają pożyteczni, można też się dobrze z nimi bawić.

A przede wszystkim można z nimi… tańczyć..
tańczyć!
;)

*

…Związki większe i mniejsze,
ciepłe i letnie,
radość życia, siła życia
instynkt samozachowawczy..?
Jest good, wszystko dobrze i ok,
póki
znów nie wróci, póki nie
wbije się jak cierń
Świat pełen jest substytutów ,
cieni i
tylko echo tamtych uczuć…
Tamtych chwil, gdy szaleństwo doprowadza do utraty zmysłów,
gdy widać blisko dno,
gdy wystarczy mały krok….
albo nie! Po co?
Wyrwać się, uciec, rzucić wszystko
jeden tylko skok!
Rozpacz, łzy, tęsknota
pusta wściekłość,
rozbite lustro…
..ohydna niemoc!

Boli.

Wiatr północny, gwiezdny pył
wstań, czas iść …
Czas,
czas koi i ‘tuli jak
ciepła noc
ktoś tu jest..?
..aa, to tylko …
ktoś

*

*
Miało nie być wiersza…sam się napisał.
Tak było i tak chyba czuje się raz.
Do utraty tchu, do granic szaleństwa.
A potem już tak nie można;
potem wszystko jest echem…

MY SIĘ ZIMY NIE BOIMY!

Uprzedzam:- dla ludzi o mocnych nerwach!

Czarownicy Kot , Mała Wiedźma, oraz Wiedźma osobiście, w lesie
;))))


*

*

*

*

No więc ( zaczynanie zdania od ” więc” jest jednym z moich ulubionych numerów; nie poprawiać ..więc! ;))
no więc sprawy mają się tak:
1. Jest -15, ale napadało wczoraj trochę śniegu i wreszcie jakoś To wygląda
2. To, żem niepospolita, to każdy wie; upewnię jednak niektórych w tym, żem dziwak , ogłaszając wszem i wobec , że bardzo dobrze czuje się w taką …zimę :) Sto razy lepiej niż w letnie upały, gdy duszę się i leżę powalona całkowitą niemocą!
3. Jakieś sukinkoty ukradły mi spod piwnicy 2 pary dobrych sanek, dawnych saneczek moich chłopców. Se stały tam z 1o lat, nikomu nie wadząc..aż nagle, przedwczoraj ktoś skubnął je…
Pomyślicie pewnie: czemu sanki stały pod a nie w piwnicy? ; otóż odpowiedź jest prosta: pod naszym kilkurodzinnym budynkiem jest bardzo duże podziemie, gdzie stara pralnia, piwnice prywatne i kilka przedsionków. W jednym z nich stały sobie -spokojnie- saneczki….
4. W związku z pkt 3 musiałyśmy z Małą W. wygrzebać jakieś całkiem stare sanki, natrzeć świeczką płozy i na nich próbować zjeżdżać z górek…
5. Oprócz dobrego red wine i little vodka mam dla Was coś na rozgrzewkę.

ZDAJĄC SOBIE SPRAWĘ Z TEGO, ZE NIKT NIE DA MI LAJKA ,
ŻE GRAFOROMAN PO TRZECH TAKTACH TEGO UTWORU WYJDZIE Z PORAŻENIEM SŁUCHU, MMRR WYJDZIE CHYBA SZYBCIEJ NIŻ POPRZEDNIK, CADDICUS NIE SKOMENTUJE NAWET, MAX WEŹMIE DOBRĄ setkę NA USPOKOJENIE, KATON I POKER OMINIE TO SZEROKIM ŁUKIEM , WG I CANE PRZY DOBREJ WHISKY WYTRZYMAJĄ MINUTĘ I ( i pół,może ;)
A
PANIE..HMM, NIE WIEM I CHYBA LEPIEJ ŻEBYM NIE WIEDZIAŁA :)
(WIEM TYLKO, ŻE CHARMEE TO JUŻ NIC NIE ZDZIWI ;))))

A więc licząc się z tym wszystkim
zapodaję muzę

*
Pees- to tylko kilka minut; mam wersję 2 godziny i 34 minuty :P

* BlĄdynka..? *

Posted: Luty 9, 2012 in Lightness of Being

Pewnego razu miałam bardzo ważne spotkanie w moim rodzinnym mieście Breslau. Z mojej cudownej prowincji do centrum Wrocławia jest około 1 godz. i 15 min godziny drogi; do przedmieść jest, przy dobrym układzie ( niewielka ilość innych użytkowników dróg ) około 20 minut. Ja niestety musiałam dostać się do przedmieść, ale…po drugiej stronie miasta. Mniej więcej 2 godziny jazdy…
Był marzec, dość zimny marzec. W czekoladowej sukience, brązowym kożuszku, brązowym kozaczkach ( na szpilce rzecz jasna! ) z drugą sukienką na zmianę w razie czego oraz zestawem nocnym ( do spania..:> ) w torbie podróżnej, wyruszyłam swoim ukochanym staruszkiem oplem do miasta.
- Skarbie, gdzie jesteś? Bo my już na miejscu, czekamy na Ciebie!- ciepły głos Andrzeja oderwał mnie na chwile od myśli o cholernym tłoku na drodze
- Skarbie, wyjechałam właśnie i widzę, że jest wyjątkowy bałagan dziś na głównej Nie wiem czemu tak powoli wszyscy jadą..Nie martw się, z jakieś 2 godzinki będę..może nawet na godzinę z haczykiem, jak przyśpieszą i wezmę kilku :)
- nie szalej Czorcie! Lepiej nie wyprzedzaj na głównej..
- no nie ucz mnie, proszę…
*
Pół godziny potem:
- Andrzejku, spóźnię się bardziej..jest jakiś straszny wypadek, zablokowana droga. Wszyscy czekamy. Zaczynajcie beze mnie…
*
Drogę, którą pokonuję zwykle w kwadrans, przebyłam w godzinę.
COŚ skusiło mnie, by zrobić sobie skrót i pojechać przez znajome wsie.
- Andrzej…skręciłam z głównej i..mam PRZEJAZD teraz! DWA POCIĄGI!! O maj god i..i jeszcze jakieś coś, taka niby lokomotywa!
Nie wiem już czy i kiedy dojadę…
Po dwudziestu minutach ruszyłam. Wreszcie!
*
Przede mną miasto! Moje kochane, moje rodzinne, ale czemu ( fuck! ) tak zatłoczone miasto?? Pojawił się jakiś czas temu Zdrojewski, potem Dutkiewicz; pojawiły się remonty dróg. Dobre to, ok, bardzo dobre, tak ma być, cieszę się..ale nie dziś, gdy tak śpieszę się!!
- Słońce, kiedy będziesz? Oni już dobrze dają w palnik , zaraz pewnie ich zetnie; te tysiąc kilometrów z Niemiec dziś i ten nasz zepsuty samochód po drodze..wiesz , te przygody
- no dobra, mówiłam zaczynajcie beze mnie. Ale TY MASZ POCZEKAĆ!
- czekam, czekam..przecież wiesz…za ile mniej więcej będziesz?
- za…no szlag jasny! Nie wiem! Niedługo. Zaraz
jakoś ominę korki , w końcu znam Wrocław na pamięć!
*
Uff, jestem już przed wylotówką na Karpacz i Szklarską. Moja ulubiona droga! Dwa pasy w jedną, dwa w drugą stronę! Tak powinny wyglądać wszystkie drogi, wszystkie większe ulice miast! -
Ooo! PRAWY PAS PUSTY! Jedziemy!- byłam bardzo zadowolona z nagłego obrotu spraw – jedziemy, jedziemy Angie, Andrzej czeka tam- mówiłam do siebie
- czeka TAM? – nieśmiało nagle zapukał głos wewnętrzny nagle- ” tam”- tzn ..gdzie dokładnie?? Przecież wiesz tylko, że ten hotel( motel? ) jest na obrzeżach miasta i jedno co o nim wiesz, to…znasz jego nazwę! Nie sprawdziłaś dokładnie jak tam dojechać…ee tam, to się okaże zaraz; stanę i spytam jakichś ludzi i już! Na razie jest ok, jadę sobie już jakiś ładny kawałek prawym , wolnym pasem. A te jełopy wszystkie stoją na lewym! hehehe… Zaraz, zaraz..a czemu oni wszyscy stoją na tym lewym?? Wszyscy chcą skręcać w lewo na skrzyżowaniu…? Nie- MO -żliwe!
O FUUUUCK!
Koniec drogi, ROBOTY DROGOWE!
No to pięknie! Jestem na końcu fuckowatej, ślepej uliczki!! Uliczki..hmm,
JEDNEJ Z NAJDŁUŻSZYCH ULIC WROCŁAWIA!!!
Pozostaje mi chyba tylko skręcić w osiedle w prawo…a tam..gdzie wyjadę? Jak wyjadę?? Nie, muszę COŚ wykombinować, Andrzej i wszyscy czekają już TAM..( no ..TAM- ale też nie wiem gdzie..! )
Nie pozostaje mi zrobić nic innego jak..no cholera, muszę to zrobić, trudno i tak już dość dziś przeżyłam!
Szybkie napuszenie włosów, napuszenie futerka na kołnierzu ślicznego, brązowego kożuszka, szybkie położenie bardzo błyszczącej szminki na usta, ciemne okulary na oczy i papieros.
Tak, papieros MUSI BYĆ. I TO coś MUSI DAĆ! A ja się dołoży minę słiti , naiwnej blondi..hmmm! Uda się!
Tylko jeszcze uchylić szybkę i tak niewinnie zerknąć na któregoś z mężczyzn za kierownicą z lewej
PIERWSZY Pan -na przedzie tego koszmarnego korku ( korka? :> ) zatrzymał swój samochód i szerokim gestem dłoni pokazał. że
USTĘPUJE MI I MOGĘ WJECHAĆ PRZED NIEGO..W TEN KOREK!
:))))))))))))

*
- wiesz, to całkiem fajne być kobietą i jeździć!- tydzień potem krzyknęłam radośnie do Króla Ojca- Ostatnio zaoszczędziłam na czasie..jakieś z 3 kilometry nawet!
Szybko opowiedziałam Mu całą historie.
Ojciec Srogi zrobił swoją Minę Rozbójnika- czyli wyraz twarzy, którego z jednej strony bałam się jako dziecko; z drugiej uwielbiałam: złośliwy uśmiech spod czarnych wąsów i charakterystyczny błysk w oku:
- Angie…już dawno mówiłem, że
kobiety powinny np lepić pierogi, prać mężowi koszule, czekać z kolacją, ale NIE..
NIE jeździć samochodami!

Nie powiedział nic więcej, albowiem spojrzenie Jego Żony – Skorpiona- ..chyba sparaliżowało Go.
Na chwilę ;)))

Wczoraj w Zamku odbyły się Warsztaty Cukiernicze.
Uczennice: Mała Wiedźma i Jej kuzynka
Mistrz( yni) : we własnej osobie Ja
Wyrób pączków, oponek i kuleczek serowych pochłonął cały, długi wieczór. Rum ( do produkcji ciastek ) oraz czerwone, wytrawne portugalskie od Szwagra ( nie do produkcji ciastek:> ) okazały się posiadać wyjątkową moc plątania mowy oraz powodowania uczucia błogości; nie były jednak na tyle mocne, by nie pozwolić koleżance Angie późnym wieczorem na sporządzenie kurczaka w sosie pieczarkowym oraz zupy kalafiorowej ( na dziś) . W niedzielę bowiem, grzechem jest wstawać przed godziną 11:30 i miast oglądać (w pozycji leżącej! ) Makłowicza, biec do kuchni! Tak..tego punktu regulaminu tygodniowego przestrzegam sumiennie :>
*
Obiad zjedzony, zapraszam Was więc na deser ;)

*

Małe rączki robią pączki

*

A to efekt pracy małych rączek
(oraz moich rączek)


***